netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Chłopak ma problemy a ja nie wiem co robic..

2 odpowiedzi2 677 wyświetleńzałożony przez agnieszka_usta, 09.06.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Chłopak ma problemy a ja nie wiem co robic..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1

Temat: Chłopak ma problemy a ja nie wiem co robic..

Mój chłopak ma problemy natury psychologicznej. Ja swego czasu miałam taki problem, że ciągle bym płakała, nic mnie nie cieszyło, nawet jakieś małe głupoty z jego strony sprawiały mi ból, płakałam, cierpiałam, była kłótnia, potem żałowałam. Ale to było kiedyś. Zmieniliśmy się, dojrzeliśmy, mamy możliwość bardzo częstych spotkań - mieszkamy koło siebie - a kiedyś to był związek na odległość. Żyjemy sobie razem, pracujemy, czasem gdzieś wyjdziemy, wiele rzeczy robimy razem. On miał wiele na głowie, ma "swoje lata" i robi kilka rzeczy jednocześnie i nie może się zdecydować jaką ścieżką iść w życiu. Przypuszczam, że tutaj zaczynają się jego problemy. Przypuszczam, bo tak naprawdę nie wiem co siedzi w jego głowie. Czasem jest wesoły, normalny, zaradny, zadowolony z życia, pomocny, dobry, kochany. Czasem ma gorsze dni, jakby załamania, jego ojciec bierze silne lekarstwa na nerwy, mój facet jest po nim dość nerwowy, ale że jest naprawdę dobrym człowiekiem to stara się panować nad nerwami. Jest też zamknięty w sobie i wiele istotnych rzeczy mi nie mówi, ja czuję, że jest obok, ale tak naprawdę, że go nie znam. Wiadomo, każdy ma swoje smutki, ja też nie mówię mu zawsze jak mam jakiegoś doła, ale gdy dzieje się u mnie większa rzeczy to chcę by był przy mnie. A on chce radzić sobie sam.
Ponoć ma jakieś problemy w domu, ponoć, bo on niewiele mówi. On udaje, że jest dobrze, a ja widzę, że tak nie jest, ale kiedy dopytuję to go wkurzam i mówi, że jak będzie chciał to powie, ale przeważnie nie mówi, albo po fakcie dowiaduję się, że miał jakieś problemy w domu. Często jest tak, że wydaje mi się, że u niego wszystko ok, wówczas ja mam gorszy dzień i np coś mu wypomnę, powiem co mi się nie podoba, czy zwyczajnie jak czasem każda baba czepiam się i jestem niezadowolona. I wtedy awantura, bo zamiast go wspierać, to go jeszcze dobijam. Wtedy pytam go w czym mam go wspierać, a on, że ma wiele problemów i ja powinnam być ostoją. Jak mówię mu, że nie wiedziałam przecież o problemach i też nie jestem jego psychologiem tylko kobietą i mam czasem prawo od niego coś wymagać. Lepiej by mi mówił, że ma problem, już jak nei chce to nie muszę wiedzieć jaki, ale wiem, że powinnam być ostrożna i być dobra.

