Zakończyłam romans w pracy z żonatym facetem. Wiem , ze on nadal coś do mnie czuje. Kazałam mu zając sie rodziną i dać mi święty spokoj. Chyba zrozumiał.Nigdy nie uważałam ,że go kocham , to on mi to mówił. Teraz od pół roku już prawie nic nas nie łączy. Staram się z nim rozmawiąc tylko na tematy służbowe.A jednak coś w środku mnie boli. On był bardziej moim przyjacielem niż kochankiem. Brakuje mi tych naszych rozmów. Wiem, że nie chce do tego wrócic. Jednak nie wiem czy potrafie się związać z kimkolwiek. Czuje sie tak jak w jakiejś pułapce. Bo czuje się tak jakbym chciała być mu wierna,(trawło to 5 lat) i nie chce mu zadawać bólu. To chyba nie jest normalne. CHodze do psychologa by sie z tego wyleczyc. Jak żyć by przestać się obwiniać.?Ja nawet nie czuje do niego żalu . Moze troche ,ze jestem samotna.A on ma rodzine i nic nie stracił.
On nie robi mi problemów,ja jemu też, staramy sie życ jak koledzy.Ale czy to możliwe?
Podobne tematy
Zadbaj o swoje życie. Szukaj miłości. Jesteś samotna.
Nie zachowuj się wobec niego jakby nic się nie stało. Mieliście romans, dużo Was łączyło. Można o tym rozmawiać. Tak jak tutaj na forum napisałaś. Powedz mu o tym co Cię boli. Powedz, że nie będzie z Was pary. Powiedz, że nie chcesz być samotna, że chicałabyś kogoś mieć, kto jest twoim towarzyszem życia. Powedz, że nie chcesz być już kochanką, że nie zrywasz znajomości, ale musisz sobie ułożyć życie. Przede wszystkim nie udawaj że się nic nie stało, nie udawaj, że jesteśćie tylko kolegą i koleżanką z pracy. Nie ograniczaj się w rozmowach do tematów służbowych tylko, bo to sztuczne i Was wyniszczy.
Generalnie to była taka rozmowa. Powiedziałam mu ze na swój sposób zniszczył mi życie. Ze przypłaciłam to prawie alkoholizemem i depresją. Nie umiałąm z tego bagna wyjsc. Bo byłam z nim tak zżyta. Popłakał sie nawet. Prosił zebym nei odchodziła jednak z pracy bo jestem potrzebna. Poweidziałam, ze zostane o ile da mi spokoj i zajmie sie rodziną. Wiemy o sobie zbyt duzo , zeby nie wiedziec co nas boli. Bo to była z mojej strony przede wszystkim przyjaźń. Czasem mnie boli jak jest oschły.ale moze czas sprawi ze bedzie łatwiej....sama nie wiem...
Generalnie to była taka rozmowa. Powiedziałam mu ze na swój sposób zniszczył mi życie. Ze przypłaciłam to prawie alkoholizemem i depresją.
On Tobie?! Chyba droga koleżanka raczy żartować
To była TWOJA decyzja, żeby wdać się w romans i ciągnąć go 5 lat. Sama sobie życie zniszczyłaś.
Myślę że powinnaś poszukać nowej pracy, i w ogóle zmienić otoczenie. Tak będzie najlepiej
Zmiana otoczenia, pozwoli Ci ze wszystkim się uporać. Powoli bo powoli ale jednak.
Witam,
Wiem,że nie jest łatwo ale taki związek nic Ci nie da, to huśtawka emocjonalna polegająca na ciągłej niepewności ...
5 lat to bardzo długi okres czasu nie ma tu co go oceniać , nie wiadomo co Nim kieruje , ale ten człowiek nie szanuje Ciebie, swojej żony , rodziny i Siebie samego
?Ja nawet nie czuje do niego żalu . Moze troche ,ze jestem samotna.A on ma rodzine i nic nie stracił.
A co sądziłaś, że zostawi dla ciebie rodzinę?
nigdy nie chciałam zeby zostawiał dla mnie rodzine.Nie umiałam z tego wyjsć, bo traktowałam go jak przyjaciela głównie. Nie potrafiłam tego zakończyć bo bałam sie jego zachowania po zerwaniu. To on mnie kochał. Potrafił dla mnie zrobić wszystko. Po ostatniej rozmowie zrozumiał że ja tak dalej żyć nie chce. Dał mi spokój. WIem, że większość z ludzi potrafi tylko krytykować.Ale nigdy nie mów nigdy. Jak nie znajdziesz się w takiej sytuacji to nei oceniaj droga Teo. Ja w każdym razie zamierzam normalnie żyć. Nie uważam Go za złego człowieka. I siebie też nie. Zabrneliśmy w to razem. Teraz chce poprostu aby jakoś udało mi się z tego wyjść i ułożyc sobie życie. Jesli nawet bede sama do końca życia. ...
9 2014-07-04 09:15:54 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-07-04 09:20:52)
biedulka az się poplakac można, samotna ble ble
wiem ze nigdy nie będę w takiej sytuacji, nigdy
ty nie znalazlas się w takiej sytuacji, ty sama ja sobie stworzylas
5 lat boze drogi, tak sobie marnować zycie, pobawilas się bo sama mówisz ze nic do niego nie czujesz, zniszczylas jego malzenstwo razem z nim, a teraz ,,kazalas mu,, zajac się rodzina i ty jesteś biedna?
taka modiszka jak ty sobie poradzi, na 100%
a to jego zona została wplatana w ta sytuacje gdzie ja skrzywdziliście i pewnie dzieci tez
a tak po ludzku to nie szkoda ci 5 lat? mialabys już może meza dzieci, czy nie zależy ci tym?
widze , sam jad płynie z ust innych. szkoda tu wogóle pisac.... dzięki Gary za konstruktywną odpowiedz. Bo tylko Ty nie jedziesz po ludziach ....jak sie pogubią.
widze , sam jad płynie z ust innych. szkoda tu wogóle pisac.... dzięki Gary za konstruktywną odpowiedz. Bo tylko Ty nie jedziesz po ludziach ....jak sie pogubią.
