Juz ponad 2 tygodnie temu zakonczyl sie moj zwiazek. Bylismy ze soba prawie 3 lata. Znalismy sie od 7. Mimo tego, ze bluszczem bylam od dawna naprawde, to nigdy nie bylo to az takim probleme. Od miesiaca teraz zaczelo sie walic jakos. Miesiac temu jakos bylo wesele mojej kuzynki i przez nie on przelozyl wyjazd rodzinny, tznd o 3 dni, po weselu z rana mial jechac. dzien wczesniej sie poklocilismy i chcialam isc stamtad do jego do domu, polezec nawet w oddzielnych pokojach , zle mi tam bylo. To on powiedzial, ze zaluje ze nie pojechal wczesniej. Wiem, ze nalezy mi sie tutaj bicz, ze jestem kaprysna itd, to moja wina.
Pozniej gdy wyjechal to moze nie ze bylam mega chlodna, po prostu mniej pisalam, bo myslalam, ze wlasnie po tej sytuacji on chce odpoczac. I chcialam isc do klubu, napisalam mu to, ale on powiedzial ze nie, ze jest tak zazdrosny o innych kolesi, to kolejny argument, ze to bylo raptem tydzien temu, wiec chyba kochal mnie nadal..
i potem po jego przyjezdzie spotkalismy sie, przez pierwsze 2h bylo cudownie, a potem on nagle zgasil swiatlo i polozyl sie spac, wiec przykro mi sie zrobilo, tyle sie nei widzielismy to chociaz raz mogl wytrzymac, w szczegolnosci, ze wiem ze wyspal sie i nie robil nic meczacego, poczulam sie, ze nie zalezy mu juz na mnie i poklocilismy sie.
nastepnego dnia nie spotkalismy sie, on ponoc nie mogl..
potem pierwsza sytuacja, spotkalismy i mu powiedzialam, ze chce byc znowu szczesliwa, ze jesli sie nie postara to ja nie chce byc w takim zwiazku, naprawde. ( NIE WIEDZIALAM CO TO ZNACZY, PRZYCISNELAM GO DO MURU, TO MOJA WINA!) I on nagle do mnie z tekstem, ze moze przerwa 2-3 tyg? ja NIE, NIE TOLERUJE, NIE CHCE przerw... i on zamilkl wzial gleboki oddech i mowi to zdecyduj.. I ja juz wiedzialam, ze to znaczy ze to koniec. I chcialam juz wyjsc z samochodu. Ale nie wiem siedzialam, wyjelam jego zdjecie z portfela, dalam mu poduszke, bo mialam zle przeczucia, szylam mu przez caly tydzien ja, to mial byc prezent na walentyki. i mowie ok, czyli nie zalezy ci nie chcesz juz byc ze mna itd... i on nagle odpalil samochod i pojechalismy do lasu tam, gdzie nasza klodka, gdzie zwiazek nasz sie zaczal. Poszedl z latarka, wrocil zaczal mnie przytulac, ja go odepchnelam mowie O CO CHODZI, przed chwila nic nie przejales sie, ze nieoficjalnie skonczylismy ze soba.. i on ze to dar od boga, ze zrozumial itd i pojechalismy do mc i teoretycznie wszystko ok, ale wiadomo ze w glebii nie bylo dobrze, bo jednak to sie stalo. Liczylam ze jakos zapewni ze "prawie zerwalismy przepraszam ze ddo tego doprowadzilem czy cos".
Nastepnego dnia normalnie w miare pisalismy, umowilismy sie na wieczor, mielismy nasza miesiecznice ze tak powiem, dostalam wiele wiadomosci, ze jestem wspaniala, ze kocha mnie, ze nawet jakbysmy z powodu pracy kiedys (czesto mowilam mu swoich obawach) mieli bycn a odleglosc, to damy rade itd...
spotkalismy sie i on cos zagadywal, ze co dzis robil itd, a ja nie dalam rady, jedynie dodawalam jeden komenatarz czy cos, nie mialam sily zeby prowadzic dyskusje. Napisalam mu wczoraj ze nie czuje sie bezpiecznie itd.. zeby mi udowodnil ze naprawde wczoraj to pomylka i pokazal, postaral sie mega i on ze ok ok itd .. jemu to dzis przypomnialam. I siedzielismy w parku w samochodzie przez jakas nie wiem h? w ciszy? i on nagle, ze to nie ma sensu. I najlepsze: To nie ma sensu....... jestes wspaniala dziewczyna, kocham Cie.
