Jestem DDD i mam wrazenie ze otaczaja mnie ludzie z podobnymi lub wiekszymi problemami.Odnosze wrazenie ze nie ma w okolnie zdrowych relacji.Gdzie nie spojrze tam ten sam syf co w rodzinie.Czy przyciagam patologie czy wyslam jakies sygnaly ze tacy ludzie do mnie lgna?
Podobne tematy
Tak, może przyciągać, ale też sprawia, że Ty inaczej patrzysz na ludzi, dostrzegasz inne rzeczy. W przykładowej Kasi 90% osób może widzieć normalną dziewczynę z normalnego domu, a Ty zobaczysz zaburzoną osobę, bo wiesz z własnego doświadczenia, na co patrzeć.
Raczej podświadomie szukasz podobnych sobie osób, bo gdzieś głęboko w tobie jest przekonanie, że z podobnymi sobie łatwiej ci będzie nawiązać kontakt/utrzymać relację. Po terapii to przechodzi. W momencie, kiedy twoja psychika będzie zdrowa zaczniesz "przyciągać" do siebie tylko zdrowe jednostki. A ludzi DDD jest rzeczywiście dużo. Wiele osób było wychowywanych bądź w niepełnej rodzinie, bądź na różne sposoby dysfunkcyjnej.
Tak wlasnie jest ze w zwyklej Kasi widze cos wiecej i to mnie meczy.Bardzo staram sie przelamywac schematy z dziecinstwa,jestem w terapii ale poki co nie udalo mi sie pozbyc tego "widzenia patologii". Moze podswiadomie faktycznie tak jest ze lgne do takich ludzi ale staram sie bardzo na to zwracac uwage a kiedy juz to zobacze to wycofuje sie z relacji.Chcialabym poznac kogos z kim moglabym wejsc w zdrowa relacje kolezenska,poki co ciezko mi znalezc znajomych czy przyjaciol bo wszystkich postrzegam przez pryzmat ich problemow.Nie wiem jak to zmienic,czy komus sie to udalo?
ja takie cos u siebie kiedys zauwazylam a potem kolejnym krokiem bylo to ze zauwazylam ze jak mam do wyboru porozmawiac z "normalna osoba" a z kims w kim widze ze ma problem , to jak magnez lecialam do tej z problemem by ja"ratowac" zamiast zostac z tymi ktorzy "tej pomocy nie potrzebowali" ale jak juz to zauwazylam majac na wlasne ocze zoobrazowane w jaki spoosb ja wybieram ludzi to potem swiadomie to powsztrymywalam i np szlam do kogos innego. teraz mam to tak pomiedzy , nadal mnie ciagnie "by kogos ratowac" ale coraz bardziej tez ide w tym przeciwnym kierunku. zauwaz na przykladach dokladnie jak wybierasz ludzi, wejdz w grupe nieznajomych i zastanow sie kto zwrocil Twoja najwieksza uwage , czy to to ze widzialas "problemy" w tej osobie? jak tak rozejrzyj sie dalej wsrod ludzi znajdz kogos bez "problemow" i pogadaj, poczujesz sie inaczej !
Przez wiekszosc zycia mialam podobnie."Ratowanie" to byla jakas moja podswiadoma misja,wielokrotnie zlapalam sie na tym ze wybieram ludzi z problemami.Teraz natomiast tak jak Ty staram sie zwracac uwage na to z kim nawiazuje relacje ale wyglada to tak ze wybieram niby te osobe bez problemow a pozniej i tak okazuje sie ze to jednak ta osoba z problemami.Tak jakbym miala zaburzony radar,wydaje mi sie ze lgne do zdrowych ludzi a po krotkim czasie okazuje sie ze znowu jestem otoczona tym samym typem co zawsze.Moze jest cos na co powinnam zwracac wieksza uwage przy nawiazywaniu relacji? Czym sie kierowac zeby zmienic ten schemat?
To nie jest moim zdaniem kwestia twoich wyborów. Każdy ma problemy, nie ma osób, które się z niczym nie zmagają. Niestety ludzie z jakichś powodów wyczuwają, że mogą cię obarczać swoimi problemami. Dlaczego? Prawdopodobnie znajome sprawy - stawianie granic i dbanie o swój komfort w relacji u ciebie kuleje...Tego powinnaś się uczyć jednak już w kontakcie z drugim człowiekiem, a nie ma poziomie wyboru, bo przyjaciela bez problemów nie znajdziesz.
