Witam!
Sprowadza mnie tu kilka spraw.
Od początku: mam 21 lat i życie damsko-męskie na poziomie ameby. Nie mówię tu tylko o seksie, związku; także głupi pocałunek jeszcze przede mną. Studiuję w pewnej ponad stutysięcznej mieścinie, lecz nie mieszkam tam; dojeżdżam z dziury zabitej dechami ponad 20km codziennie.
Nie wiem jak to się stało, ale wszyscy moi koledzy rozwijali się jakoś "normalnie", w przeciwieństwie do mnie. Nie mają problemów z dziewczynami, związkami, seksem etc. Ja sam jakoś zostałem w tyle, nawet nie wiem czemu... Co prawda byłem dość nieśmiały i skryty, ale widzę dużą poprawę względem tego, co było choćby rok temu. Może jest to spowodowane tym, że w młodości nie umiałem się postawić, często byłem obiektem niby niewinnych żartów - mogło to spaczyć w jakimś stopniu psychikę. Tak samo jak związek moich rodziców - częste kłótnie, wojenki matki z teściową, zaczęło się to w ważnym dla młodych okresie dojrzewania; wydaje mi się, że gdyby nie dzieci, to rozeszli by się.
Otóż nie mam pojęcia, co zrobić by dogonić ten "peleton". Wszyscy (no może nie wszyscy, ale zdecydowanie ponad 90%) ma już za sobą jakieś związki, miłostki - ja sam nie mam o tym wszystkim bladego pojęcia. Nie wiem jak zacząć relację z dziewczyną, gdyż nie miałem ich nigdy przez swoje spaczenia rodzinne i charakteru. Jak odczytywać sygnały, jak doprowadzić do pocałunku, jak pokonać lęk przed odrzuceniem czy zaangażowaniem itp. Obawiam się także tego, co sobie któraś pomyśli na temat mojego niedoświadczenia - moja paczka ze studiów nie wie raczej nic na temat moich prywatnych spraw, nie lubię się chwalić; mają mnie raczej za normalnego kolesia. Nie chcę skończyć jako stary, zgorzkniały singiel ![]()
Co do moich wad i zalet: W sumie uważają mnie za inteligentnego człowieka, dobrze radzę sobie na studiach, jestem lubiany wśród kolegów i koleżanek na studiach. Generalnie większość mi ufa, w tym wiele kobiet (nie wiem czy nie czują się przy mnie zbyt swobodnie). Wady - no cóż, nie mnie oceniać - na pewno czasami za dużo gadam, i zdarzało się wypaplać jakąś sprawę osobie trzeciej.
Moje kompleksy i lęki: co do wyglądu, to ideałem nie jestem. Jednak nie rozpaczam z tego powodu, raczej ironicznie nabijam się ze swojej niefotogeniczności. Zresztą sam nie szukam ideału, wystarczy, że mi się spodoba - nie musi mieć aparycji fotomodelki, skoro sam nie odpłacę się tym samym. Mam 174 cm wzrostu (mało), niecałe 70 kg, szczupłą, raczej nieumięśnioną posturę, duży łeb, lekkie zakola, krzywe, okrągłe plecy. Mam także typowe lęki niedoświadczonego - czy się sprawdzę w roli partnera i kochanka, czy mnie żadna nie wyśmieje z powodu niedoświadczenie, czy sam nie zacznę wypominać jej przyszłości (oby nie xD).
W sumie nie wiem, po co to napisałem. Chyba chciałem wyrzucić to z siebie, tak po prostu...