Mi mimo wszystko jest Ciebie tak po ludzku szkoda. Straciłas kilka lat życia, których nikt Ci nie odda. Twój żal będzie tym większy, jeśli nie uda Ci się ułożyć swojego życia... a to mimo wszystko jest realny scenariusz.
W każdym bądź razie życzę powodzenia.
Jesli nawet bede sama do końca życia. ...
a tam od razu sama będziesz...., jeszcze zdążysz poznać kogoś, ale pamiętaj - wolnego, wtedy nie będziesz cierpieć.
Bo "Najlepszym lekarstwem na miłość jest kolejna miłość".
Zawsze można się w życiu pogubić, ale człowiek uczy się na błędach i dlatego warto wyciągać z tego wszystkiego wnioski.
nigdy nie chciałam zeby zostawiał dla mnie rodzine.Nie umiałam z tego wyjsć, bo traktowałam go jak przyjaciela głównie. Nie potrafiłam tego zakończyć bo bałam sie jego zachowania po zerwaniu. To on mnie kochał. Potrafił dla mnie zrobić wszystko. Po ostatniej rozmowie zrozumiał że ja tak dalej żyć nie chce. Dał mi spokój. WIem, że większość z ludzi potrafi tylko krytykować.Ale nigdy nie mów nigdy. Jak nie znajdziesz się w takiej sytuacji to nei oceniaj droga Teo. Ja w każdym razie zamierzam normalnie żyć. Nie uważam Go za złego człowieka. I siebie też nie. Zabrneliśmy w to razem. Teraz chce poprostu aby jakoś udało mi się z tego wyjść i ułożyc sobie życie. Jesli nawet bede sama do końca życia. ...
Ale ja nie oceniam tylko stwierdzam fakt, bo to, że trwałaś w tej sytuacji 5 lat zależało TYLKO i wyłącznie od Ciebie. Bo rozumiem, że Cię nie szantażował, nie groził bronią, nie zamykał w piwnicy. Mogłaś odejść w każdej chwili, mogłaś to zakończyć już drugiego dnia od poznania.
Nie zrywaj tej przyjaźni. Musisz otwarcie z nim rozmawiać. Nawet jak prawda jest bolesna. Możesz mu powiedzieć co czujesz, co planujesz. Może być dalej przyjacielem, może mieć rodzinę i o tę rodzinę dbać.
Ale Tyyyyyyyyyyyyy... właśnie Ty -- musisz zadbać o siebie, o swoje życie. Do tej pory tego nie zrobiłaś i zawaliłaś sprawę. Więc teraz jesteś w sytuacji singla, któremu czas uciekł w bibliotece. Bierz się za swoje życie, a przyjaźni nie kasuj. Musisz się wysilić, napracować. Poszczęści się, albo nie poszczęści.
To on mnie kochał. Potrafił dla mnie zrobić wszystko. . ...
naprawdę? a co takiego 'wszystko" dla ciebie zrobił?
naprawdę kochał? i nie przeszkadzało mu, że cierpisz, wpadłaś prawie w alkoholizm i depresję
taka miłość.. się nie zdarza ona80
teraz jest ci zle i obwiniasz jego
bop on nic nie stracił.. a ty nic nie masz
a przecież od początku wiedziałaś, że tak będzie
czujesz się żle, jesteś rozżalona - ale przecież na siebie tak naprawdę...
nie możesz czynić go odpowiedzialnym za stan, w jakim jestes dzisiaj.. jestes rocznik 80? masz 23 lata? i osttanie 5 spędziłaś w romansie ze starszym zonatym pierdołą? szkoda życia...
Nie zrywaj tej przyjaźni..
A moim zdaniem zdecydowanie zerwij. A nawet zmień pracę. Ciągle będziecie do tego wracać i jeszcze się pomęczysz parę lat- no i on też.
Nie mam do niego żalu. Przez te pare lat próbowałam sie z kims związac. Spotykałam sie z różnymi facetami. Ale nic nie wychodziło. Do ostatniego faceta, a ktorym sei zakochałam. Ale wyszło,ze ma problem z agresją i musiałam to zakończyc. Wtedy to moj kolega z pracy zaczał odstawiac fochy zazdrosci i zranionego faceta. Wiem ze go to zabolało. Bo nic nie powiedziałam tylko uciełam znajomośc na rozkaz mojego władczego faceta. Niestety jego zachowanie w stosunku do mnei bardziej mnei bolało niz los faceta z ktorym byłam. Nie żałuje jednak , bo rozwaliło sie i jedno i drugie. Może tak miało być. Czuje się wolna teraz. To wszystko nie jest takie proste, jak się wydaje. Może czas da mi spojrzec na to wszystko inaczej. A pracy nowej szukam...
18 2014-07-04 15:15:23 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-07-04 15:16:40)
i co zamierzasz zrobić teraz?
ona80 napisał/a:To on mnie kochał. Potrafił dla mnie zrobić wszystko. . ...
naprawdę? a co takiego 'wszystko" dla ciebie zrobił?
naprawdę kochał? i nie przeszkadzało mu, że cierpisz, wpadłaś prawie w alkoholizm i depresję
taka miłość.. się nie zdarza ona80teraz jest ci zle i obwiniasz jego
bop on nic nie stracił.. a ty nic nie masz
a przecież od początku wiedziałaś, że tak będzie
czujesz się żle, jesteś rozżalona - ale przecież na siebie tak naprawdę...
nie możesz czynić go odpowiedzialnym za stan, w jakim jestes dzisiaj.. jestes rocznik 80? masz 23 lata? i osttanie 5 spędziłaś w romansie ze starszym zonatym pierdołą? szkoda życia...
jak rocznik 80 to 34 lata a nie 23
W tej sytuacji zalecałabym psychoterapię. Wydaje mi się że to są głębkie sprawy. Wszystkie kobiety wiążące się z żonatymi facetami nie robią tego bez powodu i z przypadku "bo tak się stało". Żeby dojść do tego jaki jest powód i coś z tym zrobić, trzeba poznać dobrze siebie a to zapewnia skuteczna psychoterapia.
