Zastanawiam się czasem, co kieruje światem - przypadek...jeśli tak, to może dlatego tak niesprawiedliwie jest w życiu? DLaczego jeden ma pod górkę a drugi z górki? Ktoś powie że ci, co twierdzą że są pokrzywdzeni przez los, to sami są winni że go nie zmieniają. naprawdę, los da się zmienić? A jak wytłumaczyć to, że jedni mieli kochającą rodzinę, np., dobrego partnera, szczęście ogólnie pojęte, a drudzy nie dość że rodzina ich lekceważyła, nie miała dla nich czasu w okresie dzieciństwa a potem dojrzewania, i każdy ich problem nazywała głupstwem? a przecież nawet psychologowie piszą, że jak małe dziecko płacze bo nie ma cukierka (taki głupi przykład) to ten brak cukierka to jest nadal problem mimo że dla nas dorosłych głupi, to dziecko ma emocje, potrzebuje rozmowy, zrozumienia, dla niego ten problem to jest duży problem. A mnie nigdy nie rozumieli, wrecz śmiali się cała rodzina z tego że byłam płaczliwa, nieśmiała, wujkowie stroili żarty, nabijali się. dzieciństwo przez to zepsute, to potem nawet w miłości się nie poszczęściło?
Co ja takiego w sobie mam, że trafiam na niewłasciwych mężczyzn. Jeden traktował jak zabawkę, drugi był niezdolny do stworzenia dojrzałego związku, trzeci kompletnie oderwany od spraw rodzinnych i nawet nie stara się zbliżyć nas do ludzi, do moich rodziców jest jak lód, zdystansowany, chłodny, bez serca, nawet teraz po 4 latach...a swojej rodziny też unika...i stawia przez to szkalny mur...przez co jego mama jak ma mnie polubić jak prawie mnie nie widuje? jak jego rodzina ma mnie powaznie traktować kiedy on nas izoluje, unika, każde zaproszenie na uroczystość, imieniny, urodziny,odrzuca? A ja chciałabym iść, zbliżyć się, tak brakuje mi ludzi
(( Marzyłam o ciepłej dobrej rodzinie, a przynajmniej choć trochę ciepła od kogoś innego niż on, bo to w życu nie wystarcza... ale tego też nie dostanę. moja zaś rodzina mieszka niestety teraz za granicą, a ja czuję się często sama, zuepłnie sama. On ma brata i dwie siostry i brata żo a jest lubiana, odwiedza się z teściową, sisotry tam wesoło szczebioczą a my dlaczego w izolacji? ja też chciałabym z nimi "poszczebiotać" i byc kochana, akceptowana.:((
Kto mi powie, czy to naprawdę moja wina? Czy uważacie że to wina danego człowieka że przydarzają mu się pechowe sytuacje, podczas gdy obok koleżanka czy bratowa tryska szczęściem, otoczona kochającą rodziną? Czy to takiej osoby wina że nie umie brać udziału w dzisiejszym wyscigu szczurów przez co ma gorsze stanowisko, nie umie się wyścigować? Nikt nie nauczył mnie walczyć o więcej i lepiej. W mojej rodzinie poprzestawano na małym. Wiem, ktoś powie - możesz to zmienić, nie zwalaj na rodzinę... - ale cieżej jest takiej osobie, paraliżuje są strach. Dodam, że mama zawsze za mnie wszystko robiła, ale to wszystko, aż pewnego dnia powiedziała że nic już nie zrobi i zamiast stopniowo mnie wdrażać w dorosłość rzuciła mnie na głębokie wody, to było parę lat temu. bez okresu przejściowego. Od tego czasu radzę sobie w większości sama, zarabiam, mieszkam gdzie indziej. Ale i tak jestem nieszczęśliwa. I to bardzo.
Inny przykład szczęścia ludzi: dookoła patrzę jak koleżanki rodzą dzieci, jak się cieszą, całe rodziny obok nich, a ja bardzo koacham dzieci, ale nawet nie mam z kim tego dziecka mieć.