Witajcie, to mój pierwszy wątek w tym dziale. Bardzo proszę o przeczytanie i radę, choć mocno zastanawiam się nad wizyta u psychologa, ale może są jakieś sposoby na to co "mi jest".
Otóż ostatnio doszło do wielu zmian w moim życiu w wyniku których musiałam wyjść z mojej strefy komfortu i otworzyć się na świat trochę bardziej.
Dotyczy to zmian zarówno na gruncie towarzyskim jak i zawodowym, na każdym.
Generalnie jestem raczej towarzyską osobą, mam znajomych, paru dobrych przyjaciół na których mogę polegać, mam fajną rodzinę.
Na przestrzeni mojego 25 letniego życia uzbierałam sobie grono bliskich ludzi, ciągle dochodzą nowi ale zwykle to ja ich sobie wybieram.
Wiem, że to tak działa i to jest jeszcze normalne, że sami selekcjonujemy najbliższe otoczenie, ludzi z którymi się najlepiej dogadujemy.
PROBLEM rodzi się w moich kontaktach z całą resztą ludzi.
Czuję się z tym bardzo źle, bo wiem, że to co mam w głowie jest brzydkie, złe.
mianowicie:
mam tendencję do oceniania ludzi i traktowania ich z góry choć wcale tego nie chcę i nie podoba mi się to!
przykład:
(ostrzegam, że jak to przeczytacie to weźmiecie mnie ja okropną osobę, że w ogóle tak oceniam innych, ale niestety taka przykra prawda)
poznaję znajomych znajomych na wyjeździe, jest wśród nich para. i już w mojej głowie zachodzą procesy:
ona bez studiów, dziwaczna pasja, problem z uzębieniem, ubrania jak z lat 80, krzykliwa, dużo przeklina, brzydko i głośno się śmieje z głupich i prymitywnych żartów, pali, zachowuje się dziwnie np przy obcych ludziach (mnie) biega w samej bieliznie, marna wiedza na różne tematy, a przede wszystkim jej facet to cham i prostak który nie ustąpi jej krzesła podczas zasiadania do posiłku, zakompleksiony facecik, który myśli, że posiadł wszystkie rozumy (przy tym nerd), szowinista wysługujący się tą biedną dziewczyną (to tylko namiastka mojej oceny jego osoby).Do tego otyły, z ginekomastią. I jak patrzę na tą parę i słucham ich wywodów to sobie myślę.....coś co ciężko mi zdefiniować, ale czuję się od nich jakby lepsza.(??) oczywiście, WIEM, ŻE NIE MAM KU TEMU PODSTAW.
Reasumując
wiem, że wszystko co mój mózg roi i tej dziewczynie jest OKROPNE. wstydzę się sama przed sobą, ale zwyczajnie tak mam.
Oczywiście od razu staram się znaleźć ich zalety np. myślę o tym, że ta dziewczyna na pewno ma dobre serce itp albo bardzo ładne włosy i dużą wiedzę na temat ich pielęgnacji...
Dodam, to może być ważne:
kiedyś tak nie miałam, albo miałam ale delikatniej (albo na mojej drodze stawało mniej ludzi). Byłam w związku z facetem który miał duże ego, on traktował ludzi z góry, wielu miał za "przygłupów" zwykle chodziło o brak elementarnej wiedzy albo kiepski wygląd. A że w związku byliśmy jedną drużyną to mnie tym jakby zaraził?
Jak to mówią: "z kim przystajesz takim się stajesz".
Razem z nim zaczęłam oceniać:
-ludzi niećwiczących jako leniwych
-bez wykształcenia jako głupich
-palących i pijących jako słabych
itd
czy macie na to jakąś radę? bo naprawdę fatalnie się z tym czuję i nie wiem jak przestać oceniać tych biednych ludzi, którzy tak naprawdę niczym nie zawinili.