Witam.
Nie cały rok temu wyszłam za mąż. Mąż miesiąc przed ślubem rzucił pracę, bo mu się nie podobała. Wierzyłam, że szybko znajdzie nową bo uważam go za inteligentnego mężczyznę, który bardzo szybko uczy się nowych rzeczy. Na początku szukał pracy, chodził na rozmowy a potem jakby zaprzestał. Wolał jeździć na wycieczki w góry, siedzieć przed komputerem albo chodzić do parku robić zdjęcia wiewiórkom, podczas gdy ja pracowałam na rachunki. Podczas kłótni za każdym razem mi wypominał, że on nic nie musi, nie mam mu stawiać żadnych oczekiwań, a ja muszę go utrzymywać, bo korzystam z jego wody, prądu, lodówki, pralki itp. Nie długo po ślubie zaczęły się regularne kłótnie, które nabierały w sile za każdym razem. Doszło do tego, że mnie wyzywał, wyrzucał z domu, rzucał obrączką i groził rozwodem. Wytrzymałam 10 miesięcy nie dawno wyprowadziłam się do wynajętego mieszkania, zastanawiam się czy to nim wstrząśnie, a może tego chciał i ma wolną rękę.
Podobne tematy
Może to co napisze w tym momencie będzie nie miłe ale Twój mąż jest idiotą. Najlepiej będzie jak od niego po prostu odejdziesz na stałe.
Myślisz, że nie ma dla niego nadziei?
Uważam,że nie ma nadziei i nie warto się łudzić. Nikogo na siłę nie zmienisz, to nie możliwe. Twój mąż nie ma ambicji i nie będzie och miał. zastanów się lepiej co by się wydżyło jakbyś ty straciła pracę. Czekałaby was głodówka bo on nie ma zamiaru pracować? ty zwóciłaś mu uwagę a on groził Tobie rozwodem ? nic nie jest wart ktoś kto nie jest dla Ciebie wsparciiem
Dzięki za wyrażenie swojej opinii.
Tak uważam. Wierzę,że go kochasz. Gdybyś go nie kochała, dybyś nie miała dylematu to nie pisałabyś o tym na forum. Fakt jednak jest taki że trafiłaś na nie odpowiedniego faceta.
Jak to dziś cyganka mi wywróżyła choć ją o to nie prosiłam: "nie masz szczęścia w miłości"
No - jest idiotą.
A do tego nierobem.
Witam.
Nie cały rok temu wyszłam za mąż. Mąż miesiąc przed ślubem rzucił pracę, bo mu się nie podobała. Wierzyłam, że szybko znajdzie nową bo uważam go za inteligentnego mężczyznę, który bardzo szybko uczy się nowych rzeczy. Na początku szukał pracy, chodził na rozmowy a potem jakby zaprzestał. Wolał jeździć na wycieczki w góry, siedzieć przed komputerem albo chodzić do parku robić zdjęcia wiewiórkom, podczas gdy ja pracowałam na rachunki. Podczas kłótni za każdym razem mi wypominał, że on nic nie musi, nie mam mu stawiać żadnych oczekiwań, a ja muszę go utrzymywać, bo korzystam z jego wody, prądu, lodówki, pralki itp. Nie długo po ślubie zaczęły się regularne kłótnie, które nabierały w sile za każdym razem. Doszło do tego, że mnie wyzywał, wyrzucał z domu, rzucał obrączką i groził rozwodem. Wytrzymałam 10 miesięcy nie dawno wyprowadziłam się do wynajętego mieszkania, zastanawiam się czy to nim wstrząśnie, a może tego chciał i ma wolną rękę.
Qrde jakbym o sobie czytał poniekąd w odwrotnym układzie
Czy ten inteligent inaczej, to nie jest czasami mamisynek? ![]()
Sorry, że tak pytam krytycznie i bez ogródek, ale na faceta - kretyna o potłuczonym schemacie wychowania mi jegomość wygląda.
Przerobiłem schemat odwrócony, gdzie żona była po ślubie na uwiązanym z wygodnictwa garnuszku u mamusi; uważała, że praca sama do niej przyjdzie a facet jest od tego, by utrzymać rodzinę i wsio "uposażyć" adekwatnie do tego co piszesz. Stereotypy stereotypami, ale takie "ambicjonalne" podejście do życia u ludzi mnie dobija.
