Piszemy o sobie, swoich problemach, wyglądzie, kompleksach i milionach innych rzeczy gdzie głównym podmiotem staje się pierwiastek JA. Może gdybyśmy myśleli trochę o innych, to nie pogrążalibyśmy się w nieprzyjemnych stanach emocjonalnych. Tylko jak zmienić wyuczone wpatrywanie się w siebie? Może jako dzieci nie mieliśmy wystarczająco uwagi i staraliśmy się pokazać się od lepszej strony- by być akceptowanym. Może rodzice chuchali i głaskali, co również ma ten sam skutek. Scenariuszy wiele, ale jak nie myśleć o sobie? Przecież w Syri zginęły małe dzieci od broni chemicznej!!! A my piszemy o tym że mamy doła z dodatkowych 10 kg? Sąsiad choruje na raka, a my tu o tym jak boli nas rozstanie.
Podobne tematy
Bardzo dobry wątek.
Wiecie, jak wyleczyłam się z kompleksów typu "o rany, jak ja pójdę na basen?"? Zapytałam sama siebie, jak stukniętą egocentryczką trzeba być, by myśleć, że inni ludzie (mający swoje problemy, myślący o zawiedzionej miłości, o własnych fałdkach, o tym, za co kupić dziecku podręczniki, o tym, że w pracy szykują się zwolnienia...) - że ci wszyscy ludzie nie mają nic innego do roboty, tylko gapić się na mnie, jak wyglądam w kostiumie.
BabaOsiadła- Jak się z tego leczyć? Wiem że oni i tak nie zwracają na to uwagi. Tylko jak ja mam nie zwracać uwagi na moje JA. Ono krzyczy ze swojego cierpienia... !!!! Nie sposób przekonać, że pracę mam studia skończone, wyglądam dobrze, jestem zdrowa.
4 2013-09-01 22:33:01 Ostatnio edytowany przez Lwica_ (2013-09-01 22:35:36)
Mało kto potrafi docenić to, co ma. Ludzka natura ma to do siebie, że wciąż do czegoś dąży, potrzebuje ulepszeń, chce być bardziej idealna. Wciąż "coś jest nie tak". Wciąż porównujemy się do tych, których uważamy za lepszych od siebie, lepiej usytuowanych, ładniejszych, inteligentniejszych, etc.
Gdy spotykamy się z jakąś tragedią, zdajemy sobie wówczas sprawę, że tak naprawdę jesteśmy szczęściarzami - zdrowi, nie klepiemy biedy, mamy gdzie mieszkać, co jeść, z kimś spędzać czas, możemy poużalać się na necie ![]()
Moim zdaniem, chcąc być mniej egocentrycznym, powinniśmy pomagać tym, którzy mają gorzej od nas. Nie po to, by leczyć się z kompleksów. Po to, by czuć się potrzebnym. By mieć cel, misję i świadomość, iż nasza obecność może kogoś uszczęśliwić.
Zamykamy się na innych, bardziej potrzebujących (także nas) ludzi.
Wtedy nie możemy docenić najmniejszych gestów, najmniejszych błahostek, które dają radość.
Wiem, że to w teorii brzmi pięknie. Ja sama jestem egocentryczką - wciąż chcę się ulepszać, rozwijać się, być ideałem. Ale walczę z tym, bo wiem, że to droga donikąd - przynajmniej dla mnie. Nigdy idealna nie będę, a dążąc do tego za wszelką cenę mogę nie mieć okazji, by spotkać wspaniałych ludzi, którzy otworzą mi oczy na to, co naprawdę ważne. Ważniejsze od dużych cycków i idealnie płaskiego brzucha.
I nie ma to związku z samorealizacją, lecz faktem, by nie robić problemów tam, gdzie ich nie ma, a cieszyć pierdółkami i doceniać każdy dzień.
Dokładnie są ważniejsze powody od rozckliwiania się nad sobą, nie podoba się małżeństwo to rozwód i proste
6 2013-09-01 23:17:35 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2013-09-01 23:18:13)
BabaOsiadła- Jak się z tego leczyć? Wiem że oni i tak nie zwracają na to uwagi. Tylko jak ja mam nie zwracać uwagi na moje JA. Ono krzyczy ze swojego cierpienia... !!!! Nie sposób przekonać, że pracę mam studia skończone, wyglądam dobrze, jestem zdrowa.
Codziennie powtarzać sobie, że masz zdrowie, nie jesteś głodna i żyjesz w kraju, w którym nikt Cię nie krzywdzi. Rozejrzeć się, jaki piękny jest świat, ile wspaniałych rzeczy można zobaczyć, poznać, nauczyć się. Spróbować skupić się odrobinę mniej na sobie, a pomóc komuś innemu, komu jest o wiele gorzej. I przede wszystkim, najważniejsze: ŻYĆ TU I TERAZ, a nie odkładać na później (jak schudnę, to poznam chłopaka/jak sobie zrobię tę modną fryzurę, to będę częściej wychodzić z domu/muszę sobie najpierw kupić ładniejsze ciuchy). Bo po latach człowiek się budzi, że pół życia minęło na taplaniu się we własnych kompleksach i można już tylko ugryźć się w dupę z żalu za straconym czasem, który nie wróci.
No tak, ja już niczego nie chcę tylko spokoju. Niestety o to w moim wypadku najciężej.