Czytam to forum od ok roku i doszłam do wniosku, że odpowiedź na to pytanie często brzmi - tak!
Mam koleżankę, którą zdradził mąż. Dlaczego? Była idealną żoną, dbała o niego, gotowała obiady, prała sprzątała i czekała z ciepłą kolacja aż wróci z pracy. Czego mu zabrakło? - Partnerki.
Po roku huśtawki emocjonalnej dorosła do tego aby zając się sobą. Poszła do pracy, awansowała, znalazła pasje i zaczęła żyć swoim życiem. Teraz to maż o nią zabiega, dzielą się obowiązkami a on widzi jakim był idiotą.
Taki scenariusz często spotykam tez tu na tym forum. Dlatego może warto zastanowić się do czego "matkowanie" nas doprowadzi i zweryfikować swoje zachowani póki jeszcze jest czas.
Może wtedy nie będziemy obwiniać kochanek, że ukradły nam męża, nie będziemy obwiniać mężów, że są niewdzięczni i nie będziemy obwiniać w końcu same siebie, że nam się nie udało..
Podobne tematy
A ja myślę, że ubieranie zdrady w jakis logiczny gorset to gruba pomyłka.
Mam nadzieję, że twój wpis miał mieć taki troszkę sarkastyczny wydźwięk?
Aby DAĆ do myślenia?
Bo tak naprawdę, to winien (czynu) jest TEN, który się na TEN krok decyduje...
NIEMNIEJ - WARTO mieć oczy w głowie i uruchomione szare komórki ![]()
Bo żona nie = gosposia. W ten sposób ni godności własnej, ni lojalności się nie zbuduje ![]()
Anhedonia :-) oczywiście, że tak
To, że będziemy Partnerkami, nie gwarantuje nam stałości związku, ale może zwiększa jego szanse..
Nie wiem co odpisywać dziewczynom piszącym tu na forum, że "mąż chyba mnie zdradza ze swoja pielęgniarką czy sekretarką. Jestem zdruzgotana wiec idę sobie zrobić tipsy dla poprawy humoru". Tak, jest to sarkazm, ale ile takich postów tu jest. Na pytanie- " a co Ty sama robisz", najczęstszą odpowiedzią jest, że nic bo nie mogę znaleźć stałej pracy i zajmuje się domem. O ile są dzieci to ok, ale ile razy tych dzieci nie ma lub już dawno dorosły?
Wina jest zawsze po stronie zdradzającego. Jak występują problemy w związku to się je wspólnie rozwiązuje..jeśli mimo to ktoś chce zdradzić niech zakończy obecny związek. Po co sobie i innym życie komplikować?
Czytam to forum od ok roku i doszłam do wniosku, że odpowiedź na to pytanie często brzmi - tak!
Mam koleżankę, którą zdradził mąż. Dlaczego? Była idealną żoną, dbała o niego, gotowała obiady, prała sprzątała i czekała z ciepłą kolacja aż wróci z pracy. Czego mu zabrakło? - Partnerki.
Po roku huśtawki emocjonalnej dorosła do tego aby zając się sobą. Poszła do pracy, awansowała, znalazła pasje i zaczęła żyć swoim życiem. Teraz to maż o nią zabiega, dzielą się obowiązkami a on widzi jakim był idiotą.
Taki scenariusz często spotykam tez tu na tym forum. Dlatego może warto zastanowić się do czego "matkowanie" nas doprowadzi i zweryfikować swoje zachowani póki jeszcze jest czas.
Może wtedy nie będziemy obwiniać kochanek, że ukradły nam męża, nie będziemy obwiniać mężów, że są niewdzięczni i nie będziemy obwiniać w końcu same siebie, że nam się nie udało..
Ech takata,
Jednym brakuje partnera/ki, innym matkowania, jeszcze innym jeszcze czegoś innego, ale zawsze są to deficyty, które odczuwają zdradzający i w konsekwencji to ich słabości. A zdrada to droga na skróty aby te deficyty wypełnić.
Dlatego nie zgadzam się z Twoją ... tezą.
Anhedonia :-) oczywiście, że tak
To, że będziemy Partnerkami, nie gwarantuje nam stałości związku, ale może zwiększa jego szanse..
Nie wiem co odpisywać dziewczynom piszącym tu na forum, że "mąż chyba mnie zdradza ze swoja pielęgniarką czy sekretarką. Jestem zdruzgotana wiec idę sobie zrobić tipsy dla poprawy humoru". Tak, jest to sarkazm, ale ile takich postów tu jest. Na pytanie- " a co Ty sama robisz", najczęstszą odpowiedzią jest, że nic bo nie mogę znaleźć stałej pracy i zajmuje się domem. O ile są dzieci to ok, ale ile razy tych dzieci nie ma lub już dawno dorosły?
nie zwiększa takata
jak znajdzie kandydatkę chętną i napaloną, to przestanie mu odpowiadać, że śpisz po prawej stronie łożka, albo masz nogi w rozmiarze 38 a nie 37...
zdrada nie bierze się z deficytów, deficyty sa i beda, jakiekolwiek
zdrada 'definiuje" deficyty
bo przecież biedny zdradzający miś, biedny zdradzasjąca miśka zdradzali.. bo musieli.. nie mieli wyboru -bo partner sraki i owaki...
uwierz mi - nie ma zdradzającego, który nie znalazł sobie (po fakcie) powodów, dlaczego akurat on, akuratmusiał akurat zdardzić cxiebie i akurat z nią
zdradził bo chciał\
wybrał
miał wybór
8 2014-08-19 12:38:02 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-19 12:38:33)
Każde uczucie trzeba sobie zracjonalizować, aczkolwiek (przepraszam znowu) w tym prym wiodą kobiety, które potrzebują więzi emocjonalnej. Więź nie bierze sie z kosmosu, to głębszy proces, a więc pełna swiadomosc przy wyborze drogi. Jak zdrada jest tylko mechanizna, sam seks, bo popęd itp to często kompletnie nie zmienia uczuc do danej osoby, ale juz nowa więź psuje wszysciutenko w starej i wady partnera zdradzonego wychodzą bardzo na wierzch - ktore 2 dni wczesniej nie przeszkadzały. Dlatego tak, powód sie znajdzie zawsze.
Przyszłość dobrze, ze nie zgadzasz się z moją "tezą", bo to ostatnia rzecz jakiej oczekiwałabym po tym topicu :-)
Endi - Czy naprawdę uważasz, że żadne nasze zachowania, nie są zdradogenne? Czy nie ma znaczenia jak zachowuje się partner i jak kształtuje się związek?
Nie oceniam tu zdradzaczy tylko zastanawiam się jak można się przed nią ustrzec, bo przecież są związki, które latami żyją w zgodzie i poszanowaniu..
Chciałbym, aby szczególnie młode stażem dziewczyny, mogły skorzystać z tych wypowiedzi i może tego uniknąć?
tylko zastanawiam się jak można się przed nią ustrzec
nie można ...
albo będziemy zdradzone albo nie - proste
bo to nie jest NASZ WYBÓR tylko osoby zdradzającej
i ciągle na forum w kółko to samo, czyja wina i czyja wina a może moja ...
11 2014-08-19 12:49:42 Ostatnio edytowany przez takata (2014-08-19 12:51:06)
Inka, że to jest Twoja wina, to wiemy ;-), ale czym sobie na to zasłużyłaś - tego jeszcze nie wiemy;-)
O Jezu no dobra to powiem wam tak, ze niedawno na ktorejs tam z imprez kiedy wszyscy ostro zabalowali maz mojej znajomej zaczal mi sie wyzalac, ze jego zona postanowila uprawiac z nim seks raz na kilka miesiecy. To byl dla niego powod aby zaproponowac mi przespanie sie z nim podczas gdy zona z dzieckiem spaly na gorze a ja wlasnie mialam zwijac sie z imprezy. No coz dosyc dosadnie powiedzialam mu co o tym mysle i zmylam sie do domu. Dla mnie zdrada to czyste dranstwo i zadna kobieta ani facet sobie na to nie zasluzyli ani sie o to nie prosil. Kazdy jest odpowiedzialny za swoje czyny. To jest brak zasad w zyciu i chamstwo. Amen
Przyszłość dobrze, ze nie zgadzasz się z moją "tezą", bo to ostatnia rzecz jakiej oczekiwałabym po tym topicu :-)
Endi - Czy naprawdę uważasz, że żadne nasze zachowania, nie są zdradogenne? Czy nie ma znaczenia jak zachowuje się partner i jak kształtuje się związek?
