Hej!Z góry nie wiem czy dany temat pasuje do tego działu,więc przepraszam. Jestem strasznie ciekawa waszej opinii. Co sądzicie o zachowaniu dziewictwa do ślubu? Fakt,jestem katoliczką ale nie o to tutaj chodzi,lecz bardziej o moje zasady. Chciałabym się oddać tylko temu jedynemu,żeby on był moim pierwszym i ostatnim. ;p W dzisiejszych czasach,niestety jest tak,że dziewic trzeba szukać ze świecą. Już 14 straciły dziewictwo! (co to za czas!). I tutaj jest bardziej pytanie do mężczyzn - czy bylibyście na tyle cierpliwy aby nauczyć swoją kobietę po ślubie,życie intymnego? Czy w ogóle zadowalał by Was fakt,że wasza kobieta chce się oddać tylko wam? Kiedyś poruszyłam taki temat z przyjaciółką i oznajmiła mi,że nie dam rady i się szybciej złamie niż się tego spodziewam. Ja jestem pewna swoich sił. Oczywiście każdy ma potrzeby,więc oglądając filmiki porno,czy się masturbując uspakajam swoje żądze. Czekam na Wasze opinie i rady! ; >
Podobne tematy
2 2013-05-04 04:10:39 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-05-04 10:22:48)
Zarajestrowalem sie zeby Ci napisac co ja o tym sadze:D SZacunek za to ze masz swoje zasady trudno dzis spotkac dziewczyne ktora mysli takimi kategoriami jak Ty,czyli posiada kregoslup moralny.Sadze ze raczej jak juz znajdziesz tego jedynego to nie bedziesz miala zadnego problemu z tym waszym zyciem intymnym po slubie ani przed slubem.Tylko jest jeden problem te dzisiejsze czasasy sa wulgaryzm,wiekszosc ludzi nie ma kregoslupu moralnego wiec wulgaryzm wszedzie i z kim popadnie a potem szukaja sobie prawiczkow i dziewic,wiec uwazam ze bedzie Ci troche trudno znalezc chlopaka ktory nie bedzie chcial sie z Tb kochac przed slubem.W sumie pewnie wielu bedzie chcialo Cie zaliczyc bo kto by nie chcial zaliczyc dziewicy,wiec beda uciekac sie do pewnych sztuczek dzieki ktorym beda chcieli zbudowac jakies tam zaufanie i wykorzystac CIe gdy Twoja czujnosc zostanie uspiona cos w tym stylu jestem pewien ze wiesz o co chodzi:P Ja wulgaryzm zamiast uczyc sie do egzaminow to ja przegladam fora dla kobiet
No ale znam tez kilku chlopakow,ktorzy tez maja zamiar kochac sie dopiero po slubie
wiec powodzenia zycze Ci zebys znalazla tego swojego jedynego
i nie przejmuj sie reszta swiata ![]()
W sumie pewnie wielu bedzie chcialo Cie zaliczyc bo kto by nie chcial zaliczyc dziewicy
No to masz mnie pierwszego, bo ja bym nie chciał dziewicy za swoją partnerkę.
Ideał piękny, acz durny, który niesie więcej problemów niż ustawa przewiduje. Po pierwsze jest tak dlatego, że zawsze będą cię męczyć wątpliwości i pytania. Czy on faktycznie był prawiczkiem? A jak to by było z innym (zwłaszcza jeśli seks będzie wyjątkowo mierny, albo przeciwnie - jak będzie bardzo udany)? Czy ślub nie jest podyktowany chęcią seksu? Czy nie jestem już "starą dziewicą" ? A jak twój wybranek będzie miał już jakieś doświadczenia to dojdą kolejne wątpliwości. Czy jestem tak dobra jak inne? Czy on on robił tak również z innymi kobietami? No i często pojawiający się problem zazdrości wstecznej...
4 2013-05-04 11:40:12 Ostatnio edytowany przez Szpak Marceli (2013-05-04 13:47:04)
Super, ożenić się z dziewicą a potem przekonać się że zupełnie nie pasujemy do siebie pod względem seksu.
Miku, życzę Ci, byś dochowując dziewictwa do dnia ślubu, nie była pogardliwą dla innych. Byś, będąc wierna swym zasadom, nie dzieliła ludzi na tych z "kręgosłupem moralnym" i bez niego.
W dzisiejszych czasach nie jest łatwo do chowac dziewictwa do slubu .Straciłem dziewictwo z dziewczyna która bardzo kochałem mimo że mineło pare lat od tamtej chwili to pierwszy stosunek był dla mnie czymś wyjatkowym i pamietam go nadal i mimo czasu nie umiem zapomniec o dziewczynie z która sie kochałem .Prawda jest taka że każdy facet w róznym stopniu chce jak najszybcie rozpoczac życie seksualne z kobieta .Wiekszość kobiet uważa że jeśli facet nalega z seksem to chodzi mu tylko oto żeby zaliczyć i nic wiecej . Mężczyźni pod czas seksu czuja sie bardziej kochani przez druga osoba i sa bardziej do wartościowani wiedza że danej osobie zalezy na nim by najmniej ja tak mam .Seks nie jest dla mnie forma przyjemności ale poczuciem wartość i dażeniem ogromnym uczucie danej osoby . Po prostu w zwiasku jak cos nie gra sa problemy jedna z stron kuci sie z druga itp to seks dal nich jest jak "aspiryna na ból głowy " i moge powiedziec szczeże że bardzo pomaga na rozwiazywanie konfliktów
. A co do twojego watku mam nadzieje że wytrzymasz z dziewictwem ![]()
Cóż,facet nie koniecznie musi być prawiczkiem,wręcz wolałabym,żeby był bardziej doświadczony. I to nie o to chodzi,ze małżeństwo polegało by w tedy tylko na sexie. Sex po prostu to inna forma okazania miłości dla drugiej osoby. A jeżeli chodzi o to,że będą używać jakiś różnych sztuczek,zeby pójść do łóżka to - mam swój rozum, i umiem powiedzieć nie. A co do wątpliwości - po co myśleć z kim i jak to robił? Mnie interesuje teraźniejszość, jak i kiedy ze mną robi. ;p
Miku ale powiedz mi proszę jedną rzecz - dlaczego tak Ci zależy, by nie iść do łóżka ( nawet z tym "jedynym" ukochanym ) przed ślubem? Pytam całkowicie serio.
Co to za bzdurne utożsamianie "kręgosłupa moralnego" z trzymaniem dziewictwa do ślubu kościelnego? To znaczy, że ja, jeśli nie chcę W OGÓLE ślubu kościelnego, oraz kocham się z partnerką, z którą jestem niemal 5 lat, jestem pozbawiony moralności? Ciekawe. A mój związek trwa dłużej niż niejeden ślub konkordatowy
Co ja tam wiem... Nie zdradzam, jestem uczciwy, lojalny, wierny, daję oparcie, poczucie bezpieczeństwa, okazuję uczucia na co dzień dbając o partnerkę, uczyliśmy się razem seksu, od zera, stosujemy antykoncepcję, wniosek z tego, jestem pozbawionym moralności zwyrodnialcem
Dla mnie ważne jest, by kobieta będąc ze mną, oddawała się tylko mnie, a nie czekała do ślubu, a później "hulaj dusza, piekła nie ma". Przeszłość - co mnie do tego? Jeśli tylko nie była przesadnie bujna, bez ryzykownych zachowań, w pełni zdrowa. A uczyć się życia intymnego? Sądzę, że każdego partnera trzeba się nauczyć, choćby i 10 miało się wcześniej. Cierpliwości znajdą się nieograniczone pokłady, jeśli tylko druga strona nie ma przesadnych zahamowań, dziwnych wzorców ( penisa do ust biorą tylko prostytutki! ), jest otwarta i chętna na to, by się uczyć, czerpać z tego przyjemność i radość.
Miku ale powiedz mi proszę jedną rzecz - dlaczego tak Ci zależy, by nie iść do łóżka ( nawet z tym "jedynym" ukochanym ) przed ślubem? Pytam całkowicie serio.
Po pierwsze - stanąć "czysta" przed ołtarzem ;p
po drugie - jeżeli kocha to poczeka, tak? Więc po ślubie na pewno bym mu się odwdzięczyła za to czekanie.
po trzecie - po prostu po ślubie,będę całkowicie pewna,że to on i jestem z nim w stanie wszystko znieść. ^^
Miku, okej.
Pierwszy argument o czystości przed ślubem jestem w stanie zrozumieć bo to jak sądzę nieodzownie łączy z Twoją religią i wiarą.