Jesli się tego nie przperacuje schemat może wrócić i mimo że po tych 5 latach autorka powie "Nigdy już nie zwiążę się z żonatym..." to może jak najbardziej powtórzyć schemat wierząc że tym razem jednak się uda...że będzie szczęśliwa
To co bym sugerowała to zajęcie się sobą - swoimi sprawami, pracą, rozwojem, wyglądem, kontaktami z przyjaciółmi, rodziną. Ona80 jesteś warta tego aby spotkać wolnego, szanującego Cię mężczyznę...tylko musisz sama w to uwierzyć gdyż jeśli Twoje poczucie wartości będzie zaburzone to przyciągniesz albo znowu żoantego albo jakiegoś chłopa który Cię wykorzysta...bedzie to zgodne z Twoim poczuciem własnej wartości
Tak jak Gary powiedział - nie należy z nim unikać tematu, to męka dla Ciebie bo tyle emocji buzuje a tu trzeba jakieś pozory stworzyć. Wyrzucić to, rozmawiać ale trzymać się decyzji i jej nie zmieniać, uwierzyć w jej sens. Jest taka teoria która mówi że romans ma swoje granice w wciągu dwóch lat - czyli jeśli osoba nie odchodzi od żony/męża w ciągu dwóch lata trwania romansu to znaczy że nie odejdzie nigdy.
Tylko z tym odejściem to też jest popaprana sprawa bo...może się okazać że jakby odszedł od żony to czar by prysnął...nie ma tajemnicy, nie ma namiętności, związek przechodzi w fazę jawną...a Ty...masz problem bo facet staje z walizkami w drzwiach u Ciebie. Wtedy czujesz ciężar rozbicia rodziny, opinii otoczenia a sama...masz wrażenie że w tamtym układzie kochanek-kochanka chyba było "lepiej". Czyżbyś miała zakodowane wewnętrz że jesteś stworzona do takiego bycia z kimś "na pół"?
Dlatego jak na początku wspomniałam sugeruję psychoterapię i pracę nad sobą - musisz moim zdaniem nieco pogrzebać w motywacji - co Cię ciągnie do żonatych/niedostępnych/drani... Całe szczęście że sama podjęłaś decyzję o rozstaniu, to jest pierwszy krok od wyzwolenia się. Pamiętaj też o ciężkich chwilach, nie pozwól aby sentyment spowodował ze Twoja decyzja się zmieni. Pomyśl o sobie, swoim życiu i perspektywach jakie masz będąc wolną od tego romansu, nie wracaj do relacji która nie jest dla Ciebie dobra i powoduje cierpienie.
czyli jeśli osoba nie odchodzi od żony/męża w ciągu dwóch lata trwania romansu to znaczy że nie odejdzie nigdy.
.
z tym to bym polemizowała - dwa lata do dość długo, jak chce ktoś odejść do kochanka/ kochanki to teraz a nie za parę lat.
Moge tylko sobie pluć w twarz. Ja nigdy z nim nie chciałam być, Traktowałam Go jak przyjaciela tylko. Ale zrzyłam się z nim cholernie.Ta znajomść nie była opata na dzikim seksie.Oboje sie przyjaźnilismy bardzo. Chodze do psychologa. Bo do końca nie wiem jak ma teraz wyglądac nasza relacja. Rozmawiamy , ale jest dziwnie jakos.Ostatnio z nim porozmawiałam i powiedziałam , ze chce ułożyc sobie życie z kimś. A on ma teraz dbać o sowją rodzine bardziej niz kiedykolwiek. Myśle ze zawsze dbał. A popaprane to wszystko....Mam nadzieje ze terapia pozwoli mi sie uwolnić......dzieki .
ja też kiedyś chodziłam na terapię, w jednej sprawie mi pomogła - w innej zaś nie.
To zależy. Ale na pewno nie zaszkodzi.
Napewno w to nie wejde. Tego jestem pewna. Ząłuje, ze tak długo w tym tkwiłam. I nie myślałam o sobie wcale. Dostałam kopa w tyłek i musze się ogarnąć jakos. Generalnie nie patrze teraz na mężczyzn. Mam ich wszystkich gdzieś.Zawsze radziłam sobie sama świetnie. Teraz basen , aerobik.,i duzo myslenia o sobie....:)buziaki dla wszystkich
Bardzo Ci współczuję obecnej sytuacji, ale takie są konsekwencje złego wyboru.Żonaty mężczyzna ma ustabilizowane życie rodzinnei z pewnością z niego nie zrezygnuje.Skoro Cię kochał to czemu pozwolił Ci świadomie tak cierpić i w dodatku jeszcze zostawać w tej pracy?Czemu się na to zgodziłaś?Myślę, że Twój stan w jakim się znajdujesz, to przez wyrzuty sumienia.A czy on ma wyrzuty wobec Ciebie, rodziny?
hmmm. On mnie kochał, i czułam to. Ja nigdy mu tego nei mówiłam. Mozę w jakimś stopniu.
Brakowało mi takiego traktowania przez mężczyzne. takiej delikatności i wsparcia jakie mi dawał. Mimo ze nie był dla mnie. Dlaczego na to pozwoliłam? on zaskakiwał mnei na kazdym kroku.
