"Po katastrofie morskiej na bezludnej wyspie zostaje odnaleziony milioner. Gdy mężczyzna wraca do cywilizacji, postanawia walczyć ze złem i łapać przestępców." (Filmweb)
Masz ochotę powiedzieć "O dżizasssss..." i poszukać czegoś innego. Taka była mniej więcej moja reakcja gdy mój mąż zaproponował pierwszy odcinek serialu "Arrow". Włączyliśmy. Co chwila parskałam śmiechem, dopóki małżonek nie uświadomił mi, że serial jest na podstawie komiksu (nienawidzę komiksów...). Odpuściłam, bo w takim przypadku pewna groteska jest niezbędna.
Po pilocie odcinka, obejrzeliśmy kolejny, i kolejny, i kolejny..... wciągnął mnie na amen ![]()
Może dlatego, że lubię Robin Hood'a. Spodobał mi się główny bohater.
Po tych kilkunastu odcinkach zauważam coś fajnego: zwykle w serialach kryminalnych dzieje się zło i już. Kwestia tego, jak je pokażą. Nikt ze złem nie dyskutuje, nie walczy jakoś specjalnie.
A Oliver Queen ("Green arrow") walczy
Zależy mu, by zrobić coś dla innych, nie dla siebie. Dużo gadać: fajny facet i fajny serial.
Ogląda, ktoś, może .... ? ![]()