Witam, jestem tu nowa, trafiłam na to forum, bo chciałabym zrozumieć zachowanie pewnego faceta. Z widzenia znamy sie od wielu miesiecy, moze nawet ponad rok, ale kontakt mamy ze sobą od dwóch miesięcy. Najpierw zauroczył mnie swoim wygladem, ale jak go poznalam zakochalam sie w nim calym. Patrzylismy sie na siebie dluzszy czas, potem zobaczyl, ze jestem nim zainteresowana i on zaczal szukac kontaktu ze mna. Dowiedzialam sie, ze ma zone. Dalej jednak rozmawial ze mna, wzial ode mnie numer telefonu, odwiozl nawet do domu... Widac bylo, ze bardzo mu sie podobam. Pomyslalam, moze w jest trakcie rozwodu albo sie nie uklada. Ale nasza relacja pozostawala w konwencji "bardzo przyjacielskiej" (mowil, ze nie ma kolezanek, ale on nie widzi nic w tym zlego, traktowal mnie naprawde jak przyjaciolke). Nie przeszkadzalo mi to, wiem ze nie bylabym sklonna zniszczyc komus rodziny. Chcialam z nim rozmawiac, miec kogos znajomego, poniewaz jestem po ciezkich przejsciach.. Ufalam sobie.
Zaczelam sie do niego pierwsza odzywac, z propozycjami spotkania (wczesniej to on "zabiegal" o moje zainteresowanie), ale odmowil mi. Pierwszy raz mnie cos takiego spotkalo. Tak jakby dal mi kosza. Wycofał sie. Tak nagle. Nie spotykalam go juz tam, gdzie zawsze przebywal i pracował, pozostał uprzejmy,raz sie odezwal sam z siebie, ale jak ja sie odezwe to czasem nawet nie odpisuje na sms. Nagle przestalam mu sie podobac? Nie wiem co jest grane, ta chemia miedzy nami i podobienstwo charakterow bylo naprawde widac golym okiem...... Wiem, ze to okropne bo on ma zone, ale nic miedzy nami nie bylo i nie bedzie. Taka bratnia dusza....
Gdyby nie chcial ranić żony, ze ma kolezanke, albo nawet zdradzic, to chyba nie dazylby do tego zeby mnie poznac? Po co to wszystko i dlaczego sie wycofał? Nie mialam zlych zamiarow, on tez nie, dlaczego nie chce sie juz ze mna kontaktowac?