tZaczynając od początku? Poznałam pewnego faceta. W sumie już dość dawno. Nasz kontakt zawsze był powierzchowny. ?cześć? i tyle. Około 2 miesięcy temu zaczeliśmy częściej rozmawiać- jakoś tak wyszło. Potem spotykać się na papierosa lub pogaduszki, a po pewnym czasie już romansować. Pisze romansować- bo chłopak niestety ma żone i dzieciaka. Ja- strasznie poniszczona emocjonalnie, stwierdziłąm, że to fajny układ. Skoro ciągneło go w moją strone, doszłam do wniosku, że taki ma charakter- po prostu jest facetem który zdradza. Ja się boje angażować, więc dla mnie ukłąd idealny- brak możlwiości zobowiązań.
Okazało się nieco inaczej- On nigdy nie zdradzał, a moja osoba tak działała na niego, że nasz kontakt mający być pierwotnie stu procentowo koleżeńskim, nagle stal się burzliwym romansem. Jako argument do tej relacji zawsze podawałam ?Bo nie chcę się wkręcić, a między Nami nie ma takigo ryzyka?. Okazało się inaczej- facet był za mną jak nikt inny. Bardzo zabiegał, bardzo się mną interesował, i nieustannie rozmawialiśmy- w każdej wolnej chwili w pracy jak i po niej. Nasze ?emocje? czy też ?uczucia? zaczeły się rozszerzać, aż między wierszami zaczeły się pojawiać wspomnienia o wyjściach z tej sytuacji. Mówił, że nie wie jaką drogę wybrać, bo ta szczęśliwa ze mną, wiąże się z Tym, że unieszczęśliwi innych ludzi, i go znienawidzą. Nie pojawiło się słowo ?rozwód? ale jednocześnie mówił, że żona go nie trzyma przy sobie, jedynym czynnikiem jest dzieciak.
Z mojej strony te emocję rozwineły się w dziwny sposób- zawsze będąc z facetem w pewien sposób zmuszałam się do uczuć i bycia z nim. W mojej głowie były myśli ?Przecież jest dla mnie dobry, to na pewno będzie mi ok?. Zawsze sobie wmawiałam te uczucia, i wkońcu w nie wierzylam. Ale nigdy nie było jak teraz?.Teraz ich nie chciałam, przyszły same, i niestety muszę przyznać, że nigdy nie były tak piękne. Muszę nadmienić, że dogadujemy się idealnie. Mamy podobne gusta, pomysły na życie. Po prostu rozumiemy się bez słów. Ostatnio powiedzial mi, że na świecie są 3 osoby idealnie dopasowane charakterami, i że to nie wyobrażalne, że jestem blisko tu, że nie sądził, że kogoś odnajdzie. Wiecie co to znaczy?
Ja go nigdy nie prosiłąm o deklaracje. Dla mnie najważniejsze jest oprócz dobra mojego, dobro jego dziecka- nie może opuszczać ich nie będąc tego pewny.
Wyjeżdzam za 2 tygodnie do innego miasta- może na miesiąc, może na rok. Wyjeżdzam ze względu na siebie, ale i też ze względu na niego- żeby podejmować jakiekolwiek decyzję, musi zostać sam, i dowiedzieć się czego tak naprawdę chce.
Czy uważacie, że powinniśmy utrzymać kontakt i walczyć o siebie? Czy go zerwać i zapomnieć, żeby nie psuć małżeństwa?
Co powinnam robić? Iść za głosem serca? I walczyć? Czy zostawić decyzję jemu i siedziec cicho?
Pierwszy raz czuję coś takiego?
Przy odpowiedzi miejcie na uwadzę to, że zostawiając żone nie musi zostawiać różnież syna. Może być przy nim zawsze tylko gdy On będzie tego potrzebował.
Podobne tematy
Słowo klucz w końcu uwierzyłam, nieźle ciebie więc wkręcił powiem krótko nie warto. Ta gadka z byciem dla dziecka to standard u ludzi zdradzających. Będzie cię trzymał na dystans a wracał do domu azylu bo żonka mu wypierze ubranka i zrobi obiadek. Jemu jest dobrze pytanie jak tobie....
Tylko właśnie zastanawia mnie to, że ja nigdy nie poruszałam tego tematu. To jego słowa, niczym nie wymuszane. sama nie wiem..
4 2014-10-26 17:46:18 Ostatnio edytowany przez ApoteozaPrawdy (2014-10-26 17:46:48)
Słowo klucz w końcu uwierzyłam, nieźle ciebie więc wkręcił powiem krótko nie warto. Ta gadka z byciem dla dziecka to standard u ludzi zdradzających. Będzie cię trzymał na dystans a wracał do domu azylu bo żonka mu wypierze ubranka i zrobi obiadek. Jemu jest dobrze pytanie jak tobie....
Uważasz, że z żoną jest tylko dla wypranych gaci? Bez jaj.
