Witajcie, na wstepie przepraszam za brak polskich liter ale pisze z telefonu i jest mi tak po prostu latwiej.
Od jakiegos czasu czuje sie samotna w swoim malzenstwie. Jesteśmy po ślubie prawie 3 lata. Mamy jedna corke (21mcy) i syna w drodze 30tc. Wszytkie problemy zaczely sie wraz z przyjsciem na swiat naszej corki, a scislej mowiac z moim przymusowym przejsciem na bezplatny urlop wychowawczy. Zaczelo brakowac pieniedzy wiec postanowilam dorabiac udzielajac korepetycji (praca w szkole jezykowej). Juz myslalam ze bedzie ok ale w miedzy czasie maz stracil prace (styczen). Mam wrazenie ze na mnie spadlo wszystko. Utrzymanie rodziny, zalatwianie pieniedzy z opieki spolecznej, latanie dziur w domowym budzecie. Maz nie robi nic by znalezc prace. Dorabia na czarno. Cale dnie go nie ma w domu bo "pracuje", przynosi marne grosze a co najgorsze nie widzi potrzeby zmiany sytuacji. Wszystkie moje prosby i rozmowy ma w powazaniu. Kiedy juz jest w domu zasypia i nic go nie interesuje. Jestem w zaawansowanej ciazy, pracuje, zajmuje sie domem 24godziny na dobe i z tym wszystkim jestem sama. Nie pomaga w domu. Dopiero jak juz poprosze go o cos kilka razy to, to wykona. Do jego jedynych obowiazkow na dzien dzisiejszy nalezy wynoszenie smieci i rozwieszanie prania w suszarni.
Nie wiem co dalej mam zrobic. Zastanawiam sie nad separacja. Moze to go obudzi? A moze za duzo wymagam?