Mamy niejako wiele wspólnego stażowo i doświadczeniowo, ale z własnej autopsji obawiam się, że go to nie ruszy, po odcięciu od "źródła dochodu i utrzymania"
Sorki ale w tym związku to TYLKO Ty Nosisz spodnie! On co najwyżej zapina w bokserkach po drzewostanie za wiewiórami w parku... z kamerą wśród zwierząt.
Witam.
Nie cały rok temu wyszłam za mąż. Mąż miesiąc przed ślubem rzucił pracę, bo mu się nie podobała. Wierzyłam, że szybko znajdzie nową bo uważam go za inteligentnego mężczyznę, który bardzo szybko uczy się nowych rzeczy. Na początku szukał pracy, chodził na rozmowy a potem jakby zaprzestał. Wolał jeździć na wycieczki w góry, siedzieć przed komputerem albo chodzić do parku robić zdjęcia wiewiórkom, podczas gdy ja pracowałam na rachunki. Podczas kłótni za każdym razem mi wypominał, że on nic nie musi, nie mam mu stawiać żadnych oczekiwań, a ja muszę go utrzymywać, bo korzystam z jego wody, prądu, lodówki, pralki itp. Nie długo po ślubie zaczęły się regularne kłótnie, które nabierały w sile za każdym razem. Doszło do tego, że mnie wyzywał, wyrzucał z domu, rzucał obrączką i groził rozwodem. Wytrzymałam 10 miesięcy nie dawno wyprowadziłam się do wynajętego mieszkania, zastanawiam się czy to nim wstrząśnie, a może tego chciał i ma wolną rękę.
Jeśli bardzo go kochasz:
Załóż o separację i uważnie mu się przyglądaj. Jeśli zmieni swoje postępowanie możesz ostrożnie próbować wrócić, jeśli zacznie latać za babami albo zostanie jak było to czas się rozwieść. Pamiętaj że taki facet nigdy się nie zmieni co nie znaczy że nie można go wytresować ale musisz być konsekwentna i gotowa go zostawić w każdym momencie.
Jeśli jesteś młoda pilnuj żeby to sprawdzanie się nie ciągnęło dłużej niż rok, nie ma sensu marnować za dużo czasu.
Jeśli go kochasz ale nie jakoś na śmierć i życie:
Rozwód i szukanie lepszego modelu.
ja muszę go utrzymywać, bo korzystam z jego wody, prądu, lodówki, pralki itp.
JEGO?!
Za wodę i prąd Ty płacisz, lodówkę Ty napełniasz. Za taki tekst to powiesiłabym na tej lodówce kłódkę i niech sobie koleś... wiewiórkę usmaży.
Mój mąż jest mamisynkiem, a do tego o tym, że nie ma pracy nie poinformował ojca. Myślę, że dlatego tego nie zrobił, bo ojciec najwięcej pieniędzy mu dawał o czym ja się przez przypadek dowiadywałam.
Nie zamierzam wrócić do stanu sprzed wyprowadzki.
Wolał jeździć na wycieczki w góry, siedzieć przed komputerem albo chodzić do parku robić zdjęcia wiewiórkom
Jakiś humanista-romantyk... niereformowalny i raczej nic im nie wstrząśnie.
Mój mąż jest mamisynkiem, a do tego o tym, że nie ma pracy nie poinformował ojca. Myślę, że dlatego tego nie zrobił, bo ojciec najwięcej pieniędzy mu dawał o czym ja się przez przypadek dowiadywałam.
Nie zamierzam wrócić do stanu sprzed wyprowadzki.
No tego się spodziewałem...
Rodzice łożą na synka, żona rzuci "kieszonkowe" i bujam się parkowymi alejami za rudą.
http://www.netkobiety.pl/t14436.html
http://www.netkobiety.pl/t51369.html życzę mimo wszystko miłej lektury.
Rozwód na horyzoncie, dr. Burn ma niestety rację...