Wrzucanie ubrań do pralki to naprawdę nie taki wielki wysiłek. ![]()
A autorka - "poniszczona emocjonalnie" - powinna udać się na jakąś terapię, zamiast podrywać cudzych mężów.
Cholerna egoistka. ;]
nie warto tkwić w takim układzie, tez byłem tym trzecim, ale dzis zrozumiałem , ze nie warto stac w miejscu i czekać...
Powiem ci tak - " Nigdy nie zbudujesz szczęścia na cudzym nieszczęściu "
Ten twój facet to kolejny nieszczęśliwy, skrzywdzony przez złą żonę dupek, który nie potrafi się na nic zdecydować, pewnie brakuje mu odwagi,żeby spojrzeć żonie w twarz i powiedzieć jej prawdę. Oni tak zawsze mówią,że ze względu na dzieci nie potrafią odejść - gówno prawda. Po prostu ma was teraz dwie i tak mu odpowiada.
Pamiętaj,ze jeśli okłamuje żonę, to okłamuje też pewnie ciebie.
Co do dzieci, dzieci zawsze cierpią, facet odchodząc do kochanki zostawia i żonę i dzieci !
Wyjedź, zostaw go i jeśli mają się rozejść to niech robią to bez twojego udziału. Chcesz żyć potem na prawdę całe życie z poczuciem winy,że rozbiłaś rodzinę ?
7 2014-10-26 17:51:04 Ostatnio edytowany przez ApoteozaPrawdy (2014-10-26 17:52:33)
Na nic więcej nie zasługujecie widocznie, tylko na bycie tymczasowymi dodatkami. Sami sprowadzacie się do tego poziomu, gdzie zalane szczynami g***no ma już nawet większą wartość.
Muszę nadmienić, że dogadujemy się idealnie. Mamy podobne gusta, pomysły na życie. Po prostu rozumiemy się bez słów.
Trudno, żeby było inaczej, skoro zdecydowaliście się na romans. Ludzie nie robią tego raczej, bo się ze sobą nudzą i się nienawidzą.
Ostatnio powiedzial mi, że na świecie są 3 osoby idealnie dopasowane charakterami, i że to nie wyobrażalne, że jestem blisko tu, że nie sądził, że kogoś odnajdzie. Wiecie co to znaczy?
Pojęcia nie mam. Gdybyś mogła podać źródło, z którego wyciągnął tą teorię, link do badań na temat, czy cokolwiek, bo w obecnej formie jest to pseudointelektualny bełkot.
Czy uważacie, że powinniśmy utrzymać kontakt i walczyć o siebie? Czy go zerwać i zapomnieć, żeby nie psuć małżeństwa?
Co powinnam robić? Iść za głosem serca? I walczyć? Czy zostawić decyzję jemu i siedziec cicho?
Nie wiem jak inni, ale ja się nie podejmuję odpowiedzialności za Twoje życiowe wybory. Generalnie uważam, że za wiele oczekujesz od forum, próbując przerzucić na nie ciężar swoich życiowych wyborów.
Pierwszy raz czuję coś takiego?
...i tym stwierdzeniem implikujesz, że to uczucie prawdziwe i wyjątkowe, a forum powinno Ci doradzić: tak, zostań z nim?
Przy odpowiedzi miejcie na uwadzę to, że zostawiając żone nie musi zostawiać różnież syna. Może być przy nim zawsze tylko gdy On będzie tego potrzebował.
Czyli forum z d e c y d o w a n i e powinno doradzić Ci: "tak, zostań z nim"?
Ogólnie nie jestem prędka do potępiania romansów i kochanek. Ilu ludzi, tyle historii. Czytając Twój post odnoszę jednak - dość powierzchowne rzecz jasna - wrażenie, że łatwo "kupić Cię" banałem, a do przeciętnej w sumie praktyki dopisujesz wydumaną teorię. Wg teorii kochanka jesteście 2/3 układu idealnego. A ta ostatnia część to kto? Może jego żona?
Oczekujesz rzeczowych porad, ale opisując węzłowe punkty związku i swoje motywacje, używasz tak enigmatycznych pojęć jak "jakoś tak wyszło" oraz "idę za głosem serca".
Jeśli chcesz faktycznie wyrobić sobie tu opinię, czy warto, czy nie warto, przeczytaj sobie wszystkie wątki założone przez kochanki, zlicz porażki i happy endy i wyciągnij średnią.
Może po prostu stosuje mechanizm obronny, bo mam świadomość, że się wplątałąm, a nie chce zostać potępiona. Dlatego się "usprawiedliwiam"
To na co zwracacie mi uwagę jest bardzo ważne- i zwrócenie uwagi na fakt, że tak piszę, powoduje, że spadam na ziemię.. ale to dobrze ![]()
TwojPolamanyLudzik napisał/a:Muszę nadmienić, że dogadujemy się idealnie. Mamy podobne gusta, pomysły na życie. Po prostu rozumiemy się bez słów.
Trudno, żeby było inaczej, skoro zdecydowaliście się na romans. Ludzie nie robią tego raczej, bo się ze sobą nudzą i się nienawidzą.
