odeszla... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: odeszla...

hej!
korzystam 1-szy raz z forum.czytalem wiele watkow i postanowilem sie podzielic moja historia.
mam prawie 28 lat,mieszkam za granica.jestem po rozpadzie zwiazku z narzeczona z ktora bylem prawie 5 lat.byl to burzliwy zwiazek, na odleglosc,mamy dziecko.rozstania i powroty.postanowilismy byc razem ,ale kiedy zjechalem co bylo jej ultimatum okazalo sie ,ze nie ma do czego.byl ktos inny.walczylem dlugo ,ale nie udalo mi sie.wyjechalem spowrotem za granice.aby byc jak najdalej,zylem z dnia na dzien,wciaz to przezywalem.po ponad 1,5 roku poznalem dziewczyne,trwalo to 3 miesiace,ale nie czulem ,aby o mnie dbala wiec zakonczylem to.poznalem bardzo szybko nastepna byla narodowosci wegierskiej.bylo dobrze,ale uswiadomilem sobie ,ze nie chcem do konca zycia mowic po angielsku do swojej kobiet.dla wielu glupi powod.sprobowalem po prostu z inna nacja i juz wiem ,ze to nie dla mnie.czesto byly klotnie telefoniczne przez niezrozumienie. po 4 miesiacach znow bylem tym zlym bo zakonczylem ten zwiazek.nie czulem satysfakcji bo wiem jakie to uczucie.bylo mi przykro ,nie zdazylem wszystkiego przeanalizowac ,ale doslownie na 2-gi dzien poznalem "ja" na potralu randkowym.na nastepny dzien randka.wszystko szybko poszlo.ona w moim wieku, byla w trakcie rozwodu.maz ja zostawil po 9 latach zwiazku,zazadal rozwodu.ona pracowala tu ,a on w polsce poznal inna.rozwod za porozumieniem.bardzo przezyla rozstanie od lipca,mnie poznala na poczatku listopada.okazalem sie jej szczesciem.pomagalem jej zapomnac swoja osoba.swieta w polsce u mnie i u niej spedzony czas.sylwester z jej rodzicami. po powrocie za granice postanowilismy zamieszkac razem.mielismy sie dotrzec.pewnego dnia patrzac mi gleboko w oczy,chciala mi powiedziec cos,ale powiedzialem aby nie mowila.domyslalem sie.zamieszkalismy,ona jest domatorka.stracilem prace,siedzialem w domu,nic mi sie nie chcialo,bo pracy w moim zawodzie nie bylo.czekalem tylko az wroci z pracy.mowila abym sie nie martwil.ex maz zwodzil ja ,bo wystapil o podzial majatku,czyli mieszkania w ,ktore ona wlozyla wiekszosc pieniedzy.jego osoba i sprawy sadowe stawaly sie wiekszoscia powodow naszych klotni.bylem czesto uszczypliwy i tak sobie odbijalismy pileczke,ale za chwile bylo ok.mieszkajac razem po tygodniu poklocilismy sie.wypilem i powiedzialem swoje,a gdy chciala wyjsc w nocy nie pozwolilem bo balem sie o jje bezpieczensto.nie chciala sie zgodzic aby ja taksowka wziela do kolezanki.na 2-gi dzien usunela nasze zdjecia z fb.ale jakos bylismy razem.2 tyg pozniej byly walentynki.sprawila mi piekne prezenty.ogolnie bardzo o mnie dbala a ja tez robilem niespodzianki bez okazji kwiaty,slodycze.dzien po walentynkach wracam z nowej pracy,chwila opowiadan o dniu,pozniej cos sobie dogryzlismy ,ale ja zawsze, mimo nie zawsze czujac sie winny wyciagalem 1-szy reke czego z zadna inna kobieta wczesniej nie robilem.podszedlem,przytulilem ja ,a ona powiedziala pusc....imie ex meza.zamilklem.poszlismy spac,rano gdzies wychodzila,a ja powiedzialame ,ze mam nadzieje ,ze nie wroci.bo gdy pytalem gdzie idzie stwierdzial ,ze nie musi mi sie tlumaczyc bo juz nie jestesmy razem.wrocila na nastepny dzien w niedziele,nie dzwonilem w nocy mimo ,ze sie martwilem bo myslalem ,ze pewnie mnie obgaduje u jakiejs kolezanki.powiedziala ,ze chce porozmawiac.myslalem ,ze chce mnie przeprosic.ona nigdy mnie nie przeprosila.nigdy nie miala sobie nic do zarzucenia jak twierdzila.powedziala ,ze nie jestesmy razem,wyprowadza sie i trzeba zdac mieszkanie. w nocy jej nie dalem spac meczac ja po pijaku. na drugi dzien stacilem nowa prace,a jej tez juz nie bylo.zastalem puste