Oj oby ten fajny okres potrwał jak najdłużej.... czytając któreś z postów tego tematu, jakbym widział swoją sytuację. Chodzisz, prosisz, błagasz, żądasz, grozisz, czekasz, wymuszasz i wszystkie inne wymyśle formy nacisku i uzyskania aktywności partnera w tej dziedzinie palą na panewce. Człowiek nie rozumie jak tak można, próbuje rozmawiać i wciąż słyszy, że jest kochany, że bardzo się partnerowi podoba, że lubi się z nim kochać.... że wszystko jest oki i rewelacja tylko ten zafajdany seks jakoś tak po macoszemu jest traktowany i nie wiadomo dlaczego. Jak słysze że raz w tygodniu to aż mnie zmroziło..... nie wyobrażam sobie, by nie było co drugi dzień i to tak tylko dlatego, że zrezygnowałem z tego by nie męczyć partnerki, która najlepiej kochała by się raz na tydzień lub może raz na dwa... Niestety moje wyobrażenia i chęci to nie realia, szczególnie mojej partnerki.
Potem tylko człowiek się zastanawia - że chyba czasami byłoby lepiej zaaplikować sobie odrobinę bromu, by nie myśleć o seksie, nie musieć wciąż wbijać się w szpilki i seksi bieliznę by patrzeć jak mąż jest zajęty oglądaniem telewizji i wszystkimi innymi czynnościami, które tak skutecznie dają możliwość niekochania się ze z partnerką. I wtedy okazuje się, że mają z tym wszystkim problem Ci, których natura obdarzyła większym temperamentem. To my musimy kombinować co zrobić, by nasze życie seksualne było bardziej atrakcyjne, nie miało miejsca raz na tydzień i to tylko dlatego, że wyszło z naszej inicjatywy. Ci drudzy mają to w głębokim poważaniu. Oni nie mają z tym żadnego problemu, lecz to my jesteśmy w tym wszystkim problematyczni, bo wymuszamy na nich coś czego tak faktycznie potrzebują rzadziej od nas.
Niestety przerabiam ten temat już od początku mojego związku od dobrych 10 lat. Wciąż kończy się to dyskusjami, które ja zaczynam. Wciąż mówię o tym samym słysząc pytanie - o co Ci tak ogólnie chodzi??? Znów o to samo?????? - wiecznie wszystko wraca do tego samego punktu co z przed dyskusji. To potrafi człowieka zmęczyć i to okrutnie.
Potem wchodzi się na forum jak to tutaj, czyta zwierzenia innych, dla których seks jest istotną ( nie najważniejszą na świecie!!!!!!!!!!) sprawą i okazuje się, że jednak można się nic bawić bez ograniczeń bez bez składania wielkich ofiar i wyrzeczeń. Wtedy człowiek zdaje sobie sprawę ile tak faktycznie traci na to, by cieszyć się czymś co jest tak normalne w wielu związkach... Końcówka w większości jest taka sama. Dochodzimy do wniosku, że musimy dawać więcej od siebie by przekonać partnera, że warto się wysilić dla dobra drugiej strony i pokazać że można.... druga strona z tego korzysta, a my tylko tymczasowo....:(:(
Myślę Szeptem mam nadzieję, że u Ciebie będzie inaczej....
tego Ci życzę.....