Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

Temat: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

W skrócie:
Mam ciężko przeszłość, jestem z rodziny gdzie częstym gościem był alkohol. Obecnie od roku nie mam już ŻADNEJ bliskiej rodziny.

Z moim facetem jestem od 5 lat. To mój najpoważniejszy związek (związałam się jak miałąm 21 lat), mieszkamy razem, prowadzimy wspólne życie. Po raz pierwszy prowadzę tak poważne życie z facetem. Wszesniej nie wiązałam się aż tak na poważnie.
Przeszlismy razem dużo. Dużo złego i dobrego. Wybaczyłam mu to, że jak ze mną się związał, to był jeszcze w związku z poprzednią kobietą, stąd nie mógł mnie przez 2 lata przedstawić rodzicom. Potem jak już z nią w koncu zerwał, to mnie zdradził (mięsiąc po zerwaniu dosłownie) z moją najlpeszą przyjaciólką, z którą wmieszał się w półroczny romans. Ja w tym czasie odczuwałam spadek uczucia (jego i swojego) i spotkałam się z dawnym znajomym na miłym obiedzie, o czym moja przyjaciolka wiedziała.
Kiedy wszystko się wydało (długa i tragiczna historia, ale dodam, że za moimi plecami chcieli wyjechać z miasta i zamieszkać razem), tak mnie przepraszam i tweirrdził, że chce być ze mną a nie z nią,.... więc wybaczyłam (nie pytajcie dlaczego, bo sama nie wiem..).  Jednak moja przyjaciolka w takiej sytuacji powiedziala mu, że ja z kimś się spotkalam i ze mi się podobało... a on wtedy chciał mnie rzucić i ja go za to przepraszałam.... Absurdlane... To wydarzyło się tego samego dnia... Wyszła na jaw jego zdrada i moja... A ja czułam się jak ta gorsza....

Od tamtego czasu miał jakies krótkie flirty i podrywy przez sms z jakimiś kobietami o których jak się dowiadywałam to wówczas te znajomości urywał. Przy poważnych wówczas rozmowach twierdził, że nie był pewien moich uczuć do niego stąd szukał uczuć u kogoś innego...

Jest typem zazdrośnika, jest złosliwy, nerwowy i bardzo impulsywny... Kiedy naduzywa alkoholu (kiedyś bywało kilka razy w tygodniu teraz może raz na 2 miesiące), to robi mi takie afery, że nie chce mi się żyć.... Przy znajomych mnie wyzywa od takich, że nie wymienię.... Już nie raz mnie uderzył - z biegiem czasu pozwala sobie na coraz więcej... A w domu, po alkoholu lub po powrocie z imprezy wyrzuca mi rzeczy z szaf na podłogę lub balkon, szarpie mnie i często się zdarza już teraz, że uderzy... albo kopnie... Ogólnie używa wobec mnie siły fizycznej, z czym nie mogę się pogodzić. Bywała też u nas policja, bo byłam tak bezsilna, że dzwoniłam.... ale nigdy go nie zabrali a ja mialam po tym jeszcze większy sajgon... Same sińce i poobijane ciało... Że nie wspomnę o psychice.
Na drugi dzień przeprasza, pokazuje skruchę, a ja - jak ta meczennica - wybaczam i wracam do porządku dziennego.
Bywało też i tak, że jak miał odpał po alkoholu, to takie awantury mi robił i tak mnie wyzywał, że czułam się winna temu wszystkiemu i nad ranem tylko czekałam, aż się obudzi i aż dojdziemy do porozumeinia.

W końcu pękłam.

Przeprowadzaliśmy rozmowy na temat jego zachowania i obiecywał mi, że to się nie powtórzy. Ja wierzyłam za każdym razem. Teraz pije rzadko, stąd też awantury są rzadziej. Zadrzają się cyklicznie i prawie zawsze wtedy, kiedy on pije. W dodatku są coraz gorsze i odbijają się moim stanie psychicznym, doprowadzając do tego stopnia, że i ja jestem zdolna do rękoczynów. Kiedyś mu oddałam z całą swoją siłą. Kopałam go, szrapałam, płąkałam i krzyczałam.... Nawet nie wyobrażacie sobie jak on mi za to oddał, jak mi to wypomina i ma mi to za złe...

W końcu była niedawno impreza ze znajomymi, na której się napił i mnie wyzwał. Okrutnie - jak zwykle. Znajomi zwracali mu uwagę, ale to nigdy nie skutkowało. Ja płakałam.
Po powrocie do domu dostałam w twarz z liście i nogi... 5 godzin trwała awantura. Byłam wyczerpana. Miałam ochotę zniknąć... albo związać go i obić mu mordę (przepraszam za wyrazenie), nienawidziłam go wtedy....
Ale drugi dzien.... Pogodzilismy się...

I tak było do niedawna.

Ostatnio analizowałam sobie moje zycie i choć od ostatniej awantury minęło pół roku, to ja wciąż analizowałam wszystko.
Zebrałam się za odwagę, żeby go zostawić. Powiedziałam wprost co i jak wygląda, że nie mogę żyć w związku gdzie ktoś używa wobec mnie przemocy. On mnie zrozumiał, ale jednoczesnie błagał zebym zostala, że on jakąś terapie podejmie, że jakieś tabletki są na to.... że mnie kocha... Błagał o szansę.
Co zrobiłam - głupia ja!!!???? Uległam....
Dzień później - chodził całą dobę struty - analizował sobie sytyacje i ubzdurał sobie, że ja nie przez to go chce zostawić, tylko pewnie wolności i latania ze znajomymi po imprezach mi brakuje. Wtedy wybuchnęłam i cofnęłam swoje słowa, ponownie powiedziałam o rozstaniu. Ustalilismy nawet, kto co zabiera i kto sie wyprowadza... Pod wieczor zlapala go skrucha i przyszedl jak ten pies, bral mnie na litość... Ze na nasze zdjęcia ptrzyl, że siebie pasujemy, że mamy tyle wspolnego, że to i tamto...

Dałam ostatnią szansę...

TERAZ JESTEM ZŁA NA SIEBIE. Nie mogę ogarnąć mojego życia. Wydaje mi się, że jestem od niego uzależniona. Boję się samotności, tego jak sobie poradzę sama zarówno życiowo i finansowo, tego czy nie zwariuję w 4 ścianach sama ze sobą... Bo nie mam nikogo. Znajomi to nie to samo co rodzina...