miesszkanie.zaczalem pic,tydzien picia,sam w tym mieszkaniu,nie jadlem 4 dni,schudlem z 6kg,stracilem rachube czasu.przyjechala po czesc rzeczy.pozniej znow po reszte.poprosilem o rozmowe,blagalem o szanse ,ze sie zmienie bo  czesto podnosilem glos,bylem nerwowy,czepialem sie o byle co,przeprosilem za wszystko.moze przez prace,lecz nie miala zadnego zrozumienia.nie bylem swiety leczo ona tez nie.powiedziala ,ze przemysli.chcialem udowadniac ,ze malymi kroczkami bede sie zmieniac .przestalem pic,obiecalem ze calkowicie bo to czasami zle na mnie wplywa,zalezy w jakim humorze pilem.,usunalem fb bo przez to byly tez problemy,ze pisze z kolezankami.chcialem udowodnic,ze nikt mnie nie obchodzi poza nia.przy zdawaniu kluczy powiedziala ,ze jednak nie wroci. powiedziala ,ze zabilem uczucie,ze sie mnie boi ,ze bede podnosil glos i ,ze nie wierzy ,ze sie zmienie i ze na pewno nigdy mnie nie kochala.reasumujac wszystko moja winna.jej sprawy sadowe-bardzo bylem w to wciagniety ,bylem oparciem do momentu ,a chcialem ,prosilem ,aby to nie wchodzilo tak w nasze zycie bo od tego ma adwokata.bylem zazdrosny o ex.jakby te sprawy byly wazniejsze od tego co my tworzymy.okazalo sie ,ze w dzien w ,ktorym nazwala mnie jego imieniem uprzednio sprawdzala jego profil i widziala zdjecia z dziewczyna dla ktorej ja zostawil.i ,ze powinienem spytac dlaczego mnie tak nazwala,a nie zloscic sie.powiedzialem,ze co ja on obchodzi skoro ma mnie.jego podobno nie kocha,nienawidzi go i chce go zniszczyc za to ,ze tak ja oszukal.teraz nie chce abym wiedzial gdzie mieszka.ja tez musialem sie wyprowadzic.powiedziala ,ze jest szczesliwa beze mnie.w srode po ostatnim spotkaniu napisalem pare smsow z przeprosinami i z szacunkiem dla jej decyzji.bez odpowiedzi oczywiscie.na dowod mojej milosci dalem jej spokoj.dalem jej duzo dobrego,jak sama przyznala nigdy nikt nie opiekowal sie tak nia.jak rozmawialismy to wypominala tylko co we mnie zlego. choc wczesniej mnie ostrzegala o moje wybuchy nie widzialem ,ze to takie powazne.teraz zmieniam sie ,wyciszam,ale skoro cos czula,niby kochala i nie moze sie w zaden sposob przekonac do mnie.kazdy zasluguje na szanse,chcialem odbudowac uczucie i jjej zaufanie bo jak mi na czyms bardzo zalezy to jestem w stanie zrobic wiele.lecz z jej strony nie bylo zadnej checi.teraz zrobilem co moglem dla niej najlepszego i zniklem,zbliza sie dzien kobiet,jej urodziny lecz bede milczal choc bedzie mi przykro.w glebi serca bardzo ja kocham i po moich wczesniejszych niepowodzeniach przy niej odnajdywalem checi ,aby isc do przodu lecz sam sobie zbieralem.teraz tez bede szedl do przodu bo musze dla syna,ale w glebi bardzo nieszczesliwy.z natury mam silny charakter,rowniez ona o co sie balismy.teraz nie jestem silny.ona jest nieugieta i powiedziala ,ze rozum wygral z sercem.bylismy prawie 4 miesiace,bylem w dluzszych zwiazkach,ale wiem kiedy naprawde kocham.wie ,ze chcialem z nia spedzic cale zycie.to nie sa slowa nastolatka.wiem ,ze na sile nie zmusze do kochania.szybko sie zaczelo,lecz ja wiem ,ze nie musialo szybko sie skonczyc.jest mi przykro ,ze nie potrafila mi wybaczyc i sprobowac.znajomych nie mam tak naprawde,teraz to widze.nikt nie ma czasu,jestem z wszystkim sam.puscilem ja wolno.tak jakby nagle wszystko nic nie znaczylo co przezylismy,to dobre i zle.ludzie sie kloca,mialem w uprzednich zwiazkach powazniejsze klotnie,ale nikt tak latwo nie odpuszczal. nie wiem czy szukala byle pretekstu czy moglem tak szybko "zabic uczucie".ostatnie 2 tyg juz mnie traktowala na dystans.wiec po co te walentynkowe starania byly.nie moge sobie znalesc miejsca,chodze na dlugie spacery nie znajac okolice,byle by isc. P.S. przepraszam za chaos,stylistyke.

"Prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz." Antoine de Saint-Exupéry
Zobacz podobne tematy :
Odp: odeszla...

Nie jestes swiety w tym wszystkim ale mysle ze placisz za jej nieposkladane emocje po rozpadzie zwiazku z bylym.
Z Twojego opisu widac ze ona nadal tkwi emocjonalnie w poprzednim zwiazku, ze jeszcze z niego tak naprawde nie wyszla.
Sadze ze probowala Toba zagluszyc bol, ale nie wyszlo bo to nie tedy droga.
Mysle ze idziesz w dobra strone, odsun sie i wycisz, zajmij sie swoim zyciem, praca nad soba bo masz chyba jakos robate do wykonania, zgadza sie ? Powodzenia

3

Odp: odeszla...

ufff dotarlam do konca postu smile hmm troszke bede uszczypliwa ale mysle, ze troche zawiniles... Wiesz kobieta po przejsciach Ty teez ale otworzyliscie nowy rozdzial i trzeba bylo nie mieszac poprzednich... Zwyczajnie moze zrobiles sie podobny do jej ex i stwierdzila ze nie da rady... Ciezko Ci bedzie to wszystko odkrecic bo ciezko bedzie uwierzyc w Twoje zmiany... Ale probuj odzywaj sie do niej od czasu do czasu.. Czy wszystko ok u niej czy czegos potrzebuje... Po nitce do klebka...

4

Odp: odeszla...

Wcale jej się nie dziwię. Po traumie z mężem potrzebowała wsparcia - Twojego wsparcia, wyciszenia, dodania jej otuchy,ciepła, bezpieczeństwa i żeby ktoś - Ty- pomógł jej przeżyć ten rozwód. A TY co jej dałeś? Czepianie, kłótnie, picie. Po co jej to? Dopiero jeden ją bardzo zranił a teraz drugi - choć w inny sposób. Może gdyby ona była taką sobie wesołą panienką bez przejść to pewnie z rok czy dwa byście się kłócili, godzili, sprzeczali i jakoś by to było. Jak ktoś jest po przejściach to chce wsparcia , miłości i spokoju a nie awantur.
Zamiast podkręcać atmosferę to jako facet wycisz  siebie a przede wszystkim ją,  niech kobieta ma przy Tobie poczucie bezpieczeństwa  - jeśli będziesz to potrafił ,będziesz umiał  zaprowadzić spokój w swoim związku - każda kobieta będzie z Tobą szczęśliwa. Kłótliwy jazgoczący facet to masakra, zresztą tak jak kobieta - może życie zatruć.
Zaproś ją gdzieś na dzień kobiet, popytaj jak jej się sprawy układają, poradź coś ale się nie narzucaj. Niech poczuje że ma w Tobie przyjaciela na którego może liczyć.