Jak to dziś cyganka mi wywróżyła choć ją o to nie prosiłam: "nie masz szczęścia w miłości"
Nie ma czegoś takiego jak "szczęście w miłości". Patrzy się co się bierze pod dach.
Dr. Burn ja patrzyłam się kogo biorę pod dach albo raczej z kim zamieszkam pod tym dachem bo mieszkanie jest męża. Niestety przed ślubem mąż mnie nie wyzywał, zawsze mi zaręczał, że to również moje mieszkanie będzie i wówczas pracował.
Kochana zawsze jest nadzieja, ale bardzo dobrze zrobiłaś. Nie pozwól sobie, tak nie można. Może to nim wstrząśnie, sama nie rób pierwszego kroku, poczekaj. Jak się odezwie to powiedz, że tego chciał, wyrzucał, więc się wyprowadziłaś. Jak powie, że chce, żebyś wróciła to powiedz, ze ma szukać pracy, bo teraz kolej na to, żeby on spełnił Twoje oczekiwania. Bo co gdy Ty rzucisz pracę, bo tak? Poza tym co to za facet, nieudacznik.
jakbym oglądał kiepskich;) te Halinka, toć żem był dziś w pośredniaku ;P
Ja mam też takie odczucie, rzuć go nierób, maminsynek pół biedy bardziej jednak razi mnie ta bezczelność.
Ciekawe czy przynajmniej zajmuje się domem.
Czy ty też musisz o wszystko dbać.
Witam.
Nie cały rok temu wyszłam za mąż. Mąż miesiąc przed ślubem rzucił pracę, bo mu się nie podobała. Wierzyłam, że szybko znajdzie nową bo uważam go za inteligentnego mężczyznę, który bardzo szybko uczy się nowych rzeczy. Na początku szukał pracy, chodził na rozmowy a potem jakby zaprzestał. Wolał jeździć na wycieczki w góry, siedzieć przed komputerem albo chodzić do parku robić zdjęcia wiewiórkom, podczas gdy ja pracowałam na rachunki. Podczas kłótni za każdym razem mi wypominał, że on nic nie musi, nie mam mu stawiać żadnych oczekiwań, a ja muszę go utrzymywać, bo korzystam z jego wody, prądu, lodówki, pralki itp. Nie długo po ślubie zaczęły się regularne kłótnie, które nabierały w sile za każdym razem. Doszło do tego, że mnie wyzywał, wyrzucał z domu, rzucał obrączką i groził rozwodem. Wytrzymałam 10 miesięcy nie dawno wyprowadziłam się do wynajętego mieszkania, zastanawiam się czy to nim wstrząśnie, a może tego chciał i ma wolną rękę.
Świetny początek małżeństwa i bardzo dojrzały mężczyzna.
Zawsze się zastanawiałem czy taki związek dotrwał do ślubu bo ktoś się tak dobrze ukrywa, czy dlatego że ktoś ma klapki na oczach.
Chcesz nim wstrząsnąć czyli chcesz do niego wrócić, maminsynek to ciężka sprawa, w oczach jego mamusi zawsze będziesz tą złą baba, która odebrała jej kochanego synka i jeszcze się nad biedakiem znęca, nie płaci jego rachunków nie gotuje mu obiadków i nie podziwia zdjęć jego wiewiórek.
Jeśli potrzebujesz mężczyzny nie chłopca, jeśli nie masz skrajnie rozbudowanego instynktu macierzyńskiego, jeśli nie chcesz się mężem dzielić z teściowa to uciekaj jak najdalej, zamiast próbować wstrząsnąć.
Jeszcze jedno pytanie teść to pantofel? Jeśli nie to jemu możesz oznajmić, ze wychuchany przez mamusie synek zrezygnował z pracy i od jakiegoś czasu siedzi w domu i drapie się po jajach. To może być najlepszy wstrząs jaki możesz mu zafundować, oprócz pozwu rozwodowego oczywiście.
w oczach jego mamusi zawsze będziesz tą złą baba, która odebrała jej kochanego synka i jeszcze się nad biedakiem znęca, nie płaci jego rachunków nie gotuje mu obiadków i nie podziwia zdjęć jego wiewiórek.
