Witam...w tym roku skonczylam 34 lata,od 6 lat jestem mezatka.maz przebywa za granica od 3 lat.nie mamy dzieci.moje zycie zamienilo sie w wegetacje.w przeciagu 3 lat maz przyjezdzal do domu tylko na swieta wielkanocne i bozego narodzenia.zyjemy na odleglosc.maz pojechal za chlebem ale ja tego specjalnie nie odczuwam.dalej dlugi,dalej problemy finansowe i dalej gehenna.ostatnio go widzialam w grudniu...w tym roku jeszcze nie byl w polsce bo ciagle pracuje i nie ma czasu przyjechac do domu.do niego nie pojechalam bo on nie mieszka tam sam tylko z osobami ( malzenstwem ) z ktorym mam na pienku i siostra za ktora nie przepadam i z wzajemnoscia...nie bardzo chce ich ogladac i siedziec tam z nimi bo to bylby dla mnie koszmar...
nasz kontakt jest bardzo slaby bo szkoda mu pieniedzy na telefony do polski..i tak minelo 3 lata rozlaki.mial mnie sciagnac do siebie ale przez tyle czasu nie udalo mu sie tego zrobic i wynajac zadnego mieszkania tylko dla nas:( nie pomogly prosby,grozby zwiazane z rozwodem,placz,prosba o powrot....ciagle zapewnia mi ze bedzie dobrze i na tym sie konczy...tymczasem czas gna,nie mam juz dwudziestu lat i czuje jak zycie przecieka mi przez palce..nie mam dziecka,przyszlosci,zabezpieczenia ,nic...
nie pracuje od 8 mcy,prace stracilam z dnia na dzien.....jestem na zasilku i finansowo mam bardzo ciezko..ciagle szukam pracy ale na rozmowach kwalifikacyjnych sie konczy..mieszkam w malym miescie gdzie z praca jest bardzo trudno..
znajomi? byli do czasu..kolezanki powychodzily za maz i maja w nosie moja osobe..nikt nie ma czasu,kazdy ma swoje zycie rodziny...nawet wyciagniecie ktorejs na spacer pogadac graniczy z cudem...
od roku mysle o rozwodzie bo widze ze nic dobrego mnie nie czeka...powiedzialam o tym rodzinie i rozpetalo sie pieklo.rodzina nie chce o tym slyszec.stoi murem za mezem bo jest spokojny i dobry...nie bije nie pije.....najchetniej juz dzis wygnaliby mnie tam do niego na poniewieke na obczyzne,bez znajomosci jezyka i do sprzatania..
...awantury klotnie pieklo to codzienny obrazek z mojego zycia...dolowanie,wpedzanie na skraj to funduje mi moja rodzina...tysiace pytan I CO DALEJ ZAMIERZASZ???
siedze samotnie w 4 scianach bo sama mieszkam.....do tego dochodzi bezrobocie a co za tym idzie klopoty finasowe.........bylam u psychiatry i jestem juz na prochach.....
nie wiem co mam robic?jestem w rozsypce...mam zwiazane rece i sama tu nic nie zdzialam....a kazdy dzien dziala tylko na moja niekorzysc...cos mi mowi ze zmarnowalam swoje zycie....:( a tu znalazlam sie bo kompletnie nie mam z kim porozmawiac..drogie dziewczyny,co zrobilybyscie na moim miejscu? bede wdzieczna za kazda odpowiedz...nawet te zla..