5

Odp: odeszla...

co do wsparcia..bardzo duzo jej dalem, ale sa granice. po sylwestrze(na sali wraz z jej rodzicami gdzie uprzedniego sylwestra spedzila z nim) u niej w domu rano "dopijalismy",a o ona placz i zale zyciowe z ojcem prowadzila dotyczace rowniez ex,oczywiscie zaczalem dzwonic do znajomych.spedzilem pare dni z jej rodzicami i ciagle jeden temat.nawet u niego bylem wynosic czesc jej rzeczy,choc sugerowalem jej ,ze mnie tam nie powinna ciagnac.nie zabronilem jej go kochac,choc twierdzi ,ze ma tylko do niego wstret itd.a gdzie ja? po co tam pojechalem? zeby sie pokazala w tym malym miescie z kims? oboje sie cieszylismy jak dostala rozwod,a sprawa majatkowa niech sie toczy swoim biegiem.jestem nerwowy za kierownica glownie,ruch uliczny w londynie i to co ludzie wyprawiaja potrafi doprowadzic do bialej goraczki,ale ucze sie juz byc na to obojetny czy ktos pojedzie,czy sie "zesra" na ulicy-czekam ,az bede mogl ruszyc.jestem zupelnie inny niz on-podobno niedorajda zyciowa, bierze jakies leki od psychiatry,nie wiem czy sam sie podciera,ona wszystko musiala robic za niego,rudy "metal" dlugie wlosy. a ja-ciemne wlosy,oczy(jej typ urody,mozna ze mna pojsc na balety),dynamiczny, zaradny choc nieodpowiedzialny finansowo,pieniadze mnie sie nie trzymaja bo nie jestem materialista,lubie pojechac nad morze,lubie jak sie akcja dzieje a za tym koszta(zawszse kobieta musiala pilnowac budrzet),wesoly,dowcipny(chcoc ona moje zarty czesto brala na serio),choc mam skryte kompleksy,nie narzekam na zainteresowanie kobiet,lubia mnie.zawsze to byl problem ,ze kolezanki do mnie pisza.teraz nawet pousowalem numery,nie ma mnie na zadnym portalu procz tego.z natury jestem stanowczy,a jedynie jej czesto ustepowalem.moze mnie tylko wykorzystala,nie wiem.nie wiem wiec po co te slowa.na koniec za wszystko przeprosilem,przyznalem moja kompletna wine i chcem ,aby ona sie czula lepiej chocby to mialo byc w ten sposob.kij ma zawsze 2 konce. kij ma zawsze 2 konce,uwazam.nie obwiniam jej bo mi nie zalezy na szukaniu winnych, ja chcialem naprawic nasze uczucie ,a nie spisac na straty. latwo wyrzucic do kosza,znalesc kogos innego ,ale nie tedy droga,mysle. wiec zwrocilem sie do Was drogie Panie,jako kobiet i dziekuje za odpowiedzi.kazdy widzi swiat z innego punktu i z zupelnie innego ona.moze szukam zrozumienia, moge domniemac, i kazda teza moze byc wlasciwa. mi bardzo zalezy na niej,wiem ,ze w glebi jest delikatna, wrazliwa kobieta, choc na zewnatrz gra twarda i za taka sie uwaza,dlatego nie mogla by ze mna byc bo w koncu podjela juz decyzje.nikt nie jest idealny lecz po to sa ludzie ,aby sie siebie uczyc na wzajem.wkrotce dzien kobiet oraz jej urodziny,zawsze pamietam o urodzinach sa dla mnie najwazniejszym dniem czyjegos zycia.strasznie bym chcial ja gdzies zaprosic bo nie wiem czy z kims uczci ten dzien.lecz prosila o spokoj wiec to uszanuje.moze moje milczenie bedzie dla niej wiekszym prezentem niz cokolwiek.nosze ja w sercu i myslami jestem przy niej.a siebie zmieniam kazdego dnia,malymi krokami

"Prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz." Antoine de Saint-Exupéry

6 Ostatnio edytowany przez REA_lna (2013-03-05 08:10:31)

Odp: odeszla...