![]()
Czy chce wrócić do niego? Do takiego męża nigdy w życiu, jakbym chciała takiego męża to bym się nie wyprowadzała. Wyprowadzając się miałam na uwadze przede wszystkim swoje dobro. Potrzebowałam spokoju, którego mi często podczas naszego wspólnego mieszkania brakowało. Nie ukrywam, że miałam nadzieję, że to nim wstrząśnie. Sama pierwszego kroku nie zrobię poczekam. Co do teścia jak najbardziej jest pantoflarzem. Podejrzewam, że teściowa myślała, że ja jestem potulna i pozwolę się manipulować i tu się BARDZO pomyliła.
Jak mieszkałam z mężem domem czasami się zajmował ale bardzo sporadycznie. A obiad? Zapomnij a raczej rzadko najczęściej mówił, że czekał na mnie żebyśmy razem zrobili. Czasami miało to sens, bo lubiliśmy razem gotować albo piec, ale jak wracałam po 10 h no naprawdę oczekiwałam na obiad.
Czytam sobie i czytam i tak się zastanawiam czy moja była nie czytała takich tematów wcześniej.
Wypowiem się jako ten Piotruś Pan, nierób i leń, bo możliwe że zostałem zakwalifikowany przez nią właśnie do tej grupy.
Też do niedawna nie miałem pracy mimo że mam prawie 27 lat. Moja historia jest nieco skomplikowana, jak ktoś chce doczytać to jest taki temat, proszę bardzo.
Tak w skrócie to było tak: od razu po technikum studia => choroba => leczenie => zasiedzenie w domu => wyleczenie => poznanie byłej, powrót na studia.
Teraz najważniejsze, uważam że wsadzacie wszystkich którzy nie pracują w określonym wieku do jednego wora podpisanego nieroby, nie wnikając co doprowadziło do takiej sytuacji.
Moja była miała podobnie. Po mojej chorobie (nowotwór) chciałem skończyć studia dziennie, bo został mi jeden semestr a zaocznie musiałbym wrócić na IV sem.
Niestety, słyszałem od bliskiej mi osoby, to co wiele z Was wypisuje. Że nie ma oparcia, że mam tyle lat, że nie mam pracy, że powinienem zapierd@#$ć po studiach w nocy w mcdonaldzie. Cały czas powtarzałem, że będę pracował od lipca, że kiedy się obronię. A ona cały czas truła że mam wysyłać setki CV (w kwietniu), że nie dostanę pracy od razu. Pytałem co tam sobie mam napisać? Że skończyłem technikum i co, 7 lat siedziałem w domu?
Doszło do tego że zacząłem czuć się jako ktoś gorszy, szczerze, jeszcze trochę i dostałbym depresji. Unikałem wychodzenia do wspólnych znajomych, bo o zgrozo, nie mam pracy a mam tyle lat.
Wreszcie mnie zostawiła w sposób który bym nigdy nie przewidział, i to na dzień przed najważniejszym egzaminem. Nie zaliczyłem go, i chyba już nie zaliczę, strasznie się na nim zbłaźniłem, prowadzący mnie ma za nic, skreślił mnie już, a ja wtedy po prostu nie umiałem myśleć o niczym innym jak o niej.
No i co? Muszę teraz i tak skończyć studia zaocznie, a robotę znalazłem bez problemu i pracuję od 1 lipca, w wyuczonym zawodzie (niestety tylko technikum) i nie widzę już innej możliwości, by nie pracować.
Piszę to po to żeby co niektórzy się zastanowili, może Ci ludzie mają jakieś problemy które chcą najpierw rozwiązać, a gnębienie ich brakiem pracy nic nie osiągniecie tylko jeszcze bardziej ich do wszystkiego zniechęcicie. Tak że już w ogóle stracą jakąkolwiek ochotę do życia.