Tak,stawianie granic w kontaktach z innymi i dbanie o swoj komfort mam jeszcze do przepracowania choc i tak jest juz lepiej.Wiem,ze nie znajde przyjaciol bez problemow chodzi mi bardziej o to ze mam wrazenie ze wszedzie spotykam problemy patologiczne czyli to od czego sama staram sie uciec.Kazdy ma problemy,wiem o tym ale nie wszyscy sa narazeni np na skrajna przemoc,molestowanie i tym podobne sprawy.Poza tym zawsze sa to ofiary ktore nie chca wyjsc z toksycznych ukladow,malo tego oprocz wysluchania uwazaja ze moga mi narzucic normy wg ktorych sami zyja.Takie bledne kolo,ja mam fatalnie wiec ty tez nie powinnas oczekiwac od zycia niczego innego,albo jestes dziwna bo chcesz sie wyrwac,przeciez nic zlego w sumie sie nie dzieje...
Jak narzucają tzn ze nie masz komfortu to raz, a dwa - jesli poznajesz same takie osoby, tzn ze przebywasz w takim srodowisku. Jakbys zmieniła jakos zycie na lepsze, to by inne srodowisko przyszło. Przykładowo jak codziennie chodzisz w nocy do barów, klubów, mimo że w innych miastach to i tak spotkasz podobnych ludzi, a inni nawet jak są tam to nie będą z Tobą rozmawiali.
10 2014-07-29 09:27:49 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2014-07-29 09:29:34)
Tak,stawianie granic w kontaktach z innymi i dbanie o swoj komfort mam jeszcze do przepracowania choc i tak jest juz lepiej.Wiem,ze nie znajde przyjaciol bez problemow chodzi mi bardziej o to ze mam wrazenie ze wszedzie spotykam problemy patologiczne czyli to od czego sama staram sie uciec.Kazdy ma problemy,wiem o tym ale nie wszyscy sa narazeni np na skrajna przemoc,molestowanie i tym podobne sprawy.Poza tym zawsze sa to ofiary ktore nie chca wyjsc z toksycznych ukladow,malo tego oprocz wysluchania uwazaja ze moga mi narzucic normy wg ktorych sami zyja.Takie bledne kolo,ja mam fatalnie wiec ty tez nie powinnas oczekiwac od zycia niczego innego,albo jestes dziwna bo chcesz sie wyrwac,przeciez nic zlego w sumie sie nie dzieje...
Ludzie, o których piszesz czerpią z ciebie i wykorzystują cię emocjonalnie, ale również się ciebie boją. Bardzo często ofiary nie mają ochoty porzucić swojej roli, bo to oznacza zmiany, koniec z użalaniem się, wzięcie odpowiedzialności za swoje życie,pracę nad sobą. Ty zrobiłaś jakieś kroki na przód i to budzi niepokój - hmm...ona coś robi, zmienia, a więc może i mi się przyjrzy, może i mnie będzie namawiać, może i ja powinienem coś zrobić, może otoczenie będzie tego ode mnie oczekiwać? Taką osobę jak ty łatwiej jest zdołować, "sprowadzić na ziemię", żeby nie wychodziła przed szereg, żeby nie budziła tego niepokoju.
Słyszałaś o wampirach energetycznych? To ludzie, którzy żywią się energią innych, którzy wysysają siły, dołują. Im ty jesteś słabsza tym oni silniejsi. Takie osoby wyczuwają w tobie podatny grunt i atakują. Podczas rozmowy spróbuj na chwilkę się wyłączyć i przyjrzeć sie reakcjom swojego organizmu. Jeśli czujesz się znużona, zdenerwowana, masz wrażenie że nie masz siły wstać, to być może masz do czynienia z takim właśnie człowiekiem.
Inna sprawa, że czasem możesz jednak trafić na kogoś kto naprawdę potrzebuje pomocy i desperacko jej poszukuje. Możesz posłużyć sie takim filtrem - jeśli ktoś opowiada ci na przykład o molestowaniu odpowiedz następująco - "Bardzo mi przykro, że spotkało cię coś tak strasznego, ja nie potrafię ci pomóc, bo nie mam odpowiednich kwalifikacji, wiem jednak że są bardzo skuteczne formy terapii, które odnoszą sie bezpośrednio do twoich przeżyć, jeśli chcesz poszukam dla ciebie informacji na ten temat".Obserwuj reakcje i wyciągaj odpowiednie wnioski. To powinno poskutkować, choć też nie zawsze, bo ludzie zachowują sie i reagują w bardzo rożny sposób. Posługuj sie też swoim własnym wyczuciem i intuicją, nie bierz odpowiedzialności za wszystko co usłyszysz i nie odnoś tego do swojej sytuacji. Dbaj o siebie w kontaktach z innymi i nie pozwól się wykorzystywać. Nie stosuj filtrów podczas wyboru znajomych, ale naucz sie tak budować relację, żeby ciebie nie krzywdziła i nie podcinała ci skrzydeł.