Drugi - niby tak ale z drugiej strony mówiąc kolokwialnie - jeśli się jest przed ślubem całkowicie czystym i niedoświadczonym ( nawet z tym "wybranym" i/lub jedynym partnerem ) to niejako kupuje się kota w worku. Niezależnie od płci. A co jeśli po ślubie nie będzie się wam układać w łóżku? A to tylko jeden z takich problemów.
Trzeci - zaraz, chcesz powiedzieć, że ślub jest gwarancją udanego życia małżeńskiego? Dobrze by było gdyby tak było jednak mam nieodparte wrażenie, że akurat "skuteczność" zżycia par niezbyt zależy od tego czy mają ślub czy nie.
12 2013-05-04 14:26:27 Ostatnio edytowany przez masajka (2013-05-04 14:30:57)
Co znaczy:,,jestem z nim w stanie znieść wszystko''??????
Czy uważasz, że seks jest czymś strasznym? Boisz się? Stąd Twój opór?
Dlaczego po ślubie będziesz pewna, że to ten jedyny?! Moim zdaniem przed ślubem trzeba być pewnym. Ślub nie jest zapewnieniem, że wszystko będzie cudownie, to tak nie działa. Albo jest cudownie, albo nie i tu akurat ślub nie ma nic do rzeczy.
Metyl napisał/a:Miku ale powiedz mi proszę jedną rzecz - dlaczego tak Ci zależy, by nie iść do łóżka ( nawet z tym "jedynym" ukochanym ) przed ślubem? Pytam całkowicie serio.
Po pierwsze - stanąć "czysta" przed ołtarzem ;p
po drugie - jeżeli kocha to poczeka, tak? Więc po ślubie na pewno bym mu się odwdzięczyła za to czekanie.
po trzecie - po prostu po ślubie,będę całkowicie pewna,że to on i jestem z nim w stanie wszystko znieść. ^^
Ad 1 - Skoro to wynika z wyznawanej przez ciebie religii to w porządku. Nie mam co do tego wątpliwości, bo takie są twoje przekonania i tyle.
Ad 2 i 3 - Nie utożsamiaj miłości z rezygnacją z własnych pragnień. Miłość i związek nie polega na znoszeniu siebie na wzajem i cierpliwym czekaniu na lepsze jutro. Nie utożsamiaj pojedynczego czynu - niezależnie od tego jak wielkiego znaczenia dla ciebie by nie był - z gwarancją i pewnością szczęścia. Szczęście buduje się powoli, zwykłą codziennością. Bycie z kimś w związku to wzajemne motywowanie się do samorealizacji, do spełniania marzeń i pragnień. To zdolność do wzajemnych kompromisów, a nie całkowitego poświęcania się dla drugiej osoby.
Poza tym, skoro jesteś dziewicą bez doświadczenia, to skąd wiesz, że "na pewno byś się odwdzięczyła za czekanie" ? Tego prawdę mówiąc kompletnie nie rozumiem. A jeśli luby będzie lubił seks analny, a ty nie? A jeśli ty będziesz lubiła oralnie, a on nie? Mam dziwne (i może mylne) wrażenie, że twoja pewność siebie wynika z dziwnego pojęcia dziewictwa pod tytułem "tylko do buzi albo w pupke, bo Siostra Przełożona sprawdza 'czystość' ".
14 2013-05-04 15:01:19 Ostatnio edytowany przez Natashaa21 (2013-05-04 15:02:09)
Ja też zamierzam czekac z dziewictwem jak najdłużej;) Może nie do ślubu,ale do momentu gdy na mojej drodze stanie ,ten odpowiedni miężczyzna .
Narazie tak się nie stało,więc musze poczekac aż to się zmieni ,poza tym mam 21 lat dopiero wiec,nie spieszy mi się.
Byłam już w kilku zwiazkach,i mimo że był pociąg,chemia i ochota z mojej strony, to się wstrzymywałam, nie chce kierowac się w zyciu tylko fizycznością.
Ktoś tu napisał ,a co jeśli nasze pragnienia będą inne ,i będzie oczekiwał ode mnie ,tego co ja nie akceptuje.. cóż, albo się z tym pogodź , albo odejdzie ..choc jeżeli facet by się ulotnił z mojego zycia , z powodu orala,to ta jego miłosc do mnie raczej była gówno warta. ;>
I dla mnie to jest śmieszne.
Ktoś tu napisał ,a co jeśli nasze pragnienia będą inne ,i będzie oczekiwał ode mnie ,tego co ja nie akceptuje.. cóż, albo się z tym pogodź , albo odejdzie ..choc jeżeli facet by się ulotnił z mojego zycia , z powodu orala,to ta jego miłosc do mnie raczej była gówno warta. ;>
I dla mnie to jest śmieszne.
Dlaczego problemy seksualne w związku (a seks jest jednym z fundamentów każdego związku) są dla ciebie śmieszne? Dla mnie taki teks świadczy o braku dojrzałości, a nie o jakichś tam zasadach moralnych...
16 2013-05-04 15:05:48 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-05-04 15:07:37)
A ja mam takie pytanie: skoro masz swoje zasady i jest Ci z nimi dobrze, to dlaczego pytasz innych, co o tym myślą? Może jednak nie jesteś zdecydowana tak do końca? (To tylko moje subiektywne odczucie)
Osobiście uważam, że fakt bycia pierwszym (nawet po ślubie) nie oznacza z automatu bycie ostatnim, bo różnie w życiu bywa. Mam więc nadzieję, że wzięłaś to pod uwagę.
17 2013-05-04 15:08:06 Ostatnio edytowany przez Natashaa21 (2013-05-04 15:12:22)
Nie rozumiem twojego pytania szczerze mówiąc. Brak sexsu oralnego ,jest dla Ciebie problemem w związku? Z tego co wiem, nie w każdej relacji trzeba to praktykowac, nie wyczytałam nigdzie że to jakiś obowiązek,bo inaczej związek się rozpadnie.
Jeżeli w związku ludziom układa się dobrze ,kochają się.. to raczej brak orala czy analu, nie sprawi że wszystko się rozpadnie, i ludziom nagle przestaje na sobie zależec?
18 2013-05-04 15:15:58 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-05-04 15:36:10)
Natasho, owszem ani seks oralny, ani żaden inny nie jest obowiązkiem, tak samo jego brak NIE MUSI skutkować rozpadem związku. Jednak tak być MOŻE, tego też nie wykluczysz. Czasami brak "czegoś" w związku powoduje frustracje, która z kolei napędza kolejne zdarzenia... czasem zdrady, a w skutkach, czasem i rozstania... Wszystko trzeba brać pod uwagę, nie można wiecznie żyć przekonaniem, że "czystość, biała suknia i obrączka na palcu, jest gwarancją szczęścia i dozgonnej miłości". To niestety tak nie działa. Na dobrą sprawę "czystość" niczego nam nie gwarantuje, jedynie dobre samopoczucie, że żyło się zgodnie ze "swoimi zasadami", nic więcej. Oczywiście nie krytykuje osób, które stawiają sobie takie zasady w życiu. Każdy robi i żyje jak chce, jednak musi być świadomy wszelkich rzeczy, które mogą go spotkać w związku ze swoimi zasadami i zachowaniem.
19 2013-05-04 15:26:22 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2013-05-04 15:34:29)
Nie rozumiem twojego pytania szczerze mówiąc.
Z uwagi na twój brak doświadczenia, to mnie to nie dziwi.
Brak sexsu oralnego ,jest dla Ciebie problemem w związku? Z tego co wiem, nie w każdej relacji trzeba to praktykowac, nie wyczytałam nigdzie że to jakiś obowiązek,bo inaczej związek się rozpadnie.
Jeżeli w związku ludziom układa się dobrze ,kochają się.. to raczej brak orala czy analu, nie sprawi że wszystko się rozpadnie, i ludziom nagle przestaje na sobie zależec?
Jest tak jak pisała Margolinka. Różni ludzie, to różne konsekwencje takich, czy innych braków w pożyciu. Dla jednej osoby np seks analny to ciekawa opcja urozmaicenia seksu kilka razy w roku. Brak tego typu doznań nie wpłynie zatem negatywnie na związek. Jednak ktoś może bardzo to lubić i nie wyobraża sobie, aby raz na kilka współżyć seksu analnego nie było. Jakiś czas będzie dobrze....ale co potem? Rosnąca frustracja może zacząć rzutować na całe pożycie, a potem również i na inne płaszczyzny związku. I nie będzie to wynikać ze złej woli.