Zostawilam pierscionek i wyszlam, typa nigdy juz nie zobacze. I powrot? moze i bylby, moze sa szanse, ale to oczywiste ze strach ze to sie powtorzy.... w zyciu, jak konczyc to na dobre to moja zasada. Ale stan ktory jest teraz? nic nie ma sensu, naprawde .
Wychodze dzis ze znajomymi, ale to co? Mam ochote blagac go zeby wrocil, bo nei wytrzymam, jestem slaba, nie wytrzymam... zalosne, ale przynajmniej poczuje sie normalnie.
Nie daje rady jestem wrakiem czlowieka. Tyle przeciez go znalam byl moja najwieksza slaboscia, po kazdym zerwaniu, wspieral mnie , byl moim dobrym kumplem, w ktorym sie podkochiwalam i teraz znowu bedzie tak? jezu
Czytalam wiele watkow tego typu, sluchalam takich historii moich kolezanek, ale dopiero teraz gdy to przezywam rozumiem, jaki to jest bol...Juz to przerabialam po kazdym zerwaniu i zawsze tak naprawde to on i jego pocieszenia stawialy mnie na nogi..
Nie wiem co robic, czy jechac i blagac, czy liczyc ze wroci sam czy nic nie wiem nie wiem
W ciagu tych 2 tygodni odezwalam sie 3 razy, srednio raz na tydzien. tzn napisalam 2 smsy i jednego maila. Nie byly to litanie, blagania, z racji takiej ze rozstanie bylo wg mnie dziwne, bo ciagle mowil ze mnie kocha i bylo wszystko dobrze i nagle ze nie ma sensu... znajomi mowia, ze to moze moja wina , bo wyszlam zdjelam ten pierscionek moze zaprzepascilam wszysstkie szanse.. W smsie zapytalam sie czy to przerwa czy defininitywny koniec. Potem powielalam to tylko troszke innymi slowami, nie odpisal.. naprawde dlaczego? przeciez jesli mnie nie chce to niech odpisze ze, tak to koniec i wtedy bede miala czarno na bialym, a tak, ja jestem glupia i ciagle ZYJE NADZIEJA ! zyje, ze moze nie odpisuje bo mysli nie wiem
nie radze sobie, chodze na silownie ,wychodze ze znajomymi, ale w ktoryms momencie wychodze bo nie daje rady.. Tak bardzo chcialabym wrocic i powalczyc, mielismy wspolne plany i bylismy ogolnie naprawde szczesliwi, on to wiecej powtarzal niz ja... co sie stalo?
1 2014-02-21 16:27:23 Ostatnio edytowany przez zalamanaratunku (2014-02-21 16:29:37)
Podobne tematy
Jestem zdumiona. Żal mi chłopaka... Jesteś typowym toksykiem.
3 2014-02-21 18:25:42 Ostatnio edytowany przez zalamanaratunku (2014-02-21 18:30:58)
Jestem zdumiona. Żal mi chłopaka... Jesteś typowym toksykiem.