Staram sie poznawac ludzi z roznych srodowisk ale odnosze wrazenie ze z kazdej grupy zblizam sie akurat do tej osoby ( albo te osoby do mnie) ktore maja spore problemy i niekoniecznie daza do ich rozwiazania ( lub nie zdaja sobie z nich sprawy). Np Praca ( sektor socjalny) kolezanka starsza ode mnie o 8 lat,matka 2 dzieci zwierza mi sie ze od dawna sie tnie i to jest jej jedyny sposob na radzenie sobie ze stresem (w tle przemoc w rodzinie pochodzenia,problemy z tesciami),znajomi z wakacyjnych wyjazdow,na pozor wesole towarzystwo pozniej kolezanka zwierza mi sie z przemocy wobec matki,zdrady ojca,przemoc finansowa wobec nich,kolezanka z lawki,dziewczyna pewna siebie,zadbana gwiazda ojciec bijacy alkoholik,kolejna praca- kolezanka ma problemy z narkotykami i przygodnym seksem.Ni sa to problemy ktore wszyscy maja na co dzien,blahostki.Ja nie potrafie im pomoc,po fachowa pomoc nie chca sie zglosic.Ja mam wybor albo wysluchiwac i doradzac albo sie odciac i zostac sama.Zadne wyjscie tak naprawde nie jest dla mnie dobre.
to są wbrew pozorom problemy dość powszechne i często występujące.
Pytanie moje brzmi - po co ci tego typu relacje? Chcesz sie dowartościować, zdołować, uświadomić sobie swoje szczęście, czy swoje fatalne położenie?A może po prostu nie chcesz być samotna? Chcesz pomóc? Jeśli tak to nie możesz wpadać w ton użalający się. Doradzanie czasem bywa trudne zwłaszcza w sytuacjach szczególnie dramatycznych. Jedyne co możesz zrobić, to moim zdaniem proponować fachowa pomoc do upadłego. Uświadamiaj swoim rozmówcom fakt, że nie masz kompetencji i możliwości aby zaproponować im konkretne rozwiązania. Możesz ofiarować swoje wsparcie, obecność, zakupy, kino, kawę, wakacje, kosmetyczkę i mnóstwo innych fajnych i pomocnych w ciężkich chwilach rzeczy, ale nie zastąpisz terapeuty czy lekarza.
Zawsze tez pamiętaj o sobie. To,że koleżanka sie tnie nie znaczy, że twoje problemy i uczucia są mniej ważne i że masz spocząć na laurach, bo ktoś być może ma gorzej. Ty masz prawo do wspaniałego i dobrego życia i masz prawo do tego dążyć. Masz swoje problemy i musisz je rozwiązywać nie oglądając sie na innych
Wlasnie takie relacje nie sa mi do niczego potrzebne.Chcialabym je wyeliminowac luub znacznie zminimalizowac w swoim zyciu i zastanawiam sie jak to zrobic.Tak jak wspominalam wiem ze kazdy ma jakies problemy jednak jest ciezko kiedy jest sie otoczonym na co dzien takimi dramatami.Poza tym zastanawiam sie czemu w moim otoczeniu nie ma zdrowych relacji na ktorych mozna by sie wzorowac czy do nich w jakis sposob odniesc.Wydaje mi sie ze w zyciu innnych takich relacji jest pol na pol a mam wrazenie ze mnie zalewa fala patologii.Czy ja w jakis sposob odstraszam zdrowych i szczesliwych a przyciagam smutnych i poturbowanych przez zycie mimo iz tego nie chce?
Nikogo nie odstraszasz.Ja myślę, że jesteś osobą empatyczną, umiesz słuchać i ludzie to wyczuwają. Tez jesteś trochę smutna i poturbowana dlatego jest im łatwo nawiązać z tobą taki bardziej ponury kontakt i opowiadać o tym co ich złego spotyka.
Ja też jestem DDD i DDA. Ludzie zwierzają mi sie ciągle i z wszystkiego. Starzy przyjaciele, znajomi, nowo poznane osoby, nawet pani siedząca obok w autobusie. Jak wchodzę w nowe środowisko, to na dzień dobry słyszę historie życia co najmniej kilku osób. Tak mam i już. Też był to kiedyś mega problem dla mnie bo przezywałam te wszystkie dramaty, nie spałam po nocach, szukałam rozwiązań,czułam sie zdołowana i też zadawałam sobie pytanie - dlaczego ciągle trafiam na takie osoby? z czasem jednak nauczyłam sie dystansu do problemów i przeżyć innych. Tak, myślę że dystans jest tu słowem kluczowym i tobie też bardzo potrzebnym. Nie sądzę, że przyciągasz patologię, wydaje mi się, że ludzie po prostu lubią ci się zwierzać.