Oczywiście seks analny to tylko przykład, bo może tutaj chodzić o dowolną inną rzecz (seks oralny /zwłaszcza w aspekcie elementu gry wstępnej/, seksowną bieliznę, seks przy zapalonym/zgaszonym świetle, określoną pozycję itp). Niemniej jednak negujesz taką zależność. I to mnie dziwi prawdę mówiąc. Dziewictwo stawiasz na piedestał, a niemal całkowicie deprecjonujesz wartość seksu w związku. Tego kompletnie nie rozumiem.
Miku, czy byłaś kiedykolwiek w związku? Możesz powiedzieć że zależało Ci na kimś i kochałaś już kiedyś jakiegoś chłopaka (chodzi mi o uczucia)?
Pytam, bo mam wrażenie, że w tym wątku tylko teoretyzujesz i na tej podstawie budujesz tu swój wizerunek. Żebyś dobrze zrozumiała : nie widzę nic złego jeśli ktoś zamierza dotrzymać dziewictwa do ślubu, ale tylko jeśli jest to świadoma i niewymuszona decyzja obojga partnerów.
21 2013-05-04 15:48:37 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-05-04 16:53:13)
Dziewictwo stawiasz na piedestał, a niemal całkowicie deprecjonujesz wartość seksu w związku. Tego kompletnie nie rozumiem.
Tu jest sedno sprawy... seks w związku jest ważniejszy niż by się wydawało.
Często słyszy się, że "seks nie jest najważniejszy"... delikatnie mówiąc "guzik prawda".
Seks jest jak cement, a związek to mur z cegieł... bez udanego i satysfakcjonującego seksu (cementu) z czasem się rozleci...
Uczucia, uczuciami, ale życie to nie film i nie ma co go postrzegać przez pryzmat komedii romantycznych.
Na prawdę nie uważam "czystości do ślubu" za coś złego czy głupiego (jedynie za zbyt gloryfikowaną i przez to, czasami prowadzącą do poważnych problemów), jednak często osoby bez doświadczenia w sprawach seksu, nie zdają sobie nawet sprawy, jak ważny jest on w związku. Dlatego nie należy umniejszać roli seksu.
Ja też zamierzam czekac z dziewictwem jak najdłużej;) Może nie do ślubu,ale do momentu gdy na mojej drodze stanie ,ten odpowiedni miężczyzna .
Podpisuję się pod tym.
dobrze, dobre, też tak kiedyś chciałam (czasami), ale na dłuższą metę to nie ma sensu. Bo po pierwsze skąd wiadomo, ze ten jedyny to ten jedyny? teraz może być tym jedynym, a za miesiąc juz nie. Nigdy się nie ma pewności, jeżeli liczysz (ad. 3), że po ślubie to już masz zaklepanego faceta i tylko droga usłana różami Cię czeka to się bardzo mylisz. Ślub nie jest żadną gwarancją szczęśliwego związku.
Ja też chciałam mieć białą suknię, nadal chcę chociaż wiem, ze już na nią nie zasługuję, ale na litość boską nie bierze się ślubu dla białej kiecki.
Uwierz mi, jeżeli myślisz, ze pierwszy raz będzie super, ekstra cudowny to na prawdę są marne szanse na to, więcej w tym stresu i obaw i u niektórych bólu. No i w sumie najważniejsze, ludzie poza dopasowaniem psychicznym, emocjonalnym muszą być też dopasowani łóżkowo, żeby wszystko grało, dopasowanie łóżkowe nie oznacza tylko tych samych preferencji, ale serio zwykłego dopasowania, jak w klockach lego (albo innych). Ja z moim pierwszym chłopakiem w ogóle nie byłam dopasowana, w ogóle go nie czułam, w ogóle nie miałam z nim orgazmu (tylko łechtaczkowe, jak sama się bawiłam w trakcie). I co będzie jak trafisz na takiego faceta i po ślubie staniecie przed takim problemem? Jemu będzie zapewne dobrze, a co z Tobą? Chesz być męczennicą w związku? Wtedy ani Ty nie będziesz szczęśliwa, ani on jak bedziesz dawała mu odczuć swoją frustrację
Metyl napisał/a:Miku ale powiedz mi proszę jedną rzecz - dlaczego tak Ci zależy, by nie iść do łóżka ( nawet z tym "jedynym" ukochanym ) przed ślubem? Pytam całkowicie serio.
Po pierwsze - stanąć "czysta" przed ołtarzem ;p
po drugie - jeżeli kocha to poczeka, tak? Więc po ślubie na pewno bym mu się odwdzięczyła za to czekanie.
po trzecie - po prostu po ślubie,będę całkowicie pewna,że to on i jestem z nim w stanie wszystko znieść. ^^
Jaka czysta? Napisałaś, że się masturbujesz. A to jest to samo jak seks pozamałżeński. Ah ta hipokryzja ![]()
Bo chyba wartosc seksu w związku jest zbyt wysoka, rozumiem że jeżeli ja nie akceptuje seksu oralnego ..to czego mnie samotnosc i udręka? Nie znajdę nikogo każdy facet będzie mnie zostawiał? Bo chyba na to wygląda niestety.Skoro to jest taka ważna sprawa w życiu z drugim człowiekiem, to chyba nie nadaje się do związku.
No i kwestia tego że dla kogoś moja niechęc byłaby nie do przeskoczenia..to już wgl pękło by mi serce, gdyby facet którego kocham mi postawił ultimatum ,albo odszedł z takiego powodu. No ale to szczegół.
Bo chyba wartosc seksu w związku jest zbyt wysoka, rozumiem że jeżeli ja nie akceptuje seksu oralnego ..to czego mnie samotnosc i udręka? Nie znajdę nikogo każdy facet będzie mnie zostawiał? Bo chyba na to wygląda niestety.Skoro to jest taka ważna sprawa w życiu z drugim człowiekiem, to chyba nie nadaje się do związku.
Nie, nie, nie...absolutnie nie o to tutaj chodziło. Chodziło jedynie o to, że wierzenie w to, że "czystość" przedmałżeńska uchroni przed wszelkimi problemami i zagwarantuje wieczną miłość (bo liczy się jedynie miłość, a nie sam seks) jest troszkę "mało realne".
Ty nie musisz wszystkiego lubić i akceptować, ale właśnie dlatego ważne jest "dotarcie" się partnerów (moim zdaniem lepiej przed ślubem). Ważne, abyś i Ty i Twój chłopak czerpali pełną satysfakcje z seksu, a do tego potrzebne właśnie dopasowanie.
No i kwestia tego że dla kogoś moja niechęc byłaby nie do przeskoczenia..to już wgl pękło by mi serce, gdyby facet którego kocham mi postawił ultimatum ,albo odszedł z takiego powodu. No ale to szczegół.
Chyba dla większości dziewczyn, to nie jest nic miłego. Więc jeśli miało by się tak stać, to chyba dlatego, lepiej dowiedzieć się o tym przed ślubem, niż po... prawda?
Natashaa21 uczepiłaś się tego seksu oralnego jak rzep psiego ogona. To nie w tym rzecz zupełnie. Jak pisała to Margolinka ważne jest wzajemne poznanie potrzeb. Ty na dobrą sprawę gdybasz jedynie, bo nie masz doświadczenia. Gwarantuje ci, że wiele rzeczy się zmienia - w tym upodobania czy zahamowania. Wszystko zależy od ciebie, od czasu, od partnera. Po twoich słowach domyślam się, że nie lubisz seksu oralnego. Ale możesz spotkać na swojej drodze faceta, z którym zechcesz tego spróbować. I może to nawet polubisz. Nie będzie w tym nic dziwnego czy nadzwyczajnego. Często tak się dzieje. Jednakże.....on może nie będzie chciał cie pieścić w taki sposób mimo iż bardzo byś chciała. I będzie ci przykro z tego powodu. Bo to zawsze jest przykre jeśli nie dostajemy tego, czego pragniemy spróbować - zwłaszcza od osoby, dla której przełamaliśmy swoje własne ograniczenia.
I co dalej? Nierozwiązane problemy nawarstwiają się.....dlatego ważne jest dotarcie się - poznanie siebie, swoich potrzeb, swoich pragnień. Jeśli ludzie do siebie pasują, to brak ślubu nie stanowi problemu. Po prostu jest to swego rodzaju kropka nad "i" jeśli ma już miejsce. Natomiast w przypadku braku dopasowania, to ślub tego problemu nie rozwiąże. I tutaj dopiero zaczynają się schody....wszak to wielkie wydarzenie i wiążące się z wielkimi nadziejami....zawiedzionymi nadziejami. Bez ślubu i bez dzieci można się rozejść. To normalne i naturalne. Spróbowało się, nie wyszło. Trudno. Każdy może dalej podążać swoją drogą mając w sercu miłe wspomnienia. Ale jak tu mieć miłe wspomnienia z rozwalonej rodziny kiedy brnęło się w zaparte do samego końca z powodu obietnicy, gwarancji szczęścia, jakim miał być ślub?