TwojPolamanyLudzik napisał/a:Ostatnio powiedzial mi, że na świecie są 3 osoby idealnie dopasowane charakterami, i że to nie wyobrażalne, że jestem blisko tu, że nie sądził, że kogoś odnajdzie. Wiecie co to znaczy?
Pojęcia nie mam. Gdybyś mogła podać źródło, z którego wyciągnął tą teorię, link do badań na temat, czy cokolwiek, bo w obecnej formie jest to pseudointelektualny bełkot.
TwojPolamanyLudzik napisał/a:Czy uważacie, że powinniśmy utrzymać kontakt i walczyć o siebie? Czy go zerwać i zapomnieć, żeby nie psuć małżeństwa?
Co powinnam robić? Iść za głosem serca? I walczyć? Czy zostawić decyzję jemu i siedziec cicho?Nie wiem jak inni, ale ja się nie podejmuję odpowiedzialności za Twoje życiowe wybory. Generalnie uważam, że za wiele oczekujesz od forum, próbując przerzucić na nie ciężar swoich życiowych wyborów.
TwojPolamanyLudzik napisał/a:Pierwszy raz czuję coś takiego?
...i tym stwierdzeniem implikujesz, że to uczucie prawdziwe i wyjątkowe, a forum powinno Ci doradzić: tak, zostań z nim?
TwojPolamanyLudzik napisał/a:Przy odpowiedzi miejcie na uwadzę to, że zostawiając żone nie musi zostawiać różnież syna. Może być przy nim zawsze tylko gdy On będzie tego potrzebował.
Czyli forum z d e c y d o w a n i e powinno doradzić Ci: "tak, zostań z nim"?
Ogólnie nie jestem prędka do potępiania romansów i kochanek. Ilu ludzi, tyle historii. Czytając Twój post odnoszę jednak - dość powierzchowne rzecz jasna - wrażenie, że łatwo "kupić Cię" banałem, a do przeciętnej w sumie praktyki dopisujesz wydumaną teorię. Wg teorii kochanka jesteście 2/3 układu idealnego. A ta ostatnia część to kto? Może jego żona?
Oczekujesz rzeczowych porad, ale opisując węzłowe punkty związku i swoje motywacje, używasz tak enigmatycznych pojęć jak "jakoś tak wyszło" oraz "idę za głosem serca".
Jeśli chcesz faktycznie wyrobić sobie tu opinię, czy warto, czy nie warto, przeczytaj sobie wszystkie wątki założone przez kochanki, zlicz porażki i happy endy i wyciągnij średnią.
Tylko właśnie zastanawia mnie to, że ja nigdy nie poruszałam tego tematu. To jego słowa, niczym nie wymuszane. sama nie wiem..
Bo on tobą umiejętnie manipuluje, mówi to co chcesz usłyszeć ![]()
Mój mąż od pół roku wciska bajce swojej kochance, ze mnie zrobił potwora...
A za nim się wyprowadził, spotykając się z nią, sypiał normalnie ze mną i zachowywał się jak zawsze.
Oczywiście, twierdził,że dzieci nigdy nie zostawi, a teraz dzieci ma w dupie.
Nie bądź egoistką, nawet nie wiesz jaki to jest ból, dzięki tobie komuś zawali się świat.
Nie wiesz na prawdę jak jest w ich związku, pewnie ta biedna żona jest niczego nieświadoma a wy wbijecie jej nóż w plecy
Może po prostu stosuje mechanizm obronny, bo mam świadomość, że się wplątałąm, a nie chce zostać potępiona. Dlatego się "usprawiedliwiam"
To na co zwracacie mi uwagę jest bardzo ważne- i zwrócenie uwagi na fakt, że tak piszę, powoduje, że spadam na ziemię.. ale to dobrze
Już zostałaś potępiona, sama siebie też potępiłaś wchodząc w związek z zajętym facetem. ;]
Jeszcze nie spadłaś na ziemię, dopiero, mam nadzieję, że spadniesz. I to nie będzie upadek "na cztery łapy".
Ten żonaty typ też jest żałosnym człeczkiem, co nie znaczy, że jesteś mniej winna.
Wyjechać chcesz z miasta, bo myślisz, że uciekniesz od odpowiedzialności za swoje czyny? Sumienie da o sobie znać, prędzej czy później, a jak go nie używasz, co jest bardzo możliwe - wiedz, że karma to wredna s*ka.
TwojPolamanyLudzik, w tego typu historii zawsze ktoś będzie cierpiał. Chyba że stać Was wszystkich troje na otwarty związek albo zachowacie z kochankiem 100% dyskrecji i 0% roszczeń do wyłączności. Jednak nawet wtedy mogą pojawić się pewne komplikacje, o czym możesz przeczytać w wątku "Zdrada z przyjacielem", w tym dziale.
