Witam potrzebuje pomocy i wsparcia kogos kto mnie wysłucha i pomoze coś zrobić żeby było lepiej
Chodzi o zwiazek a przede wszystkim głębokie uzależnienie. Dużo by pisać jeśli ktoś ma ochote i czas prosze sie odezwać.
Podobne tematy
aswert, jeśli oczekujesz pomocy i wsparcia, napisz coś więcej na temat związku i uzależnienia, na forum na pewno znajdą się osoby, które coś doradzą. Nawet jeśli te rady nie będą do końca zgodne z Twoimi oczekiwaniami, to pamiętaj, że z boku wiele rzeczy lepiej widać
Jestem w zwiazku od jakoś pół roku.
Często był to związek po związku z największą pół roczną przerwa. Jestem osoba która lubi gdy ktos jest. Gdy jest obok opiekuje sie i troszczy. pewnie dlatego ze pochodze z rozpadnietej rodziny gdzie ojciec pil i nie ukladało im sie. Rozeszli sie i nie mam kontaktu z ojcem
Mialam bardzo dużo na głowie. musiałam sama wysyłać ojca na leczenie ciagle patrzylam jak pije i stacza sie jendak stwierdzilam ze mam swoje zycie on juz swoje przezył i nie mogę zwalac na siebie winy bo sama chce sobie ulozyc zycie
moj zwiazek jak to zawsze na poczatku byl jak z marzen facet troszczyl sie o mnie mimo ze mieszka troche dalej zawsze dzwonil pisal. pozniej zaczelo sie cos dziac. tak jakby juz przestalo mu zalezeć. A miał takie życie że bawił się kobietami wcześniej nie zawierał żadnych związków przez 5 lat.poznaliśmy sie i jednak cos zaiskrzyłoo on i oboje stwierdzilismy ze sprobujemy. jest miedzy nami roznica 10 lat jednak to nie mialo zadnego znaczenia nie odczuwalna ona byla zupelnie. wiem jakie mial zycie kiedys bo slyszalam lubil wypic. i tak sie zaczelo. czulam sie jak jego zabawka. pozniej zbyt mocno sie zakochalam. ciagle chcialam zeby był ciagle dzwonilam. On twierdzi ze zrobilam sie natretna i sie mnie przestraszyl ja tylko chcialam zeby był zeby wspierał mnie a on sie odsunal. mielismy sie rozstac ale jednak jest moze i z litosci????twierdzi ze przerwa zrobi swoje ze moze ja sie zmienie bo to moja wina. jednak w calosci tak nie uwazam bo zaczal zachowywac sie jakby byl sam. nie kochal mnie bo ciezko mu kochac. ale juz 'prawie'
powinnam sie cieszyc ze to przetrwało jednak mecze sie. bo on nie dzwoni nie pisze nie martwi sie.
a ja zrozumialam sama siebie ze mam chyba problem : kocham za bardzo tak jakbym swiata poza nim nie widziala. dzwonie jesli jest dobrze to mam humor i chce mi sie cos robic mija pare godzin i znow czuje sie nijako bo chcialabym bym obok niego lub zeby zadzwonil zainteresowal sie mna
czy taka przerwa pomoze????? czy gdy przestane sie odzywac sama to on sie zmieni????sam zauwazy??ma pewnosc ze go kocham i obiecalam ze sie zmienie bo przytloczyly mnie problemy rodzinne ukladaja sie jak najlepiej od jakiegos czasu juz ale za to zwiazek omalo sie nie rozpadl.
chce nauczyc sie nie uzalezniac tak od niego jak to zrobic????????moja mama kiedys miala ciezka nerwice przez ojca ze stresow ja mam to samo klocie w klatce i ogolnie rozbicie nie chce brac lekow zadnych i truc sie wiem ze psychoterapia pomoze ale czy ja z tego wyjde?? chcialabym dac mu spokoj zebym mogl w spokoju pracowac i nie denerwowac sie ze dzwonie bo ciagle mi mowi ze go mecze telefonami
jak zrobic zeby sie tego oduczyc???
ps tamte gg nie dziala zalozylam nowe i niestety zapomnialam hasla jesli kto chce to niech pisze tutaj lub na maila niama(malpa)02pl