Dziekuje, tak owszem nalezy mi sie, rzeczywiscie... W zyciu nie napisalam i nie pomyslalam, ze bylam idealna, ale duzo rozmawialismy i zawsze pytalam sie, czy jest szczesliwy, co go boli, rozmowa to byla podstawa. On mowil mi ze jest najszczesliwszy na swiecie, ze jestem jego wszystkim i co? klamal? udawal? oczywiscie tak meczyl sie w glebii ze mna... Nie bronie sie, tylko troche mi przykro, ze ja wyszlam najgorzej na tym tak? I ze to ja jestem wredna suka, bo robilam mu niespodzianki i kochalam, staralam sie? serio dzieki
Wiem, ze to bylo za duzo, tzn nie opisalam w skrocie zwiazku, ale po prostu bardzo sie oddalam temu wszystkiemu. Najwieksza radosc sprawialo mi robienie mu niespodzianek, kupowanie prezentow. Przesadzalam, bo moze on nie czul sie mezczyzna ? nie wiem..
Ostatnie tygodnie, duzo sie klocilismy, sytuacje, ktore opisalam, owszem zawinilam i bardzo popsulam to wszystko, ale czy naprawde nie da sie tego naprawic, czy nie wiem, od tak nalezy skreslic kogos, kto byl takim oparciem? tego nie rozumiem
koszmarne jest to co piszesz... chłopak wytrzymał z tobą trzy lata..
a ty piszesz, wiem, że jestem bluszcz.. ale jakoś to wytrzymywał
no jakoś i przez jakiś czas...
powinnas spojrzec na to wszystko także z jego punktu widzenia...
jak cięzko musiało mnu być z taką emocjonalną, marudną, wiecznie narzekającą królewną...
miesięcznica obchodzona? oczekiwania, non stop, warunki, non stop
nie jestem idea łem ale pytałam czy jest szczesliwy?/
dziewczyno chwyć się sama za ramiona, potrzaśnij.. i napisz tego posta jeszcze raz....
napisz o waszych relacjach o tym, jaką partnerką byłaś
a wtedy może ktoś powie ci, jak odbudowac tę relację
chłopak musiał cie kochac, jak to wytrzymał.. ale każdy ma swoje granice
Dziekuje, tak owszem nalezy mi sie, rzeczywiscie... W zyciu nie napisalam i nie pomyslalam, ze bylam idealna, ale duzo rozmawialismy i zawsze pytalam sie, czy jest szczesliwy, co go boli, rozmowa to byla podstawa. On mowil mi ze jest najszczesliwszy na swiecie, ze jestem jego wszystkim i co? klamal? udawal? oczywiscie tak meczyl sie w glebii ze mna... Nie bronie sie, tylko troche mi przykro, ze ja wyszlam najgorzej na tym tak? I ze to ja jestem wredna suka, bo robilam mu niespodzianki i kochalam, staralam sie? serio dzieki
Zdecyduj się, kto był tym złym w tym związku, bo z twych postów wynika, że to on wychodził najgorzej na tym związku, i w końcu zaczęło coś w nim pękać, zaczął sobie uświadamiać, że nie da się tak żyć, z kolei tutaj twierdzisz, ze byłaś prawie wzorową dziewczyną, a mu zwyczajnie się odwidziało. Przydałoby się więcej informacji - spójnych.
ania2000 napisał/a:Jestem zdumiona. Żal mi chłopaka... Jesteś typowym toksykiem.
Dziekuje, tak owszem nalezy mi sie, rzeczywiscie... W zyciu nie napisalam i nie pomyslalam, ze bylam idealna, ale duzo rozmawialismy i zawsze pytalam sie, czy jest szczesliwy, co go boli, rozmowa to byla podstawa. On mowil mi ze jest najszczesliwszy na swiecie, ze jestem jego wszystkim i co? klamal? udawal?
Prawdopodobnie sam sobie to wmawiał, ale prawda jest taka, że miłość to nie wszystko, i uczucie nie wystarczy do szczęścia, a że nie poruszał tematu twych przywar jest całkowicie zrozumiałe, bo zapewne chciał uniknąć dodatkowych sporów, których i tak było sporo w waszym związku...
6 2014-02-21 19:18:00 Ostatnio edytowany przez ania2000 (2014-02-21 19:20:39)
To jest straszne... Koleś musiał przepraszać za wyimaginowane problemy, plaszyc sie i błagac o wybaczenie... Wciąż i wciąż i wciąż...