Potrzebuję pomocy i wsparcia. Chcę cofnąć moją decyzję ( wiem - wariatka), bo wiem, że nie mogę dać sobą manipulować. Ale jednoczesnie ja tego człowieka ciągle kocham, dlatego mu najgorsze wybaczam. Mimo, że rozsądek mi podpowiada inaczej...
Tak jestem z nim związana i tak uzalezniona, że nie wyobrazam sobie zycia bez niego.
Z kolei - paradoksalnie - nie chcę już życia z nim...

Trzyma mnie to co było dobre między nami, to co wciąż jest dobre i to czego się boje, kiedy będę sama...
Uwierzcie mi, że gdybym mialam rodziców - spakowałabym się wyjachała do nich już 4 lata temu....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Sama sobie nie poradzisz, my  możemy Ciebie tylko nakierować. Musisz mieć naprawdę mocną psychikę, aby sprostać sama temu wszystkiemu. Jesteś DDA, w swoim życiu na pewno chciałaś się kierować innymi dywizami niż rodzice, jako partnera wybrałam mężczyznę, który ma cechy, Twoich rodziców. Czasem wybiera się to nieświadomie. Poczucie niższości i niekompetencji odzywa się w sytuacji, gdy trzeba czemuś sprostać. Składa się na nie kilka spraw: negatywny obraz siebie wyniesiony z wczesnego dzieciństwa, brak dobrych doświadczeń w bliskich relacjach z ludźmi i braki podstawowych umiejętności interpersonalnych, takich jak rozmawianie, nawiązywanie bliskich kontaktów, rozwiązywanie konfliktów czy nieporozumień. Osoba doświadczająca poczucia krzywdy często ma uczucie bezsilności. Towarzyszy jej żal i pretensje. Skupia się na tym, co czuje, i na pokazaniu winowajcy, jak bardzo ją skrzywdził. Nie przeżywa tej sytuacji w sposób dorosły. Działa w przekonaniu, że ona jest w porządku, za to druga osoba nie jest. Ona jest ofiarą, on ? katem.
Pewnie, że bicia nic nie usprawiedliwia. Tylko w przemocy psychicznej nie ma fizycznych ran, nie można zrobić obdukcji. W zasadzie bardzo często tylko sama ofiara czuje, że dzieje się coś nie tak. Ale do końca nie wie co, zwłaszcza gdy ktoś z przekonaniem twierdzi, że to co robi, jest wynikiem złego zachowania partnera.
Ofiara może naprawdę czuć się winna, zwłaszcza, że sprawca jest logiczny w uzasadnieniu swojego działania. Układy kat-ofiara nie są zazwyczaj przypadkowe i często działa tu mechanizm współuzależnienia.
Skorzystaj z pomocy terapeuty, psychologa. To najlepsze rozwiązanie.

3

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Wejdź na stronę kobieceserca.pl i rozwiąż psychotesty, niewątpliwie masz problem. Ale można go rozwiązać, musisz tego bardzo chcieć, Ty, nikt inny.
Jesteś uzależniona i owszem i leczy się to tak samo jak każde inne uzależnienie, to bardzo bolesny proces, ale na jego końcu - czeka zupełnie inna jakość życia, czeka po prostu życie. Uwierz, przechodziłam to samo.
Też mi się wydawało, że nie dam sobie rady bez tamtego faceta, co ja ze sobą zrobię. Ale słowo daje, w momencie gdy odcięłam się w 100% (30 lipca będzie dwa lata) już po tygodniu życie wyglądało inaczej, nie było super - och ach - ale już spokój jakiś się pojawił, już lżej się oddychało.
Teraz mam męża, a za dwa tygodnie na świat przyjdzie nasz syn. Naprawdę można.
Ale tak jak mówię, NIKT tego za Ciebie NIE ZROBI, tylko Ty.
Jesteś gotowa na taką pracę?
Zadajesz pytania, napisałaś post, znaczy szukasz, rozpaczliwie szukasz ratunku.

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud.

4

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Jaką ulgę poczułam, że ktoś poparł mnie w moim myśleniu...
O wizycie u psychologa już myślałam wczesniej ale miałam zbyt mało determinacji, żeby działać...
Nie wiem co ostatnio się wydarzyło, że w końcu powiedziałam sobie wewnątrz "dość kobieto, zrób coś w końcu"...
I choć jeszcze moja decyzja nie była na tyle silna i pewna, aby mogła odmienić moje życie, to przynajmniej mam ogromne pragnienie
wyrwać się z tego. Porzucić patologię. Choć strach jest ogromny...

Dziękuję, że ktoś przeczytał i odpisał. Zbyt długo milczałam z tym wszystkim, ukrywałam przed znajomymi prawdę i gdbyby jeszcze tutaj nikt ani słowa odpowiedzi nie dał..To chyba bym się załamała.

Pozdrawiam Was ciepło.

5 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-07-27 23:59:08)

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Witaj, Faramuszko. Masz "rozdwojenie jaźni" typowe dla kobiet uzależnionych od toksycznego partnera.
Na tym etapie rozmowy z partnerem już nic nie dadzą - najpierw obieca wszystko, czego Ty od niego oczekujesz, a potem (jakby dostał amnezji) i tak zrobi swoje.
Da się z tej toksyny wyjść, tylko trzeba sporo pracy, samoświadomości i jasnego określenia WŁASNYCH priorytetów, bez oglądania się na zaklęcia drugiej strony.

Polecam Ci bloga pt.spam, bo po co wyważać otwarte drzwi big_smile.

6 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-07-28 10:36:20)

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Witaj...

Będzie długo ale dobitnie o toksykach od a do z-et:
"Związek dwojga ludzi  to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku. Szkoda niszczyć w taki sposób swoje życie w związku."
Jesteście teraz jak narkoman na odwyku a toksyczne związki - nawet jeśli Twój takowych znamion nie miał, to schemat jest identico - są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczęła swoje życie na nowo... BEZ NIEGO i z dala od uzależnienia!!!
Ale co Ty robisz???
Przez x lat okazywałaś radość, smutek, gniew, podniecenie. ciekawość, zadumę - byłaś sobą. Nic nie udawałaś, oddawałaś partnerowi siebie i robiłaś wsio, by on się czuł wspaniale - syndrom współuzależnienia - a Ty żyłaś jak nieświadomy potencjalnego zagrożenia kotek. Są ludzie, którym tego zwyczajnie dawać w nadmiarze nie wolno. Którzy patrzą z zimnym wzrokiem i w lukrowanych słowach - bo słyszysz to co na daną chwilę chcesz usłyszeć - dają Ci w pysk, im bardziej pokazujesz, że Ci zależy na "rozwiązaniu", "wyjaśnieniu".
Z tego bycia sobą paradoksalnie tak się uzależniłaś od partnera, że teraz gubisz się co jest nim fizycznie a co wyobrażeniem jego w Twojej głowie. Wyparcia, zaprzeczenia patologiczne, chore by nie powiedzieć urojone wizualizacje to krok od depresji, po której  polecisz błyskawicznie na dno. Jeśli tego nie zastopujesz teraz sama przy wsparciu psychologa, to wykończysz się psychicznie i skończysz w odosobnieniu bez klamek.
Byłaś sobą przed związkiem i jesteś teraz też sobą, tyle że na teraz to samej siebie dopatrujesz się w jego wyobrażeniu.

