Ten rok nie okazal sie dla mnie dobry, pol roku temu uwiklalam sie w cos strasznego, w zwiazek w pewien sposob toksyczny i ktory okazal sie oszustwem. Jedna wielka manipulacja...Chlopak mial cechy przemocowe a na pewno nie byl to zdrowy czlowiek w sferze seksu...Zaczelo sie niewinnie, na pierwsyzm spotkaniu u niego w domu chetnie z nim lezalam na lozku i tez odwzajemnialam pocalunki, ale zaczal dazyc do stosunku i protestowalam stanowoczo, byl nachalny (? moze powinnam zalozyc temat w dziale seks a ten tutaj jest niestosowny, ale na forum chyba nie ma tabu, no i to dotczy psychologii) i dobral sie z paluchami wiadomo gdzie, mimo ze nie chcialam, wydajac przy tym dziwne dzwieki (chce oddac moje odczucia piszac te szczegoly). Odpychalam jego dlon i protestowalam, ale on ''zagluszyl mnie'' i udajac glupiego zaczal glupkowato powtarzac, czekaj czekaj...jak chory dzikus, sapiac i wydajac jakies jakby kupulacyjne dzwieki <zazenowana> Zobrazowalam to jedno, ale daruje wam juz inne sytuacje w kazdym razie dochodzilo do takich ''naduzyc'' coraz wiecej w trakcie trwania znajomosci, ogolem on nie respektowal sprzeciwow...Icydent ten ktory opisalam, pozniej zaraz po tym jabym zapomniala, nie myslam o tym w ogole, a nawet pozadalam tego faceta, chociaz i tego pozadania sprecyzowac nie moge. Byly jednak rzeczy ktorych nie zpomnialam, niesety przeciwnie, ale tak ogolem, na przyklad incydent ktory opisalam jakby nie kotlowal sie nigdy w mojej glowie, normalnie i z checia trwalam w tej relacji ! Mowie uczciwie i szczerze, nie chce robic z siebie zranionej bidulki. Wiekszosc z tych rzeczy ktore obiektywnie byly naduzyciami, nie zajmowaly mojej psychiki, myslalam o tym, ale w inny sposob. Jednak czasami, w szczegolnych momentach czulam sie zle, ale to nie bylo dokuczliwe, znaczace...Lecz wczoraj cos dziwnego mnie spotkalo.
Bylam bardzo zmeczona po calym dniu, wieczorem w domu rowniez mialam troche pracy, potem zadzwonila siostra z drugiego konca globu wiec poszlam spac o 3, polozylam sie do lozka i jak zwykle myslalam o wszystkim w zwiazku z NIM i nagle oczulam jakby deja vu tego zdarzenia ''z jego dlonia'' ktore opsialam, ale przy tym poczulam OGROMNY WSTYD, ogromny uraz, ogromna zlosc, zal, jakis strach, wstret, wszystko naraz, az zebralo mi sie na wymioty, oblal zimny pot, w zoladku sie kotlowalo, mysle, ze trudno to opisac...w koncu zebralo mi sie na placz. To bylo STRASZNE, przerazajace. Nie trwalo dlugo.
Nie siedzicie w mojej glowie, psychiatrami pewnie nie jestescie, ale moze ktos ma jakies pojecie, domysla sie, zna podobne przypadki...Jak myslicie, dlaczego po takim czasie tak przezylam na nowo tamto zdarzenie z tymi uczuciami ktore zaczely temu towarzyszyc? A nie wtedy? A moze wtedy czylam to samo, ale to wyparlam, zapomnialam o tym? Moze to wszytsko wyparlam, a moze to moj zmecozny mozg wywolal z nikad takie uczucia? Prosza o opinie.
1 2013-12-21 19:02:46 Ostatnio edytowany przez Zuzanna123 (2013-12-21 19:05:02)
Podobne tematy
Z jednej strony normalna ludzka rzecz - byłaś podniecona, możliwe, że naprawdę miałaś ochotę na seks. Kiedy pożądanie znika, dochodzą do Ciebie myśli moralności. A w takich cięższych chwilach zastanawiamy się więcej nad życiem i kierujemy się bardziej rozumem. Z tym chłopakiem stanowczo było coś nie tak. Rozumiem, że nie chciałaś się jemu poddać itd. a jednak to Ci się podobało. Na przyszłość radzę poznać się z chłopakiem i oswoić do takiego stopnia, że jego dotyk nie będzie wywoływał u Ciebie wstydu.
Zastanawia Cię, dlaczego dopiero po takim czasie przyszły do Ciebie takie myśli? Prawdopodobnie całkowicie przestało Cię do niego ciągnąć, a może coś wydarzyło się w Twoim życiu takiego, że "postawiło Cię do pionu". Mam nadzieję, że takie przeżycia już do Ciebie nie wrócą. W razie czego możesz wygadać się tutaj. Pisanie naprawdę pomaga.
Dziekuje za odpowiedz.
Nie, nadal do niego mnie cieganie jak to dobrze ujelas.
Ale z jendym sie nie zrozumielismy: ja tej czynnosci wtedy nie chcialam, tak jak pisalam, to bylo bez zgody. Nie bylo to dla mnie mile, przeciwnie, ale nie mialam nigdy takich odczuc jak wczoraj nad ranem.