solinka napisał/a:1. Jak długo trwało od momentu dowiedzenia się o zdradzie do rozstania czy się rozstaliście.
2. Czego się najbardziej boicie.
3. Ile z was zaufało mężowi i zostało ponownie oszukane. Kolejna kochanka, cdn romansu.
4. Czy pojawiła się ta 3 "idealna", znacznie lepsza niż ty i znacznie lepsza niż kochanka.
5. Czego najbardziej żałujecie.
Cześć, Solinko 
1. Dowiedziałam się o zdradzie w Boże Narodzenie 2011. Dwa tygodnie później eks mąż się wyprowadził, mieszkał osobno 2,5 miesiąca, po czym wrócił w naszą rocznicę ślubu. Mieszkaliśmy razem jeszcze 11 miesięcy, w marcu 2013 wyprowadził się, a w marcu 2014 wzięliśmy rozwód. Czyli łącznie trwało to wszystko dwa lata z kawałkiem... Wow! Aż się za głowę złapałam, że aż tak długo!
2. Czego się boję? Jest tego trochę, bo przede wszystkim nie widzę siebie w roli siłaczki walczącej z przeciwnościami losu. Chciałabym trochę odpocząć. Nie boję się tego, że nie poradzę sobie finansowo, ale boję się, że nie będzie mnie stać na rozbudowę domu, która ciągle jest przede mną, na podróże, fajne ciuchy, na kosmetyczkę i fryzjera. Boję się z kimś zamieszkać, bo boję się zaufać tak, jak zaufałam mężowi. W ogóle boję się sytuacji, że zaczyna mi na kimś zależeć. Boję się, że moje życie już nigdy nie będzie takie "czyste" i niezbrukane, jak było, zanim się to wszystko wydarzyło. Boję się samotnej starości.
To są moje lęki, ale trochę na zasadzie zamartwiania się na wyrost, bo i na razie stać mnie na to, o czym pisałam, i angażuję się powoli w jakiś tam związek.
3. Po pierwszej wyprowadzce męża zaufałam, że zakończył swój romans, ale tak nie było. Te 11 miesięcy spędzone wspólnie po jego powrocie był to czas podwójnego życia mojego eks męża.
4. Nie bardzo rozumiem pytanie... Ta trzecia - w sensie kochanka, z którą zdradził mnie mąż, czy chodziło Ci o pojawienie się jeszcze jakiejś innej? Spodziewam się, że mój mąż jest jeszcze
wierny swojej kochance... ale nie wiem, ile ten czas potrwa. On zakochuje się gwałtownie i na zabój, ale raczej nie na długo 
5. Paradoksalnie nie żałuję, że walczyłam o przetrwanie małżeństwa. Dziś mam świadomość, że to, co się stało, nie było zawinione przeze mnie, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby przezwyciężyć kryzys. Owszem, bywało, że upokarzałam się przed mężem, że błagałam, natomiast nie wyrzucam tego sobie, ponieważ na tamten czas w mojej świadomości były to kroki nieuniknione. Inaczej nie potrafiłam. Nie żałuję, że wyszłam za mąż, bo eks mąż dał mi piękne chwile także. W gruncie rzeczy jest dobrym człowiekiem. Tylko że słabym i bezwolnym.
Żałuję, że wdawałam się w rozmowy z jego kochanką. W żaden sposób nie jest to partnerka dla mnie do rozmowy ani odpowiedni poziom. Żałuję również tego, że ja - kobieta inteligentna - dawałam sobie robić wodę z mózgu i mężowi, i jego kochance. Że wierzyłam ich zapewnieniom, że nic ich nie łączy, choć miałam dowody czarno na białym, że romans kwitnie. Oczywiście wiem, że działo się tak dlatego, że bardzo chciałam w to wierzyć. Żałuję, że nie umiałam się szanować jako kobieta, że dobro męża przedkładałam nad własne ( i tu już myślę o całym małżeństwie, a nie tylko o jego finiszu), że generalnie starałam się zadowolić wszystkich, tylko nie siebie. W zasadzie żałuję tylko tych trzech rzeczy.
I na koniec - często mam wrażenie, że to wszystko zadziało się po coś. Może po to, żebym zyskała większą świadomość siebie? Żebym bardziej nauczyła się samej siebie? A może po to, żebym była przygotowana na coś lepszego... 
p.s. Dodaję rano po grubszych przemyśleniach - eks mąż nie jest dobrym człowiekiem. Przypomniałam sobie, co robił i co wskazuje na fakt, że do dobroci to mu jednak nie po drodze.