Z moim M byłam 5 lat. Było dobrze, nie moge narzekac na Niego ani nasz zwiazek. Nie było oczywiscie idealnie, ale oto był dobry związek. Przez ostatnie kilka miesięcy spadło troche spraw na moją głowę. Przyznaje - stałam się nerwowa, czepialska i mało rzeczy mnie cieszyło. M cierpliwie to znosił, czasami zdarzały się sprzeczki, ale podnosił mnie na duchu. Wreszcie posprzeczalismy sie o jakas glupotę - cięzko powiedzieć o co. pare dni nie rozmawialismy, a gdy do niego napisałam stwierdził, że to co się dzieje ze mna go przytłacza i nie wie co powinnismy w tej sytuacji zrobic. Po kolejnym tygodniu wymusilam na nim rozmowe, myslalam ze przeprosze i wszystko wroci do normy. Jednak stało się inaczej, M stwierdził, ze musi odpoczac. przez chwile pomyslec o sobie a nie o mnie. ze chce sie rozstac i zobaczyc jak to bedzie. Wszystko w milym tonie z obietnica nadchodzacej przyjazni.
Nie moge tego sobie wybaczyc. Caly czas mysle o tym co bylo i wiem ze to byla, jest prawdziwa milosc.
Wiem, ze jestem w stanie zrobic wszystko zeby wrocil.
Jednak nie jestem obiektywna. Czy wyglada na to ze jest na to szansa? Co powinnam robic?
Pozdrawiam ![]()