Ja nie potrafiłąm powiedziec, nie rób tego, bo potem w pracy strzelałby focha. Jednak jak w cos takiego sie wejdzie w pracy to jest to olbrzymi problem. tym bardziej ze znalismy sie rok zanim cos sie zdarzyło. Jestem bogatsza w pewne doświadczenia. nie wiem jak to teraz bedzie do konca. Jestem sama sobie winna. I nei ma mnie co załowac. Ale nie chce juz sie katowac .Musze jakos życ z tym...Moze kiedys sobie wybacze....Musze patrzec w przyszłośc....dajcie mi siłe...
A czy on ma wyrzuty sumienia? nie wiem,moze...mam tylko nadzieje .ze jak z kims sie związe to nie bedzie znowu strzelał fochy jak ostatnio...
Nawet jeśli się z kimś zwiążesz, a on będzie strzelał fochy, to co z tego? Nie powinno Cie to już nigdy więcej interesować.
I piszesz że kochał cie, troszczył sie o ciebie i potrafił dla ciebie zrobić wszystko? Ja się pytam - kiedy? Związałaś sie z żonatym mężczyzną, dla którego zawsze byłaś i dalej na drugim miejscu.
Otwórz oczy, on Cie nie kochał ani nie wspierał.Jemu po prostu było tak wygodnie, żona jednego dnia, a przyjaciółka drugiego. Zero szacunku do jednej i drugiej. Teraz ty zostałaś sama więc zadbaj w końcu o siebie i o swoje interesy, a nie tylko sie zastanawiasz co on zrobi , co on pomysli kiedy kogoś poznasz.
Ja proponuję ostatnią szczerą rozmowę, a potem kompletne odcięcie się - zmiania pracy itd. Inaczej nigdy nie sie od tego nie oderwiesz.
I proszę Cię, nie "zaprzyjaźniaj" się więcej z zajętymi facetami.
Ty się po prostu uzależniłas, czułaś sie dobrze pod tym względem(być może wyróżniona), że wybrał Ciebie.Mówił Ci, że żona go nie pociąga?a żonie mówił, że jest dla niego wszystkim.Ten facet chyba próbował się dowartościować i ma na Ciebie taki wpływ i jest pewien, ze to, co on powie jest dla Ciebi ważne.To raczej Ty sie zachowujesz jakbyś go kochała-martwiąc się o niego...on ma stabilne rzycie i ma w nosie to co się będzie z Tobą działo...myśli tylko o sobie, a chce żebyś nadal tam pracowała po to żeby mieć Cie na oku.On ma dużo do stracenia i musi mieć nad tob ą kontrolę.Ja bym Ci radziła definitywne zakończenie tej znajomości bo inaczej się nie wyleczysz z niego.A masz przed sobą całe życie.
To prawda, to tak jakbym sie uzaleznila od niego. Dzis obchodziłam imieniny w pracy. Byłam miła jak zwykle. Nie prosiłam go o pomoc, zeby nie usłyszec ,ze go wykorzystuje w jakikolwiek sposób. Podczas imprezy poprosiłam jednak o nalanie wina . No i co zrobił, odmówił. Dziecinada. Dobrze wiedział, ze sprawi mi to przykrosc. Niby chce byc moim kolegą , a jest złośliwy. Ja staram sie nie zwracac uwagi. Najgorsze jednak ze w sprawach służbowych musze zgłaszac sie do niego. Czasem mam wrazenie ze nie dam rady, bo on ciągle gra mi na emocjach.Raz jest miły raz niemiły. Jak dziecko.Powiedziałam mu stanowczo ze chce ułozyc sobie zycie z kims i byc szczesliwa, a on ma byc dla mnie kolegą. Nie wiem czy dalsze praca w tej firmie ma sens.Ale jedno wiem ,ze teraz jego fochy juz na mnie powoli bo powoli przestaja miec znaczenie....Im bardziej sie foszy tym mniej mnie to obchodzi...Także moze jakos dam rade.Trzymajcie kciuki...
zacznij szukać innej pracy, a jeśli masz taką możliwość to już ją zmień. tak sie nie da żyć
strasznie dziecinnie się zachowuje, on ma jakieś wahania nastroju
raz tak - raz tak
wiesz... nie wyobrażam sobie mieć takie relacje teraz z szefem
najlepiej to zmień pracę, w miarę możliwości
a póki co musisz to olać, odzywać się tylko służbowo
bo innego wyjścia nie masz
no chyba że... porozmawiasz z nim ostatni raz na poważnie, powiesz mu że zależy ci na dobrych kontaktach ale nalegać też nie będziesz, romans zakończony i on musi się z tym pogodzić.
Czesc
Trzymam kciuki za Ciebie
Jesteś silna i dasz radę! Dobrze, ze zaczynasz się dystansować w stosunku do niego... a z tym winem.... wiesz co? Czasem mi się wydaje, ze takie szczegoly mogą nawiązywac do szzegolnej relacji - taka sama prosba w stosunku do kogos zupelnie nam obcego, i taka sama do 'bylego' budzi inne emocje... poki co trzymaj się!
Witajcie,
Mineło 8 miesięcy od zakończenia tego romansu.
Teraz już jest ze mną dobrze. CHociaz długo dochodziłam do siebie. W końcu nic nie czuje. Jak ja żałuje że się w to wplątałam.
Ze wcześniej nie wpadłam na to forum co by dostać bure od mądrych dziewczyn.
Mam nauczkę na całe życie. Wyciągnęłam wnioski, żadnych przyjaźni z żonatymi dupkami. 7 lat cierpienia to chyba dobra kara za głupote.
Obwiniałam się długo. Ale skoro on potrafił wrócić do rodzinki i się wogóle nie przejmować, to dlaczego ja mam się ciągle karać.
Już dość .
Przepraszam wszystkie mężatki...Popełniłam błąd, straszny błąd.
Pozdrawiam. I życzę mądrych decyzji.