Nie możesz też liczyć na wielką wyrozumiałość ze strony forum, bo pisze tu wielu użytkowników zmagających się ze zdradą partnera i w polskim społeczeństwie jest generalnie niewielkie przyzwolenie na niewierność. Nie żebyśmy byli, jako naród, wyjątkowi pod tym względem. Podobną postawę reprezentują społeczeństwa, na które wpływ wywarła moralność purytańska (u nas w grę wchodzi oczywiście katolicyzm).
Osobiście uważam, że sztuka przejścia z romansu do oficjalnego związku rzadko się udaje, bo mężczyzna czego innego szuka u kochanki, a czego innego u żony.
Jeśli na poważnie zastanawiasz się, czy warto, a nie szukasz jedynie potwierdzenia, zapytaj siebie uczciwie, czy akceptowałabyś kochanka jako stałego partnera, z pełną świadomością, że potrafi zdradzić, ma zobowiązania wobec dziecka i zapewne będzie miał awantury ze swoją eks.
Odpowiedz sobie też na pytanie, czy faktycznie szukasz oficjalnej relacji. Twierdzisz, że masz problemy z zaangażowaniem się. Wielu ludzi z tych samych powodów zdradza małżonków.
Rozważ, czy Wasza relacja jest ekscytująca ze względu na Wasze uczucia i charaktery, czy może znaczącą rolę odgrywa w niej "syndrom Tristana i Izoldy" - działanie wbrew konwenansowi.
ApoteozaPrawdy , ale jestes jadowita ![]()
Obawiam sie, ze mile teorie, ze laska zaplaci za to co robi, to fikcja dla zdradzanych kobiet, ktore chca poprawic sobie humor.
Moja sukowata kuzynka 'rozbila' co najmniej 5 zwiazkow i nie jest jej szkoda , a teraz ma meza i dziecko i on ja na rekach nosi juz od dobrych kilku lat (ten maz akurat nie byl zajety).
Jest tysiac gorszych rzeczy , ktore mozna zrobic zonie i za ktore powinno sie kogos potepiac. I takie przesadzanie i robienie z tego zbrodni roku smieszne jest. Moze niedlugo bedziemy do wiezienia wsadzac za to razem z mordercami wlasnych dzieci i mezami bijacymi zony?
Autorko, facet mowi przetrarte stare klamstwa moim zdaniem. Wyjedz, nie kontaktuj sie i zostaw go. To tylko dwa miesiace i po takim czasie nie mozna mowic o zadnym dopasowaniu, ani tym bardziej milosci.To glupie zauroczenie, a on jest sprytny.
Swoja droga, naprawde nie wiedzialas, ze tak sie to skonczy? Ze wlacza sie uczucia u Ciebie?
14 2014-10-26 18:24:17 Ostatnio edytowany przez ApoteozaPrawdy (2014-10-26 18:31:49)
Osobiście uważam, że sztuka przejścia z romansu do oficjalnego związku rzadko się udaje, bo mężczyzna czego innego szuka u kochanki, a czego innego u żony.
Raczej niedojrzały wymoczek, zakompleksiony palant, a nie mężczyzna. Jest to bardzo krzywdząca opinia dla prawdziwych facetów, którzy szukają partnerek, a nie żon i osobno kochanek.
"ApoteozaPrawdy , ale jestes jadowita".
Bynajmniej, nie widziałaś chyba jeszcze prawdziwego jadu. ![]()
Nina, czyli twoim zdaniem zdrada jest spoko, nic w tym złego? Może powinnam jeszcze autorkę poklepać po pleckach?
Co do twojej "zacnej" kuzynki... jeszcze wiele może się zdarzyć w jej życiu. ;]
I naprawdę szkoda, że nie trafiła "kosa na kamień", kiedy kolejny raz bawiła się w 'rozbijanko'.
15 2014-10-26 18:37:18 Ostatnio edytowany przez Koczilla (2014-10-26 18:37:56)
Koczilla napisał/a:Osobiście uważam, że sztuka przejścia z romansu do oficjalnego związku rzadko się udaje, bo mężczyzna czego innego szuka u kochanki, a czego innego u żony.
Raczej niedojrzały wymoczek, zakompleksiony palant, a nie mężczyzna. Jest to bardzo krzywdząca opinia dla prawdziwych facetów, którzy szukają partnerek, a nie żon i osobno kochanek.
Po pierwsze, używam słowa "mężczyzna" w biologicznym znaczeniu.
Po drugie, nie dopisuj do moich stwierdzeń swoich własnych teorii typu "p lub q". Nigdzie nie napisałam, że mężczyzna musi mieć i żonę, i kochankę. Seks i bliskość to najczęściej warunek konieczny do zaistnienia romansu, najczęściej też niewystarczający do wejścia w oficjalny związek/związek małżeński.
Swoja droga, naprawde nie wiedzialas, ze tak sie to skonczy? Ze wlacza sie uczucia u Ciebie?
Nie miałąm pojęcia
Nie wiem czy te uczucia są, narazie się wkręciłam, ale mogę sprytnie uciec- dlatego tu piszę.
