netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.

12 odpowiedzi3 186 wyświetleńzałożony przez takaonajest, 02.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.

Witajcie,

piszę tutaj bo moja historia jest dla mnie bardzo ważna, ale absolutnie nie umiem zrozumieć co zrobiłam ja, co on i dlaczego tak sie skończyła. Będzie dość długie, niestety. Może znajdzie sie ktoś, kto bedzie potrafił to ogarnąć myślami, bo aż mi wstyd.
Byłam z moim partnerem prawie 4 lata. mamy oboje prawie po 40 lat. Ja rozwódka z dzieckiem, on wieczny singiel- chciał budować rodzinę, mieliśmy wiele planów na przyszłość, na dom, wspólna pracę, oboje wolne zawody. On nie pracuje pod ponad 2 lat. Ostatnio wynajęłam mieszkanie byśmy mogli w końcu razem zamieszkać. Jutro miałam sie przeprowadzać, on mieszka już 2 tygodnie tam i czekał na mnie. Ok, ale właśnie dzisiaj go... wyrzuciłam. Bardzo go kocham, on też, chyba. Zawsze go wspierałam, pomagałam jak mogłam, sam o sobie mówi że jest niezaradny życiowo i wiele sie musi uczyć. No takiego pokochałam, ma oczywiście wiele innych cudnych cech, poza jedną. Wypiera swoje błędy, nie widzi ich i jak cos zrobi źle, winę zwala na mnie, niezaleznie od tego czy brałam w tym udział czy nie. Usłyszałam już że : to moja wina że on załozył firmę, że mu nie idzie, bo ja wierzyłam w niego że sobie poradzi a sobie nie radzi. To moja wina że mi naubliżał, bo ja jestem emocjonalna i on sie boi moich reakcji ( nic mu nie robiłam i nie zrobiłam, prócz ewentualnego wkurzenia na coś, konsekwencje słowne), to moja wina że pożyczył pieniądze na samochód a teraz nie ma z czego oddać, bo ja mu powiedziałam kiedyś że jakoś sobie poradzimy i jak trzeba będzie to mu pomogę- to nie są moje domysły, tak mi mówi wprost. Co sie stało dzisiaj ? Obraził mnie słownie bardzo, bardzo mocnych słów użył, ubliżał mi od 3 dni mówiąc że musi mi dać nauczkę za to że wcześniej ja wybuchałam ( no ale nie tak, nie ten kaliber). Że jest mężczyzną i nie będzie przepraszał bo zrobił to celowo. Tylko że tym razem on sie zdenerwował na sytuację z zewnątrz a odbił sobie na mnie i ciagnął do końca bez umiaru. Odczekałam kilka dni, poszłam do maszego nowego mieszkania porozmawiać z nim spokojnie. Powiedziałam co mnie boli, że oczekuję przeprosin, że to boli bo ja jemu zawsze pomagam, tylko na mnie może liczyć i liczy cały czas, że jestem osobą najbliższą a tych sie nie rani. Uparł się i prócz tego że nie czuje się winny bo on ma prawo sie zdenerwować niczego nie wskórałam. Wściekłam się po słowach, że on beze mnie da sobie świetnie radę i przepraszac nie będzie tylko dlatego że u mnie mieszka i nie stać go na nic. Zupełnie nie widział swojej winy, nie rozmiał że nie wolno celowo krzywdzić. Wkurzyłam się i ponieważ sam kilka dni temu mnie zwyzywał i powiedział że sie natychmiast wyprowadza do rodziców ( mieszkają w innym mieście i akurat oni sie ucieszą jak do nich wróci bo mnie nie akceptują, bardzo religijna rodzina a rozwodniczka dla nich to zło ) Oni mają dla niego gotowy scenariusz na życie. Córkę sąsiadki na żonę, pracę u tatusia w zakładzie, mieszkanie u nich. No jak tak siedział i się upierał, nie spuszczał z tonu to mu powiedziałam że może się wyproadzać już. Niech dzwoni po rodziców i go zabierają. Zadzwoniłam ja, on rozmawiał, poprosił by przyjachali bo ja go własnie wyrzuciałam. Wyszłam. Napisałam mu smsa że prosiłam o przeprosiny tylko, bo to godzi w moją godność takie słowa a to że nie walczy o związek to juz dało do myślenia, skoro się poddał. Odpisał że mnie kocha bardzo, ale za późno i już rodzice w drodze. Wie że nie wróci już do Warszawy, że tak czuje, ale kocha mnie i całuje. Ma ktoś pomysł co to jest ??? Powiem tylko, że nigdy nikt go nie wspierał, nie wierzył w niego, ma słabe przykłady partnerstwa z domu rodzinnego, ojciec despota, ale jego szanuje najbardziej i nigdy nie chciał tam wracać bo wiedział że on będzie z niego szydził że jest nieudacznikiem życiowym.Pomagałam mu zawsze i kryłam przed rodziną by miał tam dobrą opinię. Kłamałam że pracuje.Ma długi o których ja tylko wiem, oni jak się dowiedzą to nie wiem co będzie i kto je spłaci, pewnie oni. Wobec mnie długi też ma. Myślę że spod moich skrzydeł uciekł pod skrzydła rodziców, że sam nie umie żyć. Pojechał...nie wróci. Tylko po co po fakcie to wyznanie miłości ???  Kocham go bardzo, walczyłam ponad swoje siły czasami o nas, rozpuściłam go i wiem to, byłam niezawodna zawsze, ale obrażać sie więcej nie dam. Nie wiem co myśleć... Może jest ktoś kto to potrafi wytłumaczyć jakkolwiek bo muszę się z nim rozstać emocjonalnie a to najtrudniejsze.

