Witajcie. Przeraża mnie ile tu nas jest. Za dużo. Jak w temacie... dno. Zostawił mnie dla swojej byłej. Ma swoje życie, mnie miło wspomina i tyle. Jest zrealizowanym facetem, teraz. Chciałabym się z nim pożreć, nawyzywać, pokłócić,żeby krzyczał,przepraszał,chciał wrócić.. ale nie. Odszedł z klasą do byłej kobiety, od tak, w ogóle tego nie przeżywał, teraz to już nawet nie pamięta ( pół roku temu), ostatnio z nim pisałam, napisał,że nie jest szczęśliwy, jeszcze poznam faceta,którego pokocham bardziej od niego i,który też mnie pokocha, nie żałuje,uważa,że podjął słuszną decyzję. Bez emocji, od tak, spoko luz. Nie wiem za co,powinnam kopnąć go w tyłek,jak tu parę z Was pisze... chciałabym,ale mimo to kocham go i uważam,że jest wspaniały.. tęsknię,płaczę,życie płynie... mam zajęcia,ale pustka po nim jest nie do zastąpienia niczym ani nikim. Może jest już lepiej, wzięłam się w garść.. ale to jest takie machinalne. Chciałabym z nim dzielić swoje życie, wcześniej twierdził,że mnie kocha,mieliśmy plany. Dowiedziałam się,że zamierzają wziąć ślub. No a mi życzy szczęścia
Wspaniały jest.. taaa... ot tak z łóżka do łóżka. I tak mijają mi dni... praca,dom,znajomi,kino/teatr/koncert... a mimo to kocham go i właśnie jego mi brakuje do szczęścia. Bez niego - pusto.
A on sobie żyje pełnią życia, zrozumiał jak bardzo kocha swoją poprzednią dziewczynę, jest im cudownie,jak w bajce. Wspaniale.