Wlasnie takie relacje nie sa mi do niczego potrzebne.Chcialabym je wyeliminowac luub znacznie zminimalizowac w swoim zyciu i zastanawiam sie jak to zrobic.Tak jak wspominalam wiem ze kazdy ma jakies problemy jednak jest ciezko kiedy jest sie otoczonym na co dzien takimi dramatami.Poza tym zastanawiam sie czemu w moim otoczeniu nie ma zdrowych relacji na ktorych mozna by sie wzorowac czy do nich w jakis sposob odniesc.Wydaje mi sie ze w zyciu innnych takich relacji jest pol na pol a mam wrazenie ze mnie zalewa fala patologii.Czy ja w jakis sposob odstraszam zdrowych i szczesliwych a przyciagam smutnych i poturbowanych przez zycie mimo iz tego nie chce?
Generalnie, zasada jest taka, że nie warto utrzymywać relacji z których nic nie mamy (na poziomie emocjonalnym, oczywiście
). Ja w tym roku zerwałam kontakt z 2 osobami, które, miały ciężkie życie, i pewnie wskutek tego, problemy emocjonalne, gdyż czułam się przez nie zamęczona - ciągłe telefony, pretensje itd. Ogólnie, zmieniłam środowisko, ale szczerze mówiąc, wcale nie jest lepiej - teraz się czuję jak przybysz z innej planety i tak naprawdę, bardziej mnie wkurzają tzw. panienki z dobrych domów, których największym problemem życiowym jest gdzie wyjechać na wakacje, jaki blender kupić czy gdzie pójść na imprezę czy na fitness. Dodam, że to są ludzie inteligentni, ale ja po prostu nie mogę z nimi zbyt długo wytrzymać. Wszyscy są dorośli, a w kółko pieprzą, jakich to mają wspaniałych rodziców, do jakich świetnych szkół chodzili itd itp. Więc z tą eliminacją też uważaj, bo może się okazać, że tak naprawdę to nie jest Twój świat. Ja trochę żałuję, bo teraz żyję w wiecznym dysonansie.
Wlasnie,nie moj swiat... czy w takim razie na zawsze musze zostac w swiecie smutnym,pelnym przemocy,pretencji zawiedzionych nadziei bo moja rodzina byla dysfunkcyjna? Czy sa tylko 2 wyjscia,te o ktorych napisalas,albo trwanie w tych toksycznych relacjach albo osamotnienie,poczucie izolacji i niezrozumienia w innych relacjach..?
Cechy charakterystyczne dla osób z syndromem DDA
Lęk przed utratą kontroli
staram się nie reagować zbyt emocjonalnie
lubie kiedy wszystko jest na swoim miejscu
czuję się zaniepokojony, kiedy mam świadomość, że nie panuję nad wszystkim
czułbym się znacznie lepiej, gdybym miał większy wpływ na to, co się dzieje
ktoś w mojej rodzinie nie panował nad sobą
w mojej rodzinie miała miejsce przemoc fizyczna
w mojej rodzinie chaos wybuchał zupełnie niespodziewanie
Lęk przed uczuciami
trudno mi wyrażać uczucia
często nie jestem świadom swoich uczuć
czasami myślę, że uczucia są wyłącznie ciężarem
przeraża mnie, czego mógłbym się dowiedzieć, gdybym pozwolił sobie na jakiekolwiek uczucia
w mojej rodzinie nie należało wyrażać uczuć takich jak: wina, skrucha, wstyd, lęk, radość, ból, miłość, złość, smutek
Lęk przed konfliktem
jeśli pojawia się konflikt, staram się rozładować sytuację
uważam, że konflikty są czymś złym i prowadzą do przemocy
za wszelką cenę staram się uniknąć konfliktu, dostosowuję się, zmieniam plany
konflikt w mojej rodzinie oznaczał przemoc
konflikt oznaczał, że ktoś się na kogoś wydzierał
w mojej rodzinie konflikt oznaczał, że ktoś mógł mnie opuścić fizycznie/emocjonalnie
Nadmiernie rozwinięte poczucie odpowiedzialności
mam skłonność do poczucia odpowiedzialności za wszystko
jeżeli trzeba wykonać jakąś dodatkową pracę, zgłaszam się na ochotnika
trudno mi odmówić, kiedy ktoś prosi mnie o pomoc
pomagałem wszystkim i troszczyłem się o wszystko w mojej rodzinie
w mojej rodzinie chwalono mnie, gdy zachowywałem się jak dorosły
to ja w mojej rodzinie fizycznie i emocjonalnie troszczyłem się o mojego ojca/matkę
Poczucie winy
czuję się winny za odczuwanie jakichkolwiek własnych potrzeb
często czuje się winny za bycie ciężarem dla innych
ciągle za wszystko przepraszam
przepraszam za rzeczy, które nie wymagają przeprosin
w mojej rodzinie ktoś zawsze był obwiniany
w mojej rodzinie to właśnie mnie obciążano odpowiedzialnością za rzeczy, za które nie powinienem odpowiadać
w mojej rodzinie brałem na siebie winę za to, czego nie popełniłem, po to jedynie, by zakończyć kłótnię
Niezdolność do odprężenia się oraz do spontanicznej zabawy
zabawa jest dla mnie trudnym zadaniem