Witajcie,
Mineło 8 miesięcy od zakończenia tego romansu.
Teraz już jest ze mną dobrze. CHociaz długo dochodziłam do siebie. W końcu nic nie czuje. Jak ja żałuje że się w to wplątałam.
Ze wcześniej nie wpadłam na to forum co by dostać bure od mądrych dziewczyn.
Mam nauczkę na całe życie. Wyciągnęłam wnioski, żadnych przyjaźni z żonatymi dupkami. 7 lat cierpienia to chyba dobra kara za głupote.
Obwiniałam się długo. Ale skoro on potrafił wrócić do rodzinki i się wogóle nie przejmować, to dlaczego ja mam się ciągle karać.Już dość .
Przepraszam wszystkie mężatki...Popełniłam błąd, straszny błąd.
Pozdrawiam. I życzę mądrych decyzji.
Najważniejsze że się z tego wyplątałaś..Nie przejmuj się to jeszcze trochę poboli
Wnioski wyciągnięte, życie płynie dalej
Powodzenia na jego ścieżkach, i samych przemyślanych decyzji
Ja mam nadzieje że żona tego dupka o wszystkim się dowie i kopnie go w to egoistyczne dupsko!!! A Ty módl się żeby kiedyś Twój mąż nie zrobił Ci czegoś takiego :-/
Ja mam nadzieje że żona tego dupka o wszystkim się dowie i kopnie go w to egoistyczne dupsko!!! A Ty módl się żeby kiedyś Twój mąż nie zrobił Ci czegoś takiego :-/
Dobrze powiedziane.
Mogę dodać tylko, że życzę powodzenia
dziękuje za wypowiedzi...i pozdrawiam
Żegnam
-
Powodzenia w nowym życiu.
Zbyś.
Dzięki Zbyś:)
Już powoli zaczynam wstawać z martwych.
Często jeszcze płacze.Ale już jest lepiej.
Najlepiej byłoby zmienić prace , to pozwoliłby mi całkiem się uwolnić .Związek emocjonalny jaki tworzyliśmy jest o wiele gorszy do zakończenia od takiego opartego na fizyczności.
Udało się. Nareszcie.Ale i tak ciężko jest mi patrzeć na siebie w lustro:( Nie wiem czy kiedykolwiek sobie wybacze.
POzdrawiam.
Wybaczysz ![]()
To byl bardziej zwiazek oparty na przyjazni, malo seksu bylo a nawet wchodzilas w zwiazki jakies. To nie byl typowy romans. Moze trzeba bylo wogole wyeliminowac seks i oprzec sie na przyjazni? ![]()
41 2014-09-26 23:48:33 Ostatnio edytowany przez maya7 (2014-09-26 23:53:00)
KtosiaWrażliwa napisał/a:Ja mam nadzieje że żona tego dupka o wszystkim się dowie i kopnie go w to egoistyczne dupsko!!! A Ty módl się żeby kiedyś Twój mąż nie zrobił Ci czegoś takiego :-/
Dobrze powiedziane.
Mogę dodać tylko, że życzę powodzenia
Pisałaś, że kochanek zrobiłby dla ciebie wszystko...gwiazdkę z nieba obiecywał czy postanowił się rozwieść????
"podejrzewam", że rozwieść skoro wszystko dla kochanki ...
Nie wiem ile masz lat...ale skoro kochanek który nie zdecydował się dla ciebie rozwieść, co moze czuć(w pierwszym poście tak napisałaś, ze on coś czuje)...tak czuje ubaw, ze trafiła mu sie głupia i naiwna...bo on od żony nie chciał odejść...a chciał w dyskrecji pociupciać....zejdź na ziemie...
kochani ja juz dawno na ziemie zeszłam....
ona80 napisał/a:Generalnie to była taka rozmowa. Powiedziałam mu ze na swój sposób zniszczył mi życie. Ze przypłaciłam to prawie alkoholizemem i depresją.
On Tobie?! Chyba droga koleżanka raczy żartować
To była TWOJA decyzja, żeby wdać się w romans i ciągnąć go 5 lat. Sama sobie życie zniszczyłaś.
Przeczytałaś tekst ze zrozumieniem? Chyba nie.
Lepiej jej obuchem w łeb, a niechże się ocknie.
Zniszczyłam sobie życie. Nie potrafię żyć.Mam depresję. On poskładał się do kupy. Najbardziej boli, że teraz jest tak jakby obcy dla mnie.
Zachowuje sie tak jakby nas nic nie łaczyło. Do tego teraz na moich oczach podrywa nasza wspólna koleżankę, która wiedziała o tym romansie.
Ona wylansowała sie na moim cierpieniu. Udawała koleżankę moją. Ale gdy jak raz zauwazyłam ze ona ze mna ciągle gada , ale z nim esemesuje zaczełam zastanawiac się o co chodzi. Nie wiem czy teraz on nie ściemnia do niej. Czuje się okropnie. Tak jakby zdradziły mnie dwie osoby.
Ona przyjaciółka, która nagle zaczeła trzymac jego stronę. Dla kariery sądze, bo przy nim moze osiągnąć wiele.
Nie spie, nie jem, pije alkohol. Mam ochote się zabić.
Ktoś niech mi powie, ze masz za swoje, To naprawde to zrobie,
Jak to boli.
Nie chce mi sie do tej pracy przychodzic.Jak widze jak on jest uśmiechniety i zadowolony z życia. Odpłakał swoje jak to zakończyłam , a teraz ja płacze.
Dlaczego ja się w to wplątałam.
Bóg mi świadkiem , ze nie chciałam.