To zawsze działa w dwie strony... Wiem jak to boli , bo cały czas to przechodze,a trwało to ponad rok...
18 2014-10-26 18:42:22 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-10-26 18:43:34)
Autorko proste ćwiczenie, patrzysz w lustro i... widzisz cokolwiek wartościowego tam czy nie??
Dalej, załóżmy, że temat jest dziełem kogoś innego, czy ten facet jest wartościowy na jego podstawie czy też nie??
Poza konkursem jesteś strasznie naiwna.
To zawsze działa w dwie strony... Wiem jak to boli , bo cały czas to przechodze,a trwało to ponad rok...
O tak, głupota boli i to bardzo... ale to bardzo dobrze, czyż nie?
ApoteozaPrawdy napisał/a:Koczilla napisał/a:Osobiście uważam, że sztuka przejścia z romansu do oficjalnego związku rzadko się udaje, bo mężczyzna czego innego szuka u kochanki, a czego innego u żony.
Raczej niedojrzały wymoczek, zakompleksiony palant, a nie mężczyzna. Jest to bardzo krzywdząca opinia dla prawdziwych facetów, którzy szukają partnerek, a nie żon i osobno kochanek.
Po pierwsze, używam słowa "mężczyzna" w biologicznym znaczeniu.
Po drugie, nie dopisuj do moich stwierdzeń swoich własnych teorii typu "p lub q". Nigdzie nie napisałam, że mężczyzna musi mieć i żonę, i kochankę. Seks i bliskość to najczęściej warunek konieczny do zaistnienia romansu, najczęściej też niewystarczający do wejścia w oficjalny związek/związek małżeński.
Ok, widocznie źle Cię zrozumiałam i dopowiedziałam sobie, że chodzi ci o to, co tam wcześniej napisałam.
Tak boli, ale to byl ostatni raz, ona byla moja pierwsza...wszystkiego mnie nauczyła... nie zaluje niczego,ale boli
Widzicie, mam możliwość się wycofać, ale boje się,że tracąc coś takiego raz, to strace to na zawsze. Przez 25 lat mojego życia nie czułam czego takiego, i to mnnie trzyma w tym wszystkim.
Jestem naiwna, ale co zrobić? Moge być albo naiwna, albo tchórzliwa.
A "tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszychi ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą" ..
22 2014-10-26 18:54:22 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2014-10-26 19:03:52)
Widzicie, mam możliwość się wycofać, ale boje się,że tracąc coś takiego raz, to strace to na zawsze. Przez 25 lat mojego życia nie czułam czego takiego, i to mnnie trzyma w tym wszystkim.
Jestem naiwna, ale co zrobić? Moge być albo naiwna, albo tchórzliwa.
A "tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszychi ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą" ..
No, ale co stracisz? Iluzje?
Przeciez tam nic raczej nie ma. Prawdopodobienstwo, ze to jakas wielka milosc jest jedno na miliard.
To jest nawet wiecej niz naiwne.
Zdrada to jest zranienie bliskiej osoby i zlamanie obietnicy. Tak, to okropne.
Ale juz bez przesady.
Jak ktos zdradza to nie byl warty zwiazku. Ludzie sie schodza i rozchodza. Zwiazki na cale zycie istnieja, ale to wcale nie jest wiekszosc.
Nie uwazam, ze zdradzajacy albo kochanka powinni byc potepieni przez kogokolwiek innego niz swoje wlasne rodziny i nie uwazam, ze powinni byc karani cale zycie.
Moja kuzynka nie byla samotna, ani zakochana. Obijala facetow kolezankom bliskim, tylko po to zeby je zranic i pokazac, ze ona moze im zabrac faceta jesli chce - i sama o tym otwarcie mowila.
Tylko jeden facet jej odmowil i byla bardzo wsciekla - wiec chociaz troszke jej sie dostalo.
23 2014-10-26 18:58:30 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-10-26 18:59:57)
Widzicie, mam możliwość się wycofać, ale boje się,że tracąc coś takiego raz, to strace to na zawsze. Przez 25 lat mojego życia nie czułam czego takiego, i to mnnie trzyma w tym wszystkim.
Jestem naiwna, ale co zrobić? Moge być albo naiwna, albo tchórzliwa.
A "tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszychi ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą" ..
Wiesz, że adrenalina związana z potajemnymi schadzkami w regularnym związku nie ma racji bytu?
Laska weź w końcu przesuń ośrodek decyzyjny do mózgu, bo na razie to Ty jesteś ślepa i tylko bredzisz. Ale jak chcesz dostać po d..., to próbuj, a może wszyscy tu się mylą i trafiłaś "6"...
Widzicie, mam możliwość się wycofać, ale boje się,że tracąc coś takiego raz, to strace to na zawsze. Przez 25 lat mojego życia nie czułam czego takiego, i to mnnie trzyma w tym wszystkim.
Jestem naiwna, ale co zrobić? Moge być albo naiwna, albo tchórzliwa.