Może Twoja historia jest inna Rabi. Nie wszyscy co niepracuja sa temu winni. Mój mąż rzucił sam prace bo kolezanki opowiadały o joge oczu i czul sie jak trybik w maszynie a on nie lubi jak ktos mu cos kaze. To co wszyscy pozostali dobrze sie czuja w swojej pracy? Ja wtedy mialam miec tylko pół etatu i on o tym wiedział a mimo wszystko rzucił ją. Ciekawy, gdybyśmy mieli tylko pieniadze z pol etatu wystarczylo by tylko na rachunki. Czy on sie z tym żle czuł? Nie wiem jednakze mysle, ze bylo mu wygodnie tak zyc. Rodzice dawali mu kase albo kupowali aparat fotograficzny za 2000 zl bo synus mial taka potrzebę. Ja zapieprzalam na 1,5 etatu zebysmy coś mieli. Sorry nikt nie oczekwial ze to on bedzie zarabial a ja wydawala na byle co. Ja tez bym chciala sobie jeździć na wycieczki co tydzien i sie niczym nie przejmowac. I jeszcze powie mi bezczelnie w twarz, ze mam go utrzymywac!
A on na pewno odszedł z tej roboty, czy go wywalili i dorobił sobie ideologie?
Sam ją rzucił.
jesli zrobil jakies dobre zdjecia tym wiewiorka, sprobujcie je gdzies sprzedac, moze pojawia sie na widokowkach badz kalendarzach,kto wie czy to nie jakis ukryty talent.
Uznam to jako żart. Niech te zdjecia pokaze mamusi.
Uznam to jako żart. Niech te zdjecia pokaze mamusi.
Brrrrawo mała! Na tle tych wszystkich rozmazgajonych niedojrzałych siks zdobywasz złoto. Akcja - reakcja.
Dr Burn, nie wiem ile masz lat, ale na Twoją wypowiedź też zadziałam reakcją. Nie wiesz ile mam lat, więc nie nazywaj mnie "mała" to takie trochę protekcjonalne. Co do akcji i reakcji - jestem nauczycielem fizyki:-)
Mój szanowny małżonek, nadal korzysta z uroków bezrobocia. Wyjechał w góry na urlop:-) Wersja pewnie dla tatusia.
Mój szanowny małżonek, nadal korzysta z uroków bezrobocia. Wyjechał w góry na urlop:-) Wersja pewnie dla tatusia.
A ty jeszcze nie poszłaś do prawnika?
na co Ci taki maz? tylko klopoty i wydatki! Teraz bedzie Ci latwiej odejsc, niz po 20 latach - wiem co mowie.
Chcialas meza a nie dodatkowe dziecko do obslugi. O ciebe tez ktos powinien zadbac.
Tylko nie wdaj sie w romans - bo wyladujesz na poziomie swojego meza.
Mam nadzieje ze nie poczulas sie "pouczona" ale zdrada to rownia pochyla (cos dla Pani od Fizyki)
Po pierwsze, nie jestem osobą, która będąc w związku wdaje się w romans. Zanim się wyprowadziłam to powiedziałam mężowi, że jeżeli mnie zdradzi to jest ..... Kiedyś mi powiedział, że musimy się pogodzić całkowicie bo któreś z nas odejdzie i sobie kogoś znajdzie. W trakcie fotografowania wiewiórek obserwował "uśmiechnięte dziewczyny" podobno taką teraz chce. Będzie się "uśmiechała" dopóki będzie spełniać to co on chce.
Po drugie. U prawnika byłam ale tylko w sprawie pozwu o "rozdzielność majątkową". To mąż trzy miesiące po ślubie zaczął mi grozić rozwodem i rzucać obrączką (robił to za każdym razem jak się kłóciliśmy) więc jeśli ma "jaja" niech złoży ten pozew. Ja zaczekam jeszcze.
Po drugie. U prawnika byłam ale tylko w sprawie pozwu o "rozdzielność majątkową". To mąż trzy miesiące po ślubie zaczął mi grozić rozwodem i rzucać obrączką (robił to za każdym razem jak się kłóciliśmy) więc jeśli ma "jaja" niech złoży ten pozew. Ja zaczekam jeszcze.
Twój mąż nigdy w życiu nie złoży pozwu a kiedy ty go złożysz będzie walczył jak lew do momentu kiedy nie zorientuje się że rozwód jest nieunikniony, wtedy będzie na przemian zapłakaną fujarą i ostatnią świnią.