Nie oceniam tu zdradzaczy tylko zastanawiam się jak można się przed nią ustrzec, bo przecież są związki, które latami żyją w zgodzie i poszanowaniu..
Chciałbym, aby szczególnie młode stażem dziewczyny, mogły skorzystać z tych wypowiedzi i może tego uniknąć?
nie no jasne
pytaj go młoda dziewqczyno trzy razy dziennie czy aby na pewno jestes taka, jak sobie wymarzył
merdaj ogonkiem na jego widok i łaś się do niego
bądz zawsze idealna, mądra, piekna, utalentowana i najlepiej obca, nieznana bo to ciekawsze jest....
Kobiety, powodów na zdradę może byc wiele, tak jak on czy ona może zdradzić. Tak na prawdę to osoba zdradzająca jest tchórzem, który nie potrafi rozmawiać z partnerem.
Najszybszym bodźcem do zdrady jest brak współżycia. I niestety, najczęściej tak bywa.
15 2014-08-19 14:55:48 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-08-19 14:56:56)
...Nie oceniam tu zdradzaczy tylko zastanawiam się jak można się przed nią ustrzec, bo przecież są związki, które latami żyją w zgodzie i poszanowaniu..
Chciałbym, aby szczególnie młode stażem dziewczyny, mogły skorzystać z tych wypowiedzi i może tego uniknąć?
Akurat TO jest dosyć proste... "profilaktyka" ma dwa wymiary: pierwszy BY dbać o tę miłość jak o delikatną roślinkę a drugi, że w tym cały jest ambaras, aby DWOJE chciało na raz
Kattyen opisała jak żona "się wystawiła" na ryzyko. Kattyen odmówiła, ale nie czarujmy się - On znajdzie skoro szuka
No gdzie jest ten "ambaras"? Gdzie wspólne DBANIE? wspólne PIELĘGNOWANIE...? już każde skręca w swoją stronę.
Ten drugi aspekt to wszak, zwyczajnie TEN sam system wartości u obojga... kochająca żona uwzględni potrzeby seksualne partnera - nie wyłącznie swoje. On nie będzie szukał wrażeń gdzie indziej, jeśli ma je zaspokojone w domu. To się nazywa wzajemny szacunek? I wzajemna troska...? Nawet do tego stopnia, że oboje godzą się na różne ekscesy, związki otwarte czy inne czworokąty... Gdy OBOJGU to pasuje ![]()
Brzmi jak banał... bo dziś się "wymienia na lepszy model" a nie naprawia.
Taki pęd!... ![]()
Taaaak, proste jest jak jest się w naszym wieku :-)
Jak zrozumie się, że trzeba nadążyć za partnerem/rką
Jak nauczymy się wybaczać sobie i innym..
Jak jasno wyznaczymy granice..
?
takata napisał/a:...Nie oceniam tu zdradzaczy tylko zastanawiam się jak można się przed nią ustrzec, bo przecież są związki, które latami żyją w zgodzie i poszanowaniu..
Chciałbym, aby szczególnie młode stażem dziewczyny, mogły skorzystać z tych wypowiedzi i może tego uniknąć?Akurat TO jest dosyć proste... "profilaktyka"
profilaktyka?
no może trochę zwiększyć szansę ... ale ustrzec się
to tak jak z rakiem pomimo profilaktyki - na kogo wypadnie na tego bęc...
a związki, które żyją w zgodzie i poszanowaniu latami to na wymarciu raczej są
, inny świat - inne pokolenie
Czytam to forum od ok roku i doszłam do wniosku, że odpowiedź na to pytanie _często_ brzmi - tak!
W moim przekonaniu i nie tylko moim - NIE.
Przyczyn może być wiele w głowie zdradzającego, a każda, nawet najbardziej irracjonalna pozwalała na podjęcie decyzji o zdradzie.
Dlaczego to zrobił/zrobiła? Odpowiedź jest jedna - BO BYŁO MOŻNA... I nie ma znaczenia, czy zdrada polegała na szybkim numerku, czy na krótszym bądź dłuższym romansie. Zawsze znalazła się w odpowiednim miejscu i czasie MOŻLIWOŚĆ.
Osoba zdradzona nie miała z tą decyzją nic wspólnego.
19 2014-08-19 20:21:32 Ostatnio edytowany przez Darkness (2014-08-19 20:25:33)
Każde uczucie trzeba sobie zracjonalizować, aczkolwiek (przepraszam znowu) w tym prym wiodą kobiety, które potrzebują więzi emocjonalnej. Więź nie bierze sie z kosmosu, to głębszy proces, a więc pełna swiadomosc przy wyborze drogi. Jak zdrada jest tylko mechanizna, sam seks, bo popęd itp to często kompletnie nie zmienia uczuc do danej osoby, ale juz nowa więź psuje wszysciutenko w starej i wady partnera zdradzonego wychodzą bardzo na wierzch - ktore 2 dni wczesniej nie przeszkadzały. Dlatego tak, powód sie znajdzie zawsze.
Ale fakt seksu niszczy wieź u drugiej osoby jeśli dowie się tego. To jest mit że my faceci nie zdradzamy emocjonalnie mit i nic więcej.
@starr Życie na całe szczęście nie jest logiczne, nie da się go opisać żadną formułką.
20 2014-08-19 20:24:38 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-19 20:25:13)
Nie zawsze, bo często krzywda potęguje to dobre uczucie. Dlatego osoby tkwią w toksycznych związkach, gdzie wiecej jest ranienia niż dobrych czynów. Mezczyzni tez zdradzaja emocjonalnie, ale to mysle mniejszy odsetek, jak juz maja naprawde zimne babsko za żone, ktora i tak nimi gardzi
A kobieta bardzo czesto podkresla, ze jak seks to tylko z uczuc.
21 2014-08-19 20:27:23 Ostatnio edytowany przez Darkness (2014-08-19 20:35:59)
To nie ma znaczenia nic nie usprawiedliwia zdrady, większość osób które znam szczerze mi mówiło jako znajomemu że zdradzało emocjonalnie. Inaczej poszli by do prostytutki ba prostytutka też była więź ale mniejsza. Tak naprawdę jeśli ktoś chce zdradzić nie emocjonalnie to ręka bądź wibrator. A jeśli ktoś bez uczuć robi to z innym partnerem/ką to prawdopodobnie nie miał uczuć wobec żony. To mój inny wniosek z mojej zawodowej obserwacji.
Ja za to znam kilka kobiet co próbowały z innym ponieważ chciały mieć porównanie i dreszczyk emocji. Bo wyszły za maż jako dziewice przez co nie dorosły emocjonalnie do związku. Choć oczywiście nie tyczy to wszystkich dziewic
Ale pewne ryzyko jest.
@thepass Przyznaj że zdradziłeś ![]()
22 2014-08-19 20:37:43 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-19 20:38:39)
Nie sprawie Ci tej przyjemności i nie zgodze sie z niczym co próbujesz mi wmówić, sorry dżony, nie ta bajka ![]()
Jam jest prawy człowiek, ale nie wykluczam, że zrobie coś złego komuś jak będzie tak wciskał ![]()
23 2014-08-19 20:50:06 Ostatnio edytowany przez Darkness (2014-08-19 20:51:00)
Co masz na myśli wciskał... ?
Poza tym gonienie za tym czego nie ma także tyczy nas mężczyzn, tj kiedy zdobywamy najczęściej wszystko już olewamy ja na szczęście dość szybko nauczyłem się pielęgnować związek. Stąd chęć na zołzy, partnerki. Owszem u prymitywów bądź ludzi szukających zamiennika matka wszystko wygląda z goła inaczej.