A "tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszychi ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą" ..
daj mi swoje gg, pogadamy
Jak sama piszesz, b o i sz się utracić swój wyjątkowy (?) związek. Nie zaryzykujesz postawienia faceta przed wyborem, a więc tchórzysz tu i teraz.
Naiwną mogłaś się nazywać do momentu, w którym dowiedziałaś się, co między Wami jest i w jakim kierunku zmierza. Teraz jesteś po prostu oportunistką i żaden złoty cytat tego nie zmieni.
26 2014-10-26 19:11:34 Ostatnio edytowany przez ApoteozaPrawdy (2014-10-26 19:35:06)
Jestem naiwna, ale co zrobić? Moge być albo naiwna, albo tchórzliwa.
A "tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszychi ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą" ..
Moim zdaniem największą ułomnością jest to, co już sobą prezentujesz, czyli egoizm, kiepski, wewnętrzny kodeks moralny; brak empatii, naiwność, brak wyobraźni i jeszcze kilka innych paskudnych cech, których nie wymienię.
Skoro wiesz, że i tak dalej będziesz brnęła w to bagno, to po co zawracasz nam głowy? Po co w ogóle ten temat? Liczyłaś, że ktoś ci będzie kibicował? Poklepie po pleckach, doda otuchy? Hmm?
Nina:
"Jak ktos zdradza to nie byl warty zwiazku. Ludzie sie schodza i rozchodza. Zwiazki na cale zycie istnieja, ale to wcale nie jest wiekszosc".
Masz rację, zgadzam się.
"Nie uwazam, ze zdradzajacy albo kochanka powinni byc potepieni przez kogokolwiek innego niz swoje wlasne rodziny".
Sęk w tym, że rodzina najczęściej dowiaduje się ostatnia, więc wcześniej też ktoś może powiedzieć: hej, to jest niewłaściwe zachowanie. Ja pisałam dosadniej, bo gardzę zdrajcami, kochankami i zdradą ogólnie, pod każdą postacią, czyli nie tylko zdrada w związku.
"i nie uwazam, ze powinni byc karani cale zycie".
Nikt ich nie będzie karał, a co dopiero miałby całe życie, szkoda zachodu. Sami odczują skutki swoich zachowań i się rozczarują - albo i nie, bo tak też się przecież zdarza. Jednak z takimi cechami i podejściem do życia, to nie widzę ich świata w kolorowych barwach.
"Obijala facetow kolezankom bliskim, tylko po to zeby je zranic i pokazac, ze ona moze im zabrac faceta jesli chce - i sama o tym otwarcie mowila.
Tylko jeden facet jej odmowil i byla bardzo wsciekla - wiec chociaz troszke jej sie dostalo".
Skądś ta złość, a wręcz nienawiść musiała się brać u niej. Nikt normalny, a na pewno nikt szczęśliwy nie myśli o tym, żeby odbijać facetów koleżankom, żeby sobie i innym coś udowodnić. O.o
Mowila, ze musi sie dowartosciowac i sobie pokazac , ze nie tylko w domu jest najlepsza.
Ona jest bardzo bardzo rozpieszczona przez dziadkow i rodzicow jedynaczka.
Rozne sa sytuacje. Mojej kolezance z pracy, maz powiedzial 'idz sobie znajdz kochanka' , bo sam zdradzal i ona poszla. Facet chyba byl zonaty, ale ona nie wiedziala bo nie zadawala pytan zadnych. Spotykali sie czasami, jedli kolacje i uprawiali seks ktorego nie bylo w jej zwiazku od dawna.
Miala prawo nie chciec wiedziec nic o tym facecie, a on sam nie mowil. Moze byla kochanka, moze nie byla, to problem pomiedzy nim i jego zona.
Tez bylam zdradzona i nawet mi do glowy nie przyszlo winic kochanki za to, bo niby za co? To obca kobieta dla mnie i nie musi pilnowac zebym nie zostala zdradzona.
Autorka tematu, jest no maksymalnie naiwna. Jak mozna wierzyc w uczucie jakies , ktore tylko kilka miesiecy sie kreci. Jak moze ten facet mowic, ze sa dopasowani tak bardzo skoro tak malo sie znaja i nie przeszli przez nic razem.
Widzicie, mam możliwość się wycofać, ale boje się,że tracąc coś takiego raz, to strace to na zawsze. Przez 25 lat mojego życia nie czułam czego takiego, i to mnnie trzyma w tym wszystkim.
Jestem naiwna, ale co zrobić? Moge być albo naiwna, albo tchórzliwa.
A "tchórzostwo nie jest jedną z najstraszliwszychi ułomności, ono jest ułomnością najstraszliwszą" ..
I o to chodzi, byś straciła "TO" na zawsze. Jeżeli uważasz, że jesteś w stanie to przerwać, zrób to. Bo, tak naprawdę tego nie stracisz, a uwolnisz się od tego gościa.
Twój kochanek, to niezły bajerant swoją drogą.