1 2012-08-30 18:55:07 Ostatnio edytowany przez ptaszek na uwięzi (2012-08-30 18:55:44)
Podobne tematy
Witaj. Przykro mi jest czytając to wszystko. Jestem mężatką od 4 lat ,mam 31 lat mamy z mężem 2,5 letnią córcię i u nas też szykują się zmiany, mąż pojechał za granicę na 2 tygodnie , niedługo wraca. Nie wie co ma robić czy jechać tam za dwa tygodnie znowu na 2 tyg, taki system 2 tyg w domu 2 tam. Jest bardzo związany ze mną i z dzieckiem, źle znosi rozłąkę. Mi tez jest ciężko, nie wyobrażam sobie żeby pojechał na tak długo jak Twój mąż. Młode małżeństwo nie powinno się rozstawać na tak długo. Powinniście pomyśleć o dziecku i wspólnym życiu. Mąż powinien stanąć na głowie żebyś mogła do niego przyjechać. Nie do pojęcia jest dla mnie to co piszesz nie widzieliście się od grudnia i on nie może przyjechać choć na tydzień do Polski?, szkoda mu kasy na telefony?., to ile to kosztuje? bęz przesady to ile on jeszcze zamierza tam siedzieć beż widzenia się z Tobą?. Ja miałam obawy co do wyjazdu mojego męża, ale znam go wiem, że w życiu nie zrezygnowałby z rodziny. Nie powinnaś mieć problemów finansowych mając męża za granicą, skoro on tak mało tam zarabia to niech wraca do Polski i tu pracy szuka. Powinnaś porozmawiać z mężem na poważnie albo wóz albo przewóz, życie Ci ucieknie czekając na niego. Jeżeli mu na Tobie zależy to niech wynajmie dla Was coś siedzi tam już tyle czasu nie wysyła Ci pieniędzy powinno Go być stać na jakieś mieszkanie, tym bardziej, że ty pracy nie masz pojechałabyś do niego i tam coś znalazła sobie.
Wasze małżeństwo to już chyba tylko fikcja, skoro się tak rzadko widujecie i nawet nie rozmawiacie... Uważam, że jest to bez sensu, lepiej byloby się rozwieść i poszukać kogoś kto będzie przy Tobie. A rodzina... Rodzina niech sobie gada, to Twoje życie i to Ty masz prawo decydować o tym, czy chcesz być z mężem czy nie. A to że nie bije i nie pije to nie jest oznaką, ze jest dobrym mężem!!! Bądź bardziej wymagająca i ceń się ![]()
A jeżeli chodzi o znalezienie pracy to wiem, że jest ciężko. Może spróbuj zapisać się na jakieś kursy? Przede wszystkim nie poddawaj sie, rozpychaj sie łokciami i probuj do przodu. Nikt nie mówi, że będzie łatwo ale myślę, że w końcu się uda, tylko więcej wiary w siebie!
4 2012-08-30 21:14:43 Ostatnio edytowany przez jutrzenka31 (2012-08-30 21:20:33)
I nie faszeruj się środkami uspokajającymi, weź życie w swoje ręce. Porozmawiaj jeszcze z mężem przy najbliższej okazji, powiedz mu, że nie chcesz być sama, zapytaj czy mu jeszcze na Was zależy, jak nie udaje mu się to żeby Cię zaciągnąć tam, to niech oleje tę robotę i wraca do domu i do Ciebie. Bo życie na odległość to nie związek.
Jak nie będzie chciał to go olej i układaj sobie życie dziewczyno. Zacznij tak jakby go nie było w Twoim życiu, na nowo. Skoro on pracuje tam za marne grosze, nie zależy mu na utrzymaniu więzi z żoną to już ma inne priorytety niż wspólne życie, a gadki: Będzie dobrze" to nie wiem...zbywanie Cię, nie wiem czemu ma to służyć. Przyjeżdżanie do domu tylko na święta jest dobre dla kawalera, a nie dla żonatego faceta.
dziewczyny dziekuje za odpowiedzi..jestem wyczerpana psychicznie...mam kolejna awanture z rodzina za soba...:( on jest cacy a ja to dno i wodorosty...i mowi mi to wlasna rodzina:(
Witaj. Rozumiem jak ciężko jest Ci podjąć jakąkolwiek decyzję w tej sprawie, bo z jednej strony kochany mąż i przywiązanie, z drugiej rodzina. Spróbuj sobie to jednak skalkulować:
- masz męża a w sumie tak jakbyś go nie miała, bo nie wspiera Cię na co dzień, nie widujesz go, nie sypiacie razem, nie chodzicie do kina, nie sprzątacie razem salonu, nie jadacie wspólnych posiłków...
