Jak wstać z kolan?`
Treściwie i to co najważniejsze. Jak w tytule. Chyba potrzebuję zdrowego kopniaka w d??
Dylemat standardowy a zawsze przeżywany wyjątkowo osobiście. Bez zbędnego owijania w bawełnę, pokrótce??.
Jestem dwa miesiące po rozwodzie. Do rozwiązania najważniejsza kwestia a mianowicie?.pozbycie się ex małżonki z mieszkania. Powiedzmy jednak, że temat na dniach będzie rozstrzygnięty. Oczywiście jako najgorszy sk? w oczach syna jestem przedstawiany przez moją byłą. Syn jest stroną (?!) w publicznym mieszaniu mnie z błotem. Małżeństwo było jedną wielka porażką. Żałuję, że zdecydowałem się na to tak późno. Niestety?..
W czym więc problem? Ano w tym, że negując większość wypowiedzi na tym forum, że facet bawi się laskami obiecując, że zostawi żonę i pójdzie do tej której to deklarował?..a później tego nie robi. Bawi się i tyle.
Ja się zdecydowałem. Czy miałem dylematy? Jasne. Przez ten syf może było mi łatwiej. Odbyło się to niestety kosztem tej osoby dla której to zrobiłem. Pojechałem po bandzie. Jak gówniarz. Fakt. Brak jaj, tchórzostwo, wszechobecna cykoria mająca bezpośredni przekład na moje zachowania (żenujące niewątpliwie i krzywdzące) i próba zrobienia tego tak, aby wszystkich zadowolić. Nie da się. Po prostu wszystkim się dogodzić nie da. Status quo paradoksalne wręcz. Podobno zrobiłem to dla siebie, na niczym i nikim mi nigdy nie zależało. Miałem zawsze inne priorytety. Dobra, niech będzie. Przyjmuję wszystko na siebie. Dyskusja przestaje takową być, kiedy argumenty jakich używam są traktowane jak bełkot.
Generalnie rzecz ujmując kiedy ja jestem gotów (tak mi się zdaje przynajmniej), to właściwie dawno jest pozamiatane. Abstrahując już od tego czego musiałem wysłuchać?począwszy od emocjonalnego gówniarstwa a skończywszy na tym, żebym zaczął zachowywać się jak facet. Demony przeszłości się we mnie budzą. Dostałem za swoje. Ok. Zaczynam mieć nieodparte wrażenie, że zachowuję się jak szmaciarz. Pierwszy raz jestem na kolanach. Parszywe doznanie. Tak sobie myślę czy wpierw rozwali mnie psycha czy nałogi? Jak na złość oczywiście jak się sra to wszystko naraz.
Czy ktoś może mieć sadystyczną radochę z tego, że w ramach rewanżu czy jakkolwiek to nazwać delektuje się takowymi emocjami? To lekcja czy zemsta? Uświadomienie, nauczka? Co? Potrzebuję wprost to usłyszeć na zasadzie ?dziękuję panu za współpracę?. I znikam. Nie mogę się tego doprosić. Potrzebuję uwolnienia, zerwania tej smyczy, która mnie trzyma w szachu pomiędzy nadzieją a chęcią powrócenia do normalności. Bez złudzeń, bez niczego. Ale nie?..
Nie potrzebuję powtarzania, że to moja wina, że to wszystko zawdzięczam tylko sobie. Nie podzielam tej opinii. Chcę tylko to usłyszeć. Czy to takie trudne? Nie jestem w stanie sam tego zrobić. Ni wała.
To teraz pytanie: rozumiem, że zerwać cały kontakt, marzenia z bajki wsadzić w tyłek i zerwać z tym wszystkim najszybciej jak się da nim kompletnie mi odbije? Czy próbować dalej? Nie ukrywam, że chciałbym, pragnę wręcz usłyszeć, żebym znikał. W czym jest problem? Przecież to nic panią nie kosztuje. Mnie owszem. Więc o co biega w tym wszystkim?
Niestety, zależy mi. Jak na nikim wcześniej. Nigdy tego nie doświadczyłem. Instynkt mi mówi, że mam ratować siebie. Drugie ja, ten próżny skurw....żebym jednak może powalczył.