Zobacz, jak to jest - zaczynasz z kimś być i tak naprawdę od razu wiadomo z czym będzie problem. Czasami tylko wydaje nam się, że problem nie jest aż tak wielki, albo, że możemy go akceptować - zwłaszcza przez wzgląd na piękną resztę. A po czasie się okazuje, że to co było problemem na początku, jest nim wciąż po wielu latach...

Jak to w toksykach bywa: toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku ? odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów.
    Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem ?kochania za bardzo? zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny ?taniec?.
            Jest też inny scenariusz ? kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie ?kochać za bardzo? i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg nie rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać.
           Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna ? mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna.

Czy jest Ci (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?
1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby ?naprawić? siebie.
3. Wyświadczasz mu rozmaite ?przysługi?, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.
4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.
5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.
6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.
7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.
8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.
10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.
12.Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.
13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.
14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)
15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne ?atrakcje?.
18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność ? inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.
19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.
20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.

Jeśli znasz ten pakiet ? witamy w klubie. Masz sporo do zrobienia.... Blog spam tak na cito.

Do niczego człowiek nie jest tak przywiązany jak do wyobrażenia o samym sobie. Tylko czasem to wyobrażenie Nas "przerasta" i ciągle dążymy do "ideału" wpojonego Nam przez rodziców i czasem otoczenie... "zostaw bo zepsujesz a ja to zrobię LEPIEJ za Ciebie".
Robiąc coś z żelazną konsekwencją, to jak powiadają Nasi Dziadowie i Skrybowie "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo". Jeśli w coś wkładasz czas, energię i pieniądze, to coś staje się dla Ciebie coraz ważniejsze. Nie zależy Ci na czymś w co nie inwestujesz. Pomyśl czy czasem ta Twoja żelazna konsekwencja nie jest wynikiem zakorzenionej "żelaznej kurtyny" przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Nie można jej zreformować pod Twoje potrzeby?
Życie wg schematu powielanego z dziada pradziada na ojca, a potem "z ojca na dzieci aż się rozleci" jest destrukcyjne i prowadzi do ciągłej frustracji. Bo nie osiągasz za każdym razem tego ideału wg "norm" starszyzny, a sam efekt końcowy nie jest wystarczająco zadowalający dla Ciebie. Nie jest tak?
Kiedy potrafisz ustalić, co jest warte Twojego czasu i uwagi - działasz zgodnie z własnym interesem.
Piąchopiryna skuteczna na otrzeźwienie po nieudanym związku. To trzeba przerobić w sobie na wzór traumy po pogrzebie i jej 5 stanów: gniewu, zaprzeczenia, negocjacji, depresji i akceptacji.
Mazgaić się można a nawet trzeba ale tylko chwilę!!! potem zakasać rękawy i ostro do dzieła. Przekuć porażkę związku - nie mylić z życiową, choć tak ona jest początkowo "interpretowana" - w sukces i pokazać tym eks niedobitkom co stracili.
Coś jest w życiu dane i zadane... grunt to odrobić te zadania i wyciągnąć właściwe wnioski z takich lekcji w życiu.

Opisze to prostymi słowami bez filozofowania. Najpierw jest nieznośnie po stracie, następnie pojawia się tęsknota, żal, obwinianie się siebie, dopatrywanie swoich błędów, biczowanie siebie, doszukujemy się ich na siłę bo nie rozumiemy DLACZEGO? Nadchodzi druga fala, mocniejsza bo może to nasza wina, pogrążamy się coraz bardziej.
Trzecie uderzenie jest jak tornado - zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy bezsilni i nic nie zmienimy bo to "se ne wrati", choćby skały srały i płakały i nasza psycha jest rozwalona, jest "pozamiatane".Odcinamy się od świata, nie odbieramy tel, nie wychodzimy z domu, nie jemy, nie śpimy, nic nie robimy, nie mamy na nic ochoty, bo przegraliśmy całe swoje życie i wszystkie marzenia h. strzelił. Metoda wyjścia z dna jest chyba jedna, wyjść z siebie w przenośni jak duch i popatrzeć na siebie, co widzimy - wrak człowieka o złamanej psychice!!!!!!!!!!!!
PRZYPOMNIEĆ sobie jak kiedyś wyglądaliśmy, co sobą reprezentowaliśmy i musimy dojść do wniosku, że daliśmy się zniszczyć komuś, kto tak naprawdę nic nie był wart a na pewno nie nas. Oszukał nas więc niech sp.... na drzewo banany zrywać, a My bierzemy się za siebie. Najpierw wygląd, praca, życie towarzyskie, wracamy do przyjaciół. Wracamy do normy i nie myślimy o tym co było bo wulgarnie mamy na to w....e. Życie jest takie że spotkamy kogoś, spodoba nam się, poznamy go bliżej i sami dojdziemy do wniosku że zachowywaliśmy się kiedyś wręcz debilnie.

-nigdy nie wierz w rzeczy które sa podejrzane, niespójne, niezgodne z prawdą choćby w najmniejszym stopniu- FACET WRACAJACY Z IMPREZY Z KILKOMA NUMERAMI NA PEWNO ZDRADZA, NIE ZNAJDJA  ICH PRZECIEZ NA ULICY W DRODZE POWROTNEJ DO DOMU,

- ustrzegaj się porannych przeprosin i scen po zakrapianych mocno imprezach- JEST ZBYT MILY COS PRZESKROBAL, ZWLASZCZA ZE ZIONIE ALKOHOLEM, A Z KIESZENI WYPADAJA KARTKI Z NUMERAMI TELEFONOW

-  uciekaj jak pojawia się w waszym zyciu zbyt duzo innych kobiet- UCIEKAJ

-pamietaj o swojej wartości- JEGO ZDANIE NIE SWIADCZY O TYM JAKIM CZLOWIEKIEM JESTES