- masz męża a nie możesz mieć z nim dzieci ... tzn teoretycznie możesz, ale coś się dzieje takiego, że nadal nie macie
- wyjechał za pieniędzmi a jakoś nadal pieniędzy nie ma
- rodzinie, się dobrze gada a nie mają takiego życia co Ty, nie rozumieją najwidoczniej co przeżywasz
- jesteś na prochach - to znak, że dzieje się źle i należy to zmienić
Jak na to patrzę stwierdzam, że ten związek istnieje tylko tak jakby po to żeby uniemożliwić Ci układanie sobie życia po swojemu. Trzyma Cię, nie pozwala na wiele rzeczy a nic nie daje w zamian. Skoro mówisz, że były prośby groźby a mąż nic sobie z tego nie robi to prawdopodobnie dlatego, że nie jesteś stanowcza i konsekwentna. Według mnie powinnaś wziąć sprawy w swoje ręce. Pofatygować się do męża osobiście, przedstawić mu wszystko na sucho i postawić ultimatum - wraca natychmiast, ściąga Cie natychmiast albo rozstajecie się - natychmiast. Ewentualnie daj mu miesiąc. W tym czasie pomyśl nad zmianą miejsca zamieszkania - tam gdzie łatwiej masz szansę na pracę. I tak nic Cię nie trzyma, nie masz tu znajomych, za którymi byś tęskniła, rodzina Ci też nie pomaga wiele. Wyjedź, zacznij pracę, znajdź znajomych. Nikt nie przeżyje życia za Ciebie, nikt nie umrze za Ciebie więc nie mają prawa Ci zabraniać decydować o własnym życiu. Najlepiej nie rozmawiaj z nimi o tym, nie pozwól by odwiedli Cię od Twoich planów i marzeń. Wiem, ze łatwo się pisze a trudniej robi, ale uwierz, ze jak już przejdziesz tą ciężką drogę, zobaczysz jak wiele mogłaś stracić a jak wiele zyskałaś i wszystko Ci się zwróci a Ty odetchniesz z ulgą, że to już minęło. Nie zastygaj w stagnacji, ja trzymam kciuki, by udało Ci się zmienić swoje życie, na to nigdy nie jest za późno ![]()
Jakoś nie wróżę Wam przyszłości, ale przede wszystkim powinnaś przeanalizować wszystkie za i przeciw. Ja również byłam w związku, który psychicznie i fizycznie mnie wypalał, miałam myśli samobójcze, bo nie dawałam już rady, ciągnęłam to wszystko tylko ze względu na małe dzieci. Ale w końcu powiedziałam sobie dość i wiem, że będzie ciężko ale ja dopiero teraz czuję że żyję, zaczęłam się uśmiechać, myślę pozytywnie, teraz wiem jak niszczący był to związek. Uważam, że nie powinnaś się przejmować opinią rodziny, bo to w końcu Twoje życie i powinnaś je przeżyć tak jak Ty tego chcesz. Najważniejsze abyś była w końcu szczęśliwa.
8 2012-08-31 15:23:52 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2012-08-31 15:27:41)
dziewczyny dziekuje za odpowiedzi..jestem wyczerpana psychicznie...mam kolejna awanture z rodzina za soba...:( on jest cacy a ja to dno i wodorosty...i mowi mi to wlasna rodzina:(
a zastanawiałaś się nad tym, czy oni aby czasem nie mają racji?
moża za mocno się skoncentrowałaś na sobie, zamykając na innych, nie piszę o mężu, absolutnie bo za mało napisałaś by do takich wniosków dojść, ale zobacz ile rzeczy się na świecie dzieje - znajdz sobie hobby, choćby pomaganie innym na forum, zobacz że są inni, może właśnie spełnisz się w tym, że będziesz z ludźmi pisać, każdy ma swoje doświadczenia i może je wykorzystać.
