Zaczne może od tego, że pisałam już na temat mojego związku z D wiele razy... poświęciłam nawet na to osobny wątek ale nadal czuje niedosty....
musze się wygadac, od początku do końca chcę Wam kochane dziewczyny opowiedziec co sie wydarzyło... Wy zawsze uraczycie dobrą radą a jak nie to chociarz okażecie zrozumienie. Piszę to tutaj, bo moje przyjaciółki nie potrafią mi pomóc, gdyż ja byłam mądrzejsza kiedy mnie ostrzegały przed D
i teraz moga powiedziec tylko "a nie mówiłam" a mnie to jeszcze bardziej dobija. ale mają rację.
30 czerwca tego roku był (jak do niedawna myślałam) najszczęśliwszym dniem w moim życiu. D zaproponował mi abyśmy spróbowali wspólnego życia... taak oczywiście byłam świadkiem sytuacji w której D źle postąpił z Dziewczyną no ale zaślepiona jego pieknymi słówkami głupio wierzyłam w to co mówił że "jesteś wyjątkowa" "jak już tak bardzo cię pokochałem że (...duzo tego było) to znaczy że to jest do końca życia" "jestes pierwszą dziewczyną która (...) i tu podam przykład: tak na mnie zadziałała że jestem spokojny albo tak dobrze sie z moim rodzicami dogadywała"
JEEEJ ile tego było dziewczyny.... różnego typu sZczegółami próbował udowodnic mi swoją jakże "głęboką" "jedyną" miłośc i wyjątkowośc tego uczucia aby uśpic moją czujnośc bo ja na każdym kroku żądałam od niego traktowania mnie jak najważniejszą osobę w jego życiu(bo tak mówił) i porównywałam wtedy jak traktował mnie a jak swoja byłą
Wychodziło na to że mnie traktuje o niebo lepiej że bardzo sie stara i z tego wywnioskowałam że tym razem nie zdradzi mnie i nie znudze mu sie jak każda poprzednia....
tak więc sama po jakimś czasie zaczęłam sobie w głowie układac z nim życie... byłam szczęśliwa jak nigdy dotąd. Dużo z nim przeżyłam. Starałam sie na każdym kroku okazywac mu zrozumienie... wspierałam go kiedy miał problemy z rodzicami i we wszystkim innym. starałam sie byc dla niego jak najlepszą przyjaciółką i kochanką... chciałam byc poprostu dziewczyną, która zasługuje na jego tą wielką miłośc bo na początku czułam się niezręcznie gdyż ja sie tak szybko nie zakochuje na zabój a on wyglądał na takiego co to sie we mnie właśnie tak bardzo zakochał. Dlatego tez z tych wszystkich powodów starałam sie baaardzo i w końcu tak sie zakochałam że przestałam widziec siebie i jego... widziałam tylko NAS. Może to krótko trwało ale wystarczająco jak dla mnie żeby pokochac. Zaczęło się psuc... psuło sie nie raz ja zrywałam on prosił żebym wróciła i wracałam bo go kocham i tak było aż do momentu gdy kolejny raz przyłapałam go na oszustwie... chodziło o jego "koleżankę".
opisywałam w wątku "zdradził, zdradza a może dopiero to planuje" naszą sytuację. Tak po krótce powiem tylko że on załatwiał dziewczyne koledze ale to była podejrzana sprawa... kłamstwo ma którkie nogi przyłapywałam go na malutkich kłamstwkach aż w końcu nie wytrzymałam i postawiłam mu ultimatum "ona albo ja" on nic nie wybrał, w takim razie ja wybrałam... zerwałam z nim i obiecałam sobie że to już na amen.
I to by było na tyle ale złożyło się tak, że musiałam jechac nad wode z nim i z naszymi wspólnymi znajomymi. Jak wiecie ja dalej wtedy go kochałam i on wykorzystał moja słabośc do siebie. Doszło do tego, że już w pierwszy dzien błagał mnie żebym do niego wróciła (tam jak byliśmy nad ta wodą to było kilka dni). Powiedział że zrozumiał co stracił i że zrobi wszystko żebym wróciła. A on dobrze wiedział jaki jest mój warunek (sms do tej dziewczyny w którym on przyznaje sie że ma dziewczyne i że mnie kocha i takie tam i że on kończy z nia kontakt) tak więc napisał tego smsa ja przy tym byłam, widziałam jak go wysłał i tak samo ode mnie z telefonu ja jej wysłałam smsa on też przy tym był (miałam jej nr wcześniej) I tak byłam szczęśliwa przez te trzy dni że ostatniego dnia postanowiliśmy, że w końcu to zrobimy, że będziemy sie kochac. Ja sama chciałam bo bardzo go kochałam i kocham ale teraz wiem że z jego strony to nie było z miłości... A dokładniej już wyjaśniam w końcu jak to sie skończyło:
Nastepnego dnia po powrocie z nad wody jechałam nyska i mi sie nudziło... przejrzałam raporty w swoim telefonie i widze że ten wysyłany do tej dziewczyny jest niedostarczony. Spróbowałam jeszcze raz wysłac jej to samo i nic... przypatrzyłam sie numerowi i widze że coś nie tak i dzięki mojemu sprytowi zorientowałam sie, że D zmienił mi (i pewnie sobie w telefonie też) oststnia cyferke jej numeru.... Byłam na tyle mądra że wcześniej nauczyłam sie jej numeru na pamięc i to sie przydało
niestety okazało sie że on mnie oszukał bo po kilku smsach juz po zmianie na prawidłowy numer ta dziewczyna odebrała i dowiedzialam sie że do niej żaden sms od D nie doszedł o tym że on ma dziewczyne. opowiedziałam jej wszystko jak mnie i ją oszukiwal do końca i ona wyglądała na taką co to jest twarda ma dystans do facetów i go po tym co usłyszała odpowiednio potraktuje.... (i to był o czywiście definitywny koniec z nami)
Ale oczywiście jest tak samo jak ze mną... tez ja omotał i ona z nim jest
ja nie wiem co ten chłopak w sobie ma.... ja go tak pokochałam, myślałam że mu zależy na mnie ale na początku wcale sie nie prosiłam o jego miłośc.... to on wszystko zaczął i po co?? po to żebym na końcu sie dowiedziała że nigdy mnie nie kochał i że to było tylko dla przygody...? dlaczego oni tak robia? czy faceci naprawde nie mają uczuc??
Pomyśle ile on dziewczyn przede mną i po mnie rani to aż mi sie płakac chce... Chciałabym żeby ktoś jego tak potraktował ale jak narazie żadna nie miała na tyle silnej woli żeby mu sie oprzec
co jest grane?