-nie starja się za wszelka cene walczyc o uczucie żeby przetrwalo nie wszystko jest miłością, a może być tylko jej zludzeniem o które walczy nie warto bo można wiele stracic,-STRACIC TOZSAMOSC, POCZUCIE WLASNEJ WARTOSCI I WIELE INNYCH

-nie zapominaj o sobie rodzinie i przyjaciołach i znajomych, każdy związek może się skonczyc jednak przyjaciele i rodzina zostana,- FAKT TRZYMAJACY MNIE PRZY ZDROWYCH ZMYSLACH I ZYCIU

-pozostan soba, zatracenie się w drugiej osobie sprawi ze to Cie zniszczy-ZNISZCZY PREDZEJ CZY POZNIEJ,

- nie pozwol soba manipulowac, lekceważyć, okłamywać, znieważać, wyzywać, zniewalać, upokarzać , sprawiac sobie bol, wyzwalac złość, nienawiść
- mow co myslisz, nie dus w sobie swoich emocji i swojego znadania, masz prawo je posiadac,

-facet bez pasji i kumpli to nie facet- FACET  Z PASJA KOLEZANKI TO BABIARZ I KUMPLEM ALKOHOLEM I ZABAWA, WOLALABYM CHYBA ŻEBY STEREOTYPOWO
ZALEWAL SIĘ PIWEM I RZUCAL POPKORNEM W TELEWIZOR PRZY MECZU PILKI NOZNEJ,SIEDZAC Z WATACHA KUMPLI NA KANAPIE W NASZYM SALONIE

-facet musi mieć jaja i umiec podejmowac decyzje, -MOWIE O TYCH BANALNYCH TYPU WYBOR BULKI NA SNIADANIE

- nie dawaj sobie odebrac wszytkiego,- ZOSTANIESZ Z NICZYM TAK JAK TERAZ

- nie dawaj obdzierac się ze wszytklich emocji, nie pozwol się zniszczyc, cos się nie podoba, rani Cie to won, krotka pilka, no excuses no merci!!!!!!!!!

- nie straj się być idealem to do niczego nie prowadzi a wrecz daje odwrotny efekt

-nie pozwol na to żeby odebral Ci caly czas wolny, żebyś nie mogla się realizowac, być soba, spędzać czasu ze znajomymi, żebyś nie mogla się bawic, cieszy zyciem radowac

- pozostan soba

- nie udawaj, nie milcz, nie pozwol wciskac emocji w siebie, placz, krzycz, jeśli Ci cos nie pasuje, jeśli cierpisz wyrzuc to z siebie, brak okazywania emocji prowadzi do stanu emocjonalnego upośledzenia- w którym się teraz znajduje? nie ma smiechu nie ma lez nie ma radości, zimno i obojętność.

-roznice pochodzenia , wpojone zasady normy, wychowanie sa nie do przekoczenia jeśli partner jest sztywny jak kloda i wpatrzony w swoje prawdy- NIE MA PIERWIASTKA ELASTYCZNOSCI NIE MA ROZMOWY O PRZYSZLOSCI, KONIEC.

-nie odrzucaj marzen,- UTRACISZ WSZYSTKIE, LOBOTOMIA UMYSLOWA

-nigdy nie dawaj stawiac się na drugim miejscu, na pewno nie za matka.
smile

Pozdrawiam.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.
Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Super!! Mnie chyba dało trochę siły. Ja ciąglę próbuję zamknąć za sobą drzwi. Ale nie mam siły ;(

8

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Zgadzam się w 100% z Bags'em. KOBIETA KOCHAJĄCA ZA BARDZO, jest wiele, wiele książek, artykułów. Wystarczy poszukać, ściągnąć z internetu. I podjąć kolejne kroki ....

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Łatwo powiedzieć. Ale sztuka jego manipulacji osiągnęła chyba poziom advance. Ostatnio miałam dobry czas ale teraz znowu widzę winę w sobie.

10

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Właśnie to jest syndrom kobiety kochającej za bardzo. Wczoraj mówiła jak jej źle, a dziś uważa się za ofiarę, kozła ofiarnego. Jeśli nie ma relacji osoba ? psycholog, psychoterapeuta, nie zdziałasz dużo, poza tym już widać, że bez osób trzecich będzie trudno, jeśli ktoś pisze, że ? Ostatnio miałam dobry czas ale teraz znowu widzę winę w sobie?. Zamiast siedzieć tu, działaj, szukaj instytucji, osób na google i dzwoń jutro,  umów się na rozmowę.

11

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Witaj. Też byłam w toksycznym związku. Mój trwał 6 lat. Nie bił mnie ale wyzywał, pożyczał ode mnie pieniądze... Od rozstania minęły 3 lata i w końcu czuję, że żyję smile. Mam udany związek z normalnym facetem. Sama pochodzę z rodziny gdzie ojciec pił i bił. Przez te lata, które byłam z moim byłym uważałam że na nikogo lepszego nie zasługuję. Podkopał mnie psychicznie. Zamknęłam się w sobie, stałam się nerwowa, unikałam ludzi. Jednak znalazłam w sobie siłę by uwolnić się od niego. Było ciężko ale dałam radę smile. Pomogły mi rozmowy z przyjaciółkami a tobie doradzam dobrego psychologa. Zrób pierwszy krok a potem już będzie łatwiej. Wierzę, że po rozmowie z nim znajdziesz w sobie siłę by odejść. Pozdrawiam smile

"Kiedy wierzysz w siebie, nie starasz się przekonać innych. Kiedy jesteś zadowolony z siebie, nie potrzebujesz aprobaty pozostałych." Lao Tze

12 Ostatnio edytowany przez faramuszka (2013-08-10 19:23:56)

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Bags dziękuję za wyczerpującą i bardzo motywującą wypowiedź... Z punktów, które wymieniłaś, to praktycznie każdy odczułąm i odczuwam nieustannie. Mam świadomość, że mój związek jest toksyczny. Niedawno uświadomiłam sobie, że kocham za bardzo...
Studiuję psychologię i pewnego razu na wykladach o związkach czułam się, jakby omawiaono moje zachwowanie. Doznałam szoku, bo nie sądziłam, że jest z NAMI aż tak źle, lub też ZE MNĄ.

Napisałaś:

bags napisał/a:

Zobacz, jak to jest - zaczynasz z kimś być i tak naprawdę od razu wiadomo z czym będzie problem. Czasami tylko wydaje nam się, że problem nie jest aż tak wielki, albo, że możemy go akceptować - zwłaszcza przez wzgląd na piękną resztę. A po czasie się okazuje, że to co było problemem na początku, jest nim wciąż po wielu latach...