2 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2014-11-02 01:38:37)

Odp: Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.

Myślę, że on dobrze wie iż cały czas "wisiał" na Tobie i to Ty go wspierałaś we wszystkim. Dobrze wie, że teraz będzie mu ciężko, że powrót do rodziców to skutek jego nieporadności zyciowej. Widocznie on potrzebuje kogoś, kto poprowadzi go za rączkę przez życie. Jeśli tak wybrał, to niech tym kimś będzie tatuś. Skoro tak mu będzie dobrze.
Co do "wyznania miłości" na koniec, to moim zdaniem miało ono na celu wzbudzenie w Tobie poczucia winy. Poczucia winy za to, że wyrzuciłaś z domu biednego misia, co to tak Cię kocha a ty niedobra go pogoniłaś.
Jak na moje oko, to nie masz czego żałować. Facet 40 lat a zachowuje się jak nastolatek. Dzieci w przedszkolu potrafią się przyznać jak coś nabroją i okazują skruchę. Dorosły facet też powinien wiedzieć, że komuś bliskiemu należy się szacunek i słowo przepraszam.

3 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2014-11-02 01:59:06)

Odp: Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.

Nie mnie mi radzić bo sama jestem w kropce, ale po przeczytaniu tego co napisałaś, mając pewne doświadczenia i obserwację mogę powiedzieć tak - nie wykluczone że ten mężczyzna Cie kocha, możliwe że tak naprawdę jest, ale dla faceta fakt, że sam w jakiś sposób nie może sobie poradzić zawodowo, że zawodzi Ciebie i siebie, sprawia że się czuje źle, przestaje wierzyć w siebie... A stres, niepowodzenia odreagowuje na najbliższych -  tym przypadku Tobie. Nie da rady zbudować normalnego związku, bo czuje się źle ze sobą, że nie jest w stanie być takim jakim byś chciała by był... kiedy wspierałaś go że się jakoś uda, że będzie ok.. on zawiódł poniekąd i teraz obwinia ciebie, bo Ty mu doradzałaś (nie ważne, że po to by podnieść go na duchu, dać wiarę w siebie).. póki sam nie stanie na nogi (a nie jest młody, w sensie studentem itp.) nie ma co liczyć że się odnajdzie w związku. Oby rodzina mu pomogła (a nie tylko karciła)...
Życzę szczerze, by stanął na nogi zawodowo, a wtedy to na pewno korzystnie wpłynie na jego samoocenę a możliwe że też na waszą relację.
Powodzenia i pozdrawiam.

4

Odp: Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.