Czekanie z seksem do ślubu jest głupotą. Abyś dobrze mnie zrozumiała. Nie chodzi mi o zasady związane z wyznawaną wiarą sensu stricte, ale o ślepą wiarę iż jeden gest rozwiązuje wszystkie potencjalne problemy w łóżku, jakie kiedykolwiek mogą się pojawić. I o nadzwyczajne wręcz przewartościowanie dziewictwa z jednoczesnym deprecjonowaniem wartości seksu na płaszczyźnie emocjonalnej dojrzałego związku.
Ja tez mialam idee oddania dziewictwa dla meza. Zawsze wiedzialam, ze moj pierwszy raz bedzie z przyszlym mezem. I tak tez bylo:-) Ja nie bylam pierwsza dziewczyna mojego meza, co mi nie przeszkadzalo - nawet lepiej ze sie wyszumial. Gorzej z facetami - zawsze musialam trafic na frajera, ktory chcial mnie bzyknac, a kiedy mowilam nie - dostawalam kosza. Z jednej strony cieszyla mnie taka naturalna eliminacja dupkow, ale z drugiej strony bylo mi przykro, ze jestem traktowana rzeczowo. Moj narzeczony (potem maz) czekal na mnie ponad rok, co mnie utwierdzilo w przekonaniu ze naprawde na mnie zasluguje i nie chodzi mu tylko o sex. Wedzialam ze traktuje mnie powaznie. Tak wiec, wszystkim dziewczynom polecam ta metode, o ile nie jest jeszcze za pozno :-)
Emma - ja w sumie jakby któryś z facetów, z którymi się spotykałam nie chciał seksu to chyba też bym dała kosza i to nie dlatego, że traktuję seks, albo kogoś przedmiotowo, tylko dlatego, że jest dla mnie bardzo ważnym elementem związku i po prostu sobie nie wyobrażam bliższej relacji z facetem jeżeli nie byłoby w niej seksu. Poza tym obawiałabym się trochę, że po prostu coś nie będzie grało fizycznie między nami. Bycie z kimś przez rok to jest kawał zaangażowania z obu stron i nie chciałabym żeby coś takiego jak fizyczne niedopasowanie wyszło na jaw po roku. Inna sprawa była taka, że ja nigdy nie wyobrażałam sobie żeby ten pierwszy był zarazem jedynym i ostatnim, ja miałam potrzebę ostrego wyszumienia się. Toteż szumiałam, teraz jestem w stałym związku i nie wyobrażam sobie żebym nie uprawiała seksu ze swoim facetem, bo to nie dość, że zbliża, to jeszcze jest z tego masa radości. Po prostu czekając z seksem byłabym totalnie nieszczęśliwa i sfrustrowana.
W ogóle nie rozumiem czekania na kogoś. Nigdy się nie ma gwarancji, że to będzie ten jedyny i że będzie się z nim szczęśliwą. Ślub nie jest gwarancją udanego związku, a dziewictwo jak dla mnie nie przedstawia żadnej wartości - nie czyni kobiety lepszą, dojrzalszą ani mądrzejszą. Dziewica to po prostu kobieta, która ma inicjację seksualną dopiero przed sobą i nie ma sensu tego jakoś szczególnie gloryfikować. Kto chce, niech czeka jeżeli go to uszczęśliwia, ale nie ma sensu twierdzić, że to jest ogólnie lepsze.
Emma - ja w sumie jakby któryś z facetów, z którymi się spotykałam nie chciał seksu to chyba też bym dała kosza i to nie dlatego, że traktuję seks, albo kogoś przedmiotowo, tylko dlatego, że jest dla mnie bardzo ważnym elementem związku i po prostu sobie nie wyobrażam bliższej relacji z facetem jeżeli nie byłoby w niej seksu. Poza tym obawiałabym się trochę, że po prostu coś nie będzie grało fizycznie między nami. Bycie z kimś przez rok to jest kawał zaangażowania z obu stron i nie chciałabym żeby coś takiego jak fizyczne niedopasowanie wyszło na jaw po roku. Inna sprawa była taka, że ja nigdy nie wyobrażałam sobie żeby ten pierwszy był zarazem jedynym i ostatnim, ja miałam potrzebę ostrego wyszumienia się. Toteż szumiałam, teraz jestem w stałym związku i nie wyobrażam sobie żebym nie uprawiała seksu ze swoim facetem, bo to nie dość, że zbliża, to jeszcze jest z tego masa radości. Po prostu czekając z seksem byłabym totalnie nieszczęśliwa i sfrustrowana.
W ogóle nie rozumiem czekania na kogoś. Nigdy się nie ma gwarancji, że to będzie ten jedyny i że będzie się z nim szczęśliwą. Ślub nie jest gwarancją udanego związku, a dziewictwo jak dla mnie nie przedstawia żadnej wartości - nie czyni kobiety lepszą, dojrzalszą ani mądrzejszą. Dziewica to po prostu kobieta, która ma inicjację seksualną dopiero przed sobą i nie ma sensu tego jakoś szczególnie gloryfikować. Kto chce, niech czeka jeżeli go to uszczęśliwia, ale nie ma sensu twierdzić, że to jest ogólnie lepsze.
Kurczę, dziewczyno, polecę trochę wazeliną, ale cholernie rzadko się zdarza, żebym czytała n-ty temat pod rząd i w poście jednej i tej samej osoby, i zgadzała się z każdym słowem. Nie odchodź z tego forum, bo bardzo brakuje tu takich osób jak Ty. ![]()
Żeby się nikt nie doczepił, że offtopuję - kompletnie nie rozumiem, dlaczego mówi się, że "kręgosłup moralny" mają ci, którzy "tylko z miłości i tylko z jednym/ą". Też mam kręgosłup moralny, tylko moja moralność nie implikuje robienia z seksu wielkiego misterium nieodłącznie związanego z miłością i to koniecznie taką po grób, szczególnie , że wielu osobom się wydaje, że to ten właściwy aż po grób, a potem zonk!. No i co wtedy?
W ogóle uważam gloryfikowanie czystości za raczej złe.
Od kobiet oczekuje się, że będą grzeczne, że nie będą się interesować seksem, ciałem, nie będą oglądać porno, a jak już przeczytają jakąś nieprzyzwoitą książkę to w rodzaju tego piśmidła "50 twarzy Greya", gdzie mężczyzna jest absolutnym bogiem seksu, zawsze wszystko wie, zawsze wszystko umie, a kobieta może być nieśmiałą dziewicą o zerowym doświadczeniu, a i tak dochodzi od pierwszego razu. Przecież to kompletna bzdura. Kobiety ciągle wstydzą się przyznać, że się masturbują, że też czasem oglądają porno i je to podnieca, że uprawiają seks oralny, analny tym bardziej, a realizację co pikantniejszych fantazji ograniczają w porywach do kajdanek z puszkiem i drapania po plecach, bo przecież nie są "zboczone".
Efekt tego taki, że kobiety (naturalnie nie wszystkie, ale ciągle wiele) nie znają swojego ciała, swoich potrzeb, nie akceptują swoich sfer intymnych (wargi sromowe uważają za brzydkie albo w ogóle nigdy ich nie widziały, wstydzą się intymnego zapachu, smaku), a w efekcie seks nie sprawia im takiej przyjemności jak powinien. Po pewnym czasie staje się rutyną i obowiązkiem, a faceci się frustrują, że ich partnerka "im nie daje".
No i następnym bzdurnym tabu jest rozstawanie się, bo niedopasowanie seksualne. Seks jest ważny, ale nie najważniejszy, bo najważniejsza jest miłość, ble ble ble. No i pięknie, tylko potem wielki szok i pretensje, jak związek się sypie, albo ktoś zdradza. Ja mialam śmieszną sytuację kiedyś, bo o ile grupka znajomych świetnie rozumiała, że ktoś może nie chcieć być ze mną - osobą dominującą - bo nie odpowiada mu, że ktoś go poniża, to już kompletnie nie mogli zrozumieć, dlaczego ja nie chcę być z kimś nie-uległym. Dla nich tylko jedna opcja była właściwa, więc to ja się powinnam dopasować. W sumie smutne, bo wielu ludzi próbuje zamiast być sobą.
Nie rozumiem, skąd u ludzi taki wstyd przed przyznaniem, że lubimy i chcemy, żeby nam było przyjemnie.