Tak było, choć z początku były to DROBNE PRETENSJE o to, że ktoś do mnie na imprezie zagadał, że uśmiechnął się, że chciał zatańczyć... I na nic moje tłumaczenia, że przecież nie mam wypisane na twarzy "zajęta", że nie mogę przewidzieć zachowania innych ludzi wobec mnie etc. Chorobliwa zazdrość jest jego silną cechą, lecz on się jej wypiera. Mimo iż nie należę do kobiet ubierajacych i malujących się wyzywająco, to mam świadomość, że jestem atrakcyjna i mam wiele kobiecości w sobie. Nie obnoszę się z tym ale też nie kryję - lubię wyglądać dobrze, choć już od kilku lat nie dbam o siebie tak jak kiedyś - nie mam ochoty, nie widzę sensu. Dla niego wcale nie potrzebuję dobrze wyglądać, a dla siebie samej... czasem mnie najdzie, to sobie jakiś dzień spa zrobię i na tym się konczy.

Nie mam wielu znajomych - zaledwie kilka kolezanek ze studiów. Żadnych kolegów - on w każdym widzi kogoś, z kim mogłabym go zdradzić. KIedy mówię mu, że mierzy mnie swoją miarką, to on mi przyznaje rację, ale na tym się konczy. Czyli zdaje sobie z tego sprawę, że przesadza, ale nie chce tego zmienić. Nie mam już kontaktu z moim najlpeszym (tak - najlepszym) przyjacielem facetem, bo rok temu doszło do nieprzyjemnych sytuacji po alkoholu, sprzeczek i kłótni i do dziś się kontaktujemy.

W momencie, kiedy rozwiamiałam z moim facetem o rozstaniu, to pękało mi serce kiedy na niego patrzyłam. Miał w sobie tyle cierpienia, mówił jak to nie wyobraża sobie zycia beze mnie i jak najdrobniejszych rzeczy będzie mu brakować... Litość... Wziął mnie na litość. Nie kłamał, bo dostrzegam jego miłość do mnie i troskę i wiele innych dobrych rzeczy, ale chęć budowania związku znim i chęć DAWANIA u mnie zginęła. Czuję, że to silne niegdyś uczucie umarło. Po tym jak mnie ubłagał i postanowiłam zostać (tak naprawdę zostałam ze strachu przed tym jak będzie bez niego - jestem tego swiadoma), tłumaczyłam mu wiele rzeczy m.in to, że mam spadek uczuć. Od tamtego czasu co kilka dni mnie wypytuje miłym głosem czy uczucie wzrosło i że mogę mu szczerze odpowiedzieć. Ja nie umiem powiedzieć mu, że nie wzrosło, bo wiem jaka będzie jego reakcja i jaki łancuszek zachowań się za tym kryje. Zmuliłby się, chodziłby smutny a ja od razu miałabym wyrzuty sumienia. Nie odzywałby się twierdząc, że rozmyśla.... Znam już te zachowania i męczą mnie one strasznie, bo mój facet jest ciężki w komunikacji. Jest jak upośledzony. Kiedy jest powazna rozmowa to prawie nic nie mowi, chodzi cały dzien i milczy albo przesiaduje w innym pokoju z telefonem i sieci w necie. Tylko jak mnie oczernia i atakuje to wtedy mu słów nie brakuje. Ja nie akceptuję takiego zachowania, mowie mu o tym jasno, ze powinnismy sie nauczyc KŁOCIć ale to nic nie działa, on na chwilę przyzna mi racje a przy następnej sprzeczce to samo. I tak już wiele lat... Nie akceptuję tego wszystkiego, a jednak znoszę...

A po alkoholu... Pisałam jak bywało i jak bywa. Teraz po tej szansie co mu dałam, to dwie imprezy mieliśmy w domu ze znajomymi, bo chciał mi pokazac, że stara się zmienić i nie robić afer po alkoholu. Wręcz prosił mnie przed imprezą abym to ja po wypiciu wódki o nic się nie czepiała... Przytaknęłam głową i uśmiechnęłam się, że niby się cieszę... A w duszy myślałam (przepraszam za wyrażenie): "JA PIER..OLĘ, CO JA TU KU..WA ROBIĘ". Z reguły nie jestem wulgarna...

Imprezy przebiegły pomyślnie, do niczego niepokojąceg nie doszło. Tylko dlatego, że prawie nie brałam udziału w tej imprezie, siedziałam obok niego (bo mnie o to poprosił abym przesiadła się z kanapy gdzie siedział nasz kolega). Afera nie ma nigdy kiedy się nie bawię, siedzę i spijam drinki u jego boku i nie ma w poblizu obcych mężczyzn (czyli w domu). Kiedy jestesmy w towarzystwie, ja się dobrze bawię, żartuję, chodzę do baru, rozmwiam z ludzmi... To wtedy jest szajba. A wierzcie mi, nie daję mu powodów. Ja nie mogę się przy nim wyluzować, nie mogę nawet dobrze się napić...

Duszę się.... Matko jak ja się duszę.... Nie mogę się opanować, żeby nie ryczeć....

A najbardziej mnie hamuje brak perspektywy. Bo on trochę zmienił moje życie, mimo swoich wad tchnął w moją codzienność wiele nowości, które stały się częścią mnie. Mamy też wspolną pasję, której wiem, że nie będę mogła kontynuowaź sama bo nie mam niezbędnego do tego sprzetu, który jest drogi (nie chcę wnikać w szczególy). Lubię jego rodziców - traktuję ich trochę jak własnych, on mnie również witają zawsze gorąco i okazują mi swoją miłosć.

Czasem myślę, że bardziej boję się zranić jego rodziców niż jego samego...

Boję się, że kiedy odejdę to nie ogarnę swojego życia. Że popadnę w jakiś nałóg. Że zacznę pić, że roztrwonię swoje oszczędności, choć niewiele ich jest to mamy wspolny budzet, więc tylko od czasu do czasu za jego plecami coś sobie odłożę. Tak odłożyłam w ciągu kilku miesiący zaledwie tysiąc - z myślą o sobie samej w chwili, na którą czekam i się jej boję.
Nie mam rodziny, jestem sama sobie. Nie mam własnego mieszkania, nie mam samochodu.
Mam psa i 1500 zł miesiecznie, oplacam studia i kartę kredytową.
To straszne, ale myślę o swoim bezpieczenstwie finansowym w przypadku rozstania, ale wiem że nikt mi nie pomoże... NIKT.
To mnie trochę dobija, bo czuję, że utknęłam.