Poza tym moje wnioski nie tyczące ciebie są prawdziwe.
ja uważam, że obie strony są winne zdrady. z moich obserwacji wynika, że żyjemy iluzjami pięknych związków, wydaje nam się, że nasz partner jest taki a taki, na początku kupuje nam kwiaty, dba o nas, prawi komplementy, wydaje się, że tak już będzie zawsze... opowiada, że chciałby spędzić z nami resztę życia, jesteśmy 'tą jedyną' i różne inne pierdoły, w które ślepo wierzymy. wierzymy, bo chcemy być adorowane, chcemy czuć się ważne, kochane i docenione. może nie zauważamy tego, że miłość nie jest adoracją i gadaniem słodkich słówek? miłość to zrozumienie, akceptacja, przyjaźń, zaufanie. myślę, że gdyby ludzie od tego zaczynali związki, zmniejszyła by się ilość zdrad i rozwodów. kiedy jesteśmy piękne i młode, jesteśmy kochane. później mija nasz termin ważności i facet ogląda się za innymi, młodszymi kobietami, one pociągają go bardziej niż my. przykro to stwierdzić, ale widzę wiele związków, gdzie facet patrzy u kobiety tylko na wygląd, jest cudowna, zgrabna, ma długie nogi, wielkie oczy i gęste długie włosy. oooo jest się czym popisać przed kolegami! chce tą kobietę zatrzymać na siłę, przecież ona go chciała, czuje się dzięki temu taaaaki ważny! wybrała jego a nie kolegę, to już jest coś
ale mam wrażenie, ze do tych facetów nie dociera, że ta kobieta z czasem się zmieni, ze ona za kilka lat nie będzie już taka piękna, zestarzeje się albo zwyczajnie się znudzi. nie ma co, faceci też są ślepi i nie chcą zauważać rzeczywistości. nie mówię tu o wszystkich, ale o zdecydowanej większości ludzi, którzy budują swoje związki na tak wątłych fundamentach, a później płaczą, ze znowu się nie udało... ale mam dobrą wiadomość! wszystko zależy od nas i od tego ile chcemy zauważyć
musimy się zastanowić czy wolimy żyć złudzeniem pięknego związku i przeżyć później rozczarowanie czy raczej żyć rzeczywistością i przyjąć prawdę na siebie, choćby nie wiem jak zła mogła dla nas być.
Moim zdaniem jeśli zdrada nie jest podyktowana miłością czy głębokim uczuciem do osoby trzeciej - tak, to nasza wina.
Ja po zamieszkaniu ze swoim pierwszym facetem stałam się zołzą do kwadratu. Informowałam go o WSZYSTKIM absolutnie wszystkim co mnie irytowało. Uściślijmy, kobiety irytuje multum rzeczy w facetach - od gaci na podłodze po sposób wydawania pieniędzy.
Finał był taki, że szybko zorientowałam się, że mnie zdradza. Dzisiaj mogę mu jedynie podziękować, bo to nie był dobry facet.
Kolejny facet siedział w domu, zajmował się swoim hobby. Ja studiowałam i pracowałam na 3/4 etatu jednocześnie. Często wracałam do domu po 15 godzinach. W wolnym czasie jeździłam z nim załatwiać jego urzędowe sprawy, zakupy czy spotkać się z jego psychicznie chorą matką. Byłam wycieńczona. Po powrocie z pracy koło 23 kładłam się spać, słyszałam jedynie wyrzuty, że nie sprzątnęłam swojej połowy (obowiązki 50/50 + bieganie za jego sprawami), że gotuję tylko raz dziennie (on jadał 10 posiłków). Budził mnie w nocy, bo miał duszności przez astmę, a ja sobie śpię w najlepsze...
Nowy kolega w pracy, nawet mnie nie kręcił specjalnie. Ale podświadomie szukałam obiektu byleby się wyrwać z tego chorego związku. Do niczego nie doszło, po prostu sie wyprowadziłam. Ale myśli były.
Warto się czasami ugryźć w język na drobnostki i przestać tyrać swojego faceta, bo w świecie zawsze się ktoś znajdzie, kto przytuli i powie, że jest najlepszy na świecie.
26 2014-08-19 21:01:33 Ostatnio edytowany przez Bellatrix (2014-08-19 21:02:39)
Nie rozumiem sensu tej dyskusji. Ba tym forum jest zdaje się kilkanaście wątków o podobnej treści, zakładanych przez osobników, którym nagle objawiła się prawda...
Tak, ja i inne jesteśmy winne zdrady mężów..
Bo zupa byla za słona, a dupa za gruba...
Owszem, etap obwiniania się mam też za sobą... Ale zmądrzałam. Mnie też w mężu nie wszystko pasowało, ale nie zdradziłam go. I to jakby załatwia sprawę.
Jasno i prosto temat tłumaczy Endaluzja. Tylko, Endaluzjo, nie żal Ci strzępić języka na kolejną, mądrzejszą od innych? Której się wydaje, że rozumy pozjadała? ..bo jej się wydaje, że to zdradzony/a są winni...
P. S. Do mnie rozkminianie tego tematu to karmienie trolla.
ja jeszcze dodam tutaj tylko, że mój były facet przy wielu okazjach dawał mi do zrozumienia, może nieświadomie, że by mnie zdradził. jedyne, co było ze mną nie tak to to, że nie chciałam tego zauważyć, chyba podświadomie bałam się, że zostanę sama i nie poradzę sobie w życiu, że nikt nie będzie mi mówił jak bardzo mnie kocha i będę się czuła nieważna i niewartościowa. myślałam, że kobieta bez faceta jest jakaś gorsza, że pewnie jest z nią coś nie tak i nikt jej nie chce. nie zdążył mnie zdradzić, bo mi chyba powoli zaczynały się otwierać oczy na rzeczywistość. jestem za to pewna, że ten mój były zdradzi swoją kolejną kobietę, bo wspominał mi już, że ona jest "tylko dziewczyną a ja byłam czymś więcej, bo ze mną mógł być blisko, mógł rozmawiać o wszystkim, ona jest TYLKO atrakcyjna, ma się czym pochwalić a poza tym nie może zostać sam". mam też znajomą, której chłopak powiedział, że zdradzi ją w przyszłości, bo nie może znieść tego, że ona się o wszystko czepia. on mówił poważnie, a ona wzięła to chyba za żart...
28 2014-08-19 21:28:52 Ostatnio edytowany przez Darkness (2014-08-19 21:35:55)
To uświadom jej że on to na serio. Psychopatów jest pod dostatkiem.
wszyscy jej to uświadamiają, a ona dalej "ja wiem, że taka jestem, ale on mnie kocha i nigdy by mnie nie zdradził, ja wiem, że on tylko żartował, wy go nie znacie, on taki nie jest" ręce opadają... a zaraz on ją zdradzi a ona będzie wyła po kątach i pytała, dlaczego to akurat ją znowu to spotkało.
Życie na całe szczęście nie jest logiczne,
Wcale tak nie twierdzę, ale ciekaw jestem z którego zdania to wynikło?
nie da się go opisać żadną formułką.
Ależ da się:) oto ona:
otrzymanie życia--->danie życia--->śmierć
przy czym elementy skrajne są jednostkowe, środkowy może być zerowy, albo kilkukrotnie powtarzany
profilaktyka?
no może trochę zwiększyć szansę ... ale ustrzec sięto tak jak z rakiem pomimo profilaktyki - na kogo wypadnie na tego bęc...
a związki, które żyją w zgodzie i poszanowaniu latami to na wymarciu raczej są
, inny świat - inne pokolenie
OWSZEM... ale różnica jest taka jak między "starałem się, niestety nie wyszło" a "to mi lotto" ![]()
Potencjał. Jak każdy inny można zmarnować...
POWODÓW może być tysiąc - a i tak POWÓD jest TYLKO uzasadnieniem WYBORU... racjonalizacją ![]()
Dziękuję za wypowiedzi, szczególnie Karinie i Brance za to ze odważyły się na inny punkt widzenia niż ogólnie przyjęty na forum.
Dziękuję również Panom, szczególnie za stwierdzenie, że jednak mężczyźni kochają "zołzy" ;-)
Jeden z forumowiczów napisał mądre zdanie, że często zapominamy dbać o nasz związek bo "który rybak karmi złowioną rybę" ?
Nie zgadzam się z opinią, że nic się da zrobić aby do zdrady nie doszło..
