Witam
nie wiem od czego nawet zacząc...
bylismy ze soba ponad rok, bywało róznie raz lepiej raz gorzej jak to w związku ... kilka razy cos tam przeskrobal i kiedy straszyłam go ze to koniec to prosił zebym go nie zostawiała ze mnie tak kocha, ze nie chce nikogo innego ze mu zalezy bardzo bardzo... tym razem jednak bylo inaczej 2tyg temu poszedl na impreze z kolegami nic mi nie mówiąc chcąc uniknąć tym kłótni... dowiedziałam się ... ale tym razem jednak było inaczej nie blagal o wybaczenie o jeszcze jedna szanse tylko po prostu przeprosil i chciał sie spotkac... po paru dniach sie spotkalismy powiedzial ze on nie wie czy mnie kocha, nie wie czego sam chce do konca,i ze to co kiedys powiedział mi podczas kłotni po zakrapianej imprezie w listopadzie ("ze czuje to nie to" to chyba byla prawda mimo ze jak nastepnego dnia zapytalam go o to to powiedzial ze byl pod wplywem i mowil glupoty) i ze będzie lepiej jak sie rozstaniemy...a jak powiedziałam ze przeciez ostatnio było dobrze miedzy nami to powiedział ze chyba on to udawał... zaczelam plakac i prosic o szanse zebysmy spróbowali bo tego sie nie spodziewałam tym bardziej ze ostatnio miedzy nami było naprawde dobrze duzo pisalismy ze soba, często dzwonił sam planował nasz wspolny czas , sam inicjował spotkania ale powiedział ze to nie ma sensu, ale płakał razem ze mna, kiedy poprosiłam go jeszcze raz o szanse powiedział płacząc (a pierwszy raz widziałam go żeby płakał) ze zobaczymy ale na razie sie rozstanmy... tak sie tez stało ... jego współlokator w tym samym czasie rozstał sie ze swoja dziewczyna, a z zagranicy przyjechał kolega który lubi duzo imprezować i wiem ze to tez ich wpływ na to co sie wydarzyło miedzy nami... od tego momentu cisza, nie odezwał sie ani razu... ja również...nie chcialam pisac i prosic o jeszcze jedna szanse bo wiem ze nic to nie da... zdaje sobie sprawę że to sytuacja beznadziejna ale nie potrafie sobie z tym poradzić bo ostatnio było na prawde bardzo dobrze do ostatniego dnia planował wspolnie czas mowil ze kocha...do ostatniego moementu byl kochany i martwil si eo mnie... wiem ze to głupie ale chciałabym z nim być ... wiem ze popelnilam kilka błędów ... robiąc niepotrzebne awantury o jego wyjscia o spotkania z kolegami... ale widzę ze sytuacja jest beznadziejna i chyba już bez wyjścia skoro sie nie odezwał ani razu... chociaż wie ze ja sie odezwę bo bede musiała niebawem odebrac swoje rzeczy... jakie jest wasze zdanie na ten temat? i jak mam sie zachować kiedy pojade do niego odebrac swoje rzeczy? chciałabym go zapytać o to zeby mi powiedział ze po co mi mowil do ostatniego czasu ze kocha i planowal nasz wspolny czas skoro chyba planowal sie rozstac... jak sie zachowywać w stosunku do niego? czy po prostu olać temat i pojechac tylko po swoje rzeczy udając ze mnie to nie rusza? prosze o pomoc ;// pozdrawiam