Kilka dni temu rozstaliśmy się z partnerem, byliśmy razem prawie 9 lat.. z przerwami, rozstań było już kilka, niestety to jest ostatnie, wyrządziliśmy sobie wiele krzywd. Nie mam siły teraz opisywać całego naszego związku, jest mi bardzo trudno i mam wahania nastrojów. Staram się myśleć pozytywnie, dużo czytam, wiem że jestem kobietą "kochającą za bardzo" z niskim poczuciem własnej wartości i nad poprawieniem tego zamierzam pracować w najbliższym okresie.
Zastanawia mnie tylko coś takiego: w okresie licealnym i na początku studiów, kiedy jeszcze byłam "wolna", miałam całkiem dużo powodzenie u facetów, jednak wszystkich zbywałam, chciałam żeby byli moimi kumplami, jednak kiedy oni chcieli czegoś więcej po prostu to ignorowałam.. trwało to właśnie kilka lat i krąży mi w głowie taka myśl, czy ten związek, który właśnie się zakończył to nie była powracająca karma za krzywdy, które wyrządziłam innym.
Był to mój pierwszy związek, bardzo kochałam i kocham nadal, jednak pełen był wzlotów i upadków, euforii i złego traktowania, wyznań miłosnych i krzyków.. toksyczny? nie wiem, ale kocham nadal i chciałabym, żeby wrócił..
Podobne tematy
głowa do gory bedzie dobrze ...
witam
ja tez mialam taki związek rozstawalismy sie kilka razy aż w koncu nadszedł ten ostatni raz. i cale szczęście ile mozna sluchać krzyków, kłótni i znosić zle trakotwanie nawzajem. nie posawolascie do siebie charakterem, poznasz jeszcze kogoś z kim nie będziesz sie klociła i stworzysz prawdziwy, poważny związek. i zamiast klotni i wyzwisk będzie tam milość ![]()
wiem że jestem kobietą "kochającą za bardzo" z niskim poczuciem własnej wartości i nad poprawieniem tego zamierzam pracować w najbliższym okresie.
Zastanawia mnie tylko coś takiego: w okresie licealnym i na początku studiów, kiedy jeszcze byłam "wolna", miałam całkiem dużo powodzenie u facetów, jednak wszystkich zbywałam, chciałam żeby byli moimi kumplami, jednak kiedy oni chcieli czegoś więcej po prostu to ignorowałam.. trwało to właśnie kilka lat i krąży mi w głowie taka myśl, czy ten związek, który właśnie się zakończył to nie była powracająca karma za krzywdy, które wyrządziłam innym.
może nie jesteś kobietą kochającą za bardzo tylko kobietą nie kochającą. jak kobieta umie kochać to jej nikt nie zostawia. A karą za olewanie kolesi którym sie podobało bedzie to że kiedyś bedziesz potrzebowała pomocy i nikt sie do ciebie nie odezwie
Heh.. ja po tym, jak mnie mąż zdradził, też myślałam, że to się los na mnie zemścił za tych kilku czy kilkunastu, których wcześniej "olałam". Karma wróciła...
Nic z tych rzeczy. Tak bywa, że nie musimy być zakochani w tych, którzy nas kochają. Po prostu. Nie mamy obowiązku kochać, bo ktoś kocha nas.
Agatelle napisał/a:wiem że jestem kobietą "kochającą za bardzo" z niskim poczuciem własnej wartości i nad poprawieniem tego zamierzam pracować w najbliższym okresie.
Zastanawia mnie tylko coś takiego: w okresie licealnym i na początku studiów, kiedy jeszcze byłam "wolna", miałam całkiem dużo powodzenie u facetów, jednak wszystkich zbywałam, chciałam żeby byli moimi kumplami, jednak kiedy oni chcieli czegoś więcej po prostu to ignorowałam.. trwało to właśnie kilka lat i krąży mi w głowie taka myśl, czy ten związek, który właśnie się zakończył to nie była powracająca karma za krzywdy, które wyrządziłam innym.może nie jesteś kobietą kochającą za bardzo tylko kobietą nie kochającą. jak kobieta umie kochać to jej nikt nie zostawia. A karą za olewanie kolesi którym sie podobało bedzie to że kiedyś bedziesz potrzebowała pomocy i nikt sie do ciebie nie odezwie
A Ty sie bedziesz smażyć w piekle za pisanie takich postów :-)
No nie mogłam się powstrzymać :-)
"jak kobieta umie kochać to jej nikt nie zostawia.. A karą za olewanie kolesi którym sie podobało bedzie to że kiedyś bedziesz potrzebowała pomocy i nikt sie do ciebie nie odezwie" - skąd czerpiesz takie mądrości?