Oj, dziękuję za odpowiedzi. To dla mnie bardzo cenne i dziękuję że się pochyliłyście nad tym postem. To bardzo mądre co piszecie. Szkoda mi jednak, że już na "mecie", po 4 latach, jak mogliśmy być razem w sposób bardzo realny, mieszkanie było, tak się z niego cieszyliśmy, ja załatwiałam mu właśnie pracę, miał zacząć od poniedziałku w zaprzyjaźnionej firmie ( mówiłam mu o tym). Ja zaczęłam realizować nasz wspólne 2 projekty w piątek. Nawet dobrze sie zaczęło. Aż tu nagle ... Jestem bardzo empatyczna i emocjonalna, bardzo to przeżyję a najbardziej to, że nie zawalczył. Że wyznał mi miłość wielką jak wsiadał do samochodu rodziców by wrócić skąd przyjachał 10 lat temu. Nie mógł jak byłam jeszcze w mieszkaniu ? Jak rozmawialiśmy ? No nie mógł, uparty jest za bardzo moim zdaniem i myślę, że nie przyzna się sam przed sobą do błędu, może za jakiś czas, ale już będzie za późno. Bardzo się przyjaźniliśmy, nie miał ( sam tak mówił) większego powiernika ode mnie a zrezygnował i, niestety tak czuję, uciekł. Uciekł bo nie zatrzymał nas. Pożyczył mi nowego związku z kimś bardziej zaradnym i spokojniejszym od niego. To mnie zabolało. Gdy się prawdziwie kocha to sie nie oddaje ukochanej kobiety. Albo naiwna jestem. No boli mnie to i znając siebie będe musiała "odchorować". Po 4 latach w tym codziennym kontakcie, trudno tak się przestawić i każdy to wie, no ja też. Nie byłam na to gotowa. Jutro mieliśmy razem gotować obiad... A już go tam nie ma i wiem, wiem to, nie wróci. Nie bo by musiał się postawić rodzinie teraz a teraz oni mu podyktują swoje warunki. Nie stanowi sam o sobie, psychicznie jest uzależniony od opinii rodziców. Brzmi żałośnie, wiem, ale takiego nawet kochałam. Nie jestem desperatką, mam nadzieję, dlatego na pewne zachowania sie nie godziłam. Postawiłam swoją granicę i on zamiast kiwnąć głową przynajmniej że rozumie, upierał się że będzie tak robił nadal, skoro ja jestem agresorem słownym. Będąc obiektywną: ostatni raz jak się wkurzyłam na coś, po tym postawił mi ultimatum - albo pójde na terapię, albo on będzie robił tak samo jak ja. Poszłam, zaczęłam terapię, pilnuję się by nie wybuchać i o dziwo mi wychodzi jakoś, to jeszcze potrwa, ale wierzcie mi, nie byłam diabłem. Sam terapeuta stwierdził że może partner jest przewrazliwiony. Wiem że jest, on też wie, tylko czemu ja mam się dostosowywać ? Ja jak przwinię to przepraszam, on nie bo to dyshonor dla faceta. Teraz mamusia da ciepłą kołderkę, dobry obiad, tata zapędzi do pracy. Tylko czy o to mu chodziło ??? Czemu zrezygnował ze wszystkiego ? Tego nie pojmę. Już płakałam, teraz wzbiera we mnie złość z niedowierzania w to że poświęciłam tyle a nic nie zostało docenione, wszystko dało się zamknąć w 5 min. Nie było zdrady, kradzieży, oszustwa- mam nadzieję, tylko chyba zabrakło mu chęci i wiary w siebie samego i to że sie uda. W to, że jak powie "przepraszam, nie chciałem" to że to zdziała cuda. Czuje się on ofiarą i myślę że nie od dzisiaj.Jeszcze raz dziękuję za odpowiedzi, wstyd mi powiedzieć znajomym co mnie spotkało, nas spotkało, bo to trudne, jak widzicie, do zrozumienia. Pozdrawiam.

5

Odp: Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.

