Czy jest normalne abym 2 miesiące po "rozstaniu " a raczej zakończeniu znajomości nadal była zakochana ? Niestety nasze drogi rozeszły się w gniewie , nie mamy już ze sobą kontaktu. Wina poniekąd była jego ale ja niefortunnie dolałam oliwy do ognia szukając sposobu aby się pogodzić (fakt pomysł był slaby) i on teraz nie chce mnie znać. Jednak ja nadal o nim myślę, wciąż go kocham i nie potrafię patrzeć na innych facetów pod kątem związku bo ciągle porównuje ich do niego. Boje się napisać do niego z przeprosinami bo po 1 może już np być w związku a po 2 po tym jak podczas ostatniej rozmowy napisał mi że jestem nienormalna i ma wyje*** to bardzo wątpię że będzie chciał ze mną rozmawiać. Martwi mnie to że po tak teoretycznie długim czasie nadal czuje to coś . Wiem ze to jest sprawa indywidualna i że czasem to trwa latami ale to nie był nawet związek. Wydaje mi się że jestem atrakcyjna i nie mam problemu z facetami bo często sama zauważam że przyciągam ich uwagę jednak ta jedna osoba wyjątkowo utkwiła mi w głowie ![]()
Podobne tematy
Dwa miesiące to tak naprawdę nic, i nie jest to absolutnie długi okres czasu ...
To normalne że po tych zaledwie kilku tygodniach nadal kłębią się w Tobie emocje, które usiłujesz teraz uporządkować, poukładać.
Myślę, że jeżeli przeprosisz kogoś, kto ubliżał Ci, nazywając nienormalną i określił swój stosunek do Ciebie jako wyje**ny - nie zasługuje ani na przeprosiny, ani nawet na kontakt z Twojej strony ...
Ludzie swoje rozstania przezywają niekiedy długimi miesiącami, innym zajmuje to nawet lata, wiec Twoje dwa miesiące to naprawdę normalny czas, a w którym masz prawo do przeżywania emocji, jakie w Tobie sie wciąz kumuluja.
Niestety nie znika to z nia na dzien, może odpuść poki co sobie wszystkich innych, a skup się na sobie.
Zgadzam się z Isabella, że facet, który tak sie zachowuje, bez wzgledu na to co zrobiłas, nie zasługuje na dalsze Twoje zainteresowanie, tym bardziej przeprosiny.
W sumie macie racje. bo ja niestety w przypływach smutku i załamania mam ochotę napisać do niego że wiem że głupio zrobiłam itd (problem polegał na tym że napisałam do niego z fikcyjnego konta-wiem cholernie dziecinne) ale nadal nie jest mi obojętny. Jednak obawiam się że odpisze po prostu żebym dała mu spokój albo mnie wyśmieje. Tylko co zrobić jeśli ciągle o nim myślę i nie ukrywam że bardzo utrudnia mi to życie ...
Nie łam się i nie pisz do niego, więcej wskórasz totalnym brakiem zainteresowania z Twojej strony niż upokarzaniem się poprzez pisanie czegokolwiek. Miej swój honor;) Wiem coś o tym. Zreszta postaw się w sytuacji odwrotnej, też byś miała więcej szacunku do osoby, która by Cie olała, a nie wypisywała i przepraszała za nie wiadomo co i nie wiadomo jak.
Wiem, że Ci cieżko, to normalne, ale z czasem jest łatwiej. Każdy remont jest utrudnieniem na budowie, ale to utrudnienie ma swój efekt w postaci lepszej jakości. Więc głowa do góry, zrób "remont" w sobie samej, a wszystko powoli sie poukłada;)
Każdy remont jest utrudnieniem na budowie
To budowa jeszcze trwa i już coś trzeba remontować?
Wot, Polsza...
Dla mnie osobiscie każdy budynek podczas remontu ma status budowy bo coś sie zmienia, przekształca, niekiedy buduje na nowo. No ale interpretacja dowolna, jak kto woli;)
Pozdrawiam.
dwa miesiące to nie jest długi czas. Skoro on nie chce cię znać to daj spokój, nie narzucaj się, miej swoją godność. Związki mijają, niektóre znajomości nie wypalają, widocznie nie było wam pisane
Racja bo raczej rewelacji bym się nie spodziewała bo jego ostatnich wiadomościach. Niestety myślenie nadal pozostało, czasem mi się przyśni, podobno tak jest gdy ciągle o czymś/kimś myślimy.Tylko jak sie takiej traumy pozbyć .
Nie ma jednego sposobu na pozbycie się takiej "traumy". Jest to stan przechodni, kolejny etap rozstania. Musisz się sama w sobie pozbierać i odganiac te mysli o nim, chociażby poprzez wynajdowanie sobie jakiegos zajęcia, które pozwoli Ci skupić się na czymś zupełnie innym. Niestety czas, czas i jeszcze raz czas. W miarę jego upływu wszystko samo przestanie budzić w Tobie takie emocje. Głowa do góry;)
Po prostu mam wrażenie że po poprzednich porażkach jakoś szybciej udało mi się otrząsnąć. Wiem że czas gra tu główną rolę i nie powinnam o nim myśleć ale niestety łatwo się mówi. W takim wypadku chyba najgorszym wyjściem było by narzucać się po raz kolejny.