Zgadzam sie z Panem Doktorem. Nie zlozy! Ja mowilam tak samo ze niech on sklada skoro on zdradza. I wiem, ze tak naprawde szukalam sobie wymowki. I dalej jestem zona ale juz wiem, ze nie odchodze bo nie umiem!
40 2013-07-18 16:49:56 Ostatnio edytowany przez mariarenata (2013-07-18 16:50:50)
A co mu to da, że nie złoży? Przecież on mnie "nie kocha" a nawet "nie lubi". On nic z tego nie będzie miał.
A co mu to da, że nie złoży? Przecież on mnie "nie kocha" a nawet "nie lubi". On nic z tego nie będzie miał.
Opiekunkę, nie jest ważne że będziesz go olewała, sam fakt że będziesz fizycznie gdzieś w jego życiu wystarczy mu żeby mieć psychiczny komfort.
Opiekunkę? Opiekunkę to on ma w postaci mamusi do której jeździ ssać cyca i go głaszcze po główce. On uważa, że skoro jestem katoliczką to zostanę z nim na całe życie. Jeżeli czegoś nie przemyśli i podejmie odpowiednich kroków to spotka go kolejny zawód.
Opiekunkę? Opiekunkę to on ma w postaci mamusi do której jeździ ssać cyca i go głaszcze po główce. On uważa, że skoro jestem katoliczką to zostanę z nim na całe życie. Jeżeli czegoś nie przemyśli i podejmie odpowiednich kroków to spotka go kolejny zawód.
To albo działasz albo piszesz bloga.
Spokojnie doktorku. Ja się na razie nigdzie nie śpieszę. Teraz mam ochotę popisać sobie i zebrać opinie, na działanie przyjdzie czas. Świat się jeszcze nie kończy. Teraz mam na głowie ciekawsze zajęcia. Przecież jak nie chcesz nie musisz wchodzić na mojego "bloga"
jest w tym sporo racji co pisze Pan Doktor - nie czekaj za dlugo, bo bedzie trudniej. A tak to jest, ze to "zle" nie ma dna. Kiedy myslisz, ze gorzej nie moze juz byc okazuje sie, ze moze! To sie nigdy samo nie konczy.
Ale ja nie mowie, ze bede czekac niewiadomo do kiedy. Ale tez nie bede robic cos na "juz" teraz chce sie zajac soba i swoimi potrzebami. Na walke z mezem musze zebrac sily.
Byłam wczoraj u sąsiadki. Dowiedziałam się, ze mąż zmienił zamek w drzwiach i w skrzynce na listy. Tak jak mówiłam pojechał w góry a mnie obwinia, że on nie miał pracy a ja mu nie pomagałam.
Witam ponownie.
Ponad półtora miesiąca nie pojawiałam się na forum. W tym czasie obchodziłam 30-ste urodziny (mąż nie złożył mi życzeń pod żadna postacią), miałam egzamin, mieliśmy również rocznicę ślubu ale w tym wypadku nie było co świętować. Ogólnie od 2 miesięcy się nie odzywa, natomiast z różnych źródeł wiem, że nadal jeździ sobie na wycieczki zatem nadal nie ma pracy czyli wspaniali moi teściowie utrzymują "synalka". We wrześniu mamy rozprawę o rozdzielność majątkową. Mąż musiał się zdziwić, bo według niego "nie potrafię rozmawiać z prawnikiem"
Dobra, to teraz zróbmy krótką charakterystykę Twojego małżeństwa:
1. Rok po ślubie i rocznica z "wielką pompą" po cichu.
2. Mąż mamisynek i oczko w głowie ojca (?)
3. Żadnej pracy się nie boi - ktoś to już w filmach mawiał, tyle że kobieta
- i ochoczo pracuje nad... spustem migawki aparatu przy rozbrajającym "aplauzie" panienek w parku.
4. Z przepracowania - kilometrażu w parku - jest na równi z pracującą za dwoje żoną, a że kobieta umie zrobić coś z niczego, tak i jego ma utrzymać i wyżywić... Bo on umie się wyżywić... rzucając mięsem na lewo a obrączką na prawo
5. Równouprawnienie po małżeńsku - on "naturysta" fotograf, ona katoliczka; nierozerwalne więzi... tylko patrzeć jak się film w aparacie urwie, jak mu świstak w przebraniu wiewióry liścia zasadzi.