To też nie jest tak, że jak się zestarzejemy i chodzimy w domu w szlafroku to sprawa przesądzona i tu dobre porównanie dała Anhedonia "
że różnica jest taka jak między "starałem się, niestety nie wyszło" a "to mi lotto"..
Trudno mi przyjąć do wiadomości fakt, że bez względu na to jak będziemy układać nasz związek to ryzyko jest takie samo..
Rozumiem też irytacje dziewczyn "po przejściach" ale tu również część z nich się uporała z problemem i żyje szczęśliwie dalej, a część żyje forum i reaguje impulsywnie na takie dyskusje..
pewnie jak na wszystko - trzeba czasu..
takata napisał/a:Przyszłość dobrze, ze nie zgadzasz się z moją "tezą", bo to ostatnia rzecz jakiej oczekiwałabym po tym topicu :-)
Endi - Czy naprawdę uważasz, że żadne nasze zachowania, nie są zdradogenne? Czy nie ma znaczenia jak zachowuje się partner i jak kształtuje się związek?
Nie oceniam tu zdradzaczy tylko zastanawiam się jak można się przed nią ustrzec, bo przecież są związki, które latami żyją w zgodzie i poszanowaniu..
Chciałbym, aby szczególnie młode stażem dziewczyny, mogły skorzystać z tych wypowiedzi i może tego uniknąć?nie no jasne
pytaj go młoda dziewqczyno trzy razy dziennie czy aby na pewno jestes taka, jak sobie wymarzył
merdaj ogonkiem na jego widok i łaś się do niego
bądz zawsze idealna, mądra, piekna, utalentowana i najlepiej obca, nieznana bo to ciekawsze jest....
E tam... jak wiemy Endi, to wszystko na nic
Będziesz się regularnie pytała i upewniała , czy aby jesteś taka jaką sobie wymarzył... on przez lata będzie przytakiwał... żeby jednak któregoś pięknego dnia zasunąć ci z grubej rury, że on tylko tak mówił... żeby nie robić ci przykrości, bo tak w ogóle to nigdy mu się nie podobałaś... albo, że mu się właśnie i niespodziewanie pod wpływem "koleżanki" wcześniejszy gust nagle zmienił
Będziesz żwawo i przyjaźnie merdała ogonkiem jednakże z czasem dowiesz się, że jak na jego potrzeby, to merdałaś ze zbyt małym entuzjazmem... Będziesz mądra, piękna i utalentowana to usłyszysz, że wprawiasz go w kompleksy i on potrzebuje mniej idealnej partnerki aby wreszcie poczuć się mężczyzną... ![]()
Ale co wiecie z Endi i co na nic?
Bo to takie pierniczenie..
Skoro nic nie da się zrobić, aby było lepiej, to po co trzymacie swoje związki skoro nic nie da się zrobić, aby nie było powtórki?
Takata
Nie wiem, czy piłaś do mnie, czy koło mnie i mało mnie to interesuje.
Nie mniej do wiedzy na temat prawideł zdradzania doszłam po roku codziennych rozmów z psychologiem. Dzięki tym rozmowom przestałam obwiniać siebie za zdradę męża, bo wcześniej, niestety, miałam podobne zdanie do Twojego.
E tam... jak wiemy Endi, to wszystko na nic
![]()
Będziesz się regularnie pytała i upewniała , czy aby jesteś taka jaką sobie wymarzył... on przez lata będzie przytakiwał... żeby jednak któregoś pięknego dnia zasunąć ci z grubej rury, że on tylko tak mówił...
CHYBA nieco niezrozumiałe podejście do tematu? (jak dla mnie)
CZY MA oznaczać, że CO BYŚ nie robiła i jaka NIE BYŁA to sprawa przegrana?
A może CLOU tkwi w czymś innym: DLA KOGO/z kim ??? jesteś TAKA... Mam na myśli osławione - "przed ślubem ONA myśli, że on się zmieni (stanie lepszy) a ON, że ONA nie zmieni (nie wkradnie się "proza dnia codziennego")? ZNACZY trzeźwy osąd? Zamiast zdziwienia PO CZASIE?
Jak był kłamca to przecież NIE WYŁĄCZNIE w jednej tylko kwestii?
A jeśli tylko "doznał <zaczadzenia> nowym i wzniosłym uczuciem" to IDZIE odróżnić od (wieloletniego by nie rzec patologicznego) ŁGANIA na każdym kroku...
Ale co wiecie z Endi i co na nic? (...)
Skoro nic nie da się zrobić, aby było lepiej, to po co trzymacie swoje związki skoro nic nie da się zrobić, aby nie było powtórki?
???
A może wystarczy WYJŚĆ poza swoją skorupę? Znane schematy?
SZERZEJ się rozejrzeć? bo mam wrażenie, że w szerokim świecie JEDNAK są związki w których "udziałowcy" ZABIEGAJĄ o Siebie i swe rodziny... Nie tylko i wyłącznie prowadzą wojny... by udowodnić Swą wyższość nad niższością "partnera" (a już sam fakt TAKIEGO podejścia skazuje sprawę na fiasko)...
Zdaje się, że SKRAJNOŚCI są NAJBARDZIEJ szkodliwe...
RYZYKO...? istnieje zawsze i w każdej prawie dziedzinie. MOŻNA je sobie "podkręcać" bądź redukować. Wystarczy mieć rozum w głowie i oczy szeroko otwarte. ZAMIAST agresywnej arogancji ![]()
Kiedyś czytałam jak to dama ze Lwowa sprawę "zakwitającego" romansu rozwiązała, idąc za ślubnym do znajomej pani. Nawet chyba na tym forum. Bo gdy już DOJDZIE do "najgorszego" to i tak PROCES dalszego rozegrania "dramatu" leży w rękach WSZYSTKICH jego uczestników... Duża SZTUKA zachować wówczas poziom. I nie przelicytować...
Ale SATYSFAKCJONUJĄCE życie to TEŻ wielka sztuka. Nie telenowela z TV ![]()
Ale co wiecie z Endi i co na nic?
Bo to takie pierniczenie..
Skoro nic nie da się zrobić, aby było lepiej, to po co trzymacie swoje związki skoro nic nie da się zrobić, aby nie było powtórki?
takata
decyzje o powtórce może podjąć tylko i wyłącznie mój mąż
nie mam na nią żadnego wpływu, zapewniam cię
on zdecyduje co zrobi ze sobą, swoim życiem, jak zareaguje na jakakolwiek pokusę i co się stanie
NIE MA TAKIEJ MOCY, bym zmieniła związek w sposób, który przyniesie mu satysfakcje do grobowej deski
nie zyje z nim po to, zeby było lepiej, żeby odgadywac jego potrzeby ZE STRACHU przed zdradą
żeby się ZABEZPIECZAĆ moim dostosowaniem si, reakcjami na jego potrzeby kierując się STRACHEM, OBAWĄ, BRAKIEM BEZPIECZEŃSTWA w związku z nim
chce żebyś zrozumiała
ani ja, ani żadna inna zdradzona kobieta, ani żaden inny zdradzony facet -nie mogłam zrobić NIC, żeby zapobiec zdradzie, żeby mój mąż zmienił zdanie, gdy laleczka przyszła do pokoju..
no chyba, żebym akurat w tym momencie zadzwoniła... to może poszli by do łozka następonego dnia, albo pózniej,.,,
nasz związek, jego kształt, nasze relacje, wszystko CO JA MOGŁAM zrobić - nie miało żadnego wpływu na to, że mój maz popieprzył sobie koleżankę
tak zrobił
pewnie dlatego, że większośc jego kump-li tak robi
pewnie dla tego, że dziewczyna była chętna bez zahamowań
pewnie dlatego, bo po pierwszym razie bał się zrywac z nią kontakt, bo jeszcze by się zemściła
pewnie dlatego, bo jestem jego pierwsza partnerką
pewnie dlatego, bo okazja czyni złodziejem
pewnie dlatego, że zycie z silna niezalezną kobietą, taką jak ja, czyni pokusę funkcjonowania z nic nie potrzebującym głupim dziewczątkiem atrakcyjnym czasami
my w tym czasie bylismy w dobrych, przyjacielskich, namiętnych relacjach - stawiani za wzór przez wszystkich naszych znajomych
rozumienie w pól zdania, udany seks, wspólne zainteresowania, szacunek do siebie nawzajem, rozumienie swoich potrzeb
tłumacze ci to wszystko, bo stereotypy w rodzaju zona "karze " męża brakiem sseksu dla mnie jest kompletnie poniżej wszelkich snadrardów relacji
ja męża nie zmieniam, nie zmieniałam, nie jestem jego matką, nie mówię mu -powieś pranie, idż do ogrodu, zrób kupę
jesteśmy i byliśmy partnerami
i nawet gdybym była zołza i wiedzmą
to i tak NIC NIE USPRAWIEDLIWIA ZDRADY
żżadne zachowanie osoby zdradzanej NIE USPRAWIEDLIWIA wyboru takiej a nie innej formy zachowania osoby zdradzającej
i dlatego NIE MOGĘ ZROBIĆ NIC, żeby mnie zdradził czy nie zdradził
i nic nie czyni mnie odpowiedzialną za to...'