WitchQueen & Vian - zgadzam się z wami w 100% ![]()
Jak ktoś tak bardzo chce być "czystym" (swoją drogą, skąd taki termin? Seks to coś brudnego i złego?) do ślubu, czy kiedyśtam i mu z tym dobrze, to spoko, jego sprawa. Byleby nie pogardzał ludźmi o innych poglądach i nie płakał, jak z tym, co miał być jedynym jednak się nie uda... Bo trzeba się z taką ewentualnością liczyć przecież. I nie rozumiem, czemu się mówi, że "dziewictwo jest czymś najcenniejszym, co kobieta ma". A inteligencja, charakter, osobowość - to co, nic, taki drobiazg? Bo liczy się to, żeby być pierwszym, który się do niej, brzydko mówiąc, dobierze? Jeśli to nie jest przedmiotowe traktowanie kobiety, to już nie wiem, co jest ![]()
Co do niedopasowania - hm, dopóki nie jest jakieś drastycznie skrajne, to jest do dogadania/przeżycia... ale to już zależy od woli partnerów... Ale pewnie i zdrad byłoby mniej, gdyby nie było strachu się otwarcie przyznać do tego chociażby przed samym sobą. Człowiek ma poczucie winy, no bo jak to, seks nie jest najważniejszy! A jednak pokusa może okazać się zbyt silna...
Co do niedopasowania - hm, dopóki nie jest jakieś drastycznie skrajne, to jest do dogadania/przeżycia... ale to już zależy od woli partnerów...
Nie no, jasne, jeśli on -przykładowo - lubi taką pozycję a ona śmaką, to nie ma problemu. Natomiast jeśli on ma ochotę na seks raz w miesiącu (i to nie dlatego, że stres, depresja, coś, tylko ma niskie libido po prostu), a ona przynajmniej 2 razy dziennie - to na dłuższą metę jest problem, bo co najmniej jedno z nich będzie nieszczęśliwe. Trzeba po prostu realnie ocenić, czy coś jest do przeskoczenia, czy będzie nam z tym jednak źle.
I serio nie widzę sensu wiązania się z kimś, a potem próby przerobienia go na taką osobę, jaka nam pasuje. Smutne jest to, że ciągle częstym wzorcem jest to, że on chce seksu, ona nie chce (bo cokolwiek, zwykle brak przyjemności), on naciska, ona "mu daje" z obawy, żeby nie odszedł. I takie wieczne negocjacje - ona się stara jak najmniej, on jak najwięcej, w końcu jemu się odechciewa, idzie do kochanki, ona się dowiaduje i jest płacz, bo przecież ona tak się starała.
Vian - trochę wazeliny jeszcze nikomu nie zaszkodziło
a z tego, co piszesz wnioskuję, że siedzisz w bdsm. Ja znam przypadek, gdzie facet lubiący zabawy w dominację związał się właśnie z taką uświęconą dziewicą i związek się skończył tak, że on ją zdradzał z wynajętą dominą, a ona płakała w domu, że on jest zboczony i chory, bo nie rozumiała jego potrzeb. Nie dobrali się. Dla niej to było coś okropnego i kompletna patologia, a on potrzebował tego do szczęścia. Chyba lepiej byłoby dla nich dogadać tak istotne rzeczy przed ślubem.
Właśnie z tym "najcenniejszym skarbem" jest najlepsze. Jak jedyne co ktoś ma do zaoferowania to błona między nogami i kompletny brak doświadczenia w seksie, albo to uważa za najważniejsze, to ja szczerze współczuję ciasnoty umysłowej u takich ludzi. Ja uważam, że ważniejsza jest osobowość, kto jakie ma pasje, a nie kto z iloma partnerami uprawiał seks. To, że seks nie zawsze idzie w parze z miłością nie oznacza, że jest niewłaściwy i gorszy. Ja jestem całkowicie pewna, że jakbym była tylko z jednym facetem, to zżarłby mnie niedosyt i ciekawość jak jest z kimś innym. Właśnie dopiero po spróbowaniu różnych rzeczy, seksie z różnymi partnerami czuję się w 100% usatysfakcjonowana moim związkiem i uważam, że mógłby trwać do końca życia, bo trafiłam wreszcie na faceta, który uosabia wszystkie cechy, których w mężczyźnie szukałam. Ale przecież oczywiście według "czystych" to ja jestem niemoralna i puszczalska, bo jak to tak żeby kobieta otwarcie lubiła seks, nie wstydziła się powiedzieć, że się masturbuje, ogląda porno itd. Przynajmniej mam totalną świadomość własnego ciała, tego, co mi sprawia przyjemność i nie będę później płakać na forum, że nie mam orgazmów, że on nie chce seksu albo chce za często, że się czegoś wstydzę, że on miał przede mną inne kobiety (i dobrze! dostałam znającego swoją wartość faceta, który wie co z kobietą się robi w łóżku, a nie zakompleksionego prawiczka z dziwnymi dylematami).
a z tego, co piszesz wnioskuję, że siedzisz w bdsm
Można chyba tak powiedzieć, aczkolwiek na fetish party już mnie nie zobaczysz. ;-) Na forach i portalach erotycznych z ogłoszeniami bdsm też nie. Jestem dominującą sadystką, w tej kolejności, ale raz, że nie jestem fetyszystką i większość z tych akcesoriów raczej mnie śmieszy niż podnieca, dwa - jakkolwiek nie jestem jakąś cnotką-niewydymką, to jednak chcę coś czuć do osób, z którymi sypiam, wybieram je sobie dość celowo - pożądanie, sympatię, muszą mi się ogólnie podobać, kręcić w środku i na zewnątrz. Nie wyobrażam sobie iść z kimś do łóżka tylko dlatego, że ponoć "dobrze się rucha", albo bo on/a chce, a mnie się nudzi.
Ja jestem całkowicie pewna, że jakbym była tylko z jednym facetem, to zżarłby mnie niedosyt i ciekawość jak jest z kimś innym.
Moja przyjaciółka ma ten problem. Ma od kilku lat partnera, swojego pierwszego i jedynego. Facet jest konserwatywny na tyle, że żadne kontrolowane skoki w bok nie wchodzą w grę, a ją właśnie gryzie jak to jest z kimś innym. Ale jakkolwiek żre ją niedosyt, ciekawość i nie jest przez to do końca szczęśliwa, to jednak dużo bardziej nieszczęśliwa byłaby, gdyby poświęciła związek dla tej ciekawości. Pat.
Facet jest konserwatywny na tyle, że żadne kontrolowane skoki w bok nie wchodzą w grę
Tak ujęte w słowa, brzmi to jakby to była wada....
Ale jakkolwiek żre ją niedosyt, ciekawość i nie jest przez to do końca szczęśliwa, to jednak dużo bardziej nieszczęśliwa byłaby, gdyby poświęciła związek dla tej ciekawości. Pat.
Pewnie kiedyś zaryzykuje... i zdradzi. To będzie dobre rozwiązanie, które wcale nie wyklucza miłości do swojego męża, ani nie zaprzecza temu, że chce z nim spędzić życie. Szkoda, że trzeba to robić jak złodziej...
Ale jakkolwiek żre ją niedosyt, ciekawość i nie jest przez to do końca szczęśliwa, to jednak dużo bardziej nieszczęśliwa byłaby, gdyby poświęciła związek dla tej ciekawości. Pat.
Pewnie kiedyś zaryzykuje... i zdradzi. To będzie dobre rozwiązanie, które wcale nie wyklucza miłości do swojego męża, ani nie zaprzecza temu, że chce z nim spędzić życie. Szkoda, że trzeba to robić jak złodziej...
...a każdy prędziej czy później i tak wapada.
Ciekawe i coś jakby na rzeczy. Na mnie inne (niż moja żona) kobiety jakoś nie robią wrażenia. To znaczy nie tak, żeby w ogóle, ale że tak powiem, nie w kwestii "tych spraw".
Miałem za to takiego sąsiada co wcześnie się ożenił, nic nie popróbował a potem wydawało mu się wszędzie dobrze gdzie go nie ma. Jak sie sprawa rypła, płakał, że on by do ślubnej chętnie wrócił a tak w ogóle to miało być tak pięknie a to wszystko to samo.
Mnie, jak wspomniałem, do obcych kobiet nie ciągnie. Przeciwnie, jak sie zdaje, moją żonę. Przy innych facetach czasem zachowuje sie nieco dziwnie, jakby podładowana, podniecona, niespokojna, rozkojarzona... łącznie z tym, że czasem spiecze raka jak panienka. Bywa, że w takich razach czuje się (ja) dziwnie. Kilka razy przegięła pałe. Jestem ponoć jej pierwszym i bardzo się tym szczyci. Ja jednak twierdzę, że nie ma czym. Takie moje zdanie, ona ma mi je za złe. No cóż.
