To tak, jeżeli chodzi o coś baśniowego - trylogia o Atramentowym Świecie: Atramentowe Serce, Atramentowa Krew, Atramentowa Śmierć - C. Funke. Dość lekkie, na pewno nie tak monumentalne jak świat Tolkiena, ale przyjemne, chociaż ja wolę inne klimaty fantasy. Może się wydawać dziecinne, ale dorośli też czytali i się podobało. Jeżeli podobała Ci się Narnia, to to chyba też powinno.
Seria o Artemisie Fowlu E. Colfera - dowcipna książka o chłopcu - geniuszu, który odkrywa świat wróżek, elfów itp., natomiast pozbawione jest tej całej otoczki mistycyzmu, nieuchronnego przeznaczenia, nieuniknionych katastrof itd. Kocham za humor, jest lekkie, świetnie i szybko się czyta, z kolei moja mama nie mogła przebrnąć ;s.
"Achaja" Ziemiańskiego - już ktoś wspominał, więc dodam coś od siebie. Elementy magii są, ale to akurat najsłabsze miejsca w książce. Niemniej jednak wielbię tę trylogię + luźniejszą kontynuację "Pomnik Cesarzowej Achai" - już bez bohaterki z trylogii. Książkę dobrze się czyta, prosty język, humor też się pojawia, dość realistycznie napisana jak na świat przedstawiony.
Trylogia Czarnego Maga autorstwa T. Canavan - no tu bez elfów i innych stworzonek, więc nie wiem, czy się zalicza, ale książka ma fajną atmosferę samej tej... magii.
Trylogia Dziedzictwo Ch. Paoliniego - ktoś już wspomniał, tyle ma z trylogią co nic. Elfy, krasnoludy są, a jakże - trochę jak nieco gorsza/uboższa wersja świata Tolkiena. "Eragona" i "Najstarszego" czyta się lekko, łatwo i przyjemnie, pomijając perełki (nie wiem, czy tłumaczeniowe, czy autora) typu "Lękali się, że obudzą się z poderżniętymi gardłami" czy coś w ten deseń. "Brisingr" - tę część mógłby sobie darować, można ją streścić w paru zdaniach. "Dziedzictwo" - 4. tom podzielony na dwie części jest już całkiem spoko, ale jednak czytając nie można się oprzeć wrażeniu, że to biedniejsza wersja Władcy Pieścieni.
"Wilczyca i Córka Ziemi" H. Loevenbruck - w miarę dobrze się czyta, druidzi, wilki, elfów chyba nie było, nie pamiętam, dawno czytałam, to bodajże jest trylogia, ale stanęłam na 1. części.
"Sillmarillion" Tolkiena - elfy są, wszystko na swoim miejscu, ale jeśli nie przepadasz za opisami, to możesz się nieprzyjemnie rozczarować
.
cokolwiek Andre Norton - napisała tyle, że ciężko wymieniać, ale w tak bogatej twórczości na pewno każdy znajdzie coś, co się spodoba. No i różnych magicznych stworzeń to tam jest całkiem sporo...