A im dłużej trwam w tej sytuacji, to zaczynają mi krążyć myśli po głowie, czy rozstanie to dobra decyzja.

Przepraszam za moją nieposkładaną wypowiedź, ale jestem roztrzęsiona. Długo też nie zaglądałam tutaj po publikacji pierwszego posta, bo nie mialam okazji, a nie chciałąm by on jeszcze zobaczyl, ze ja o tym gdzies piszę... To bym dopiero miala.


Bags napisałaś wiele słów, które trafiły mnie jak piorun. Jestem świadoma swojego stanu, może nie w pełni, ale z pewnością bardziej niż kilka miesięcy temu. Nie mogę jednak znaleźć niczego, co złagodzi mój wewnętrzny strach przed tym czy dam radę. Brak rodziny chyba mnie boli najbardziej...
Dziękuję Wam, że jesteście, że zechcieliście się odezwać. Naprwadę to doceniam i czytam Wasze posty wnikliwie. Przyznaję, że bardzo potrzebuję wsparcia. Pozdrawiam Was.

p.s. powiedzcie mi o co chodzi z tym blogiem spam?

13 Ostatnio edytowany przez faramuszka (2013-08-10 19:14:43)

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!
małakobietka88 napisał/a:

Łatwo powiedzieć. Ale sztuka jego manipulacji osiągnęła chyba poziom advance. Ostatnio miałam dobry czas ale teraz znowu widzę winę w sobie.

Mam podobne stany. Kiedy tylko wyrzuce z siebie jakąś prawdziwą emocję albo powiem mu co czuję, to za chwilę załuję, że to powiedziałam a czasem nawet przepraszam, że być może powiedzialam coś za ostro. Mimo iż tak nie myślę, to poczucie winy wkrada się w moj umysl i sprawia, że zaczynam się czuć jak ta ZŁA, ta co wszystko psuje....

14 Ostatnio edytowany przez zrozrpaczona (2013-08-10 21:38:30)

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Witaj. Bardzo Ci współczuje ale dobrze wiem co przeżywasz, może nie do końca mam takie same problemy ja Ty, ale ja również tkwię po uszy w toksycznym małżeństwie i nie wiem jak z tego wybrnąć a wiem że dłużej tak żyć nie dam rady!!!
A więc tak, zaczną od tego, że mam 27 lat, mój mąż jest w tym samym wieku. Małżeństwem jesteśmy od 2 lat, jednak znamy się od 6 lat.
Mój mąż zabrania mi wszystkiego:
- nie moge iść do pracy, on jest rolnikiem i zmusza mnie żebym też była i pracowała w polu z jego rodzicami, którzy nie doceniaja tego co robie i ciągle wyzywają od nierobów!!! a ja tyle im pomagam, pracuje z polu po 12 godzin dziennienie, w deszczu i w słońcu, kopie dziury na ogrodzenie, naciągam siatkę, przybijam skoble, chodzę z haką, sypie nawóz który noszę w wielkiej misce która waży chyba ze 20 kg!!kiedy ja sama waże tylko 50kg. (ale ja nie chcem tego robić, nie po to studiowałam, żeby ryć w ziemii ;-(ja się po prostu do tego nie nadaję
- nie moge spotykać się z koleżankami,(mam tylko 2 ze względu na to, że mieszkamy blisko jego rodziców, ja nie znam tu nikogo, ja pochodze z innego miasta)czasami pozwala mi iść na godzinkę do koleżanki , raz na kilka miesięcy,ale to tylko pod warunkiem że nie ma jej męża w domu. niestety jak wracam po tej godzinie to musze się spowiadać z każdego zdania mojego i mojej koleżanki, o czym gadałyśmy, czy piłam kawe, herbate czy może nie daj boże wino! najlepiej jakbym wzieła dyktafon i wszystko nagrywała, strasznie mnie to męczy,
- nie mogę farbować włosów, chodzić do fryzjera ich ściąć, bo przecież jego mamusia może mi podciąć włosy.
- nie mogę jeździć sama do domu, do babci, cioci, sióstr i braci, bo mąż mówi że dobra żona nie wychodzi nigdzie bez męża, moge tylko jeździć z nim, tyle, że ja czasami chciałabym porozmawiać z rodziną sam na sam, czy z siostrą poplotkować o babskich sprawach i niekoniecznie chcem żeby on stał i słuchał
- ale on tego nie rozumie bo on nie utrzymuje zadnych kontaktów ze swoja rodziną, jedynymi osobami z którymi się spotyka są jego rodzice.
- mąż przeglada mi telefon, jak tylko dostanę sms to juz jest przy mnie i czyta,
- tak samo jest z siedzeniem na komputerze, jak tylko nie ma mnie w pobliżu to przeglada historię przeglądania stron internetowych,
- jak dzwoni do mnie telefon to chce żebym brała na głośnik bo uwaza że jesli jest moim mężem to ma prawo słyszeć co ktos mówi,
a jeśli tego nie robie to muszę wszystko ze szczegółami opowiadać jak na spowiedzi,
- jesli jesteśmy u mojej rodziny i mąż chce iść spać to ja też muszę iść, nie mogę zostać z rodziną i porozmawiać sam na sam,
- ja mam juz dosyć siedzenia z nim 24/h ,jak nie w domu to razem w polu z jego rodzicami, przeciez człowiek potrzebuje troche odpoczynku od tej drugiej osoby.

Nie napisałam jeszcze, że jestem w 11 tygodniu ciąży, myślałam, że jak już jestem w ciąży to coś się zmieni, ale wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej. Doszły jeszcze wyzwiska i różne epiety. Dodam, że nigdy go nie zdradziłam i nigdy nie dałam mu nawet powodu do zazdrości, on po prostu taki jest i wydaje mi się, że jest to wyniesione z domu rodzinnego, w którym rodzice nie ruszają się jedno bez drugiego na krok, nie utrzymują kontaktu z rodziną i znajomymi, bo każda kobieta to ku.....a a każdy facet to cham. Jednym słowem żyją sobie w tym swoim małym świecie, ale ja taka nie jestem, mam braci i siostry i zawsze miałam z nimi dobry kontakt, jednak on nie rozumie, że nie można drugiemu człowiekowi zabraniać kontaktu z rodziną.
Poza tym wydaje mi się, że każdy normalny człowiek, wiedząc, że żona jest sama w mieście, gdzie nikogo nie zna, powinien sam zaproponować żebym pojechała do rodziny a nie siedziała w pustym mieszkaniu sama jak palec.

