Witam,
Zacznę od tego, że mam 21 lat, a czuje się jakbym miała już 40. Moje życie z normalnego spokojnego zmieniło się od momentu mojego wczesnego ślubu. Mój partner na początku wydawał się być miłym słodkim facetem, a dziś jest tyranem, spradza mnie na kazdym kroku. Może i nie jestem bez winy bo pare miesięcy temu kiedy on był za granicą poznałam faceta idealnego, choc takich nie ma.. ale mam wrażenie ze jest tym na którego czeka się całe życie. Jest moim przyjacielem, który mnie rozumie, wie jak mi doradzić itp. Mój mąż jak tylko się dowiedział ze rozmawiam z innym facetem wyzwał go i zabronił mi się z nim kontaktować i stwierdził ze go zdradziłam . Najgorsze jest to że jak ja chce od niego odejsc to mnie szantażuje że się zabije. Mam wielki bałagan w głowie, chce od niego odejść ale z drugiej strony nie moge. Może jego tyranizm nie jest jedynym powodem, bardziej boli mnie fakt że notorycznie popada w coraz większe długi, w ktore mnie także wciąga... cały czas kręci i do tego ma problem z używkami. Czasem mam ochotę po prostu uciec gdzies daleko...