kiedy ludzie śmieją się zbyt głośno, zaczynam odczuwać niepokój
w znacznej mierze jestem samotnikiem
mam skłonność, by nie śmiać się bez uprzedniego sprawdzenia, czy inni też się śmieją
w mojej rodzinie głośny śmiech oznaczał, że sprawy wymykają się spod kontroli
w mojej rodzinie, kiedy tylko odprężyłem się zawsze zdarzało się coś złego
w mojej rodzinie zabawa zawsze oznaczała picie
Ostra, bezlitosna samokrytyka
jestem dla siebie najsurowszym krytykiem
zbyt szybko się osądzam
jestem swoim najgorszym wrogiem
w mojej rodzinie nigdy niczego nie robiłem dobrze
naturalną reakcją na problemy w mojej rodzinie było obwinianie, "ciche dni" i odrzucenie
w mojej rodzinie za każdy błąd ponosiło się straszne konsekwencje
Życie w świecie zaprzeczeń
nie stosuję żadnych zaprzeczeń
kiedy czuję się zagrożony, przyjmuję pozycję obronną
czasem wolę skłamać, niż przyznać się do popełnionego błędu
w mojej rodzinie nikt nie przyznawał się do tego, że ma jakieś problemy
w mojej rodzinie nigdy nie wiedziałem czego ode mnie chcą
w mojej rodzinie wszyscy staraliśmy się unikać zajmowania się naszymi problemami
Pozostawanie w roli ofiary
często czuję się bezradny
mam wrażenie, że cokolwiek bym nie zrobił, niczego to nie zmieni
zawsze sprzątną mi sprzed nosa to, czego potrzebuję
w mojej rodzinie miała miejsce przemoc fizyczna
w mojej rodzinie na porządku dziennym były wrzaski, krzyki, wzajemne obwinianie
w mojej rodzinie miało miejsce wykorzystanie seksualne
Zachowania kompulsywne
mam nałogowy (obsesyjny) stosunek do: punktualności, seksu, schludności, jedzenia, alkoholu, pracy, robienia zakupów, korzystania z podręczników autoterapeutycznych, gromadzenia majątku, hazardu, praktyk religijnych
Tendencja do mylenia miłości z litością
przyciągają mnie ludzie, którym mogę pomóc lub których mogę wyleczyć
mam skłonność do nawiązywania blizszych znajomosci z osobami, które zostały zranione lub są trudno dostępne
największą bliskość odczuwam wówczas, gdy komuś pomagam
w mojej rodzinie zawsze ktoś miał kłopoty
w mojej rodzinie byłem dla wszystkich powiernikiem
w mojej rodzinie być blisko kogoś, oznaczało pomagać mu
Lęk przed porzuceniem
odejście jest dla mnie niezwykle trudne
nienawidzę mówić "żegnaj"
pozostawałem w bliskich związkach o wiele za długo, niż powinienem
kiedy ktoś bliski wyjeżdża, boję się, że nigdy więcej go/jej nie zobaczę
w mojej rodzinie ojciec/matka odeszli prawie bez słowa
członkowie mojej rodziny pojawiali się i znikali bez specjalnego uprzedzenia, a ja musiałem się jakoś dostosowywać
w mojej rodzinie byłem pozostawiony sam sobie
Myślenie kategoriami "białe" lub "czarne"
T. Cermak, J. Rutzky "Czas uzdrowić swoje życie".
Wlasnie,nie moj swiat... czy w takim razie na zawsze musze zostac w swiecie smutnym,pelnym przemocy,pretencji zawiedzionych nadziei bo moja rodzina byla dysfunkcyjna? Czy sa tylko 2 wyjscia,te o ktorych napisalas,albo trwanie w tych toksycznych relacjach albo osamotnienie,poczucie izolacji i niezrozumienia w innych relacjach..?
Wiesz co, z perspektywy czasu powiem Ci, że warto wyrzucić relacje najbardziej toksyczne, ale kilka zostawić (ja skasowałam teraz 2 kontakty, ale wcześniej też kilka i wyszłam na zero - mój błąd). Nie wiem, ja zawsze mam głupie wrażenie (pewnie nie do końca sprawiedliwe), że ludzie po tzw. "przejściach" widzą więcej i patrzą głębiej. Więcej też wybaczają. Mam też kilka (ale dosłownie kilka) satysfakcjonujących relacji z tzw. "normalnymi" ludźmi, którzy, nie wiem czemu, akceptują mnie taką jaka jestem (znają mnie kilka lat i chcą mnie dalej znać). Myślę, że skoro Ci obecna sytuacja przeszkadza, można podjąć ten wysiłek, zmienić trochę chociaż środowisko, ale to wymaga naprawdę ciężkiej pracy. Jak pisałam wcześniej, wiele z tych nowych osób mnie mega wkurza, ciężko mi znaleźć jakiś normalny temat do rozmowy, ale mimo wszystko staram się bardzo, tłumaczę sobie w duchu, że to przecież nie jest niczyja wina, że inaczej się komuś życie potoczyło. Popycha mnie to też trochę do przodu, tzn. staram się nieco zmniejszyć moje wady i oczekiwania, że każdy ma mnie rozumieć itd. Staram się czymś zainteresować. Takie zwykłe rzeczy, a kosztuje mnie to dużo wysiłku.