W takim razie, po tym sylwestrze myślę że chyba  -eine_gute_ehefrau - ma rację. Ona jeszcze nie przeżyła rozstania z tamtym. Tylko się naszarpiesz i nic z tego nie będzie. A poza tym z tego co opisujesz to Wasz związek należy raczej do trudnych i nie ważne czyja to wina. Na dłuższą metę takie związki nie mają przyszłości a wykańczają i ranią obie strony, każdy czuje się pokrzywdzony. Jesteś młody i z tego co piszesz masz wzięcie, to może zwyczajnie odpuść sobie. Może ona jeszcze nie jest gotowa na nowego faceta i będziesz się przy niej ciągle stresował. Po tym sylwestrze to mam wrażenie jakbyś tam był jak 5 koło u wozu, faktycznie żeby tylko Cię pokazać. Bo jak się kogoś szanuje i zaprasza do siebie do domu to poświęca się JEMU uwagę. Ja na Twoim miejscu też czułabym się obrażona i byłoby mi głupio jakby w mojej obecności facet na okrągło opowiadał o byłej i to jeszcze ze swoimi rodzicami. Zastanów się czy chcesz takiego związku.

7

Odp: odeszla...

kolejna trudna lekcja,na pewno dla mnie ,aby zmienic siebie, ale bardzo mi przykro, ze takim kosztem. slowo niech pozostanie tylko slowem.bylo ich wiele i teraz juz na pewno stracilem ufnosc i choc obecnie nie mysle o zadnym zwiazku to gdyby to zaistnialo w przyszlosci nie bede wiedzial co jest prawda,a co tylko slowem. bede podchodzil z dystansem i to tez moze miec zle skutki,nie otworze sie calym soba,nie dam sie poznac do konca,a ktos moze mi zarzucic,ze nie ufam. zwlaszcza ,ze tyle mozna naczytac sie na tym portalu o ludzkich dramatach ,ze moj wyglada jak bulka z maslem. lecz ja tez bardzo pokochalem i tez czuje bol. nawet na koniec dodala ,ze chyba za bardzo ja pokocham. nie jestem osoba zawistna,nie posiadam tej cechy,nie czuje potrzeby odegrania sie, zwlaszcza na kims z kim sie bylo. przestalem planowac po rozstaniu z ex narzeczona, ktora tez wiele mowila bez pokrycia.z ta roznica ,ze ona w ostatniej fazie zwiazku planowala jedynie zemste do ,ktorej miala prawo i przyjalem to jak mi sie odplacila pytajac dlugo siebie czy tak mozna.teraz wiem ,ze mozna. mam z nia dziecko i kontakt mamy dobry. a przy tej kobiecie znow zaczalem planowac,czulem ,ze mam kogos z kim moge isc przez zycie,a powiadaja - "chcesz rozsmieszyc Boga,opowiedz mu o swoich planach"

"Prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz." Antoine de Saint-Exupéry

8

Odp: odeszla...
geniu napisał/a:

kolejna trudna lekcja,na pewno dla mnie ,aby zmienic siebie, ale bardzo mi przykro, ze takim kosztem. przestalem planowac po rozstaniu z ex narzeczona, ktora tez wiele mowila bez pokrycia.z ta roznica ,ze ona w ostatniej fazie zwiazku planowala jedynie zemste do ,ktorej miala prawo i przyjalem to jak mi sie odplacila pytajac dlugo siebie czy tak mozna.teraz wiem ,ze mozna.

Doswiadczenia z przeszlosci sa bagazem przyszlosci  i moga byc owocne w skutkach o ile nalezycie z nich wyciagniesz wnioski. Masz do przerobienia lekcje z zycia sam ze soba i nie tylko Ty. A mscic sie to strata czasu, bo co dajesz, to wraca do Ciebie ze zdwojona sila. A wtedy czlowiek docenia co mial jak stracil przez swoja glupote z domoeszka checi zemsty.

geniu napisał/a:

mam z nia dziecko i kontakt mamy dobry. a przy tej kobiecie znow zaczalem planowac,czulem ,ze mam kogos z kim moge isc przez zycie,a powiadaja - "chcesz rozsmieszyc Boga,opowiedz mu o swoich planach"