Mariarenata jedziemy na podobnym wózku i sam różne przepowiednie końca związku słyszałem. Od skierowania na badania psychiatryczne po złożenie pozwu, bo ma mnie "dość" - w 8 miesięcy od rozstania - a tak na prawdę, to miała kochanka na boku ![]()
Co więcej temat pozwu i jego złożenia słyszałem już 3 razy, nawet jako "prezent noworoczny" z realizacją w trybie pilnym, bo wiadomo - "siła wyższa" alkowy łóżkowej.
Mówisz, że czeka Cię rozprawa rozdzielności majątkowej, super sprawa; na prawdę i w ramach poparcia tutaj Dr. Burna
Twój mąż nigdy w życiu nie złoży pozwu a kiedy ty go złożysz będzie walczył jak lew do momentu kiedy nie zorientuje się że rozwód jest nieunikniony, wtedy będzie na przemian zapłakaną fujarą i ostatnią świnią.
dam sobie wirtualnie ręce i nogi uciąć, że tak będzie, bo "Ty taka piii byłaś i utrzymywać go nie chciałaś", więc zagrabi sobie jak najwięcej praw... do Twojego wkładu w związek.
Z rozwodem będziesz miała podobnie, bo np. ja sam już wiedząc jakie "zarzuty" ma na mnie moja luba przy ostatnim podejściu - by rozwód był za porozumieniem, a Ty mężuś nie podskakuj. bo będzie wpierdziel - dosłownie nie wiedziałem, czy mam się z tego śmiać do rozpuku, czy płakać z nadmiaru jej głupoty.
Groziła mi w taki sposób, że sama się podłożyła jako uzasadnianie dla mnie jej odchyłek psychicznych od normy, których Twojemu lubemu też nie brakuje.
Teraz pozostaje mi to odpowiednio oprawić w słowa i paragrafy, poradzić się prawnika i walnąć pozwem na stół w sądzie.
Gdyby nie potłuczone przepisy w kurii i wielokrotność czasowo - finansowa takiego rozwodu, to też bym tego dokonał. Jednak wolę wypad na "Hawaje" po rozwodzie, jak kilkumiesięczną i kosztowną taką sesję w kurii.
Zwlekając z pozwem i ew. znajdując sobie samej nowy model partnera, dajesz im się na tacy, by Cię rozwodowo usadzić i zasądzić Twoją winę. On tego nie zrobi, bo jest jak pączek w maśle mając Ciebie i "wtórnik" w osobie matki, a pozorne Twoje domysły o Twojej bezkarności i wolności wyboru obrócą przeciwko Tobie i zdepczą jak robaka.
Poczytaj sobie blogu "moje dwie głowy" tak dla lepszego animuszu w tej materii.
Witam ponownie.
Proszę Was o wyrażenie swojej opini, na temat meila, który dostałam dzisiaj, dla nie wtajemniczonych proponuje przeczytać krótki opis mojej historii. Treść meila:
"A czy nie moglibyśmy przez wzgląd na to, że kiedyś się znaliśmy i nie traktowaliśmy siebie z negatywnymi uczuciami, ale przeciwnie z sympatią i życzliwością - zastanowić się nad tym, żeby się pogodzić? Nie jak małżonkowie ale jak zwyczajni ludzie. Czy nie moglibyśmy podać sobie kiedyś ręki i powiedzieć trudno, zdarzyło się jak się zdarzyło, ale możemy traktować siebie jak traktują się ludzie, którzy kiedyś byli sobie bliscy ? Jesteśmy jacy jesteśmy. Wiecznie żyć nie będziemy. Lepiej mieć jakąś pokrewną duszę na świecie niż mieć kogoś, kogo się bardzo nie lubi. Ja tak uważam. Na tym by mi zależało. Nie odpowiadaj zbyt szybko."
Podobno matka jest chora i się nią opiekuje. Do tego momentu nie raczył się odezwać, żeby pogadać. Na rozprawie o rozdzielność zachowywał się jakby nas nigdy nic nie łączyło i jeszcze raczył ogłosić wszem i wobec, że będzie składał pozew o rozwód.