Na razie nie jestem w stanie stwierdzić, czy warto.
Niestety im dluzej draze ten temat to okazuje sie ze nie bardzo mam w czym wybierac jesli chodzi o relacje. Chcialam niektore relacje zmodyfikowac zamiast usuwac,postawic granice np " nie obrazaj mnie", niestety okazalo sie to niemozliwe.Najwyrazniej nie znacze nic dla ludzi ktorych znam od wielu lat, o ktorych myslalam ze laczy nas jakas wiez mimo ze czasem nie do konca zachowywali sie w porzadku.Niestety okazuje sie ze bylam otoczona ludzmi ktorzy twardo stawiali zasady czyli albo robie tak jak oni chca albo moge zniknac ot tak dla nich to bez znaczenia.
I tak mozesz miec pozniej w związku. Jesteś nikim, a ktoś panem i władcą. Na początku imponuje, myslisz, ze lepszego mieć nie mogłabys, a pozniej...
Niestety im dluzej draze ten temat to okazuje sie ze nie bardzo mam w czym wybierac jesli chodzi o relacje. Chcialam niektore relacje zmodyfikowac zamiast usuwac,postawic granice np " nie obrazaj mnie", niestety okazalo sie to niemozliwe.Najwyrazniej nie znacze nic dla ludzi ktorych znam od wielu lat, o ktorych myslalam ze laczy nas jakas wiez mimo ze czasem nie do konca zachowywali sie w porzadku.Niestety okazuje sie ze bylam otoczona ludzmi ktorzy twardo stawiali zasady czyli albo robie tak jak oni chca albo moge zniknac ot tak dla nich to bez znaczenia.
to musieliście się już na początku dobrać według jakichś schematów i wtedy ciężko jest to zmienić
wykorzystaj może ten czas bez ludzi na swój rozwój, a zobaczysz że to zaprocentuje.
ja muszę za to powiedzieć, że przez ostatni miesiąc doceniłam nowe znajomości (tak, te na które tu trochę ponarzekałam). Ostatnio miałam poważny problem i okazało się, że dostałam wsparcie od "nowych" ludzi, nie słysząc tym razem że " to na pewno moja wina", ogólnie, żadnych wymówek, czyste szczere wsparcie. Czyli jednak się da
teraz zaczynam czuć, że posuwam się na przód i nie tkwię już w schematycznych znajomościach pt "jak masz problem to pewnie zawiniłaś, ale jak ja mam problem to musisz mi koniecznie pomóc".
I właśnie takich zdrowych znajomości Ci życzę ![]()
Na pewno od poczatku dobieralismy sie wg schematow,najgorsze jest to ze ja do tej pory nie wiem gdzie popelnilam blad ustawiajac sie w takiej pozycji w tych relacjach.Teraz,po przeanalizowaniu wiekszosci relacji wiem ze to byl moj schemat - rola ofiary- wyniesiona z domu DDD,szkoda tylko ze nie doszlam jeszcze do tego w ktorym momencie to nastepowalo bo zawsze wydawalo mi sie ze wchodze w relacje normalne a z biegiem czasu one stawaly sie dla mnie toksyczne. To samo z relacjami w rodzinie z jakiegos powodu to wlasnie mnie wybrano na kozla ofiarnego i utwierdzano mnie w tej roli przez wiele lat.Pytam siebie sama "dlaczego ja" mimo ze cale zycie staralam sie walczyc z patologia w rodzinie.
A moze ktos moglby mi doradzic jak stawiac granice w relacjach z ludzmi ? Jak unikac wiklania sie w toksyczne relacje? Jak Wy radzicie sobie kiedy ktos np odnosi sie do Was po chamsku albo probuje wymusic na Was zrobienie czegos co Wam nie odpowiada? Jak reagujecie?
Ja bylam np w takich sytuacjach :
1 Kuzynka ( slabo sie znamy ale od niedawna mieszka blisko mnie) odwiedza mnie codziennie bez zapowiedzi,kiedy zwracam jej uwage ze nie mam czasu itp Odpowiada ze i tak nie mam nic innego do roboty albo a co ty mozesz robic i dalej przychodzi tak jak jej pasuje.Czesto jest tez tak ze ja mowie "nie przychodz do mnie dzisiaj" a ona i tak przyjezdza i uwaza ze to ja jestem jakas dziwna.
