Jeśli chodzi o randki z moim ówczesnym chłopakiem, potem narzeczonym, a dziś mężem, to od samego początku były bardzo intensywne i częste - widywaliśmy się niemal codziennie, przeważnie spędzajac ze sobą całe weekendy. W późniejszym czasie nie przeszkadzała nam nawet odległość (po skończeniu nauki wróciłam do domu) 50 km. W tamtym czasie spotykaliśmy się przeważnie u mnie, a potem razem gdzieś wychodziliśmy - do kina, pubu, na spacer, spotkać się ze znajomymi, czasem to ja przygotowywałam kolację i spędzaliśmy wieczór w domu.
Dziś, wiele lat po ślubie, nadal chadzamy na randki. Wtedy oboje ubieramy się staranniej niż na co dzień, ja (jak to kobieta) chcę wyglądać wyjątkowo ładnie, wychodzimy do kina, do teatru, a potem do knajpki, czasem idziemy potańczyć, czasem dostaję kwiaty. Wtedy jesteśmy tylko dla siebie, nie zajmując się żadnymi innymi sprawami.
Różnica pomiędzy jednym a drugim jest taka, że na początku partner był jeszcze sporą zagadką, jakąś niewiadomą, był w tym pewnego rodzaju dreszczyk emocji, za to dziś znamy się już dobrze, więc jesteśmy na pełnym luzie, niemniej te wspólne wyjścia nadal są niesamowicie przyjemne, pozwalają na siebie spojrzeć w taki inny niż zwykle sposób. Być może to właśnie dlatego my naprawdę nazywamy je randkami
.