Najlepiej dla mnie to zabić się.Totalna depresja.
mineło tyle czasu . odeszłam z pracy nie mając nowej. wyniszczało mnie to.teraz już wiem ,ze on byl dla mnie bardzo ważny. wmawiałam sobie ze to nie miłość. przeszłam depresje i nadal się lecze. dużo , zbyt dużo zapłaciłam za to. ale jestem tylko człowiekiem i zaufałam bardzo żonatemu facetowi i uwierzyłam ze jestem dla kogoś ważna. to pewnie brak miłości ze strony rodziców .chciałabym by tego nie było w moim życiu.ale czasu nie cofnę. nie wiem czy kiedykolwiek się pozbieram do kupy. niestety nadal za nim tęsknie. ale wole już być sama, niż dłużej niszczyć innej kobiecie życie. długo to trwało. zastanawiam się czy kiedyś zapomnę. ![]()
pozdrawiam
mineło tyle czasu . odeszłam z pracy nie mając nowej. wyniszczało mnie to.teraz już wiem ,ze on byl dla mnie bardzo ważny. wmawiałam sobie ze to nie miłość. przeszłam depresje i nadal się lecze. dużo , zbyt dużo zapłaciłam za to. ale jestem tylko człowiekiem i zaufałam bardzo żonatemu facetowi i uwierzyłam ze jestem dla kogoś ważna. to pewnie brak miłości ze strony rodziców .chciałabym by tego nie było w moim życiu.ale czasu nie cofnę. nie wiem czy kiedykolwiek się pozbieram do kupy. niestety nadal za nim tęsknie. ale wole już być sama, niż dłużej niszczyć innej kobiecie życie. długo to trwało. zastanawiam się czy kiedyś zapomnę.
pozdrawiam
Ona80, nie wiem czy czytałas mój wątek na forum " Rozstanie ...". Ja też byłam kochanką. Nasza relacja była inna bo i ja i on mieliśmy małżonków. Przyjaznilismy się długo zanim weszliśmy w fazę romansu. Ja jednak po jakimś pół roku od początku romansu stwierdziłam że nie dam rady tak dalej. Byłam w koszmarnym stanie psychicznym. Postanowiłam zakończyć spotkania i fizyczny kontakt. Ale nadal się widywalismy bo pracujemy razem. I nadal było mi źle, nie mogłam się ogarnąć chociaż on nigdy nie zrobił niczego przeciwko mnie (typu flirty z koleżankami albo złośliwości).
Wiesz co mi pomogło? Pranie mózgu. Codziennie robiłam sobie pranie mózgu. Nie chciałam widzieć w nim wymarzonego ideału mężczyzny. Chciałam by ideałem tym stał się dla mnie mój mąż.
Uwierz że da się. Jestem wolna od byłego kochanka, choć to co się wydarzyło na zawsze pozostanie w mojej głowie, jako ból że mogłam coś takiego zrobić swojemu mężowi.
Teraz naprawiam swój związek. Mąż mnie kocha naprawdę. Kochanek mnie pragnął i chciał bym ja go pragnęła. To nie była żadna prawdziwa miłość.
Jak ciebie czytam to pamiętam mój dramatyczny stan. Trzymaj się.
Witaj ![]()
No niestety tak to czasem w życiu jest, emocje biorą góre i czesto nie da sie z tym nic zrobić, mimowolnie wplątujesz się w coś pomimo tego, ze może mieć różne skutki. Też uważam, że najlepszym wyjsciem z tej sytuacji będzie totalne odcięcie się od niego i próba podjęcia nowego życia, od początku, bez niego i spraw z ni związanych. Jeżeli w 100% nie odetniesz się od tego co było to niestety nie będziesz w stanie zbudować czegoś nowego. W każdym razie życzę Ci powodzenia, mam nadzieje, ze znajdziesz sobie kogoś z kim bedziesz szcześliwa i wszystko sobie ułożysz
Nie oceniam czy zrobiłaś dobrze czy źle, stało sie i tyle, teraz nie ma juz po co patrzec w tych kategoriach. Pozdrawiam, trzymaj się ![]()
mineło tyle czasu . odeszłam z pracy nie mając nowej. wyniszczało mnie to.teraz już wiem ,ze on byl dla mnie bardzo ważny. wmawiałam sobie ze to nie miłość. przeszłam depresje i nadal się lecze. dużo , zbyt dużo zapłaciłam za to. ale jestem tylko człowiekiem i zaufałam bardzo żonatemu facetowi i uwierzyłam ze jestem dla kogoś ważna. to pewnie brak miłości ze strony rodziców .chciałabym by tego nie było w moim życiu.ale czasu nie cofnę. nie wiem czy kiedykolwiek się pozbieram do kupy. niestety nadal za nim tęsknie. ale wole już być sama, niż dłużej niszczyć innej kobiecie życie. długo to trwało. zastanawiam się czy kiedyś zapomnę.
pozdrawiam
Niestety, któraś z kolei przekonałaś się, że zbytnie spoufalanie się ze współpracownikami, może prowadzić do tak dramatycznych sytuacji.
Znam swoją naturę. W końcu jestem mężczyzną. Nigdy więc nie pozwalałem sobie na przechodzenie na "ty" z moimi podwładnymi, atrakcyjnymi, co tu dużo mówić, kobietami. Bo wiem, czym to grozi.
Dystans i dyscyplina - to podstawa zdrowych relacji w pracy w mieszanej pod względem płci, grupie ludzi. Również, podczas tzw. "imprez integrujących". Zwłaszcza wtedy.
Zawsze mówię i nie przestanę: Jeśli ktoś nie chce dwuznaczności w relacji zawodowej, to do niej nie dopuści. Skoro zaś do tego dochodzi, nie ma mowy o "dzianiu się" poza wolą zainteresowanych.
Jednym słowem, Autorko, sama jesteś sobie winna. I nie ma znaczenia, jaką aurę przed Tobą roztaczał żonaty lowelas.
Zabrakło dystansu.
Kroteczka wciąż twierdzi, że oboje byli przyjaciółmi, zanim wdali się w romans.