2 Bardzo dobry kolega,kiedys myslalam ze przyjaciel,znamy sie od kilku lat.Poszlismy razem na studia w jego miejscu zamieszkania,ja dojezdzalam oprocz tego mialam 3 prace wiec bylam wykonczona.Zaliczylam sesje on mial kilka poprawek,zapytalam czy zaniesie nasze indeksy do dziekanatu w terminie,wtedy ja moglabym nie przyjezdzac w ten weekend na uczelnie.Zgodzil sie bez problemu bo swoj tez mial oddac.Przypominalam o tym kilkukrotnie,pytalam czy zaniesie- potwierdzal.Po tym jak minal termin skladania dostaje info z dziekanatu ze zostalam skreslona z listy.Kolega nie zaniosl indeksow bo nie chcialo mu sie i nie mial czasu,poza tym stwierdzil ze " on i tak mial nie zaliczone wiec jemu to obojetne ze go skreslili".Pytalam czemu mi nie powiedzial ze sie nie wybiera wtedy przyjechalabym sama i zaniosla na co on nie poczul sie do winy i stwierdzil ze on nie ma sobie nic do zarzucenia i jak mi cos nie pasuje to moj problem,po czym olal mnie i przestal sie odzywac.
Jak byscie zareagowali w takich sytuacjach,pytam bo chcialam to porownac ze swoim zachowaniem,moze tak bedzie mi latwiej wychwycic gdzie robie blad.
Pozdrawiam
a myślałaś może o podjęciu terapii? wiele znajomości zawieramy przy działaniu naszej nieświadomości, jeśli odkryłabyś te mechanizmy to udałoby Ci się to może wcześniej wychwycić.
Hmm, co do tych 2 podanych przez Ciebie przykładów to jak dla mnie znajomości do resetu. jak ktoś Cię nie szanuje to nie ma co tracić na takiego czasu moim zdaniem.
Jestem w terapii,pracuje nad tym.Jak Wy byscie zachowali sie w takich sytuacjach?
cześć Ona_28.
Sama kiedyś zastanawiałam się nad tym o czy piszesz czy przyciągam ludzi z problemami, bo sama miałam problemy w domu ?
Myślę, że odpowiedź brzmi, że to na czym się skupiamy przyciągamy tego więcej- a każdy z nas ma gorszy dzień z różnych powodów i wtedy niektóre problemy wyolbrzymiamy.
Prawda jest też taka- jak myślisz o sobie- o czym myślisz jak myślisz, że jesteś ofiarą przemocy ? Może po prostu my jesteśmy osobami, które rozwiązują problemy nawarstwione przez pokolenia w naszej rodzinie i to my chodzimy do psychologa, bo szukamy wytłumaczenia, bo mamy na to czas, bo tego potrzebujemy ?
Ja bardzo lubię pomagać ludziom, a czy to powinnam wiązać z trudną historią mojego dzieciństwa? Ja myślę, że każdy normalny człowiek lubi pomagać drugiej osobie, a może Ty i ja też tak mam, że pomagamy, bo wiemy, że same chciałybyśmy też dostawać pomoc od innych osób. Dużo by tu pisać o tym...
Zastanawiam się też dlaczego my ludzie- coraz mniej rozmawiamy ze sobą, mamy dla siebie coraz mniej czasu... Nie potrafimy się prawidłowo komunikować ze sobą albo nie chcemy, albo nas to nie interesuje i potem ranimy swoich najbliższych.
Ona_28 dobrze, że szukasz odpowiedzi na swoje pytania.
Ja też mam często wiele pytań- dlaczego otaczają mnie tacy a nie inni ludzie- ale tak naprawdę otaczają mnie różni ludzie i można sobie ich wybierać...
Zastanawiam się też czy terapia może być skuteczną i jedyną metodą poznawania siebie i świata- dużo osób tutaj radzi terapię- ja uważam, że przez całe życie się uczymy- ja chodziłam po różnych psychologach i nie wiem czy to mi coś dało- próbuję każdego dnia stawiać sobie wymagania i robić coś ze swoim życiem, a czy warunki zewnętrzne jesteśmy w stanie zmienić- jeśli są takie jakie są ? Naprawdę mam wiele pytań związanych z życiem, ale kto może mi udzielić tej odpowiedzi ? Każdy ma inną perspektywę i widzi różne sprawy inaczej...