Według jego "teorii" ludzkość dzieli się na setki milionów potencjalnych "trójkątów".
Dziwne tylko, że to on czuje się upoważniony do orzeczenia, że charaker jego, Twój i jego żony (bo chyba ją miał na myśli, jako trzeci "bok" Waszego trójkąta) są takie same i potwierdzają tę teorię.
Jeśli ma rację, to znaczy, że masz (oprócz zalet "świeżynki") takie same wady, co jego "stara".
Jego żona to oczywiście nieczułe i wredne babsko.
Idąc tym torem rozumowania logicznym jest, że
nie będzie ryzykował wymiany jej na taki sam model - wadliwy i z krótką gwarancją "świeżości".
Masz dopiero 25 lat.
Jak długo zamierzasz jeszcze czekać, aż coś się odmieni?
To dopiero dwa miesiące, a masz niepowtarzalną okazję uwolnić się od "funkcji" odskoczni od rutyny małżeńskiego życia kochanka.
Uciekaj, dopóki nie zaangażowałaś się tak, by zdecydować się na desperacki krok próby rozbicia małżeństwa tych dwojga.
A takie próby często kończą się poinformowaniem kochanki przez "tego jedynego", kim faktycznie dla niego była i gdzie może sobie wsadzić swoją miłość.
To tyle "jasnowidzenia"
Co z tym zrobisz, Twoja broszka.
Ostatnio powiedzial mi, że na świecie są 3 osoby idealnie dopasowane charakterami, i że to nie wyobrażalne, że jestem blisko tu, że nie sądził, że kogoś odnajdzie. Wiecie co to znaczy?
Ja nie wiem. Nie jestem socjologiem, psychologiem, psychiatrą, czy filozofem. Ale Ty możesz sprawdzić prawdziwość tej teorii prosząc o poznanie z jego zoną. Prawdziwość tej teorii sprawdzisz sama...
dziewczyny widze bardzo sie tu rozkrecily z osadami, niech lepiej na siebie najpierw spojrza zanim zaczna atakowac.
Nie chce generalizowac , ale wiem ze wiekszosc kobiet , ktore mialy podobny problem , zaluja straconego czasu z takimi wlasnie facetami. Logiczne jest ze nie powinno sie wiazac z czlowiekiem zajetym , tylko do nas to jakby nie docieralo. Zycie nie jest bajka i trzeba je brac takim jakie jest. Ja osobiscie podjelam decyzje ze zostane z nim. Jesli Ty rowniez zostaniesz to bedziesz miala na barkach nie tylko jego ale i byla , ktora tak czy inaczej bedzie gdzies tam zawsze z boku. Bedzie faza zazdrosci , porownan , strach przed porzuceniem, no i dzieciaczek ktorego mozesz przeciez niezaakceptowac bo nie Twoj. Ciezki temat, pomysl czy jestes gotowa na takie rewolucje. Zabiera to duzo czasu i energii, niewyobrazalny stres, zrob sobie taki rachunek sumienia , za i przeciw. Milosc podobno wszystko zwyciezy ale skad wiadomo ze to milosc ? Moze na tym ucierpiec cala trojka jesli okaze sie ze to tylko ulotne zauroczenie.
Moja sukowata kuzynka 'rozbila' co najmniej 5 zwiazkow i nie jest jej szkoda , a teraz ma meza i dziecko i on ja na rekach nosi juz od dobrych kilku lat (ten maz akurat nie byl zajety).
Ciekawy jestem jak mąż może być "nie zajęty"
.
Chyba, że to otwarty związek
.
NinaLafairy napisał/a:Moja sukowata kuzynka 'rozbila' co najmniej 5 zwiazkow i nie jest jej szkoda , a teraz ma meza i dziecko i on ja na rekach nosi juz od dobrych kilku lat (ten maz akurat nie byl zajety).
Ciekawy jestem jak mąż może być "nie zajęty" http://emotikona.pl/emotikony/pic/zdziwko.gif.
Chyba, że to otwarty związek http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif.
Nie był zajęty, gdy zaczęła się nim zajmować. Teraz jest jej mężem, Lexpar.
Lexpar napisał/a:NinaLafairy napisał/a:Moja sukowata kuzynka 'rozbila' co najmniej 5 zwiazkow i nie jest jej szkoda , a teraz ma meza i dziecko i on ja na rekach nosi juz od dobrych kilku lat (ten maz akurat nie byl zajety).
Ciekawy jestem jak mąż może być "nie zajęty" http://emotikona.pl/emotikony/pic/zdziwko.gif.
Chyba, że to otwarty związek http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif.Nie był zajęty, gdy zaczęła się nim zajmować. Teraz jest jej mężem, Lexpar.
Kumam.
"Milosc podobno wszystko zwyciezy ale skad wiadomo ze to milosc ? Moze na tym ucierpiec cala trojka jesli okaze sie ze to tylko ulotne zauroczenie."
