Jakiś czas temu rozstałam się ze swoim facetem, pisałam nawet o tym na forum że dobrze się stało, bo koleś mnie strasznie ograniczał. Na początku było cudownie, a później zrobił ze mnie sprzątaczke, praczke, kucharke i służącą w jednym. Nie przeszkadzało by mi to gdyby mnie potrafił docenić. On ma niesamowicie wielkie mniemanie o swojej osobie i zawsze musiał mieć racje. Takie cos niesamowicie przytłacza człowieka, gdy na każdym kroku ktos uświadamia Cię że jesteś głupsza od niego i nigdy nie możesz mieć własnego zdania.
Wszyscy w okół widzieli jak "usycham"-z radosnej i pełnej życia stałam się wiecznie zmęczoną i ponurą osobą. Będąc w związku czułam się samotna, nie czułam żadnego wsparcia z jego strony, nawet nie mogłam się do niego przytulić gdy tego potrzebowałam, bo ważniejsze było piwo, mecze, smsy do koleżanek itd. Wkońcu stwierdził że chce się rozejść bo nie wierzy już w to że może być między nami dobrze,. a on na pewno będzie szczęśliwszy z inną. Wynosząc sie uwyzywał mnie na dowidzenia (nigdy wcześniej nie słyszałam tyle obelg w moim kierunku). Na początku myślałam że to dobrze, że to już koniec, że już miałam tego dość, tego ciągłego znęcania się psychicznie na mnie i wpedzania mnie wciąż w poczucie winy. Ale tylko myślałam że będzie dobrze. Wiem że czas leczy rany,ale czuje sie z dnia na dzień coraz gorzej, nie potrafie sie na niczym skupić. Nie potrafie normalnie porozmawiać z drugim człowiekiem. Mówie sobie ciągle że jestem wartościowym człowiekiem, że potrafie żyć i cieszyć się z tego życia, ale nie potrafie. Ciągle wracają tylko te dobre chwile które razem przeżyliśmy i wciąż tylko myśle co on może w danej chwili robić. A najgorsze jest to, że nie powinnam, ale czuje się winna (tak długo wmawiał mi wiele rzeczy , że wkońcu w nie uwierzyłam). Jak sobie z tym radzicie??? Jak przestać o nim mysleć?? Jak mam sie zacząć cieszyć z życia, skoro czuje się uzależniona od niego? Tak, czuje sie teraz jak narkoman, który wie że coś jest złe, ale nie potrafi przestać. Czuje na zmiane złość i rozpacz. A marze o tym żeby wkońcu poczuć szczęście, by móc się cieszyć z każdej chwili życia, ale nie umiem. Męczę się sama z sobą i nie potrafie tego zmienić. CO ROBIĆ, JAK SOBIE POMÓC?
Podobne tematy
Spotykać się jak najczęściej ze znajomymi , tylko nie truć im o Swoim nieszczęciu , bo uciekną . Basen z koleźanką , siłownia . Po prostu wychodzić z domu .
Na początku było cudownie, a później zrobił ze mnie sprzątaczke, praczke, kucharke i służącą w jednym. Nie przeszkadzało by mi to gdyby mnie potrafił docenić. On ma niesamowicie wielkie mniemanie o swojej osobie i zawsze musiał mieć racje. Takie cos niesamowicie przytłacza człowieka, gdy na każdym kroku ktos uświadamia Cię że jesteś głupsza od niego i nigdy nie możesz mieć własnego zdania.
Ile Ty z nim wytrzymałaś??
Znaleźć pasję i się jej oddawać. No a poza tym pamiętać, że nasze szczęście nie zależy od nikogo i niczego z zewnątrz. Jest w nas. Trzeba je tylko znaleźć. Ja uczę się być sama, dużo myślę. Do wielu wniosków dochodzę. Czytam, słucham, piszę.
Zmieniam jako człowiek, analizuję błędy. Jest dobrze. Tęsknię jak cholera, ale jest dobrze.
Byliśmy z sobą ponad dwa lata, a mieszkaliśmy z sobą jakieś 6-7 miesięcy. Na początku się starał, dopiero później zaczął pokazywać swoje drugie "ja".
Współczuję Ci bo ja nie wyobrażam sobie jak bym mógł na swoją dziewczynę podnieść głos nie mówiąc już o obelgach czy "robienie z niej sprzątaczki" ...
Zapomnij o nim bo zbyt wiele nie tracisz.
Wiem o tym, jak o tym mysle to wiem że lepiej że to teraz wyszło niż jakbyśmy już założyli jakąś rodzinę. Ale jestem strasznie wrażliwą osobą, nie noszę nigdy długo urazy i dlatego pewnie teraz tak mnie to boli. Pokochałam go i zaufałam, a on mnie poprostu potraktował jak jakiegos śmiecia.
I tak się własnie kończy, jak strona udręczona czeka aż jej dręczyciel wykona ostateczny ruch - wyrzuci ją.
Mogłaś sama zadecydować i odejść, mogłaś pozbierać resztki godności i nie dać się do końca tak upodlić. Teraz przeżywasz to podwójnie, bo z powodu zawodu miłosnego i tego, że absolutnie nie zadecydowałaś o sobie i własnym życiu - pozwoliłaś na to innej osobie.