Ja jednak twierdzę, że ta "przyjaźń", to nic innego, jak zgoda na przeniesienie relacji na "wyższy poziom", gdy któreś tego zapragnie.,I gdy do tego dochodzi, wtedy mówi się bezradnie "i nie wiem jak, ale stało się".
Co teraz z tym zrobić, by sobie poradzić?
Wybrałaś radykalne rozwiązanie - odejście z pracy w nieznane.
O czym to świadczy? A o tym, że wreszcie uzmysłowiłaś sobie, Autorko, że powrotu do normalności w dotychczasowym środowisku nie ma mowy. Na zewnątrz jakoś przebolejesz, prędzej, czy później.
I tego ci życzę.
Niestety, któraś z kolei przekonałaś się, że zbytnie spoufalanie się ze współpracownikami, może prowadzić do tak dramatycznych sytuacji.
Znam swoją naturę. W końcu jestem mężczyzną. Nigdy więc nie pozwalałem sobie na przechodzenie na "ty" z moimi podwładnymi, atrakcyjnymi, co tu dużo mówić, kobietami. Bo wiem, czym to grozi.
Dystans i dyscyplina - to podstawa zdrowych relacji w pracy w mieszanej pod względem płci, grupie ludzi. Również, podczas tzw. "imprez integrujących". Zwłaszcza wtedy.
Zawsze mówię i nie przestanę: Jeśli ktoś nie chce dwuznaczności w relacji zawodowej, to do niej nie dopuści. Skoro zaś do tego dochodzi, nie ma mowy o "dzianiu się" poza wolą zainteresowanych.
Jednym słowem, Autorko, sama jesteś sobie winna. I nie ma znaczenia, jaką aurę przed Tobą roztaczał żonaty lowelas.
Zabrakło dystansu.
Kroteczka wciąż twierdzi, że oboje byli przyjaciółmi, zanim wdali się w romans.
Ja jednak twierdzę, że ta "przyjaźń", to nic innego, jak zgoda na przeniesienie relacji na "wyższy poziom", gdy któreś tego zapragnie.,I gdy do tego dochodzi, wtedy mówi się bezradnie "i nie wiem jak, ale stało się".Co teraz z tym zrobić, by sobie poradzić?
Wybrałaś radykalne rozwiązanie - odejście z pracy w nieznane.
O czym to świadczy? A o tym, że wreszcie uzmysłowiłaś sobie, Autorko, że powrotu do normalności w dotychczasowym środowisku nie ma mowy. Na zewnątrz jakoś przebolejesz, prędzej, czy później.
I tego ci życzę.
Excop nie zgodzę się z tobą. Ja wtedy odbierałam to jako przyjaźń. Troszczyl się o mnie , pomagał, wysłuchiwal. Nie miałam powodu żeby nie odbierać go jako przyjaciela. Myślę że jemu też to się wymknelo spod kontroli. Myślę że świadomie nie chciał zacząć romansu. Z perspektywy sądzę że się zakochał we mnie i wtedy postanowił mnie uwieść. Nie usprawiedliwiam go, bo wiedząc że mam męża i nawet będąc zakochanym powinien otwarcie powiedzieć że musimy ograniczyć kontakty bo to już nie jest czysta przyjaźń z jego strony. Tak zachowalby się prawdziwy facet. A on postanowił zaspokoić swoje pragnienia. Ale to już przeszłość u mnie, na szczęście.
Excop nie zgodzę się z tobą. Ja wtedy odbierałam to jako przyjaźń. Troszczyl się o mnie , pomagał, wysłuchiwal. Nie miałam powodu żeby nie odbierać go jako przyjaciela. Myślę że jemu też to się wymknelo spod kontroli. Myślę że świadomie nie chciał zacząć romansu. Z perspektywy sądzę że się zakochał we mnie i wtedy postanowił mnie uwieść. Nie usprawiedliwiam go, bo wiedząc że mam męża i nawet będąc zakochanym powinien otwarcie powiedzieć że musimy ograniczyć kontakty bo to już nie jest czysta przyjaźń z jego strony. Tak zachowalby się prawdziwy facet. A on postanowił zaspokoić swoje pragnienia. Ale to już przeszłość u mnie, na szczęście.
Kroteczko, mimo, że zaprzeczasz, w dalszej części potwierdzasz przecież to, o czym pisałem.
Bazą Twojego romansu było przyzwolenie na przeniesienie stosunku służbowego na grunt prywatny. Późniejsze podchody gościa nie odbywały się poza Tobą, byłaś ich adresatką.
Pozwalając się adorować, co zrobiłaś, by to przerwać? Zgłosiłaś o molestowaniu Cię przez stojącego wyżej w hierarchii współpracownika? Nie. Dlaczego? Oprócz tego, że on wiedział, że jesteś mężatką, Ty tym bardziej miałaś tego świadomość. Nie przerywając tego, pozwoliłaś się uwieść.
I to miałem na myśli pisząc o zgodzie na przeniesienie Waszej relacji "na wyższy poziom", czyli rozkwit romansu.
kroteczka napisał/a:Excop nie zgodzę się z tobą. Ja wtedy odbierałam to jako przyjaźń. Troszczyl się o mnie , pomagał, wysłuchiwal. Nie miałam powodu żeby nie odbierać go jako przyjaciela. Myślę że jemu też to się wymknelo spod kontroli. Myślę że świadomie nie chciał zacząć romansu. Z perspektywy sądzę że się zakochał we mnie i wtedy postanowił mnie uwieść. Nie usprawiedliwiam go, bo wiedząc że mam męża i nawet będąc zakochanym powinien otwarcie powiedzieć że musimy ograniczyć kontakty bo to już nie jest czysta przyjaźń z jego strony. Tak zachowalby się prawdziwy facet. A on postanowił zaspokoić swoje pragnienia. Ale to już przeszłość u mnie, na szczęście.
