Od kilku lat mam ataki obżarstwa. Czy któraś z Was wyszła z tego?? Ja już nie wiem co robić, ile mogę tak żyć:(
Podobne tematy
ja mam, od zawsze. z reguły jem zupełnie normalne, ale przychodzą takie momenty, że nie potrafię się opanować - jem co leci. nie ma to nic wspólnego z emocjami, zdarza się to przede wszystkim kiedy jestem strasznie zmęczona. kiedy jestem zestresowana nie mogę nic przełknąć. pogodziłam się już z tym - chyba każda z nas lubi od czasu do czasu walnąć sobie jakąś bombę kaloryczną
a żeby nie mieć wyrzutów sumienia i zachować sylwetkę staram się dużo ruszać - od czasu do czasu chodzić na fitness, regularnie na długie spacery. zawsze nienawidziłam biegać, ale ostatnio jakoś się do tego sportu przekonałam, jak trochę pobiegam czuję się wspaniale. myślę, że najważniejsze to nie popadać w paranoję, że się obżeram, że znów sobie pofolgowałam, że trochę przytyłam, bo przez to jest jeszcze gorzej. a u Ciebie jak jest, czy jest to związane ze stresem, smutkiem?
Sama nie wiem... po prostu nie panuje nad tym. Nie umiem zjesc normalnie tylko zawsze jem tyle, ze boli mnie brzuch i jest mi nie dobrze a potem mam ogromne wyrzuty sumienia, chce mi sie plakac, mowie ze juz nigdy wiecej. I tak ciagle. Czesto ukrywam sie z tym przed innymi i w ogole wstydze sie jesc w towarzystwie innych, przez co niektorzy mysla ze ja bardzo malo jem. Najdluzej bez obzarstwa wytrzymalam 2 miesiace i bylam wtedy zupelnie innym czlowiekiem, chcialo ,mi sie zyc, bylam pelna energii i wesola. A jak juz wpadne w 'ciąg' objadania to nie moge przestac. I wtedy od nowa mowie sobie ze zaczynam od nowa zycie i takie tam, potem mijaja z 2 tygodnie i znowu jest to samo. Mam przez to chyba problemy z samoocena i nigdy nie mialam chlopaka.... Czuje ze przez to marnuje swoja mlodosc:/ zreszta juz zmarnowalam:(
handm, wydaje mi się, że tu nie chodzi o to, o czym piszesz. O bomby kaloryczne itp. zachcianki, które oczywiście ma prawie każdy z nas raz na jakiś czas. Wydaje mi się, że littlereddress chodzi o coś podobnego do tego, co robię ja... Śniadań nie jem już od... hmmm... no będzie gdzieś z 10 lat... Potrafię nie jeść nic do godzin popołudniowych. 15:00? 16:00? 18:00 tak, jak na przykład dzisiaj? Nie ma większego problemu. I w sumie nie jestem głodna. Mogłabym zjeść jakąś lekką sałatkę, czy jedną kanapkę i byłoby ok. Ale nie, jak już się dorwę do jedzenia to jem tyle, że później się ruszyć nie mogę. I to nie jest tylko takie gadanie, bo naprawdę, jak po zjedzeniu fury jedzenia "jak chłopu do kosy", jak to mawia moja Babcia, zalegnę na kanapie, to nawet ciężko się ruszyć do toalety, o wyjściu z domu nie ma mowy, bo w żołądku za dużo i za ciężko się człowiek czuje. I też powtarzam sobie jak autorka, że trzeba się wziąć za siebie i jeść małe porcje w mniejszych i równych odstępach czasu, a robię cały czas tak samo.
Także littlereddress, jeśli o to właśnie chodzi też w Twoim przypadku, wydaje mi się, że nic oprócz silnej woli nas nie uratuje
Najgorzej zmienić swoje zwyczaje i przyzwyczajenia...
myślę, że Ty, Delicious, po prostu głodzisz się do pewnej godziny zamiast jeść regularne, mniejsze porcje i potem nie możesz się powstrzymać przy pierwszym 'porządnym' posiłku, a to chyba nie jest problem z jedzeniem, tak po prostu przywykłaś
chociaż to wykańcza żołądek. dużo osób tak ma, nie je śniadań, obiadów a potem lodówka killer popołudniami i wieczorami. a littlereddress pisze, że nie może opanować się przy większości posiłków. a może to, littlereddress, że nie możesz się opanować nie jest przyczyną Twojego złego samopoczucia i niskiej oceny a wręcz odwrotnie? moja koleżanka, gdy tylko ktoś podkopie jej wiarę w siebie, albo poczuje się gorzej wpycha w siebie co i w jakich ilościach popadnie. nie możesz tak sobie tego tłumaczyć, że przez to, że jesz więcej marnujesz swoją młodość, bo to Cię tylko coraz bardziej wpędza w to obżarstwo... nie czuj się winna, kiedy Ci się to przydarzy, a spróbuj być radosna kiedy uda Ci się zjeść normalnie
myślę, że to pomoże, w końcu wszystko siedzi w naszych głowach.