Jeszcze w czasach ostatnich Jegielonów funkcjonował w Polsce pogląd, chyba z zamierzchłych czasów pogańskich, że dorosła kobieta, będac dziewicą stawia sie na podejrzanej pozycji, bo skoro nikt do tej pory jej nie tknął to może oznaczać że nie ma w niej nic wartościowego, mówiąc po naszemu coś z nią jest "nie teges"
![]()
Dla mnie zachowywanie dziewictwa do ślubu jest bzdurą. Dlaczego?
Seks w związku stawiam na równi z uczuciami. Nie wiem skąd deprecjonowanie tej sfery życia, pokazywanie jako brudnej, niemoralnej czy zwierzęcej. Ktoś pisał, że to cement związku absolutnie się z tym zgadzam.
Co do Twojego myślenia, że jak znajdziesz tego jednego jedynego, staniecie na ślubnym kobiercu to będziecie wieść dalej cudowne wspólne życie. Dla mnie to kolejna bzdura. To chyba ideały wmówione nam w disneyowski bajkach - i żyli długo i szczęśliwie.
Ktoś już również pisał, że w łóżku można się nie dopasować, później może prowadzić to do rozpadu lub zdrad w związku.
Właściwie nie wiem co oprócz, przekonań religijnych, z którymi nie będę dyskutować, dla mnie nic nie przemawia za taka decyzją.
39 2013-05-13 13:29:27 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-05-13 13:29:56)
Facet jest konserwatywny na tyle, że żadne kontrolowane skoki w bok nie wchodzą w grę
Tak ujęte w słowa, brzmi to jakby to była wada....
No dla niej jest. Dla mnie też by było, bo z natury nie jestem monogamistką a jednocześnie nie zamierzam okłamywać i zdradzać. Co w tym szokującego?
Nie ma w tym nic szokującego - taka cecha po prostu wadą nie jest. Poza tym, dziewczyna, o której wspomniałaś zdecydowanie ową monogamistką jest - w przeciwieństwie do ciebie.
41 2013-05-13 14:03:08 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-05-13 14:03:42)
Nie ma w tym nic szokującego - taka cecha po prostu wadą nie jest.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla Ciebie to zaleta, dla mnie wada, bo mnie by ograniczało i nie byłabym szczęśliwa.
Poza tym, dziewczyna, o której wspomniałaś zdecydowanie ową monogamistką jest - w przeciwieństwie do ciebie.
Skąd wiesz? Jeszcze do tego "zdecydowanie"..? Serio nie rozumiem, skąd ten wniosek. Bo go nie zdradza ani nie zostawi?
Skąd wiem? Ano właśnie z tego powodu:
Ale jakkolwiek żre ją niedosyt, ciekawość i nie jest przez to do końca szczęśliwa, to jednak dużo bardziej nieszczęśliwa byłaby, gdyby poświęciła związek dla tej ciekawości.
To raz, a dwa miałaby już doświadczenia z innymi partnerami. To po prostu zwykła ciekawość i tyle.
Nie pisałem nigdzie, że konserwatyzm to zaleta. Zaletą będzie wierność, której definicję wypracowuje się w związku. Poza tym, nie uważam, aby postrzeganie monogamii przez pryzmat konserwatyzmu było prawidłowe. Konserwatyzm z definicji jest niejako przeciwnością postępu. Postrzegany jest zatem jako zacofanie - przynajmniej w większości wypadków. I tak też twoje słowa zabrzmiały: "zacofany monogamista". Jest to niesprawiedliwe. Tym bardziej, że zaspokojenie owej ciekawości - wedle twoich własnych słów - nie byłoby przyczynkiem szczęścia i spełnienia tej dziewczyny.
Nawiasem mówiąc...to co uprawiasz, to nie ma wiele wspólnego z poligamią. To promiskuityzm w niemal czystej postaci. Biorąc pod uwagę naszą kulturę i normy społeczno-seksualne, to ze wszech miar monogamia czy wierność seksualna wadą nie są.
Skąd wiem? Ano właśnie z tego powodu:
Ale jakkolwiek żre ją niedosyt, ciekawość i nie jest przez to do końca szczęśliwa, to jednak dużo bardziej nieszczęśliwa byłaby, gdyby poświęciła związek dla tej ciekawości.
To raz, a dwa miałaby już doświadczenia z innymi partnerami. To po prostu zwykła ciekawość i tyle.
Strasznie masz dziwny sposób definiowania "zdecydowanej monogamii" - dla mnie dziewczyna, która by sypiała z innymi facetami, gdyby tylko nie oznaczało to, że jej facet natychmiast ją przez to rzuci z wielkim BUM nie jest jednak "zdecydowaną monogamistką". Zdecydowaną monogamistką byłaby, gdyby w ogóle jej to nie interesowało albo pozostawiała to w sferze fantazji, bo związek to wyłącznie dwie osoby.
Nie pisałem nigdzie, że konserwatyzm to zaleta. Zaletą będzie wierność
Facet jest konserwatywny na tyle, że żadne kontrolowane skoki w bok nie wchodzą w grę
Tak ujęte w słowa, brzmi to jakby to była wada....
To ekstra, ale nie gadaliśmy o wierności a o konserwatyzmie.
Ja jestem bardzo wierną osobą, nigdy nikogo nie zdradziłam, czego parę osób, które były związane ze mną, już raczej nie mogą o sobie powiedzieć. Zwyczajnie nie jestem z natury monogamistką, co nie oznacza zdrady. Zdrada implikuje robienie coś za plecami partnera, z ukrycia, kłamstwa. To nie moja broszka, ja preferuję szczerość i dlatego konserwatyzm i monogamia nie są i nie będą dla mnie zaletami. A że dla kogoś innego tak, to ekstra.
Nawiasem mówiąc...to co uprawiasz, to nie ma wiele wspólnego z poligamią.
A gdzie napisałam, że ma?
Napisałam, że nie jestem monogamistką.
To promiskuityzm w niemal czystej postaci.
Gówno prawda.
Spontaniczną i krótką przygodę seksualną miałam raz w życiu 10 lat temu. Nie żałuję, ale to nie dla mnie. Ja ludzi, z którymi sypiam, wybieram bardzo celowo, więc to nie są relacje "na chwilę", ale z reguły na lata. Fachowa nazwa takiej relacji to poliamoria.
Popraw mnie.....ale to chyba ty mówiłaś, że kochasz jedną osobę, a reszta do seksu nie wiąże się z uczuciami wyższymi. Taki ktoś musi spełniać jedynie odpowiednią listę kryteriów....także wybacz, ale z poliamorią niewiele ma to wspólnego....ale to nie w tym rzecz.
Widzisz - cały urok monogamii polega na jednym partnerze. I tak samo jak w przypadku poligamii, tak i tutaj są różne odmiany tego zachowania.
Tak czy siak reagujesz na to dość emocjonalnie. Bez potrzeby. Musisz zaakceptować jedynie fakt, że normę wyznacza ogół. A wierność seksualna i monogamia są w naszej kulturze właśnie normą i to tą pozytywną.
Popraw mnie.....ale to chyba ty mówiłaś, że kochasz jedną osobę, a reszta do seksu nie wiąże się z uczuciami wyższymi.
Tak..? To może pokaż mi, gdzie to mówiłam, bo ja sobie nie przypominam i jestem dość pewna, że czegoś takiego nie mówiłam.
Widzisz - cały urok monogamii polega na jednym partnerze.
No i ok. Cały urok komedii romantycznych polega na tym, że są romantyczne, ale ja ich nie znoszę jak zarazy, co nie znaczy, że ktoś tam inny może ich nie uwielbiać i dla niego to najfajniejsze filmy na świecie. Z monogamią mam identycznie.
Tak czy siak reagujesz na to dość emocjonalnie.
A to z kolei po czym wywnioskowałeś?
Yoghurt, może Ty spróbuj przestać się bawić w jasnowidza i próbować mnie przekonać, że wiesz więcej o mnie niż ja sama, to ta rozmowa pójdzie o wiele szybciej, serio. ![]()
A to z kolei po czym wywnioskowałeś?
Po takich twoich wstawkach jak ostatni akapit. I te twoje "ekstra" też są dość jednoznaczne.
Widzisz - normy społeczne to nie jest film ani bajka. To jest coś, co obowiązuje również ciebie - czy tego chcesz czy nie.
47 2013-05-13 17:59:05 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-05-13 18:00:22)
A to z kolei po czym wywnioskowałeś?
Po takich twoich wstawkach jak ostatni akapit. I te twoje "ekstra" też są dość jednoznaczne.