Byc moze nie wszystko jest jeszcze stracone, bo jak mawia tez powiedzenie, ze "gdy Bog zamyka drzwi, to zostawia otwarte okno" jak rowniez, ze "przychodzi 15 min. za pozno, ale zawsze zdazy". Zanim jednak "wrocisz" do tej rzeki to doprowadz temat "remontu" siebie do konca, bo sam fakt pewnosci takowego poczynania z Twojej strony moze nie byc dla zadnej z partnerek zadowalajacy. Zwlaszcza, ze widmo alimentow wisi nad Toba. Moze warto nad tym zagadnieniem jeszcze popracowac i zmienic bieg dotychczasowych wydarzen.
Zmienic mozesz siebie a nie innych, w ten sposob nie zbawisz swiata, nawet swojego chcac wplynac na innych.
Na czyjes mysli nie mamy wplywu ale na slowa i czyny tak. Tak jak nie mamy wplywu na ludzi, ktorzy sie pojawiaja w Naszym zyciu ale za to mamy wplyw, czy w nim pozostana... Wszystko jest w Naszych rekach.
Wyraz zyczenie przed swiatem i dzialaj, by sie spelnilo. smile

"Choc milosc mozna okazywac na wiele sposobow to slowa sa najczasciej odbiciem stanu duszy. Badz skory do sluchania, nie skory do mowienia i nie skory do gniewu". Bo "kto nie chce kiedy moze, nie bedzie mogl kiedy bedzie chcial"...

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

9

Odp: odeszla...

Podnosiłeś na nią na pewno tylko głos?

10

Odp: odeszla...

Byc moze nie wszystko jest jeszcze stracone, bo jak mawia tez powiedzenie, ze "gdy Bog zamyka drzwi, to zostawia otwarte okno" jak rowniez, ze "przychodzi 15 min. za pozno, ale zawsze zdazy". -piekne slowa


wszystko w jego rekach,cokolwiek sie dzieje wokol Nas. ktos mi kiedys powiedzial, ze jakiekolwiek sa niepowodzenia to Bog nas po prostu testuje. ja tez uwazam,ze nigdy nie jest za pozno. mnie o wszystko obwiniono przy zerwaniu,nie dano mi szansy,lecz nikomu nie wolno nakazywac wybaczyc. P.S. widmo alimentow na mnie nie wisi,potrafilem sam zalatwic te kwestie z matka mojego dziecka i nie potrzebujemy sadow ,aby sie porozumiec.

"Prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz." Antoine de Saint-Exupéry

11

Odp: odeszla...
madoja napisał/a:

Podnosiłeś na nią na pewno tylko głos?

i lewarek ,a na pewno to Kosciuszko nie zyje. jesli to ma zwiazek ze sprawa,ze mnie tak nagle zostawila-  nie, nie przejawiam takich zachowan wobec kobiet,predzej reka by mi uschla i bardzo wspolczuje kobieta ,ktore przez to przechodzily. ale powiedziala ,ze sie boi moich "wybuchow", choc mi nie wierzyla ,ze sie zmienie i juz 1,5tyg nie mamy kontaktu robie to teraz juz dla siebie i ucze sie nie reagowac nerwowo na pewne sytuacje ,ktore wczesniej mnie draznily. i sa jeszcze sytuacje dotyczace zachowan innych ludzi ,ale gryze sie w jezyk i pozniej sobie analizuje i widze to w rzeczywistosci jako malo istotny problem. tesknota za nia wciaz wielka i sie poglebia ,ale wierze ze przejde przez to. mysl ,ze juz sie nigdy nie zobaczymy jest bardzo dolujaca ,ale lepiej zyc na odleglosc i wierzyc ,ze jest szczesliwa niz widziec jak podczas ostatniej rozmowy zero emocji z jej strony ,tak jakby te wspolne chwile nigdy nie istnialy. doradzam wszystkim ,ze najlepiej zniknac nie sprawdzac nic na portalach dla swojego zdrowia. kiedys moja ex narzeczona do mnie dzwonila,tak pogadac co u mnie.cieszylo mnie to, robilem sobie nadzieje,a ona po prostu chciala slyszec jak mi zle,czy jeszcze mnie "trzyma" i moze ja to w jakis sposob cieszylo.

"Prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz." Antoine de Saint-Exupéry

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018