żadne moje zachowanie, żadna moja postawa, żadne relacje
ani za to, co się stało
dlatego nie jestem z nim bojąc się, że mnie zdradzi
ze jak nie bede doskonała
to mnie zdradzi
ze jak nie będe ideałem to mnie zdradzi
takata sprawa jest prosta
jestem jaka jestem
obdarzam mojego męża uczuciami, uwagą, zaangazowaniem
on mnie też
gdy przestanie mi to pasowac - powiem mu o tym i .. odejdę
gdy jemu przestanę odpowiadać - mam nadzieję, że .. odejdzie
a nie mnie zdradzi
zresztą, to juz dla mnie tożsame
dla niego też
błąd mozna popełnić raz
pogubić się raz
mój mąż wie, że ma WYBÓR
w każdej chwili może znaleźć koleżankę chętną do rozłożenia nóżek- co wcale nie jest trudne, jak wiemy...
ale wie też, żże w ten sposób straci mnie bezpowrotnie
taką jaka jestem
taką jaką kocha
on o tym wie
i MOŻE wybrac
nie jestem jego stróżem, opiekunką, nadzorcą i pieskiem do zaspokajania potrzeb
jestem jego partnerką
on jest moim
jestesmy w tym związku SOBĄ
\i może mu to nie pasować
wtedy może odejść
nie powtrzymam go
nie zmienię się
nie dostosuję
rozumiesz takata?
na tym polega ZWIĄZEK
na byciu w nim sobą
na dbaniu o siebie nawajem
nie byłanbym szczęsliwa, gdybym czuła się zobowiązania do seksu 16 razy dziennie, bpo mój mąż by tak chciał, a jak go "zmęczE": to nie będzie miał siły na inną
nie byłabym sobą, gdybym farbowała włosy na blond, chociaż wyglądałabym w tym kolorze jak świnka rózowa -dlatego, bpo była mojegho męża była blondynką, a on lubi blondynki
bede szczęsliwa, gdy mój partner będzie mnie akceptował
gdy ja będe akceptować jego
gdy będziemy potrafili spotkać się w pół dorgi
gdy będziemy szanowac swoje potrzeby
gdy więcej będzie nas łączyć niż dzielić
ufff. wystarczy
takata albo zrozumiesz, albo kiedys do tego dorośniesz
czego ci serdecznie życzę
wtedy będziesz miałą siłę na budowanie otwartego, pełnego zaufania i szacunku związku
w którym ludzie są ze sobą dlatego, bo chcą
a nie dlatego, bo o siebie nawzajem walcza
Świetny tekst Endi...
"mleko się rozlało" ... ZAAKCEPTOWAŁAŚ fakt. Żyjecie dalej, bo taka była Wasza(czy Twoja?) decyzja. Jednak myślisz, że "taka" szczepionka Was nijak nie "zabezpieczy"... A ja myślę, że NIE RZUCASZ SŁÓW NA WIATR. I kto jak kto, ale twój mąż o tym WIE. Bo jeśli nie wie... to biada mu.
TYLE, że takich klarownych jak u Ciebie sytuacji NIE MA na pęczki!
Więc ograniczanie spojrzenia WYŁĄCZNIE przez własny pryzmat ciut jest nieuprawniony... Może niektórym lekko "zaszkodzić" na WŁASNE starania.... jak w szkole: "skoro i TAK jestem najgorszy (sprawa z góry PRZEGRANA)" to PO CO się starać?
Zdaje się, że dość wielu panów kieruje się tym tokiem rozumowania
?
Świetny tekst Endi...
"mleko się rozlało" ... ZAAKCEPTOWAŁAŚ fakt. Żyjecie dalej, bo taka była Wasza(czy Twoja?) decyzja. Jednak myślisz, że "taka" szczepionka Was nijak nie "zabezpieczy"... A ja myślę, że NIE RZUCASZ SŁÓW NA WIATR. I kto jak kto, ale twój mąż o tym WIE. Bo jeśli nie wie... to biada mu.
TYLE, że takich klarownych jak u Ciebie sytuacji NIE MA na pęczki!
Więc ograniczanie spojrzenia WYŁĄCZNIE przez własny pryzmat ciut jest nieuprawniony... Może niektórym lekko "zaszkodzić" na WŁASNE starania.... jak w szkole: "skoro i TAK jestem najgorszy (sprawa z góry PRZEGRANA)" to PO CO się starać?
Zdaje się, że dość wielu panów kieruje się tym tokiem rozumowania?
ja wiem anhedonia
i chodzi o to, żeby, niezależnie od tego, czy związek kończy się zdraqdą, czy zaczyna zdradą, czy zdrada była w trakjcie, czy do zdrady dojdzie dopiero dazyć do tego by.. byc szczęsliwym w tym związku
w pierwszej kolejności pogodzić się samemu ze sobą
potem z otoczeniem
w związku jestem, bo chcę, nie dlatego, bo muszę
zakłądam, że mój partner chce ze mną być, a nie, że musi
zakładam, że codziennie podejmujemy decyzje - ja będe z nim on będzie ze mną
nie walcze o jego uwagę, zaangazowanie -nie zmieniam go, bo ja potrzebuję faceta misiaczka a trafił mi się typ wyczynowego sportowca, który nie nawidzi kanapy
jesli ten facet ma inne potrzeby niż ja, jesli więcej nas dzieli niż łączy - to chociaz zamienię kanapę na obuwie do biegania - to prędzej czy pózniej spotka koleżankę na trasie, która biegać będzie z pasją, a nie dlatego BO MUSI, prawda?
a ja wtedy będe złą rozżalona - tyle mu poświęciłam - biegałam z nim, byłam dobrą zoną, świetnie gotowałam, dbałam o dom, dbałam o dzieci, nie musiał si,ę o nic martwić -a wybrał tę zołzę z pracy, rozwódkę, która nawet jajko przypala....
jesli w tym związku ja będe sobą, bedę szczera i uczciwa - to jesli mój mąż odejdzie - nie będzie to ,moją winą, nie czyni mnie to odpowiedzialną za jego decyzje...
pozostaje mi wolność
bycia w tym zwiąszku i bycia poza nim
każdego dnia
czy byłąbym nieszczęsliwa, smutna, świat by mi się zawalił, gdyby mój mąż odszedł
tak
ale zostałabym sobą
40 2014-08-21 09:57:24 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-08-21 09:58:23)
YES, Yes, yes...
Pięknie piszesz, ale o czymś zupełnie innym niż w zamierzeniu autorki, mam wrażenie, chodziło gdy zakładała ów wątek. Który - przyznaje sama, miał mieć wydźwięk sarkastyczny.
Nie TEN LEVEL
U Ciebie ta SAMOŚWIADOMOŚĆ istnieje. Inni dopiero się jej "dorabiają" bądź przeciw niej buntują.