To wypowiedz kobiety, ktora szczerze mowi!!!! Wiele zwiazkow, ktore nazywaja swoje relacje i uczucia miloscia, to w istocie takie wlasnie zauroczenia, stad wiele problemow jakby niejako danych z automatu.
"zaluja straconego czasu z takimi wlasnie facetami"
poniewaz celem jest utworzenie stalego zwiazku, chec posiadania a jednoczesnie sam zwiazek zaczyna sie od zupelnie czegos innego. Czyli baza i poczatek nie ten co powinien byc.
Obawiam sie jednak, ze niewiele osob zrozumie o co mi tutaj chodzilo.
Autorka zadała pytanie, co robic, i do tego się odniosę.
Myślę, że usunąć się.
To jednak jest Rodzina, nie wiemy, jakie naprawdę są w niej relacje.
Jesli facet jest pewny kierunku swojego życia, niech załatwi te sprawy sam.
Okaże się wtedy, czy jego słowa to zwykły bajer, czy nie.
Sądzę, że seperacja powinna dać odpowiedż co dalej z tym romansem.
Może pokazać prawdziwe intencje, uczucia, zamiary.
Natomiast oczywiście źle się stało,
że w ogóle doszło do romansu,
jest to przyczynianie się do tego, że ktoś żyje w kłamstwie i ktoś jest okłamywany/oszukiwany,
w tym wypadku jest to zdradzana żona.
Facet powinien dać sobie czas na solidną refleksję,
zdecydować, co dla niego jest ważne.
Czy podejmie ryzyko?
Czy postawi wszystko na jedną kartę?
Nie znamy go.
Każda sytuacja jest inna.
Autorko, weź pod uwagę, że jesli nawet on wróci do Ciebie i uporządkuje swoje sprawy, wasza relacja może się zmienić.
Czym innym jest spotykanie się ukradkiem, a czym innym bycie z kimś codzienne, życie z czyimiś wadami i zaletami.
A jeśli czar pryśnie?
Ty sobie życie możesz ułożyć, ale tam jest Rodzina....
Jeśli można to uratować, Rodzina jest zawsze priorytetem.
Gdy czar pryśnie, tamtego się już nie poskleja,
on straci więcej od Ciebie.
Czy w ogóle próbował ratować to małżeństwo?
Czy naprawdę zrobił wszystko, aby tam było lepiej?
Zadurzył się w Tobie, zbliżyły was wspólne tematy...
ale czy próbował najpierw dzielić się myslami, odczuciami, z żoną?
Nawet jeśli są różni, to rozmowy pozwalają budowac więź i pojawia się szansa na zmianę.
reasumując:
zostaw go w spokoju, spróbuj żyć swoim życiem, nie naciskaj, to jego sprawa, to on zdradził, to on powinien to ogarnąć.
w razie niepowodzenia z tobą, to on coś traci.
Niech to przemyśli i wybierze to, co uzna za naprawdę ważne.
Twoja obecnośc nie pomoże mu trzeźwo ocenić sytuacji.
Potrzebny jest dystans. Rzomowy i próby naprawienia czegoś z zoną. Dopiero wtedy, gdy NIC nie da się naprawić, na 100 %, można myśleć o innym zyciu, związku. Choć nawet to jest niezdrowe, bo po zakończeniu czegoś człowiek powinien jakiś czas być SAM. Bo rozwód to ogromny stres, zmiana, przewartościowanie życia. To jest czas na przemyslenie, co poszło nie tak, na rachunek z samym sobą, na dostosowanie się do nowego zycia. Wpadnięcie od razu w czyjes ramiona jest zwyczajnie psychologicznie niechigieniczne, niezdrowe.
Dzięki wszytskim. Pozwoliłyście mi się w fajny sposób zdystansować. pisałam wczoraj pełna emocji- dziś już pewniejsza siebie wiem z którą stronę iść.
Chociaż chciałbym ufać, nie mam nigdy pewności jaki będzie dla mnie, więc w tym przypadku ryzysko nie jest wskazane.
Na pewno nie mogę pozwolić mu zostawić żony dla mnie- jeśli jest mu źle, to niech ją zostawi z własnej inicjatywy beze mnie w tle
Dzięki za dobre, i za złe słowa
Piątka!
Dzięki wszytskim. Pozwoliłyście mi się w fajny sposób zdystansować. pisałam wczoraj pełna emocji- dziś już pewniejsza siebie wiem z którą stronę iść.
Chociaż chciałbym ufać, nie mam nigdy pewności jaki będzie dla mnie, więc w tym przypadku ryzysko nie jest wskazane.
Na pewno nie mogę pozwolić mu zostawić żony dla mnie- jeśli jest mu źle, to niech ją zostawi z własnej inicjatywy beze mnie w tle![]()
Dzięki za dobre, i za złe słowa
![]()
Piątka!
Tak jest.
Jeśli jemu jest źle w małżeństwie, niech sam bierze odpowiedzialość za jego ewentualny rozpad.
Jednak, według mnie, jego gadki, to jeden wielki "pic i fotomontaż".
Pozdrawiam.