Tłumaczyć sie z jakiś wymyslonych problemów i walczyć dzielnie o swoją biedna, niszczaca go psychicznie kobietę...
Tak, on jest poszkodowany a Ty jesteś egoistka z problemami, tak, on walczył ale juz nie dał rady bo mu psycha siadla a ty straciłas chłopaka na którego mogłeś wylać swoje frustracje (milosc to nie sadyzm)tak, nie zdziwilabym sie gdyby miał dola czy depresję ale był świadomym człowiekiem, który wie, ze lepiej nie będzie.
I ostatnie, mam nadzieje, ze znajdzie normalna kobietę, która będzie go kochać i szanować i nigdy juz nie będzie czyimś chłopcem do bicia.
zalamanaratunku, nie będę Cię oceniać, ani skreślać.
Chcę tylko aby teraz w wyobraźni zamieniła się z nim rolami. Jak Ty bys sie czuła na jego miejscu?
Fajnie?
Nie?
A może on chce abyś teraz Ty zawalczyła? Może czeka na to?
Myślę, że on na prawdę bardzo Cie kocha, ale czasem miłość to nie wszystko. Ileż można znosić fochy i pretensje?
Tak, jesteś toksyczna, ale wierzę, że potrafisz to zmienić.
Czy Ty widzisz jego? Czy tylko widzisz siebie?
Myślę, że dopiero teraz, kiedy go straciłaś, dostrzegłaś, że jest i on, że on też czuje, cierpi. Nie jesteś pępkiem świata, nie może wszystko toczyć sie wokół Ciebie.
Teraz zawalcz o niego. Nie on o Ciebie, on już może ma dość ciągłej walki i starania się. Teraz Twoja kolej.
Potrafisz, tylko potrzebujesz nauczyć sie kompromisu.
Powodzenia Ci życzę i wierzę, że wszystko się ułoży ![]()
ania2000 napisał/a:Jestem zdumiona. Żal mi chłopaka... Jesteś typowym toksykiem.
Dziekuje, tak owszem nalezy mi sie, rzeczywiscie... W zyciu nie napisalam i nie pomyslalam, ze bylam idealna, ale duzo rozmawialismy i zawsze pytalam sie, czy jest szczesliwy, co go boli, rozmowa to byla podstawa. On mowil mi ze jest najszczesliwszy na swiecie, ze jestem jego wszystkim i co? klamal? udawal? oczywiscie tak meczyl sie w glebii ze mna... Nie bronie sie, tylko troche mi przykro, ze ja wyszlam najgorzej na tym tak? I ze to ja jestem wredna suka, bo robilam mu niespodzianki i kochalam, staralam sie? serio dzieki
Wiem, ze to bylo za duzo, tzn nie opisalam w skrocie zwiazku, ale po prostu bardzo sie oddalam temu wszystkiemu. Najwieksza radosc sprawialo mi robienie mu niespodzianek, kupowanie prezentow. Przesadzalam, bo moze on nie czul sie mezczyzna ? nie wiem..
Ostatnie tygodnie, duzo sie klocilismy, sytuacje, ktore opisalam, owszem zawinilam i bardzo popsulam to wszystko, ale czy naprawde nie da sie tego naprawic, czy nie wiem, od tak nalezy skreslic kogos, kto byl takim oparciem? tego nie rozumiem
Z formy Twoich wypowiedzi wnioskuję że jesteś typową manipulantką amatorką. Jako że mam słabość do amatorek, dam Ci moją radę:
Poproś go o rozmowę, z zastrzeżeniem że zrozumiesz jeśli odmówi. Jeśli się zgodzi, masz szansę. Powiedz że zrozumiałaś choć część tego przez co przechodził, i że przykro Ci że traktowałaś w ten sposób osobę którą kochasz. Na końcu poproś by mimo wszystko nie myślał o Tobie źle, i zapamiętał te dobre chwile. Możesz też wyrazić nadzieję że zostaniecie przyjaciółmi. Jeśli zadziała, wisisz mi dobre piwo.