Podróże moich marzeń:
na lato: dzika i spontaniczna podróż autopiętą/autostopem/pociągiem/rowerem przez Polskę, a jak się rozpędzę, to po innych europejskich krajach. Z moją T. Słuchawki wbite w uszy i kieszenie wypchane snickersami.
na zimę: po prostu wypad na deske, gdzies w wysokie góry, z jak największą paczką znajomych... Najlepiej byłoby zamieszkać w domku, gdzie zmieściliby się wszyscy. Z kominkiem. A do tego herbatka z rumem ew. gorąca czekolada. Yummy.
Może niezbyt wymyslne te marzenia, ale to chyba dobrze, prawda? Jak już to przeżyję, to pomyślę o surfuwaniu po lawie wulkanicznej lub walce z rekinami... Dobra, przeginam w druga stronę.
A może którejś z was też marzy się coś takiego?