Bycie sobą obejmuje również FOLGOWANIE swoim wadom i zachciewajkom! I nie chodzi o skorzystanie z mozliwości skoku w bok. W kwestii małżonków "mało uważnych" DOCHODZI do tego leżenie na kanapie z pilotem w 1 a piwem w drugim ręku, bądź przed kompem... tracenie czasu na ględzenie przez telefon z koleżaneczkami ze szkodą dla "domu" bądź zaniedbanie samej siebie i temu podobne wyzwania, których dotąd "świeżo upieczonym" było oszczędzone... bo przecież PRZEDTEM musieli się wysilać by "wybranka/kę" ZDOBYĆ... a POTEM ZONK, bo "starania" się skończyły... I NA POPRAWĘ (nie wiem samopoczucia, poczucia własnej wartości itp.) mały skoczek w boczek? Albo: OKAZJA właśnie się trafiła?
CZY TO ZWALNIA kogokolwiek ze starań?
Myślę, dopuszczam TAKA możliwość, że ta hipotetyczna "wina" nie rozkłada się po równo... i zdarza się, że jakiś procent przypada i na "nieuważnego" małżonka. NIE ZAWSZE, ale BYWA...
Chodź w Twojej sytuacji TEN element się nie pojawił - wierz mi - w INNYCH sytuacjach się zdarza. JEDNAK... myślę, że nie ma co się "kopać z koniem". BYWA tak i siak... Ilu ludzi, tyle odmian "powodów" zdrady.
A że o zaistnieniu samego czynu, DECYDUJĄ ci, którzy się go "dopuszczają"... to chyba nie podlega dyskusji ![]()
anhedonia
mamy takich przyjaciół
ona trochę przy kości, z kompleksami
on wiecznie marudzący, narzekający, uwielbiający 'prać brudy" publicznie
wiesz -= np. w trakcie obiadu - moja zona tak gotowac nie umie
u mnie w domu to coś
albo do niej, to jak zwykle kochanie nie przeczytałaś do końca
az mnie mdli...
i ja wiem jedno - gdy kiedyś pojawi się koło niej facet, który powie- jestes piekna, jesteś mądra - pójdę za tobą na koniec świata
jesteś szczęściem... i możesz mnie uszczęsliwić - to ona się nie oprze
nie oprze -bo u niej pustynia,m posucha i pustelnia
i ona się wtedy OBUDZI
poczuje, jak bardzo jej brakuje adoracji, poczucia, że jest dla kogoś spełnieniem
potem pewnie uświadomi sobie, że kocha meża i pewnie wtedy dopiero będzie gotowa rozmawiać o swoich potrzebach i wtedy dopiero zdiagniozuje, co spowodowało, że dała siuę wziąc na lep
i tylko szkoda, że czasami takie wydarzenia otwierają nam oczy,,,
bo jej mąż - może jej to dac, - gdyby ona wczesniej nauczyła się, że bez tego nie potrafi zyć - to pewnie on ja by tym obdarzał.. albo nie byłaby z nim w związku
'
i kiedy ja patrze na nich -to widze ten mechanizm - ten, który sprawia, że ona się nie oprze sprytnemu facetowi... który będzie wiedział, czego ona potrzebuje i jak do niej trafić
bo nie jest adorowana i nie będzie potrafiłą odróżnić ziarna od plew
bo jest.. samotna... n
Volver napisał/a:E tam... jak wiemy Endi, to wszystko na nic
![]()
Będziesz się regularnie pytała i upewniała , czy aby jesteś taka jaką sobie wymarzył... on przez lata będzie przytakiwał... żeby jednak któregoś pięknego dnia zasunąć ci z grubej rury, że on tylko tak mówił...CHYBA nieco niezrozumiałe podejście do tematu? (jak dla mnie)
CZY MA oznaczać, że CO BYŚ nie robiła i jaka NIE BYŁA to sprawa przegrana?
A może CLOU tkwi w czymś innym: DLA KOGO/z kim ??? jesteś TAKA... Mam na myśli osławione - "przed ślubem ONA myśli, że on się zmieni (stanie lepszy) a ON, że ONA nie zmieni (nie wkradnie się "proza dnia codziennego")? ZNACZY trzeźwy osąd? Zamiast zdziwienia PO CZASIE?
Jak był kłamca to przecież NIE WYŁĄCZNIE w jednej tylko kwestii?
A jeśli tylko "doznał <zaczadzenia> nowym i wzniosłym uczuciem" to IDZIE odróżnić od (wieloletniego by nie rzec patologicznego) ŁGANIA na każdym kroku...
Moja wypowiedź nie jest niczym innym, jak tylko stwierdzeniem, że żadne konkretne zachowania typu dbanie o swoją atrakcyjność fizyczną, psychiczną, czy bycie niezależną nie zagwarantują nam wierności w związku... albowiem to partner podejmuje decyzję o zdradzie. Potem, bardzo często taki delikwent dorabia sobie tylko śmieszną "filozofię" do swojej zdrady, celem usprawiedliwienia i zrzucenia winy za swoje czyny na kogoś innego... ![]()
43 2014-08-21 15:33:25 Ostatnio edytowany przez solinka (2014-08-21 15:47:12)
Uwielbiam twoje teksty Endaluzja
Zawsze trafiasz w sedno.
JA się przyznaje, jestem współwinna zdrady męża.
Nie miałam wpływu z kim ani gdzie to zrobi ani że to zrobił, czuje się współwinna i jestem współwinna, mój egoizm w procesie ochłodzenia się związku miał duże znaczenie i oczywiście egoizm mojego M.
Z tym że jak się zorientowałam że jest źle postanowiłam to naprawić - za późno.
Za to dużo się nauczyłam tą sytuacją, bo wiadomo najlepiej się człowiek uczy dostając po dupie. (ups)
Też nie byłam szczeliwa, ale nic z tym nie robiłam.
Miałam parę propozycji (jestem fajną laską i moją otwartość faceci biorą za h.j wie co) ale nie skorzystałam.
Nie dla tego że nie było gdzie czy jak itd. tylko dlatego że to się kłóciło z moją uczciwością względem męża i naszej rodziny. Dlatego że nie dawałam się ponieść przygodzie czy zmysłom. Dlatego że nie szłam na skróty.
Kobiety tutaj wg mnie można podzielić na kategorie (nie obraźcie się)
- piękne super laski które przytłoczyły swoich m
- zajęte sobą lub ciągle w pracy które nie miały czasu dla swoich m
- kuchty zajęte domem i dziećmi j/w
- nie zajęte niczym szczególnym ot szare myszki które mimo że dbały o męża i dom z nieznanych przyczyn zostały zdradzone
Zdrady wg mnie są albo przypadkowe, ot dwie osoby patrzą sobie w oczy i "myk" do łóżka na krótsza czy dłuższa chwile. Z wcześniejszymi "hasłami" żona mnie nie kocha, nie sypiamy ze sobą, nasze małżeństwo się skończyło, nic nas nie łączy, żona mnie nie rozumie, wredna z niej suka, pocieszenia potrzebuje, mały miś ze mnie, biją mnie - no są dziewczyny które w to wchodzą.
I druga kategoria te zdrady które są "tworzone" przez znajomości, gdzie pary się znają spotykają, rozmawiają i nagle buch, zamiast szukać tego dreszczyku tych emocji w partnerze zmieniają obiekt na znajomego, znajomą, sąsiadkę, koleżankę.
Tak czy siak, biorą się z braku porozumienia.
Zdradzający zamiast naprawiać braki w związku UCIEKAJĄ w nowy myśląc ze będzie lepiej, fajniej, radośniej.
Dodam historie znajomych 15 lat stażu.
"A" cycata nie rzucająca się w oczy ale fajna dziewczyna P miły ale nie jest Adonisem, też niczego sobie.
Dziecko niepełnosprawne. A jeździła parę lat na turnusy rehabilitacyjne z córką, P w domu z pozostałą dwójką. Zmęczeni chorym dzieckiem, niedoborami finansowymi, żyjący obok siebie.
Pewnego dnia A zaczął adorować miły fajny tatuś nazwijmy go X ojciec innego chorego dziecka.
Oczywiście zanim się zorientowała że jest oplątywana siecią trochę trwałe, aż pewnego dnia przemiły Pan X zaproponował sex.
Szok niedowierzenie, zdziwienie. Masa emocji.
No i A zamiast ulec zadzwoniła po męża żeby ją zabierał natychmiast z turnusu do domu.
P przeżył szok bo jego żona, ta kuchta domowa jakim cudem może być adorowana przez Pana X.