Generalnie to nie głodzę się z premedytacją
Jak mam czas w pracy, żeby zjeść lunch to jem, ale bywa też i tak, że nie mam nawet chwili, więc po jakimś czasie głód po prostu sam przechodzi i jem dopiero po powrocie do domu. I dobrze wiem, że takie jedzenie raz dziennie w dużych ilościach wykańcza żołądek, ale jak już pisałam - trudno zmienić nawyki ![]()
rozumiem to doskonale, żyję z takim jednym delikwentem, który śniadania nie zje za nic, coś tam ewentualnie podje w ciągu dnia, a wracając popołudniami do domu to już tak sobie dogadza, że nie może wstać przez godzinę
strasznie trudno pozbyć się złych nawyków, np. walczę od zawsze z podjadaniem wieczorami słodyczy i do tej pory często przegrywam. także najważniejsze to chyba silna wola, dążenie do celu małymi kroczkami i pozytywne nastawienie ![]()
Witaj. ![]()
Od kilku lat mam ataki obżarstwa. Czy któraś z Was wyszła z tego?? Ja już nie wiem co robić, ile mogę tak żyć:(
Myślę, że od kilku lat żyjesz w ciągłym stresie, który...zajadasz. To, chociaż chwilowo poprawia Twoje samopoczucie - takie odreagowanie.
Krytyczna samoocena, negatywne myślenie o sobie, destrukcja, wyznaczanie terminu rozpoczęcia "nowego życia", a następnie zawalanie go...i znów apiać od początku. To zamknięte koło, błędne koło. Weszło Ci to już w nawyk, w uzależnienie...chwilowo zaspokaja, chociaż znasz już uboczne skutki objadania się.
Zmień nastawienie do siebie samej, na budujące, bo Twój problem leży w psychice, a nie w sferze fizycznej.
Już nawet sam organizm buntuje się, reaguje, wysyła sygnały, że co za dużo, to niezdrowo. Oby nie doszło do bulimii.
Również dobrze, żebyś porozmawiała o swoim problemie z lekarzem, nawet pierwszego kontaktu. Są jakieś farmaceutyki na obniżenie łaknienia.
A może rozmowa z psychologiem?
Pozdrawiam. ![]()
Myslalam o psychologu, ale to wiązałoby się z przyznaniem się do tego rodzicom, bo jestem na ich utrzymaniu a taki specjalista jednak kosztuje. Za nic w świecie nie chcę się do tego przyznać, wstydzę się tego. Nikt z mojego bliskiego otoczenia o tym nie wie, potrafie to tak dobrze ukryć bo jem tylko w samotności. Ja chce to pokonać sama... wierzę, że można... Poradźcie coś kobietki!! ![]()
nie sądzisz, że ktoś bliski mógłby Ci bardzo pomóc? ciężko jest zmagać się z czymkolwiek samemu...
Myslalam o psychologu, ale to wiązałoby się z przyznaniem się do tego rodzicom, bo jestem na ich utrzymaniu a taki specjalista jednak kosztuje. Za nic w świecie nie chcę się do tego przyznać, wstydzę się tego. Nikt z mojego bliskiego otoczenia o tym nie wie, potrafie to tak dobrze ukryć bo jem tylko w samotności. Ja chce to pokonać sama... wierzę, że można... Poradźcie coś kobietki!!
W przychodni z NFZ są bezpłatne porady i terapie psychologiczne. Idź i zapisz się na wizytę.
Dlaczego wstydzisz się powiedzieć rodzicom? Rozumiem że nie chcesz, aby dowiedziało się Twoje otoczenie: jak dalsza rodzina, koleżanki. Skoro trwa to już tyle lat, to moim zdaniem popadasz w bulimię - to choroba, którą należy leczyć.
Czy prowokujesz wymioty?
Nie nie... Nie wymiotuję, to jest coś innego niż bulimia. Podobne jest do niej to objadanie, ale wymiotów nie prowokuję.