Jak dla Ciebie "ekstra" czy ostatni akapit to wyrazy zdenerwowania, to ja serio nie wiem, na jakim świecie Ty żyjesz ![]()
No to gdzie ten cytat, link, cokolwiek, w którym stwierdzam, że kocham jedną osobę, a reszta to przygodne znajomości?
A może przyznanie się do błędu? Nie zaszkodziłoby Ci.
Widzisz - normy społeczne to nie jest film ani bajka. To jest coś, co obowiązuje również ciebie - czy tego chcesz czy nie.
Nie do końca tak. Normy społeczne sobie są, ale czy je przestrzegamy czy nie - to już nasza sprawa. Części możemy nie przestrzegać i to ukrywać, możemy też ich nie przestrzegać otwarcie, za co mogą grozić konsekwencje np. ktoś spróbuje Cię przekonać, że jesteś wielbłądem albo nie zechce się zakumplować, bo zakwalifikował Cię jako zboka/lewaka/pedzia/kogoś tam. Ja wychodzę z założenia, że to jego sprawa.
Vian - ja ma kumpla, który się zajmuje bdsm. Uległy i potulny jak baranek.
Ja mój przygodny seks rozpatrywałam w takich kategoriach, że mimo wszystko musiało być coś interesującego w tym kimś do łóżka, przez co raczej się nie kończyło na jednej nocy. Też bym nie poszła z kimś, bo krążą plotki, że "dobrze rucha" jeżeli to byłoby jedyne, co wydaje się w nim interesujące. Niemniej jakieś doświadczenie seksualne to jest dla mnie ważna sprawa, a może nie tyle samo doświadczenie, co tzw. inteligencja seksualna, bo można mieć i ze 100 partnerek i żadnej nie dać przyjemności. Można po prostu kopulować, a można uprawiać seks przez duże "S", taki, który pozostawi przemiłe wspomnienia. Znalazłam partnera, z którym seks jest niesamowitym przeżyciem. Myślę, że zarówno u niego, jak i u mnie nie bez znaczenia jest to, że mieliśmy innych partnerów zanim się poznaliśmy, bo to nas w jakiś sposób też ukształtowało.
Też bym raczej nie poświęciła udanego związku dla samej ciekawości (chociaż nie mogę być w 100% o tym przekonana), to jednak bardzo mnie cieszy, że mam wcześniejsze doświadczenia w seksie, bo raz, że moja ciekawość została zaspokojona, a dwa, że w sferze seksu jestem właśnie w pełni świadoma własnych potrzeb.
Nie wyobrażam sobie, żeby być z mężczyzną i nie uprawiać z nim seksu w myśl jakiś dziwnych zasad, po prostu związek byłby mam wrażenie przez to cholernie ubogi emocjonalnie i nie bylibyśmy nawet w połowie tak ze sobą zżyci. Póki ktoś nie spróbował, to nie wie jaki zbawienny wpływ na związek ma udany seks.
Ja również nie wyobrażam sobie związku z kobietą, która kazałaby mi czekać do ślubu. Bzdura jakich mało.
Prosta zasada, nie biorę kota w worku.
Nie będę czekał do ślubu, żeby mi się potem okazało, że mojej partnerki kompletnie seks nie rajcuje.
Dla mnie seks jest dowodem nie miłości, ale tego, że pociągam swoją partnerkę fizycznie. Jeśli mojej partnerce jest nader łatwo zachowywać czystość jest to dla mnie podejrzane. Mam prawo podejrzewać, że kompletnie jej nie pociągam skoro tak łatwo przychodzi jej ta wstrzemięźliwość. A nie mam zamiaru spędzić życia z kobietą, której kompletnie nie kręcę jako mężczyzna.
To jest prosta sprawa dla mnie. Nie biorę kota w worku, bo nie mam pewności jak to będzie wyglądało po ślubie. A nie będę się męczył w imię "miłości".
Wkurza mnie gadanie kobiet, które mówią "że po ślubie się odwdzięczą"... guzik prawda. Te kobiety sobie nawet sprawy nie zdają co to w ogóle jest seks, jak on wygląda, jak się go przeżywa... więc jak taka kobieta może w ogóle się na ten temat wypowiadać. Odwdzięczą się... dobre sobie. A jak po ślubie mi kobieta powie, że "no jednak sorry myliłam się, jakoś mnie to nie kręci" to co ja mam potem zrobić?
Ja mówię stanowcze nie wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej i wsio. Dla mnie to w ogóle jałowy temat. Nie żyjemy w średniowieczu gdzie kobieta była własnością mężczyzny i czy chciała czy nie, dawać dupy musiała. Wtedy rzeczywiście problemu nie było, bo po ślubie czy chciała czy nie i tak musiała to robić. Ale dziś tak nie ma, dziś kobieta się może postawić i lipa. Dlatego wolę się z partnerką dotrzeć przed, niż potem zachodzić w głowę co z tym fantem zrobić.
Spodobało mi się co ostatnio napisał chyba Jan Oporny -- że jego żona chwaliła się, że dziewictwo zostawiła dla tego jedynego, a on uważa, że wcale nie ma się czym chwalić.
I to niestety jest prawda... dlatego prawiczek lub dziewica są tacy zgorzkniali, bo czegoś im brak, co jest bardzo ważne.
51 2013-05-14 10:18:41 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-05-14 10:19:13)
Chyba bym zwariowała, gdybym miała czekać do ślubu.
Miałam 15 lat jak robiłam to pierwszy raz, i jak myślę o tym teraz to nie wyobrażam sobie z tym wtedy czekać, bo już do głowy można było dostać.
Chyba bym zwariowała, gdybym miała czekać do ślubu.
Miałam 15 lat jak robiłam to pierwszy raz, i jak myślę o tym teraz to nie wyobrażam sobie z tym wtedy czekać, bo już do głowy można było dostać.
Ja miałam 17, ale jestem w 100% pewna, że zrobiłabym to szybciej gdyby nadarzyła się okazja, bo mnie po prostu roznosiło seksualnie. Tak mi się chciało to zrobić, zaspokoić się, że myślałam o tym non stop.
Ja miałam dokładnie to samo!
Również nie jestem za czekaniem z seksem do ślubu. Tzn. niech każdy robi, jak uważa, ale przestrzegam przed rozczarowaniem; przez lata "oczekiwań" można sobie ułożyć scenariusz idealnej bajki pt. "Mój wymarzony pierwszy raz", który no nie oszukujmy się: jest sprawą techniczną (dla kobiety) a z bajką ma mało wspólnego ![]()
Związek małżeński to sprawa OSTATECZNA. Tzn. ja to tak postrzegam: należy dowiedzieć się możliwie jak najwięcej o partnerze, jak najwięcej sytuacji przeżyć razem, najlepiej zamieszkać razem i wtedy zdecydować, czy to ma być osoba, obok której chcemy przeżyć resztę życia dniem po dniu i z którą chcemy walczyć ze swoimi słabościami i różnymi problemami w związku. Zatem osoba na współmałżonka musi być osobą WYPRÓBOWANĄ, bo małżeństwo to nie próba generalna, ale spektakl.
Również nie jestem za czekaniem z seksem do ślubu. Tzn. niech każdy robi, jak uważa, ale przestrzegam przed rozczarowaniem; przez lata "oczekiwań" można sobie ułożyć scenariusz idealnej bajki pt. "Mój wymarzony pierwszy raz", który no nie oszukujmy się: jest sprawą techniczną (dla kobiety) a z bajką ma mało wspólnego
Związek małżeński to sprawa OSTATECZNA. Tzn. ja to tak postrzegam: należy dowiedzieć się możliwie jak najwięcej o partnerze, jak najwięcej sytuacji przeżyć razem, najlepiej zamieszkać razem i wtedy zdecydować, czy to ma być osoba, obok której chcemy przeżyć resztę życia dniem po dniu i z którą chcemy walczyć ze swoimi słabościami i różnymi problemami w związku. Zatem osoba na współmałżonka musi być osobą WYPRÓBOWANĄ, bo małżeństwo to nie próba generalna, ale spektakl.
Dokładnie. Nic dodać, nic ująć.
Ostatnie zdanie to strzał w dziesiątkę.
