O zachowaniach ?męskich? i ?kobiecych? 2013-10-03 10:03
> nagle z roli łowcy przechodzi się na stronę ofiary - wyobrażam sobie, jakie to muszą być emocje.
Tak, wiem. Nie wszyscy mają taką motywację. Ale ja się chyba uprę, że większość jednak trochę ma Tylko się nie przyznaje. <
Ja się mogę przyznać, proszę bardzo.
Tyle, że z pewną modyfikacją. Bo dla mnie ?po drugiej stronie? najważniejsze nie jest doświadczenie odmiennej roli seksualnej (?bycie uległą i zdobywaną?), lecz przede wszystkim - odmiennej roli społecznej (nic to, że mocno stereotypowej, bo akurat wtedy mi to nie przeszkadza).
To działa mniej-więcej następująco.
Im bardziej jako facet muszę być twardy, brutalny, zdecydowany, zorganizowany i przebiegły, nastawiać się na rywalizację i troszczyć się o sprawy Ludzkości - tym bardziej jako ona mogę sobie pozwolić na luz i kontemplację piękna, a także na zajęcie się miłymi, niegroźnymi, przyziemnymi sprawami które generalnie czynią świat milszym i ładniejszym, od doboru koloru rajstop do kiecki, po umycie naczyń i ułożenie kwiatów w wazonie oraz lekturę książki zupełnie nieprzydatnej zawodowo.
Tej pierwszej osobowości nauczyłem się pod wpływem świata zewnętrznego i okoliczności, skądinąd nawet nieźle, acz na siłę. Drugi zestaw jest bardziej naturalny... ale, no właśnie, raczej dla dziewczyny, niż chłopaka, nieprawdaż?
Ciuchy, a raczej ich damskie elementy, są ważne symbolicznie w tej przemianie, acz z czasem przestały być niezbędne - nauczyłem się umykać do tej ?kobiecej? osobowości także bez przebieranki i bez używania żeńskich końcówek.
?Crossdressing odpoczynkiem wojownika? kiedyś powiedziałem, i podtrzymuję.
Oczywiście, element maso w tym jest - zachowania ?twarde i dominujące? oraz zajmowanie się rzeczami ?ważnymi? mam tak mocno wgrane i wyćwiczone, że nie ma mowy by przeskok do ?spraw nieważnych? i zachowań ?miękkich i uległych? nie wiązał się z pewnym poczuciem upokorzenia, a przy okazji z łamaniem tabu (to drugie jest chyba istotniejsze i przyjemniejsze). A jeśli jeszcze ta ?miękkość? jest podkreślona odpowiednim strojem...
Jeszcze raz odsyłam do filmu, bo on jest w jakimś stopniu o mnie
Nawet nie dlatego, że ta ?Dorotka? fizycznie przypomina mi młodziutką Alkę (nawet ta stylizacja troszkę ?z epoki? ).
Ale popatrzcie, jaka ona jest skromna, grzeczna i pokorna. I jaka biedna i śliczna.
To, co byłoby naturalne w przypadku prawdziwego dziewczęcia, staje się gigantyczną perwersją gdy w tej roli występuje młody chłopak. Dyć, w obecności trzech lasek, on powinien grać rolę dokładnie przeciwną. Powinien być maczo i zdobywcą, prężyć muskuły, a one powinny się wdzięczyć i mu nadskakiwać.
A tu: to on jest ?ta śliczna i milutka?, na ich łasce i niełasce, on ma różowawe ciuszki, on daje się poklepywać i przestawiać bez oporu, on dba o ich wygodę i im usługuje, daje z siebie pokpiwać...
Trochę mi to przypomina, nie da się ukryć, moje własne dawne relacje, w których ?odpoczywałAm? przy dominującej dziewczynie.
Role czysto seksualne są tu gdzieś w tle, ale na dalekim planie.