Ja np wiem, że okres Świąt jest zawsze fatalny w rodzinie- nie wiem dlaczego- zawsze odczuwam dyskomfort, gdy zbliżają się Święta, ale ja wiem dlaczego- każdy jest tutaj inny, każdy ma inne potrzeby i trzeba umieć zadbać o zrealizowanie swoich potrzeb i to jest taka egoistyczna walka- trzeba też umieć postawić granice, ale w inny sposób radzić sobie z frustracją, np wyjechać gdzieś na Święta- bo zawsze jest takie ciśnienie, żeby ze wszystkim zdążyć i żeby było tak idealnie- u mnie przynajmniej tak jest i przez to zawsze wszystko się chrzani...
Ja np mam też wiele marzeń, których z różnych powodów nie mogę zrealizować- bo:
1. wymagałoby to pomocy ze strony innych ludzi, a jej teraz nie ma
2. wymagałoby to poświęcenia dużej ilości czasu, żeby zaplanować działanie i realizować krok po kroku
3. wymagałoby to dużych nakładów finansowych- a skąd brać pieniądze jak teraz np nie pracuję ?
Naprawdę czasami na to, żeby odnieść w czymś sukces potrzeba jest naprawdę dużej determinacji i zmian w życiu. Czy jesteśmy na nie gotowi ? A jak tak to na co jesteśmy gotowi ? Czy mamy taki cel i chcemy konsekwentnie mimo trudności realizować go ?
Ja tak nie mam i czy to jest złe ? Wszędzie mówią, że receptą na sukces jest jedne obrany cel i konsekwentne dążenie do realizowania go. A jak się osiągnie jeden to potem drugi. A gdzie tu miejsce na spontaniczność i trochę frajdy z życia ? A nie same obowiązki i pokonywanie siebie i swoich słabości. Człowiek tak się może zamęczyć na śmierć i co mu z tego życia zostanie ?
Czasami myślę, że trzeba się otworzyć na to co niesie życie i weryfikować po jakimś czasie jak się czuję z tym czy tamtym- pokonywać siebie, wychodzić ze swojej strefy komfortu- chodzi mi tu też o relacje z innymi ludźmi. Ja sama wychowałam się w domu pedantów, perfekcjonistów i własnych terrorystów, którzy nigdy nie żyli tak jak oni chcieli, ale tak jak dyktowało im społeczeństwo, Kościół, sąsiedzi, państwo, przełożeni w pracy i kogo mogli wychować ?
Uważam, że teraz my jako dorosłe osoby możemy przejąć odpowiedzialność za swoje życie i żyć według własnych zasad. Myślę, że możemy tworzyć swój świat po swojemu i że może to zająć trochę czasu, ale może warto dać sobie ten czas ?
hej....przeczytałam wszystko... no i jak zmieniło się coś ?? troche czasu minęło
Wlasnie takie relacje nie sa mi do niczego potrzebne.Chcialabym je wyeliminowac luub znacznie zminimalizowac w swoim zyciu i zastanawiam sie jak to zrobic.Tak jak wspominalam wiem ze kazdy ma jakies problemy jednak jest ciezko kiedy jest sie otoczonym na co dzien takimi dramatami.Poza tym zastanawiam sie czemu w moim otoczeniu nie ma zdrowych relacji na ktorych mozna by sie wzorowac czy do nich w jakis sposob odniesc.Wydaje mi sie ze w zyciu innnych takich relacji jest pol na pol a mam wrazenie ze mnie zalewa fala patologii.Czy ja w jakis sposob odstraszam zdrowych i szczesliwych a przyciagam smutnych i poturbowanych przez zycie mimo iz tego nie chce?
Jak reagujesz jak jakis "zaburzeniowiec"lgnie do Ciebie-odsuwasz go czy wchodzisz w relacje z nim?Pzdr.
Witam po latach
Tu autorka.
U mnie troche sie pozmienialo.Przeszlam dluuuga droge.Kilka lat terapii, ucielam wszystkie toksyczne znajomosci(jak sie okazalo tych nietoksycznych bylo niewiele).Najgorsze okazalo sie starcie z najblizszymi.Rodzice nie zgodzili sie na nowe zasady,granice i nie utrzymujemy kontaktu juz ponad rok.Bylo ciezko.
A co u Was?
Witam po latach
Tu autorka.
U mnie troche sie pozmienialo.Przeszlam dluuuga droge.Kilka lat terapii, ucielam wszystkie toksyczne znajomosci(jak sie okazalo tych nietoksycznych bylo niewiele).Najgorsze okazalo sie starcie z najblizszymi.Rodzice nie zgodzili sie na nowe zasady,granice i nie utrzymujemy kontaktu juz ponad rok.Bylo ciezko.
A co u Was?
Cześć,
super, że wróciłaś. Wiem, że to pytanie prywatne, ale czy mogłabyś powiedzieć na ile nieciekawa była Twoja relacja z rodzicami kiedyś. Dlaczego rodzice "nie zgodzili się na nowe zasady"?
To przykre, że musiałaś zerwać z nimi kontakt ![]()