Odnoszę wrażenie, że te osoby, które chcą koniecznie czekać w zasadzie jeśli chodzi o sferę seksualną żyją własnymi wyobrażeniami o sobie i partnerze. Te wyobrażenia nierzadko okazują się błędne. Nie można sobie po prostu obstawiać, że pierwszy raz będzie świetny, a seksualnie będziemy dopasowani niezależnie od wszystkiego innego. Ja nie umiem sobie wyobrazić, że się żyje z kimś parę lat i się tego w ogóle nie robi. Musiałby mnie ten facet nie pociągać zupełnie seksualnie, a wtedy nie widzę kompletnie sensu bycia z kimś w związku. W ogóle to całe demonizowanie seksu jest dziwne - przecież seks jest piękny! Dwoje ludzi nie może się moim zdaniem bardziej zbliżyć niż uprawiając seks z miłości. W ogóle sam seks może spokojnie mieć miejsce, nie trzeba do tego miłości żeby był fajny, ale miłość między kobietą, a mężczyzną bez seksu jest niepełna, jakby niedokończona. To tylko dowodzi jak ważny jest seks w życiu człowieka, nie można tego tak po prostu zignorować w nadziei, że będzie dobrze, a potem być wielce zdumionym, że nie wyszło.
Ta, Ci ludzie żyją głównie wyobrażeniami. Myślą, że nawet jak będzie zgrzyt to miłość wszystko załatwi.
W ogóle mnie drażni taka protekcjonalność.. nie wiem czy mnie każdy dobrze zrozumie.
Jednak prym we wstrzemięźliwości wiodą kobiety. Nie żebym coś miał do ogółu, no ale niestety tak to wygląda.
I zauważyłem po prostu takie niepokojące zjawisko, że kobiety, które decydują się na tą wstrzemięźliwość mają ciągoty do stawiania warunków. No przecież jak dupy nie da to nie da i już. Facet może co najwyżej sobie potupać nóżką. A to rodzi pewne dewiacje. Nie zrozumcie mnie źle. Facet może daną kobietę naprawdę kochać, ale odmawianie mu fizyczności w związku to właśnie przejaw braku miłości wobec niego.
Jakkolwiek komicznie to nie zabrzmi w powiedzeniu "Jeśli mnie kochasz to to zróbmy" jest wbrew pozorom wiele prawdy. Bo kobieta, która stawia mnie w takim położeniu to egoistka, zwykła egoistka.
Spójrzcie na wypowiedź Natashy na pierwszej stronie. Sam jad. Wystarczyło podważyć jej zdanie i od razu atakuje. Spójrzcie jak zaatakowała kwestię seksu oralnego? Od razu "a co to bez sensu oralnego mnie facet zostawi?!".
Ja w tym zjawisku widzę, że kobiety zmuszające swoich partnerów do czekania do ślubu po prostu dyrygują w związku. A kochający facet na to przystanie, bo przecież jak zostawi kobietę z tego powodu to mu zaraz przylepią łatkę "dupek". Z resztą nawet w tej dyskusji ktoś użył tego stwierdzenia właśnie w tym kontekście. A więc widzimy dokładnie do czego to prowadzi.
Ja chciałbym ze swoją kobietą mieć już przed ślubem wypracowany kompromis w możliwie jak największej ilości kwestii. Również w seksie. To co mnie drażni najbardziej w cnotkach to właśnie ten egoizm. Te kobiety po ślubie nie przestaną dyktować warunków, nadal będą je dyktowały tylko w kwestiach tego jak ten seks ma wyglądać i jak często będzie do niego dochodziło. Czyli jednak wciąż pałeczkę decyzyjną ma kobieta. A kochający facet... potulnie na to idzie... bo przecież jak zostawi to go okrzykną dupkiem, więc siedzi w tym gównie, daje sobą pomiatać. Te kobiety często traktują seks jak totalne zło konieczne.
W dodatku śmieszą mnie te wszystkie cnotki, które nie mając nawet męskiego penisa choćby w ręce skandują "nie dla seksu oralnego!"
W ogóle seks tylko po ślubie to dla mnie jakieś chore nieporozumienie. Mnie to nawet dyskusja o tym uwłacza. Kurde, czuję się jakbym tłumaczył oczywista oczywistość. Masakra.
Chyba, ze oboje wyznają tę samą wartość, jaką w tym wypadku jest seks dopiero małżeński.
Endar Spire szalenie mądry z Ciebie facet jak na tak młody wiek
Catwomen to, że oboję będą cenić seks dopiero małżeński nie ustrzeże ich od konsekwencji o, których pisze Twój poprzednik a także od zwykłego niedopasowania w łóżku. Co wtedy? Jeśli seks jest dopiero po ślubie to zakładam, że rozwód jest sprawą niedopuszczalną.
agnik nie ma rzeczy ostatecznych. Zakładam, że osoby decydujące się na seks dopiero małżeński są osobami wierzącymi. Jeśli naprawdę robią to (trzymają to dziewictwo) bo sumienie ich nie puszcza i nie czują się gotowi czynić wbrew sobie - nie powinni tego robić. Przecież nie będą zmuszać się do seksu, by mieć potem wyrzuty sumienia do ślubu, a może i dłużej. Nic na siłę.
Wierzę również, że to Bogu oddają 'przewodnictwo' nad swoim związkiem.
Masz racje jest to indywidualna decyzja. Dla mnie irracjonalna, ale kwestiach wiary, zakazów i nakazów, zbytnio nie potrafię być obiektywna.
W takiej sytuacji jeśli wynika to z głębokiej wiary i własnych przekonań jest to dla mnie do przełknięcia ale jak słyszę argument "bo nie wolno, bo Bóg zabrania" nie podparty żadną refleksją własną to dla mnie czysty idiotyzm ![]()
Każdy pomysł ma sens, jeśli jest poparty własnym, osobistym sumieniem i przekonaniem.
Powtarzanie sloganów "bo Bóg zabrania" (a pytał się Go ktoś o to tak face-to-face?) jest stratą czasu tego czasu.
Dokładnie.
Ja tam nie mam nic przeciwko, jeśli obie osoby tego chcą, robią to z jakichś przekonań, a nie tylko dlatego "bo Bóg zabrania".
Ogólnie nauka Chrystusa jest nauką, którą my jako wierzący możemy poddawać własnej interpretacji, jako jedni z nielicznych w sumie, bo np w Islamie możliwości interpretacji nie ma.
Niestety spora cześć wierzących, wierzy w ślepo w czyjąś interpretację. W wierze chodzi ogólnie o to, żeby być dobrym człowiekiem, a jak to osiągniemy to nasz biznes.
Dla mnie po prostu przerażające jest to, że te kobiety, które odmawiają sobie i swojemu mężczyźnie seksu przed ślubem żyją właśnie takimi wyobrażeniami.
Jak kobieta, która podejrzewam nawet na oczy nie widziała męskiego penisa, czy boi się nawet zajrzeć co sama ma między nogami... jak taka kobieta może mówić "odwdzięczę się po ślubie" ... a po ślubie okaże się, że to jednak nie to i co? Będzie kuku.
To nie średniowiecze, gdzie kobiety czy chciały czy nie dawać dupy mężowi musiały. Dziś kobieta ma prawo się postawić mężowi, powiedzieć, że ją "głowa boli" i mamy problem. A to niestety bardzo częsta sytuacja po ślubie, że kobietę "głowa boli"...
Endar Spire - No właśnie, te wszystkie krzyczące o czystości i brzydzące się seksem oralnym dziewczyny o seksie tak naprawdę nie wiedzą kompletnie nic i jeszcze bronią się twardo przed wiedzą na ten temat. Ja tego kompletnie nie rozumiem, bo penis jako organ mnie fascynował odkąd zaczęłam rozumieć o co chodzi z seksem. Zawsze tak jest, że jak facet zostawi kobietę, bo nie chciała uprawiać z nim seksu, to się go uważa za dupka, ale ja powiem szczerze też bym tak zrobiła jakby facet ze mną nie chciał tego robić. Też bym to odebrała jak o brak miłości ze strony partnera. Oczywiście to powinno być powiedziane na początku związku, że ktoś chce czekać do ślubu i wtedy albo się decydujemy na to, albo kończymy związek. Jeżeli takie rzeczy wychodzą na jaw po jakimś czasie, to dla mnie jest kompletny egoizm. Ja tylko nie rozumiem tych obaw z seksem związanych u tych osób, kogo one chcą uszczęśliwić tak naprawdę? Boga? Jakieś swoje pokręcone sumienie uspokoić i mieć przekonanie, że to co robią jest właściwe. W ogóle nie rozumiem, że można do nieuprawiania seksu przywiązywać tak olbrzymią wartość. To przecież nie jest nic nienaturalnego, wręcz przeciwnie.
Dla mnie problem, o którym piszesz, sięga o wiele dalej niż wiara i religia. Wszystko to opiera się na braku zdolności krytycznego, samodzielnego myślenia. A to dotyczy nie tylko religii. Niektórym wygodniej jest przyjąć czyjąś rację, bądź interpretacje "bo tak musi" być, zamiast zmusić się do odrobiny refleksji nad własnym życiem i otaczająca nas rzeczywistością