I dodam, że złość mnie bierze, bo on nie zastanowił się nad tym, że zostawia mnie z wynajętym mieszkaniem, rozpoczętymi naszymi projektami zawodowymi. Zostałam z dnia na dzień z tym sama i nie wiem czy mi się chce to juz robić. Wszystko przygotowywaliśmy razem sad Nie wiem czy zna słowo " odpowiedzialność". Denerwuję się na niego, bo zawsze wychodzi na to, że myśli tylko o sobie. Ulżyłam teraz sobie, ale to bardzo dobrze obrazuje jak można kochać na wiele sposobów wink

6

Odp: Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.

Z tego co piszesz, facet nie dojrzał do związku, pomimo wieku. Czemu ty masz się za to obwiniać? Oczywiście nie da się opisać całej sytuacji, jak było miedzy wami... ale jeśli facet w tym wieku woli matkę od kobiety... to sama się zastanów... Ja zawsze życzę jak najlepiej, jeśli Ci zależy, oby przejrzał na oczy i to nie za późno.. ale jeśli nie? Po co Ci taki facet????

7

Odp: Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.
takaonajest napisał/a:

I dodam, że złość mnie bierze, bo on nie zastanowił się nad tym, że zostawia mnie z wynajętym mieszkaniem, rozpoczętymi naszymi projektami zawodowymi. Zostałam z dnia na dzień z tym sama i nie wiem czy mi się chce to juz robić. Wszystko przygotowywaliśmy razem sad Nie wiem czy zna słowo " odpowiedzialność". Denerwuję się na niego, bo zawsze wychodzi na to, że myśli tylko o sobie. Ulżyłam teraz sobie, ale to bardzo dobrze obrazuje jak można kochać na wiele sposobów wink

Współczuję, ale on prędzej czy później się opamięta... możliwe że wtedy jak już będzie za późno..
Bądź dzielna!

8

Odp: Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.

Dziekuję za dobre i mądre słowa. Opamięta się... sama w to nie wierzę. Teraz myślę że albo jest nieuczciwy, albo zbyt słaby by zawalczyć. Dobił mnie dzisiaj tekstem " no jakie ja mam zamiary, no takie, by pomieszkać razem i zobaczyć czy sie dogadujemy, jak nie to się wyprowadzę" - to świetny tekst do kobiety którą się nazywało "narzeczoną". planowało z nią dom i rodzinę, wspólną firmę. Odkąd zamieszkał w tym naszym nowym mieszkaniu stawał się coraz bardziej oddalony. Nawet zaryzykuję że nabrał poczucia pewności siebie, też dzisiaj usłyszałam " no nie mam problemu z kobietami, zawsze w jakiś związkach byłem, myślę że sobie poradzę"- to miło, szczególnie jak wiele razy słyszałam że jestem wyjątkowa, że go rozumiem jak nikt inny i wie że drugiej takiej juz nie będzie miał. Takie piękne wyznanie po 4 latach smile Nie wiem co mu się stało. Zaczynam sądzić że może się przestraszył tego wspólnego mieszkania. Nagle wszystko straciło wartość a ja na terapię poszłam i jego zarzut eliminuję. Nie mam pomysłu. Może się znudził i nie wiedział jak odejść ? Może mnie specjalnie prowokował bo wie że nikt nie będzie się godził na ubliżanie ? Musiał wiedzieć że się nie zgodzę, zna mnie, po co ryzykował ? Nie mam pojęcia.

9

Odp: Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.
takaonajest napisał/a:

Dziekuję za dobre i mądre słowa. Opamięta się... sama w to nie wierzę. Teraz myślę że albo jest nieuczciwy, albo zbyt słaby by zawalczyć. Dobił mnie dzisiaj tekstem " no jakie ja mam zamiary, no takie, by pomieszkać razem i zobaczyć czy sie dogadujemy, jak nie to się wyprowadzę" - to świetny tekst do kobiety którą się nazywało "narzeczoną". planowało z nią dom i rodzinę, wspólną firmę. Odkąd zamieszkał w tym naszym nowym mieszkaniu stawał się coraz bardziej oddalony. Nawet zaryzykuję że nabrał poczucia pewności siebie, też dzisiaj usłyszałam " no nie mam problemu z kobietami, zawsze w jakiś związkach byłem, myślę że sobie poradzę"- to miło, szczególnie jak wiele razy słyszałam że jestem wyjątkowa, że go rozumiem jak nikt inny i wie że drugiej takiej juz nie będzie miał. Takie piękne wyznanie po 4 latach smile Nie wiem co mu się stało. Zaczynam sądzić że może się przestraszył tego wspólnego mieszkania. Nagle wszystko straciło wartość a ja na terapię poszłam i jego zarzut eliminuję. Nie mam pomysłu. Może się znudził i nie wiedział jak odejść ? Może mnie specjalnie prowokował bo wie że nikt nie będzie się godził na ubliżanie ? Musiał wiedzieć że się nie zgodzę, zna mnie, po co ryzykował ? Nie mam pojęcia.