Wegług mnie nie mam jakiś wygórowanych wymagań, przecież pójście do pracy, pojechanie do domu czy spotkanie się z koleżanką to nie przestępstwo!
Poza tym juz przed ślubem było źle, ale jak to zwykle bywa, obiecał że się zmieni, a ja głupia mu uwierzyłam,ale nic z tego nie wyszło, jest coraz gorzej. W domu nic mi nie pomaga, jedyne co robi to odkurza i zmywa naczynia po śniadaniu, bo w tego jest ich najmniej.
Ja mu robię śniadanie, obiad i kolację , bo on uważa, że żona powinna robić posiłki! Ja już mam tego dosyć, dużo razy mówiłam żeby śniadanie i kolację każdy robił sobie sam, ale do niego nic nie dociera, tylko są przez to kłutnie. Nie mówię już żeby obiady robił, bo ja bardzo lubię gotować ale nie zaszkodziło by jakby raz na jakiś czas chociaż coś prostego ugotował.

ostatnio napisałam mu, że chcem pojechać do siostry do Gdańska, ona też jest w ciąży i siedzi w domu na chorobowym, i co usłyszałam? " że jeśli pojadę to on mi dziecko odbierze bo się na matkę nie nadaję, bo nie moge w domu usiedzieć! poza tym jadę tam pobzykac się z innymi bo wiem, że drugi raz nie zaskoczę! przecież to jakiś obłęd, jemu wszystko sprowadza się do jednego! Najbardziej martwi mnie to, że jeśli on już teraz takie rzeczy wygaduje, jak jeszcze dziecko się nie urodziło, to co będzie jak się urodzi? zamknie mnie w domu i zabroni gdziekolwiek samej z dzieckiem wyjść bo inaczej mi dziecko odbierze? to jest chore!juz kiedys mi powiedział, że jesli będziemy mieli dziecko to on nie pozwoli żebym sama pojechała z dzieckiem do rodziny, myślałam że żartuje, ale teraz jak juz jestem w ciąży widzę, że on mówił całkiem serio ;-(

czasami sama się sobie dziwie jaka ja głupia byłam, że nie wierzyłam ludziom dookoła( znajomym ze studiów, rodzinie), że my do siebie nie pasujemy, jesteśmy z dwóch innych światów, on chyba nie wie że mamy XXI wiek!!!, ja jeszcze na studiach byłam bardzo kontaktowa, lubiłam rozmawiać z ludźmi, wychodzić na kawę czy do kina, spotkac się czasami z bratem na piwo.Teraz nic z tych rzeczy nie robię.
Ale juz wtedy mogłam zauważyć, że on stara się mnie kontrolować, spódnicy nie ubieraj, butów na obcasie nie noś, paznokci nie maluj, z bratem sie nie spotykaj bo jak to wygląda! boże dlaczego ja wierzyłam że to się zmieni? Cały czas wierzyłam że z biegiem czasu coś się zmieni, ale już nie mam nadziei, nic się nie zmieni, a jeśli nawet to na gorsze, w sumie nie powinnam się dziwić jeśli on wyniósł z domu taki model życia i rodziny, ale ja mam zupełnie inną wizję życia....

boli mnie też to że on ciągle obraża moją rodzinę, przecież nikt nie lubi słuchać jak druga osoba obraża naszych bliskich.ciągle obraża moją siostrę, ciocię, która jest dla mnie bardzo ważna, jest dla mnie jak matka(wychowałam się bez matki) i zawsze mogę na nią liczyć. i ilekroć za każdym razem mówię mu żeby przestał ich obrażać nic to nie daje, tylko powoduje większą kłótnię że staje w ich obronie.
poza tym ciągle się wywyższa, że powinnam być mu wdzięczna że wziął dziewczynę z takiej rodziny (czyli z takiej która nie ma dużego domu z ogrodem jak jego rodzice tylko mieszkała w kamienicy i taką której rodzice się rozwiedli). ale czy to normalne oceniać ludzi pod kątem kasy na koncie?

Proszę niech ktoś przeczyta moją historię i obiektywnie oceni, czy naprawdę ze mna jest coś nie tak? czy to mój mąż zachowuje się "nienormalnie"?