Ale uwierzył.
A przeżyła szok że mimo 40 n karku może jeszcze CZUĆ te emocje.
Od tego czasu minęło 3 lata. Dzisiaj prowadzają się za ręce jak nastolatki i całują.
Wyciągnęli nauczkę z życia.
A historię opowiadają bo jest częścią ich życia.
...Moja wypowiedź nie jest niczym innym, jak tylko stwierdzeniem, że żadne konkretne zachowania typu dbanie o swoją atrakcyjność fizyczną, psychiczną, czy bycie niezależną nie zagwarantują nam wierności w związku... albowiem to partner podejmuje decyzję o zdradzie. Potem, bardzo często taki delikwent dorabia sobie tylko śmieszną "filozofię" do swojej zdrady, celem usprawiedliwienia i zrzucenia winy za swoje czyny na kogoś innego...
POTEM to delikwent muuuuuusi DAĆ odpowiedź na NIECHCIANE pytania... i to się nazywa racjonalizacja.
Ale skoro "jego racja" jest nie potrzebna to po co pytać? COŚ rzec misiu musi - więc radzi sobie jak potrafi.
Tylko, że <to> jakby nie na temat ![]()
Nikt i nigdy w takich sprawach gwarancji dać nie może. Skoro nawet WŁASNA PRZYSIĘGA może być psu na budę... Niemniej nie umniejszajmy roli STARAŃ w związku... Ich brak TEŻ źle rokuje - chyba nikt nie zaprzeczy?
nie zaprzeczy
i tu solinka ma rację
czasami okazja, albo zdrada, owteraja nam oczy
kurcze, zapomnieliśmy się zgubilismy
i trzeba się odnaleźć
mó mąz np. był przekonanay, że ta dupa na boku nie ma znaczenia i przeciez to oczywiuste, że kocha tylko mnie
i tamta reklacja - nie mów kochanie romans, bo to nawet nie był romans - nie ma żadnego zanczenia i nie jest warta twojego cierpienia
dzięki tej zdradzie mój mąz dostrzegł że jestem słąba krucha kobietą o której emocje trzeba dbać i nie ze wwsztstkim sobie poradzi...
a ja?
a ja nauczyłam się brać, mówić, że go potrzebuję
I super, o to chodziło..
zdrada jest zła ale widać można wyciągnąć z niej jakieś wnioski:-)
I super, o to chodziło..
zdrada jest zła ale widać można wyciągnąć z niej jakieś wnioski:-)
jak z wszystkiego w życiu ...
ja tylko przypomnę tytuł wątku
Czy to nasza wina, że nas zdradzają?
i kolejny raz odpowiem
NIE NIE NIE
na jakoś związku zdecydowanie wpływ mają obie strony, które ten związek tworzą ale to zupełnie inny wątek ...
Ano. Jak zwykle...
ZACHOWANIA ryzykowne wystawiają na niebezpieczeństwo (w tym wypadku związek)?
Dla jednych TAK dla innych nie... bo wygodniej w drodze wyparcia uznać, że to nie w temacie ![]()
Jaka "jakość związku", jeżeli CZASEM (TU owa * - nie dotyczy WSZYSTKICH) dzięki działaniom/OBU stron "już pozamiatane"?
Jeżeli OBIE strony odpowiadają "ZA JAKOŚĆ" to i oboje chyba za spowodowanie jego rozpadu? A że finalnym EFEKTEM tego bywa zdrada... CZASEM (znowu *) to "tylko" kropka nad <i>
Chyba właśnie dlatego w sądzie BADA się CZY wina leży po obu stronach a NIE W JAKIM STOPNIU/procencie po której ze stron.
Jak się odpowiada za jakość to i za zakończenie... To nie fizyka ni matematyka by to badać ILOŚCIOWO...
Ale oczywiście to wyłącznie moja opinia. Można "iść w zaparte" czemu nie?
Ano. Jak zwykle...
ZACHOWANIA ryzykowne wystawiają na niebezpieczeństwo (w tym wypadku związek)?
Dla jednych TAK dla innych nie... bo wygodniej w drodze wyparcia uznać, że to nie w temacie
Jaka "jakość związku", jeżeli CZASEM (TU owa * - nie dotyczy WSZYSTKICH) dzięki działaniom/OBU stron "już pozamiatane"?
Jeżeli OBIE strony odpowiadają "ZA JAKOŚĆ" to i oboje chyba za spowodowanie jego rozpadu? A że finalnym EFEKTEM tego bywa zdrada... CZASEM (znowu *) to "tylko" kropka nad <i>
Chyba właśnie dlatego w sądzie BADA się CZY wina leży po obu stronach a NIE W JAKIM STOPNIU/procencie po której ze stron.
Jak się odpowiada za jakość to i za zakończenie... To nie fizyka ni matematyka by to badać ILOŚCIOWO...
Ale oczywiście to wyłącznie moja opinia. Można "iść w zaparte" czemu nie?
pierwsze słyszę, że w sądzie bada się po której stronie leży wina za zdradę ...
finalnym efektem zdrada bywa dlatego, że osoba zdradzająca podjęła taką decyzję
i to jest już sprawa tej osoby czy dla niej jest to kropka nad i czy inne tłumaczenie
ale to oczywiście moja opinia
50 2014-08-25 16:39:25 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-08-25 16:40:03)
Anhedonia napisał/a:Chyba właśnie dlatego w sądzie BADA się CZY wina leży po obu stronach a NIE W JAKIM STOPNIU/procencie po której ze stron.
pierwsze słyszę, że w sądzie bada się po której stronie leży wina za zdradę
finalnym efektem zdrada bywa dlatego, że osoba zdradzająca podjęła taką decyzję
i to jest już sprawa tej osoby czy dla niej jest to kropka nad i czy inne tłumaczenie
Ja też PIERWSZE słyszę, że sąd bada KTO JEST WINNY ZDRADY... TAK napisałam? Bo jakoś nie widzę.
Dotąd myślałam, że sąd bada Z CZYJEJ WINY nastąpił rozpad związku małżeńskiego. Bo NIE TYLKO ZDRADA jest tego zjawiska powodem... Widać sąd z założenia powinien/ma mieć SZERSZE horyzonty
Inaczej "zawinić" tak by szlag trafił małżeństwo TEŻ można.
I WYŻEJ już "100" razy padło, że DECYZJA o działaniu, jakim jest SAM AKT (wejścia z kimś do łóżka) jest wyłącznie w gestii owych wchodzących, czy jest ich dwoje, troje czy więcej ![]()
Niemniej nie oszukujmy samych siebie - ZDRADA to nie jedyny powód, któremu możemy przypisać WINĘ za rozpady związków... choć zapewne dość częsty.
tylko, że temat przewodni nie brzmiał - z jakich powodów rozwalają się małżeństwa
lecz
czy ja ponosze winę za to, że partner mnie zdradził...
Tak jakby te dwie sprawy dało się rozdzielić i sztucznie wypreparować...
No dobra. Faceci ponoć potrafią ![]()
Topik jest założony w temacie rozstanie zdrada flirt, dlatego nie brzmi z jakich powodów rozpadają się małżeństwa..
Pytanie, czy zdradzający partner przypadkiem nie reaguje na sytuacje domową ucieczka w zdradę? Czy jego zachowanie jest podyktowane wyłącznie jego wyrachowaniem i tchórzostwem a nie ogólną sytuacją panującą w domu?
Endi sama napisałaś, że po twój maż zauważył w tobie kobietę, która nie jest tak silna jak mu się wydawało i że trzeba o Ciebie dbać..
Wydaje mi się, że wiele zdradzonych kobiet za duża winę przypisuje kochankom! To niesprawiedliwe i tak jak napisała Anhedonia, zaczynamy od nich wymagać więcej i bardziej je karać niż własnych mężów! Co to za telefony do kochanek, publikowanie ich wizerunku czy pretensje o to , że mężowie dostają od nich prezenty... To nie jest wina dającego a przyjmującego, to trochę jak z łapówką ;-)
Sprawa zdrady, to sprawa miedzy mężem a żoną i w tym gronie powinna być załatwiona.
