Witam wszystkich
"(...)Zabrała cudzego męża.., etc" - Powiem szczerze, że zaczyna mnie drażnić, kiedy się tak pisze - tak jakby małżeństwo było podpisaniem aktu własności na siebie na wzajem, niezależnie co by się działo on/ona jest moją własnością.. i tylko w tych kategoriach wzajemnej przynależności na związek patrzymy. Tak jak przy wychowaniu dzieci . Ktoś mądry napisał, że dzieci wychowujemy nie dla siebie tylko dla świata.
Takie roszczeniowo - własnościowe podejście do związku osobiście mnie zgubiło a pozbieranie się po rozstaniu trwało bardzo długo. Wmawiałam sobie przez tyle lat, że ten facet jest tylko mój - on mnie kocha ponad życie i nigdy mnie nie zostawi - wszyscy tylko nie on - nie ma prawa odejść..właśnie prawa! - tak jakbym to ja je stanowiła..śmieszne prawda?
Człowiek, z którym byłam wiele lat odszedł do innej kobiety. Dlaczego? Bo tak chciał, bo taką decyzję podjął, bo tak czuł, bo tego pragnął i nie przeszkadzało mu to, że dzieci będzie widywał nie tak często jak poprzednio, kiedy mieszkał z nimi,
- czy byłam wściekła? - tak! - no jak to! nie tak miało być!!
- czy on był egoistą, bo nie liczył się z tym, jakie jego decyzje będą miały konsekwencje dla jego najbliższego otoczenia( co czują dzieci, co ja czuję) ? - tak!,
- czy ja byłam egoistką, że chciałam go tylko dla siebie, nie licząc się co on czuje? - tak!
Dopiero od niedawna dochodzi do mnie, że nikt nie jest niczyją własnością. To, że wmawiałam sobie, że z tym człowiekiem będę do końca życia i innej opcji nie ma - pokutuje do dzisiaj - bo trudno mi znaleźć kogoś bliskiego. Czy to co czuje do niego to miłość ? ( bo wszyscy twierdzą , że nadal go kocham i to dlatego) A może, tak właśnie definiuję strach przed tym, że życie może wyglądać inaczej, tęsknotę ale nie za nim tylko za tym co znałam do tej pory?
Przecież jesteśmy ze sobą bo chcemy być ze sobą - a powodów, dlaczego chcemy być ze sobą jest wiele - czasem nam z boku wydają się irracjonalne, mało logiczne a mimo wszystko ludzie są ze sobą - czy się meczą? Nam wydawałoby się, że tak, więc pytamy czemu tego nie zakończą? I nie raz ich odpowiedzi nas zaskakują :-) ale trudno być ze sobą, kiedy tych powodów, które akceptujemy jest niewiele i zaczyna być coraz mniej. Teraz wiem, że nie można być ze sobą jeśli głównym powodem jest to, że on jest moim mężem i tylko to.
Zdarza się, że ludzie pomimo, że mają romanse nie odchodzą do kochanek i kochanków a upatruje to w tym, że jeszcze w ich związkach ( małżeństwach) jest mnóstwo powodów, dla których chcą nadal być z tą osobą ( żoną/ mężem) nawet jeśli temu zaprzeczają i jeśli choć przez chwilę zastanowią się - a nawet wypunktują dlaczego "nie potrafią " odejść? - to może dojdą do wniosku, że nie warto tego stracić :-)