Kroteczko, mimo, że zaprzeczasz, w dalszej części potwierdzasz przecież to, o czym pisałem.
Bazą Twojego romansu było przyzwolenie na przeniesienie stosunku służbowego na grunt prywatny. Późniejsze podchody gościa nie odbywały się poza Tobą, byłaś ich adresatką.
Pozwalając się adorować, co zrobiłaś, by to przerwać? Zgłosiłaś o molestowaniu Cię przez stojącego wyżej w hierarchii współpracownika? Nie. Dlaczego? Oprócz tego, że on wiedział, że jesteś mężatką, Ty tym bardziej miałaś tego świadomość. Nie przerywając tego, pozwoliłaś się uwieść.
I to miałem na myśli pisząc o zgodzie na przeniesienie Waszej relacji "na wyższy poziom", czyli rozkwit romansu.
Wniosek jest taki że mężczyźni nie potrafią przyjaźnic się z kobietami bezinteresownie? Ja wierzę że początkowo ta przyjaźń była bezinteresowna. Świetnie się dogadywalismy. Nie miałam wcześniej z nikim, nawet z koleżankami tak fajnej relacji. Źle się skończyło, bo pozwolilismy aby przerodziło to się w coś innego. Czasem żałuję że już nie mam takiego przyjaciela. Ale widzisz jak jedna strona się angażuje emocjonalnie i zaczyna wciągać drugą stronę to jest cholernie trudno to przerwać.
Wiem że już nigdy nie będę zaprzyjaźniac się z żadnym mężczyzna. Chcę żeby mój mąż był moim przyjacielem.
Wniosek jest taki że mężczyźni nie potrafią przyjaźnic się z kobietami bezinteresownie? Ja wierzę że początkowo ta przyjaźń była bezinteresowna. Świetnie się dogadywalismy. Nie miałam wcześniej z nikim, nawet z koleżankami tak fajnej relacji. Źle się skończyło, bo pozwolilismy aby przerodziło to się w coś innego. Czasem żałuję że już nie mam takiego przyjaciela. Ale widzisz jak jedna strona się angażuje emocjonalnie i zaczyna wciągać drugą stronę to jest cholernie trudno to przerwać.
Wiem że już nigdy nie będę zaprzyjaźniac się z żadnym mężczyzna. Chcę żeby mój mąż był moim przyjacielem.
Widzisz, Kroteczko. Ostatnie zdanie wyraża wreszcie to, co chcę Ci powiedziec od dłuższego czasu.
Przyjaźń między kobietą i mężczyzną jest możliwa. Ta bezinteresowna, nie zaś obliczona na dążenie do uzyskania "bonusu" w postaci zastąpienia męża/żony w intymnym, bardzo osobistym przekazie komunikacyjnym z drugą osobą.
Przeczytaj jeszcze raz, uważnie swój ostatni post.
Zauważ, że zrzucasz winę przeniesienia "przyjaźni" na poziom romansu na Twojego byłego kochanka. A co najwyżej, mówisz, że "pozwoliliśmy, by przerodziła się w coś innego". Co to oznacza? Otóż to, że uważasz się za ofiarę nieuczciwości rzekomego przyjaciela względem intencji wobec Ciebie. I dopiero wtedy, ostrożnie, dodajesz dawkę swojej współwiny.
Pamiętasz, co pisałem w Twoim wątku, na pierwszych jego stronach? Że Wasz romans zaczął się, gdy zaczęłaś patrzeć na niego, jak na atrakcyjnego i pociągającego mężczyznę.
To była granica końca przyjaźni. To wtedy przecież zrodziły się w Tobie pierwsze wyrzuty sumienia, że myślisz o innym, niż mąż. I było to nie kilka miesięcy przed fizycznym zespoleniem, a dużo, dużo wcześniej.
Te ostatnie kilka miesięcy było jedynie skutkiem tego spojrzenia. Pozwoliłaś się adorować, wyróżniona spośród wielu innych kobiet Waszej firmy.
Mogłaś to przerwać. Doprowadzić Wasze relacje do stanu, w którym jesteś teraz. Czysto służbowych, bez wyniszczającego Twoją psychikę romansu bez przyszłości.
Nie zrobiłaś tego.
Z perspektywy czasu...
Bardzo ale to bardzo cierpiałam.
Czasami nadal tesknie. Związek emocjonaly trwający wiele lat trudno tak zakończyć.Jak czytam jak inni piszą , ze to takie proste i łatwe, że sama jestem sobie winna to życzę tym osobom przeżycia tego co ja.Zupełnie zmieniłby się tym osobom pogląd na świat i związki.
Bólu który przeżyłam nie da się opisać. Wierze ze on też cierpiał jak go zostawiłam .( skomplikowane to).
Pragnę wszystkim życzyć więcej empatii i wyrozumiałości. Bo życie nie jest takie oczywiste i proste. Bywa...
Chciałabym by mi się to nie przytrafiło. Bo kto chce cierpieć? i sam zadawać sobie ból. kto? Czasem mam żal do Boga , ze pozwolił nam się poznać.
Ale staram się nadal żyć i powoli , powoli odzyskuje spokój.
ona80, może to zrządzenie losu że teraz napisałaś, kiedy ja jestem znowu w dołku w podobnej sytuacji. Odejście od kogoś z kim się związało emocjonalnie to straszna męka. Cały czas porównuję to do mojego rozwodu, wtedy też cierpiałam ale z innego powodu, bo zostałam sama, bo sobie nie poradzę, ale męża już nie kochałam więc było mi łatwiej uporać się z emocjami. Teraz jest znacznie znacznie gorzej, doskonale rozumiem to co piszesz. Może zajrzyj do mojego wątku, może będziesz miała dla mnie jakieś sugestie, bo ja wiem że to co mi ludzie piszą to szczera prawda i co z tego.