Może się czuł źle i chciał się sam dowartościować? Nie wiem, nie znam całej sytuacji... Ale jedno wiem, że faceci mają problem z tym, że kobieta więcej zarabia albo jest bardziej zaradna..a co dopiero, jak mu się nie układa zawodowo.. to jak policzek...a jak sie lepiej dowartościować, jak nie ma się czym pochwalić w pracy 'no nie mam problemu z kobietami, zawsze w jakiś związkach byłem, myślę że sobie poradzę', choćby jakąkolwiek twarz zachować... słabe i płytkie to fakt.... ale podkreślam nie znam całej sytuacji...

10

Odp: Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.

A tak o tym nie pomyślałam, masz rację. Biedny bronił się, tylko ja nie atakowałam sad Tak mi przykro że on zawsze czuje się atakowany, nie przyjmuje krytyki żadnej, każdą informację trzeba filtrować. Wymaga łagodności a sam jest opryskliwy i arogancki jak nie ma humoru. Myślę że bardzo niesprawiedliwie podchodzi do sprawy i myślał zawsze że cokolwiek by nie zrobił to ja zawsze będę w myśl zasady że mi bardziej zalezy. Dzisiaj sie musiał zdziwić, nie zatrzymywałam go, sama wykręciłam numer do jego ojca by go zabrali, jak niegrzeczne dziecko z kolonii. No tak, bo nie miał gdzie iść a siedzieć w mieszkaniu i lekceważyć mnie i ubliżać mi nie pozwoliłam. No nie, a on nie mógł pogodzić się z tym, co sobie sam wbijał do głowy i jego rodzina go nakręcała- nie będziesz miał pracy to będziesz  zależny od niej i będziesz musiał się jej słuchać. Tylko że ja z nim żyłam bez jego pracy już 2 lata i nie stawiałam warunków. Poznałam go to nic nie miał ale bardzo chciałam by uwierzył w siebie że może, jak każdy a nawet lepiej. To na nic, duchy przeszłości go zjadają i słowa ojca " jesteś nieudacznikiem, inni to juz mają rodziny i dobrą pracę". Kiedyś powiedział że gdyby mnie nie było by wyjechał za granicę do pracy. Pewnie teraz to zrobi, mam tylko nadzieję że sie przekona co to prawdziwe życie i prawdziwa praca. Może kiedyś wspomni ...

Dobry cytat:

"on, co prawda, nic złego mi nie zrobił, ale za to ja zrobiłem mu ohydne świństwo, a jak tylko zrobiłem, zaraz go za to właśnie znienawidziłem".

I to jest bardzo dobra obserwacja. Ludzie mają tendencję do obwiniania innych za własne błędy, bo to jest wygodny sposób, żeby pozbyć wyrzutów sumienia i utrzymać we własnych oczach dobry wizerunek.

11

Odp: Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.
takaonajest napisał/a:

oboje prawie po 40 lat.......On nie pracuje pod ponad 2 lat..

aleś se znalazła.

12

Odp: Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.

Dziewczyno, Ty od tego typa uciekaj jak najdalej.
Ten typ czterdziestoletniego chłopczyka jest zbyt słaby i ograniczony żeby przyjąć na siebie odpowiedzialność za własne czyny.
Jeśli coś się uda, to będzie ze ON to zrobił. Jeżeli coś się nie uda, to zawsze będzie przez Ciebie.

Poczytaj historie kobiet w toksycznych związkach, jest tego tu na forum dużo.
Za kilka lat będziesz wrakiem człowieka. Tego chcesz?

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie wiem co myśleć. Wyrzuciłam go, zranił ale przeprosić nie umiał.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026