witam,
mam dylemat i nie wiem co zrobić. Rozstałam sie z narzeczonym po 6 latach związku, i w czasie gdy mieliśmy już ustalony termin ślubu i zarezerwowaną sale na wesele.
powiedział mi ze przestał mnie kochać, że ma mnie dość, i że nie jest ze mna szczęśliwy, że nie odpowida mu moj charakter, że ograniczam go, ze jestem za bardzo zazdrosna, ze nie ma wlasnego zadania. i ze ma dość ustepowania mi - stwierdzil ze nie klocicliśmy sie tak powaznie nigdy tylko dlatego ze to on mi w koncu dla swiętego spokoju ustępowal. że był ze mna z przyzwyczajenia i litości. i ze mnie oszukiwal.
oszustwem bylo zalatwianie formalnosci do slubu, to jak spedzaliśmy wspolne chwile i byl wtedy szczesliwy, i podczas seksu tez podobno oszukiwal ze mu dobrze, i to ze kilka tygodnie przed tym jak ze mna zerwal, mowil ze chcialby zebyśmy zaczeli starac sie o dziecko.(potem sie dowiedzialam ze podobno tak wypadalo powiedziec) i w sumie zaczelismy, kochaliśmy się często i intensywanie. - a to podobno bylo klamastwo.
a kilka dni za min ze mna zerwal poprosilam go zeby pozwolil mi poprawadzic auto - bo zima jeszcze nie jezdzilam, to powiedzial mi ze ja zima nie bede jedzila bo mam jego od tego zeby mnie wozil....
po kilku dniach jak rozmawialiśmy to już stwierdzil ze żle go zrozumialam, ale ciagle powtarza ze mnie nie kocha.
pracujemy razem, widujemy sie codziennie, w pracy prowadzimy jakies ktorkie rozmowy, rozmawiamy przez telefon, ostatnio poprosilam zeby po mnie zajechał, bo nie miala jak pojechac do pracy - przyjechal. a kilka dni po rozstaniu zaproponowal mi zebyśmy spotakli sie na seks i zebym u niego na noc zostala (ale zaznaczyl ze nie powie mi ze mnie kocha i ze nie bedzie zadnego przytulania po). nie zgodzialam sie. poten kilkakrotnie wspominal w rozmowach o seksie. zdazyla nam sie tez krotka rozmowa telefoniczna o fantazjach erotycznych - ktora skonczyla sie tym ze zrobil sobie dobrze.
jego zachowanie jest dla mnie dziwne i cala ta sytuacja. mam prawdziwy metlik w glowie. bo wydawalo mi sie ze znam go dobrze przez ten czas jak bylismy razem. i dlatego cala ta sytuacja nie trzyma mi sie kupy.
to jest dziwne bo jak rozmawiam ze nim przez telefon to czuje sie spokojna i te rozmowy mnie nawet wyciszaja.
przyjaciel mojego bylego narzeczonego - podobno powiedzial ze i tak bedziemy razem, czesc moich znajomych tez tak sadzi.
nie wiem czy ja nie robie sobie zludnych nadzieji, ze cos jeszcze z tego bedzie.
ja mimo wszystko go kocham i zalezy mi na nim. i chcialabym zebysmy do siebie wrocili. ale nie wiem czy jest warto starac sie i walczyc. i czy wogole jest sens.
nawet nie wiem co powinnam zrobic jak chcialabym walczyć......