Zdradzają ludzie słabi psychicznie. Osoby, które nie mają w sobie podstaw moralnych, nie potrafią budować cegiełka po cegiełce, brak im cierpliwości, wrażliwości, dodałabym tutaj jeszcze egoizm.
Co do zdrady - na pewno do wypalenia w związku przyczyniają się 2 osoby. Ale w tym punkcie, bo przecież to małżonkowie, kobieta i mężczyzna którzy złożyli jakąś przysięgę, mają dzieci, no albo są ze sobą długi czas, powinna być szczera i poważna rozmowa. Poważna decyzja - co dalej. Świadome działanie. Tak postępują dojrzali ludzie, którzy nawzajem siebie szanują. No ale też szanują siebie samych. Bo ten, kto zdradza pokazuje że nie ma szacunku do nikogo, wydaje mu się że tylko jego ambicje i ego są ważne, a tym samym - poprzez zdradę, sam pokazuje światu że siebie nie szanuje. Dla mnie człowiek, który dopuścił się zdrady i to świadomej, jest mało wart. Tak się złożyło, że u mnie w rodzinie było trochę zdrad: mój dziadek, jeden i drugi, zdradzał babcie, mój ojciec - matkę, moich dwóch facetów - mnie. I sobie powiedziałam, że nie będę powielała tych wszystkich schematów... a jak delikwent zdradzi, to już trudno... Ale można w jakiś sposób się przed tym uchronić: postarać się znaleźć mężczyznę odpowiedzialnego, który dba o swoją rodzinę (rodziców, rodzeństwo itp.), chociaż i to czasem nas nie ustrzeże przed niczym. Ale większą pewność mamy, że ktoś ma kręgosłup moralny, jeśli nie jest z rodziny rozbitej (alkoholików, z poważnymi problemami rodzinnymi), tak na to wskazują moje doświadczenia i obserwacje.
Moim rodzicom wybaczyłam to, że w dużej mierze rozwalili moją psychikę, ale w tym wszystkim rządził nimi chory egoizm. No i niestety - nie zmienią się. Mój dziadek? Jeden był wiele lat w Stanach, daleko od rodziny, to że zdradził to tylko przypuszczenia mojej śp. Babci. A drugi - wiecznie na wysokiej pozycji społecznej, wiecznie dyrektor, wiecznie wianuszek kobiet, bajerant, kobieciarz. Nie wiem, ile miał kobiet, ale wiem że przez lata miał "drugą żonę", tj. 20 lat zdradzał moją babcię z jedną, tamta kochanka natomiast sugerowała że obie są zdradzane przez niego, bo ma kolejną. Całkiem to możliwe. Moja babcia w tym trwała, bo tak naprawdę była na świecie sama, nie miała dokąd pójść, nie miała odwagi. I tutaj karcę mojego dziadka z całych sił za to. Kochaś z niego, do dziś to widać, no ale starszy człowiek - co może więcej. W sumie po nim też na początku nie było widać, z dobrej rodziny pochodził, bardzo dobrych miał rodziców... No, to kwestia charakteru, szacunku do innych... Ale jest nad wyraz despotyczny, apodyktyczny. Takie osoby nie szanują uczuć innych osób, ich zdania... Nawet, jeśli chodzi o mnie - jestem jego "oczkiem" w głowie, nawet mnie się zdarza dostać od niego.
Więc... na pewno trzeba zwrócić uwagę na samym początku, jakiego partnera wybieramy. To trochę złe, tak selekcjonować, ale moje doświadczenia nie pozwalają inaczej... Trzeba zwrócić uwagę...
*z jakiej pochodzi rodziny nasz partner? czy dominował alkohol? czy miał/ma ciągoty do używek?
*jaki ma charakter? czy jest uparty? nieugodowy? despotyczny nad wyraz?
*czy szanuje innych ludzi? nawet tych obcych - czy rozmawia z nimi, jest szczery, serdeczny w relacjach? (tak! to ma bardzo duże znaczenie!!! i to nie może być na pokaz...)
*jak odnosi się do swych rodziców? czy jest to kontakt "oficjalny", czy też traktuje ich po przyjacielsku? odwiedza ich w miarę często, spotyka się z rodziną (choć kilka razy do roku), pamięta o wszystkich ważnych zdarzeniach - nie chodzi tutaj o bycie maminsynkiem, ale o zwykłą pamięć o swej rodzinie
*czy szanuje Twoje decyzje, Ciebie, czy nie krytykuje Ciebie przesadnie, nie porównuje z innymi osobami, nie podważa Twego autorytetu?
*czy nie próbuje Ciebie zepchnąć do roli "kury domowej", a sam uważa że jest w stanie pozwolić sobie na więcej?
*czy respektuje tzw. "równość płci" - nie, nie jestem feministką! bardzo daleko mi od tego, ale słyszałam nie raz teksty od swojego ex "Ty jesteś baba, Ty się nie znasz", "jak ta baba jedzie, nie umie prowadzić, baby nie powinny mieć prawa jazdy", "babo nie będziesz mi mówiła, jak mam parkować" - niby żartem powiedziane, ale to nie był żart
*jakie są właśnie jego żarty, te "pół żartem-pół serio", czy obraża Ciebie i potem obraca to w żart?
*czy spędza z Tobą odpowiednią ilość czasu, szanuje Twoje uczucia, emocje, przemyślenia, zdanie?
*i ostatnie, najważniejsze: czy czujesz się przy nim, jak kobieta?
to takie moje dywagacje, wiadomo to nie uchroni w 100%, ale wydaje mi się że jeśli zwrócimy na te kwestie uwagę, będzie nam łatwiej spotkać odpowiednią osobę
dzięki bink za post. Zgadzam się z nim w 100%, choć z tą rodzina patologiczna może nie do końca. Może być właśnie jak u Ciebie, ze dziecko z takiej rodziny nie będzie chciało powielać błędów rodziców, a może być też tak, że uzna iż takie zachowania są "normalne"..
Topik jest założony w temacie rozstanie zdrada flirt, dlatego nie brzmi z jakich powodów rozpadają się małżeństwa..
...
Sprawa zdrady, to sprawa miedzy mężem a żoną i w tym gronie powinna być załatwiona.
OK. Miałam na myśli ZWIĄZKI jako takie (wsio rawno sakramentalne, nie sakramentalne, konkubinackie czy inne). Bo jak nie ma związku, to nie ma zdrady
tylko kolejna "zdobycz"
MNIE również podoba się wypowiedź bink
i jej obserwacje... PODSUMOWANIE nade wszystko.
Czytając doszłam do dwu wniosków:
primo: zdrada jako taka może być dramatem bądź zaledwie marnym epizodem. Np. dziadek zdradzając "nobilitował" się wśród innych samców i SPEŁNIAŁ swoje zachcianki/potrzeby/pragnienia (?) a babcia... może zwyczajnie akceptowała ("babcia w tym trwała, bo tak naprawdę była na świecie sama, nie miała dokąd pójść, nie miała odwagi") - bo CZYŻ obnosiła nieszczęśliwą minę dzień w dzień (mimo iż dzień w dzień tego doświadczała?) i CO KROK piętnowała jego zachowania? Mogła ZWYCZAJNIE nie mieć życzenia TEGO zmieniać Jak to mówią: "wybrać mniejsze (dla siebie!) ZŁO"
I secundo - jak trafnie zauważa Takata... w dzisiejszych czasach, to co druga rodzina byłaby patologią (rozbita rodzina) bo KOBIETY już się nie godzą TAK CZĘSTO (jak powyższa babcia) na to by taki stan trwał i WOLĄ go rozwiązać niż w nim egzystować.
Niemniej WYBÓR partnera pod presją uciekającego czasu, w pośpiechu by zdążyć nim "wszyscy" (kandydaci) będą zajęci i OSŁAWIONE: "jakoś to będzie" powoduje, że jest jak jest ![]()
I NAJWAŻNIEJSZE słowa: "... I sobie powiedziałam, że nie będę powielała tych wszystkich schematów... a jak delikwent zdradzi, to już trudno... Ale można w jakiś sposób się przed tym uchronić: postarać się znaleźć mężczyznę odpowiedzialnego, który dba o swoją rodzinę (rodziców, rodzeństwo itp.)"![]()
![]()