Autorko, nie wierz w żadną karmę, ignorowanie zalotników nie jest grzechem. Nie szukaj winy w sobie. Jesteś teraz rozbita, rozżalona i trudno się dziwić po tylu latach związku. Sądząc z Twojego opisu - burzliwego. Widocznie wspólna przyszłość nie jest Wam pisana. Wiem, że w tym momencie rady typu; weź się w garść, czy zajmij się czymś, są niewiele warte, wręcz irytujące. Żałoba po rozstaniu nie ominie Cię.
Jednak staraj się nie pogrążać w totalnym żalu. Zamiast powtarzać; kocham go, chcę żeby wrócił, przypomnij sobie dlaczego po raz kolejny rozstaliście się i czy chcesz zmarnować jeszcze parę lat z tym człowiekiem?
"jak kobieta umie kochać to jej nikt nie zostawia.. A karą za olewanie kolesi którym sie podobało bedzie to że kiedyś bedziesz potrzebowała pomocy i nikt sie do ciebie nie odezwie" - skąd czerpiesz takie mądrości?
Autorko, nie wierz w żadną karmę, ignorowanie zalotników nie jest grzechem. Nie szukaj winy w sobie. Jesteś teraz rozbita, rozżalona i trudno się dziwić po tylu latach związku. Sądząc z Twojego opisu - burzliwego. Widocznie wspólna przyszłość nie jest Wam pisana. Wiem, że w tym momencie rady typu; weź się w garść, czy zajmij się czymś, są niewiele warte, wręcz irytujące. Żałoba po rozstaniu nie ominie Cię.
Jednak staraj się nie pogrążać w totalnym żalu. Zamiast powtarzać; kocham go, chcę żeby wrócił, przypomnij sobie dlaczego po raz kolejny rozstaliście się i czy chcesz zmarnować jeszcze parę lat z tym człowiekiem?
Wiatr fale gna i nuci
Co człek w kipiel rzuci
Z falą powróci
Na akcje następuje reakcja. Tak to już jest że ludzie reagują na to gdy widzą kogoś gdy ich olewa. Nie ma nic złego w odrzucaniu zalotów. Ale bezczelne ignorowanie ich bez okazania szacunku osobie która z tym zalotem wychodzi jest poprostu chamstwem. Autorko ! Poszukaj winy w sobie bo najczęściej tam właśnie jest. Nie daj sie nabrać na teksty o zranieniu itd. Zwłaszcza jeśli naprawde masz poczucie winy to z nikąd sie ono nie bierze. Zamiast bezsensownego myślanie o rozstaniach i marnowanych latach spójrz w lustro i przemyśl co zrobiłaś nie tak. Czemu nie wytrwałaś w tej miłości. Nie ma co tępo sie pocieszać gdy w rzeczywistości jesteś czemuś winna.
AntiTankNun napisał/a:Agatelle napisał/a:wiem że jestem kobietą "kochającą za bardzo" z niskim poczuciem własnej wartości i nad poprawieniem tego zamierzam pracować w najbliższym okresie.
Zastanawia mnie tylko coś takiego: w okresie licealnym i na początku studiów, kiedy jeszcze byłam "wolna", miałam całkiem dużo powodzenie u facetów, jednak wszystkich zbywałam, chciałam żeby byli moimi kumplami, jednak kiedy oni chcieli czegoś więcej po prostu to ignorowałam.. trwało to właśnie kilka lat i krąży mi w głowie taka myśl, czy ten związek, który właśnie się zakończył to nie była powracająca karma za krzywdy, które wyrządziłam innym.może nie jesteś kobietą kochającą za bardzo tylko kobietą nie kochającą. jak kobieta umie kochać to jej nikt nie zostawia. A karą za olewanie kolesi którym sie podobało bedzie to że kiedyś bedziesz potrzebowała pomocy i nikt sie do ciebie nie odezwie
A Ty sie bedziesz smażyć w piekle za pisanie takich postów :-)
No nie mogłam się powstrzymać :-)
Ej no. Nie będzie tak źle tylko mówię jak jest moim zdaniem nie?
...jak kobieta umie kochać to jej nikt nie zostawia. A karą za olewanie kolesi którym sie podobało bedzie to że kiedyś bedziesz potrzebowała pomocy i nikt sie do ciebie nie odezwie
Widziałem już wiele bredni na Forum, ale te słowa plasują sie w ścisłej czołówce