Co zrobić? Wstać z ziemi. Pozwolić sobie na żal i smutek nad sobą, odbyć żałobę, ale wyznaczyć sobie czas i konkretnie się go trzymać. Np, daje sobie miesiąc na lamenty, nie wychodzenie z łóżka i obejrzenie wszystkich najdurniejszych seriali. Po miesiącu zaczynam wychodzić z domu i wracać do żywych. Po dwóch miesiącach zajmuje się sobą i inwestuję w siebie. itp.
Jeśli nie wyznaczysz sobie czasu i granic, to w takiej rozpaczy możesz trwać nawet i z 10 lat jeśli tylko zechcesz. Wszystko siedzi w Twojej głowie.
Jeszcze nie rozumiesz wielu mechanizmów na tym etapie. Zbyt dużo emocji się teraz przez Ciebie przewala, a rozum śpi ![]()
Musisz zdać sobie sprawę, że takie pary jak wasza, gdzie jedna strona niepodzielnie dominuje ("narzuca" w mniej lub bardziej wyszukany sposób) swoją wolę, a druga bez mrugnięcia okiem ulega (często odczuwając z tego na nieuświadomionym poziomie satysfakcję) to nie przypadek.
Ty szukasz "opiekuna", bezpieczeństwa, kogoś, 'kto wie lepiej' od Ciebie, a on - potrafi sprawiać takie wrażenie ![]()
Osoba, która ma niskie poczucie wartości jak twoje, nie jest na dobrą sprawę w stanie odróżnić kogoś o silnej konstrukcji psychicznej (często myli się to z brakiem empatii lub agresją, okrucieństwem psychicznym lub fiz., etc.) od kogoś z problemami natury psychicznej, kto wyładowuje swoją frustracje na innych - patrz: twój ex chłopak.
W pewnym momencie uwierzyłaś, że ten chłopczyk z [problemami ma wyższą wartość od Ciebie, więc chciałaś by was "poprowadził".. Ale to było od początku skazane na niepowodzenie, bo nie może prowadzić ktoś, kto sam nie wie dokąd idzie, a jedynie rzuca się i miota ze złości, niszcząc innych po drodze.
Ten facet jest słaby, zawsze był. Jeszcze tego nie widzisz, bo 'chemia' Ci się rzuca po ciele.
Przyzwyczaiłaś się do skrajnych emocji, które dla Ciebie są atrakcyjne - TU jest prawdziwe źródło problemu.
Musisz się za to zabrać na samym początku, zaraz po tym jak już się wypłaczesz, jak pisała Teo
, w innym wypadku za pare lat przyciągniesz kolejnego "kata".
Na początku rozstania tak jest działasz jak w transie.
Alkohol, imprezy, nauka, egzaminy i rozpacz sprawiły ,że totalnie nie pamietam pierwszego miesiąca po roztsaniu jak bozi dyni. Po pierwsze robienie coś na siłę nic nie daje. Teraz patrząc przez pryzmat rozstań imprezy nic nie dają, pasje owszem pomagają ale wracasz np. z takiej siłowni do domu i nadal myslisz o ex.
Najbardziej pomaga nowa miłość
zatracając sie w nowym związku zapominasz o byłym/ byłej całkowicie
ale nie ma co szukać na siłe po wpadniesz w nowe gów***.
Napisalaś "Ciągle wracają tylko te dobre chwile które razem przeżyliśmy i wciąż tylko myśle co on może w danej chwili robić." Po co ? po co myślisz o nim pozytywnie jak był takim burakiem. Zrób sobie jego tabele negatywnych i pozytywnych cech i jak bozi dyni więcej będzie negatywnych. w sumie to dziwne podobno obie strony po rozstaniu czują na początku wielki gniew i same negatywne cechy po rozstaniu ,a z biegiem czasu po latach zapominają i postrzegaja swój dawny zwiazek pozytywnie. Uważam ,że złość i nienawiść do byłego pomaga. Ja swojego uważam za ciote
i mam nadzieje, że więcej nie będe miała z ludźmi jego pokroju do czynienia i go nie spotkam.
Im wiecej sie myśli o samotności tym gorzej musisz nauczyć się życ teraz przede wszystkim sama ze sobą A jak przyjdzie gorszy dzień to włacz jakąs gre strzelaninę i powystrzelaj wszytkich do okołoła ![]()
Najbardziej pomaga nowa miłość
zatracając sie w nowym związku zapominasz o byłym/ byłej całkowicie
Straszny egoizm
Karola_23 napisał/a:Najbardziej pomaga nowa miłość
zatracając sie w nowym związku zapominasz o byłym/ byłej całkowicie
Straszny egoizm
Niby dlaczego?
No pomyśl?
Wchodzisz w związek z nową osobą tak na prawdę wciąż myśląc o poprzedniej i być może nawet nadal ją kochasz, to nie jest fair.
No i pomijam już fakt, że żeby stworzyć udany związek trzeba się najpierw dobrze czuć samemu ze sobą, ta mądrość jest wielce pomocna.