Witam. Mam 34 lata jestem wdową i mam 15 letniego syna. 9 lat temu poznałam 14 lat starszego żonatego pana. Od początku wiedziałam że ma rodzinę ale twierdził że z żoną nic go już nie łączy a ja w okresie po śmierci męża szukałam kogoś kto zapełni pustkę w sercu i zapewni stabilizację. Obiecywał rozwód wspólny dom. Mija 9 lat a on ciągle mieszka kątem u mnie. Doszło do tego że mam silną nerwicę (bo to on dyktuje warunki i nie pozwala mi iść do pracy) i silną depresję gdyż 4 lata temu miałam nowotwór złośliwy który może powrócić. 5 lat temu musiałam usunąć ciąże ponieważ powiedział że jego dzieci nie zaakceptują tego dziecka. Jestem w matni z której nie mogę się wywinąć. Usypiamy razem a w nicy ucieka ode mnie do domu. Czuję że już przegrałam swoje życie. Jestem chora i znerwicowana nie mam też żadnej rodziny boję się zostać sama. Finansowo też mnie nie rozpiescza. Ja muszę się zająć w domu wszystkim nawet naprawami. Przyjeżdża jak do hotelu. A i romantyczność też wygasła. Pomóżcie co robić. wiem że piszę chaotycznie ale mam mętlik w głowie.
Podobne tematy
Ty się naprawdę pytasz, co robić?
Wykopać na zbity ryj tego dupka i zacząć się zachowywać jak osoba dorosła i odpowiedzialna!
Jaki przykład dajesz swojemu nastoletniemu synowi? Wstyd!
No i zacząć leczyć nerwicę. Poza nerwicą mam wrażenie, że znalazłoby się coś jeszcze, bo z pełnym szacunkiem - kobieta bez żadnego zaburzenia nie siedziałaby 9 lat w toksycznym związku. Plus przydałaby Ci się terapia po tej relacji, żeby pozostałości toksyny nie wpływały na Twój kolejny związek.
Tak czy siak won trutnia za drzwi, zmienić zamki a samej iść do psychologa.
Aga
Tak jak piszą powyżej,wygonić dziada.... z domu.
Zajmij się swoim zdrowiem i synem.
Trzymaj się i nie daj się .Powodzenia. ![]()
5 lat temu musiałam usunąć ciąże ponieważ powiedział że jego dzieci nie zaakceptują tego dziecka.
Rozumiem, że jakoś sobie to musisz tłumaczyć, ale miej choć odwagę spojrzeć prawdzie w oczy: nie musiałaś. Chciałaś. A jeśli nie chciałaś, to oznacza że wyssał Ci mózg i nie jesteś zdolna do samodzielnego myślenia. W związku z tym dawanie jakichkolwiek rad jest tutaj bez sensu, bo nie jesteś w stanie nic osiągnąć własnym sumptem. Szkoda... Nie wiem tylko kogo bardziej... Ciebie? Twojego syna? Dziecka, które zapłaciło życiem za bałwaństwo rodziców?