Rozpisałam się, streściłam sytuację a teraz powoli przejdę do sedna sprawy. Otóż czasem są takie dni, w których on mnie jakby olewa, mniej się odzywa, nie odpisuje na smsy, nie zadzwoni, a jak już pisze to tak półsłówkami i w ogóle nie jest skory do rozmowy i muszę go ciągnąć za język, nei ważne czy pytam o to co się stało czy o to czy np mamy co zjeść na obiad, odpowiada po prostu tak by tylko odpowiedzieć i nie kontynuuje rozmowy. Mnie to wkurza, ale czasem odpuszczam. Teraz była taka sytuacja, że się kilka dni nie widzieliśmy i kontakt też był byle jaki. Także jak dziś przyszedł (i to w sumie na chwilę tylko...) byłam zła, ze nie przyszedł wcześniej i ja jak to ja miałam focha. Bo uważałam, że mam na co mieć focha, skoro on nie ma znowu dla mnie czasu. I tutaj jest moja wina bo on zagadywal a ja foch i koniec, wreszcie się wkurzył i zaczął krzyczeć (nie często się mu to zdarza), że go podjudzam (wiem, że moje zachowanie było żałosne, ale gdyby za jego wkurzeniem nie stało nic poza tym moim zachowaniem to ni wybuchnąłby tak jak dziś, wiem to), darł się i ta śpiewka, że tyle rzeczy jest nie tak i JESZCZE JA go dobijam, pytam więc co jest nie tak, bo nie mialam o niczym pojęcia, a on, że nie ważne, a ja że chcę wiedzieć co się dzieje, że boli mnie to, że udaje, że jest ok a tak naprawdę dzieje się jakaś tragedia w nim, że chcę by było między nami miło ale nie chcę być tylko przytulanką na dobre dni ale też i przyjaciółką której się może wygadać i która może pomóc. A on, że z tym mu nei pomogę, rodzice mu nie pomogą, że aby pomóc to musiałby się chyba zabić, krzyczał. Byłam przerażona i nie odzywałam się, a jak już to chciałam go uspokoić. On dalej się darł, mówił że musi iść do psychologa, że bierze silne tabletki od taty i wyszedł. sam się nakręcał, bo ja naprawdę byłam spokojna...
Zostawił mnie w bólu i przerażeniu.

Czuję, że jest mi obcy, bo takie sytuacje zamiast mnie zbliżyć to oddalają. Tu nie chodzi o zaspokojenie mojej ciekawości, ale o to, że mój chłopak ma wielkie cierpienie, a ja o tym nie wiem. Chodzi o to, że ja mu nie wierzę, bo leży obok, uśmiecha się, a w środku ma zupełnie inne myśli. Z jednej strony nie chce by mnie tym obarczał, boję się, że tak jak on mówi - nie dam rady pomóc - dla mnie to też jest wielki strach bo nie wiem jak, ale chciałabym by mógł chociaż się przede mną otworzyć, a nie tłumić to w sobie i wybuchać w najmniej oczekiwanych momentach. Strasznie się boję o niego, nie mam pojęcia co się dzieje w jego głowie, myślałam, że chodzi o problemy rodzinne, ale skoro mówi, że nawet rodzice nie pomogą to chodzi o coś innego...
Czasem żyje pełnią życia, ma wiele pomysłów i chęci do wszystkiego, a czasem zneinacka odstawia mnie na bok i robi takie "cyrki" jak dziś.
Boję się ale nie wiem co mam zrobić. Nie mam jak z nim pogadaćm bo w takich momentach on ogranicza nasz kontakt do minimum. Mówi, że nie chce rozmawiać i koniec. I sam pogrąża się, bo mogłabym pomóc, a on jeszcze po takiej awanturze jest rozwalony, bo wie, że między nami jest źle. Ucieka w ślepą uliczkę.

Nie mam wykształcenia pedagogicznego i nie wiem co robić w takiej sytuacji. Myślę, że tak - psycholog jest dobrym wyjściem i on pomoże. Ale jaka ma być moja rola. Mam byś posluszna i godzić się na wszystkie mniejsze i większe ciosy z jego strony, bo w każdej chwili on moze miec jakis problem?
Jestem totalnie rozstrojona i nie wiem co się dzieje, to jest jakiś koszmar te jego napady smutku złości przerażenia i bezsilności... jak mogę mu pomóc, jaka jest w tym wszystkim moja rola? Wspieranie bezwarunkowe? Nawet gdy jestem dobra czasem obrywam, nawet gdy jestem dobra - w rozmowie, a nawet gdy jestem dobra w dawaniu mu spokoju kiedy tego chce - on silnie oddziałowuje na mnie i mnie unieszczęśliwia bo wiem że jestem bezradna...

2

Odp: Chłopak ma problemy a ja nie wiem co robic..

Czasem płaczę i wyję z tej bezsilnosci, a on ucieka, on woli przeczekać aż opadną emocje, a ja już mam dość tych kłótni i jego uciekania i zostawiania mnie ze znakiem zapytania i mokrą poduszką..

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Chłopak ma problemy a ja nie wiem co robic..

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026