Cześć wszystkim.
Mam 19 lat, moja była 18. Przybywam tutaj z dużym dla mnie problemem. Po 3 miesiącach zwiazku rozstałem się z dziewczyna z mojej winy, a co najgorsze w nowy rok. Układało się nam dosyć dobrze, oczywiście zaprosiłem ja na sylwestra. Wszystko było okej, do momentu gdy nie "zapanowałem" nad alkocholem i troche mi uderzył do głowy. Prosiła mnie przed nim abym duzo nie pił, sam nawet myślałem nad kilkoma kieliszkami i tyle,lecz skonczyło się inaczej. Pokuciłem się z nią tamtej nocy, ponieważ nie chciała przyjąć ode mnie prezentu noworocznego, ponieważ byłem pijany. Wkurzyłem się wtedy i powiedziałem kilka słów za dużo, pozniej gdy promile opadły, przeprosiłem ja, porozmawialismy i wydawało się być okej. Kolega zawiózł ją do domu, oczywiście w moim towarzystwie. Nastał nowy rok, po ogarnięciu się odrazu napisałem do niej żeby trochę sobie wyjaśnić i umówić się na spotkanie gdyż chciałem porozmawiać. I wtedy po kilkunastu smsach oznajmiła mi, że nie wie czy potrafi mi nadal ufać.. Dzwoniłem, pisałem nic nie dawało rady. Załamałem się wtedy, przez kilka dni wogole nie spałem ani nic nie jadłem. Nie mogłem sobie wbic do głowy dlaczego taka nagła zmiana, przez jedna kłótnie? Dzieki pomocy kumpli, po tygodniu się troche ogarnąłem, napisałem do niej, gdy spytałem czy się zobaczymy i porozmawiamy usłyszałem coś takiego: "Nie potrafię się z Tobą spotkać,mimo że bardzo za Tobą tęsknie, to nie mam przekonania że nasz związek ma jeszcze sens, a nie potrafie powiedzieć Ci tego prosto w oczy, ponieważ nadal coś do Ciebie czuje". Od tamtej pory przez cały stycznen chodze jak nacpany, nie mam na nic ochoty, wiekszość czasu spedzam w domu. Kocham ją niesamowicie i zrobił bym wszystko by do mnie wróciła.. doradzccie mi co mam robić.
Pozdrawiam