15

Odp: Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Witam. NIe wiem czy mój związek mozna nazważ toksycznym ale w ostatnim czasie coraz częściej zaczynam go tak widzieć.. Z dnia na dzien jestem pewniejsza tego, że jestem typem "kobiety kochajacej za bardzo ". Ale od początku.
Mam 21 lat , mój chłopak niecałe 25. Jesteśmy ze soba od 1,5 roku z dwu miesięczną przerwą. Przed rozpoczęciem związku znaliśmy się około roku. On zawsze miał " coś do mnie " ale ja byłam w związku a poza tym uważałam go za babiarza i faceta, który nigdy nie umiałby się związać na stałe. Pomimo tego , że mam 21 lat zawsze byłam "długodystansowcem" . Moj pierwsze powazny zwiazek trwał 2 lata ale to był rawdziwie toksyczny związek. Zaczał się kiedy miałam 16 lat i skończyl w 18. Zaraz po nim miałam związek , który trwał 1,5 roku . Był to związek na odległośc i nie przetrwał ale chyba on jedyny dawął mi czyste szczescie. Kiedy roztsałam sie z poprzednim chlopakiem zainteresowanie mojego obecnego wzrosło . jestem dziewczyna , która chyba nie umie być sama i kiedy zaczęłam sie spotyka z moim obecnym poimo tego ,ze nie pasowalo mi wiele cech bo tak jak wczesniej mówiłam nie pasował mi jego ztyl bycia to zaczełam dostrzegac tez w nim inne zalety. Moj obecny chlopak jest bardzo przystojny ale to najmniejsza jego zaleta, jest bardzo zaradny , pracowity rodzinny i odpowiedzialny ( w takim sensie ,ze potrafi dopilnowac waznych spraw). Na poczatku traktowałam go jak lek na byłego ,stwierdzilam ,ze troche sie z nim pospotykam zeby zalczeyc stara milosc i potem dam sobie spokoj. Ale poszlo inaczej, zacelam naprawde sie w nim zakochiwac.
Pierwsze miesiace były naprawde cudowne. Mieszkam sama wiec całe noce i wlasciwie dnie spedzalismy razem, nigdzie sie bez siebie nie ruszalismy . To ja  bardziej byłam ta osoba , która mowila" nie przesadzajmy , przeciez musimy miec troche luzu" a on chcial zebym caly czas byla z nim . W miare mijania czasu zaczynaly pojawiac sie problemy i sprzeczki. Oboje mamy ciezkie charaktery ja jestem impulsywna i nerwowa on znowu chcialby zeby wszystko bylo tak jak sobie zaplanuje i jak chce. Ciezko nam bylo dogadac sie w wielu sprawach ale caly czas jakos sie godzilismy. Na poczatku tego roku było juz naprawde ciezko. Moj chlopak wyjechal na 3 miesiace do skzoly i przyejezdzal w weekendy. Kiedy był u mnie potrafilismy zrobic awanture o "zle postawiony kubek" czy niedogotowane ziemniaki. Problemy byly naprawde male ale my je rozwijalismy do wielkosci gigantow. Pod koniec stycznia nadeszla sadna niedziela, powieział mi ,ze trzeba to skonczy bo mimo,ze mnie kocha to nie moze zniesc tsakiego zwiazku  z ciaglymi klotniami, ze mecyz go to i wie ,ze mnie tez to rani. na pocztku przekonywalam go ,ze to nic ,ze ludzie si ekloca zawsze ale ze sie kochamy i wszystko da si eprzejc razem . Nic to nie dalo . POjechal na ostatnie dwa tygodnie do szkoly. Mialam nadzieje ,ze to przemysli ale po powrocie tylko utwierdzilam sie w jego decysji. Przezylam to strasznie. Spadlo to na mnie  jak grom z jasnego nieba nie potrafilam sobie z tym poradzic. SJa z pozoru jestem silna i pewna siebie dziewczyna, zawsze mialam powodzenie i zdaje sobi esprawe z wlasnej atrakcyjnosci jednak w glebi duszy jestem jak male bezbronne dziecko . Moi rodzice nigdy nie mieli normlanego malzenstwa, ciagle awantury w domyu. Wychowywana byłam troche przez siostre troche przez babcie poniewaz moja mama byla granica prawie cale moje zycie. Przez nienormlana rodzine mam oslabiona samoocene.
Po paru tygodniach jakos uporałam się z bołem. Zaczelam spotykac sie z nowym chlopakiem ( tak jak zwykle to robilam). byl naprawde fantastyczny, do rany przyłóż. Jednak przez cały czas czułam ,ze to nie to . Porownywalam go do mojego chlopaka. Po okolo 2 miesiacach dostałam telefon od swojego byłego. Byłam bardzo zszokowana . Zaczał mi mówic, ze to była jego najgorsza decyzja w zyciu ,ze wie ,ze mnie kocha i ejstesmy dl asiebis tworzeni. Że zrobił to zebym byla szczesliwa ale nie umie beze mnie zyc i juz umira z tesknoty. na pcozatku bylam twarda nie dawalam sie ale chlodzil za mna nie dawal mi spokoju za wszelka cene staral sie mnie odzyskac. ja go wciaz kochalam nie ukrywam tego  wiec uleglam. Wrocilismy do siebie . I znow pierwszy okres byl wspanialy caly czas sie staral . Ale teraz po 3 miesiacach jest znow to samo , znow zaczely sie gadki ,ze te klotni nas niszcza , ze on ma tego dosc. Tyle tylko ,ze to on czesniej wywlouje te klotnie. Mial do mnie pretensje ,ze nie pozwalam mu sie spotykac z kolegami wiecprzestalam si eo to kompletnie czepiac. Staram sie zeby caly czas byl zadowolony , kiedy idziemy do jego towarzystwa staram sie byc zabawna i mil anie przynosic mu wstydu. Caly czas zatanawiam sie co ugotowac zeby mu smakowalo a zdarza sie ,ze on to oleje i kiedy do mnie juz przyjedzie to nawet tego nie zje bo jadl "na miescie". czasem zaplanuje nam wiecor zeby zrobic cos milego to w ostatniej chwilli dowiaduje sie ,ze nie przyjedzie bo idzi ena piwo. Staram sie o to nie klocic, tlumacze sobie ,ze moze potrzebuje luzu moze musi odpoczac. Kiedys sam wspominal mi o slubie, kiedy do siebie wrocilismy caly czas cos planowal a teraz mam wrazenie jakbym byla kloda u jego nogi . Kiedy gdzies wyjdzi esam i ja sie tam zjawie to mowi ,ze sie czuje osaczony. Ja nie jestem typem dziewczyny " sied zprzy mnie i si enie ruszaj". sama lubie spedzac czas ze znajomymi i jak gdzies razem wychodzimy to nie mam problemu z tym ,ze on gdzies znika na godzine bo chce pogadac z kolega ale nie moge zniesc tego ,ze ja za kazdym razem jakbym musiala go probsic o jakas czastke jego uczuc.. Ostatnio mi powiedzial ,ze moze to z nim  jest cos nie tak moze musi byc sam . Ja si ego pytam jak to jest mozliwe ,ze trzy miesiace temu mowil mi takie rzeczy a dzisiaj znow jest to samo ..
Ten zwiazek meczy mnie psychicznie, zyje z dnia na dzienw jednej wielkiej nieswiadomce czy jemu sie za dwa dni nie odmieni i czy mnie nie zostawi. Dodatkowo wcale mu nie ufam. Po rozstaniu wchodzilam na jego konto na fb i widzialam jak pisal z dziewczynami czy mzoe przyjechac polozyc sie  znia w lozku itp. Twierdzi ,ze nigdi enie pojechal ale sam fakt mnie boli i nie potrafi eo tym zapomniec..
Dodatkowo wszystko mu we mnie pasuje. A to dlaczego si etak ubralama to dlaczego w niedzle ewidze sie z koelzanka a nie pojade do swojej mamy . Dlaczego ja nie moge posiedziec w domu wtedy kiedy on gdzies wychodzi tylko zawsze musze wyjsc , dlaczego nie wyrzucone sa smieci  i dlaczego jak on idzie to ja si enie przesune tylko stoje i zagradzam mu droge... tak jest czaly czas ciagle pretensje ciagle poprawianie .. jest dobrze tylko wtedy kiedy ja sie nie odzywam i przemilcze niektore rzeczy ale dusze to sobie i wiem ,ze ktoregos dnia wybuchne .. mam juz dosc dogadzania mu i starania sie zeby wszystko bylo dobrze bo jedna osoba nie da rady .. A jego jedyne wytlumeczenie kiedy ja mowie o jakims zmienianiu sie zeby bylo dobrze to" taki jestem i taki bede ". Nie wiem juz co robic.. wiem,ze jak teraz sie rostaniemy to nie bedzie powrotu a boje sie ze juz nigdy nikogo tak nie pokocham ..

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Toksyczny związek z facetem, nie mam już siły a nie umiem odejśc!

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021