Jakoś nie wróżę Wam przyszłości, ale przede wszystkim powinnaś przeanalizować wszystkie za i przeciw. Ja również byłam w związku, który psychicznie i fizycznie mnie wypalał, miałam myśli samobójcze, bo nie dawałam już rady, ciągnęłam to wszystko tylko ze względu na małe dzieci. Ale w końcu powiedziałam sobie dość i wiem, że będzie ciężko ale ja dopiero teraz czuję że żyję, zaczęłam się uśmiechać, myślę pozytywnie, teraz wiem jak niszczący był to związek. Uważam, że nie powinnaś się przejmować opinią rodziny, bo to w końcu Twoje życie i powinnaś je przeżyć tak jak Ty tego chcesz. Najważniejsze abyś była w końcu szczęśliwa.
kokoszko a jak to u Ciebie wygladalo? dlaczego twoj zwiazek sie rozpadl?co bylo przyczyna?
ptaszek na uwięzi napisał/a:dziewczyny dziekuje za odpowiedzi..jestem wyczerpana psychicznie...mam kolejna awanture z rodzina za soba...:( on jest cacy a ja to dno i wodorosty...i mowi mi to wlasna rodzina:(
a zastanawiałaś się nad tym, czy oni aby czasem nie mają racji?
moża za mocno się skoncentrowałaś na sobie, zamykając na innych, nie piszę o mężu, absolutnie bo za mało napisałaś by do takich wniosków dojść, ale zobacz ile rzeczy się na świecie dzieje - znajdz sobie hobby, choćby pomaganie innym na forum, zobacz że są inni, może właśnie spełnisz się w tym, że będziesz z ludźmi pisać, każdy ma swoje doświadczenia i może je wykorzystać.
to raczej rodzina koncentruje sie na sobie....mam takie wrazenie...zwyczajnie wstydza sie ze ich corka mysli o rozwodzie...pochodze z religijnej rodziny i dla nich rozwod to biora tylko szmaty...nie mam nic do powiedzenia..wszyscy sa po stronie meza.
Również moim zdaniem powinnaś najpierw porozmawiać szczerze z mężem i z nim coś ustalić. Dać mu ultimatum, a jeśli to nic nie da to odejdź od niego. Rodzinie na Twoim miejscu nic bym nawet nie mówiła, zrobiłabym to za ich plecami, bo przecież to Ty cierpisz a nie oni. Wybierz dla siebie właściwa drogę, żebyś była szczęśliwa.
Kokoszko567 po przeczytaniu tego co napisałaś pojawił mi się uśmiech na twarzy
sama teraz tkwię w toksycznym małżeństwie, z którego staram się uwolnić. Dodałaś mi otuchy ![]()
Dunkis napisał/a:ptaszek na uwięzi napisał/a:dziewczyny dziekuje za odpowiedzi..jestem wyczerpana psychicznie...mam kolejna awanture z rodzina za soba...:( on jest cacy a ja to dno i wodorosty...i mowi mi to wlasna rodzina:(
a zastanawiałaś się nad tym, czy oni aby czasem nie mają racji?
moża za mocno się skoncentrowałaś na sobie, zamykając na innych, nie piszę o mężu, absolutnie bo za mało napisałaś by do takich wniosków dojść, ale zobacz ile rzeczy się na świecie dzieje - znajdz sobie hobby, choćby pomaganie innym na forum, zobacz że są inni, może właśnie spełnisz się w tym, że będziesz z ludźmi pisać, każdy ma swoje doświadczenia i może je wykorzystać.to raczej rodzina koncentruje sie na sobie....mam takie wrazenie...zwyczajnie wstydza sie ze ich corka mysli o rozwodzie...pochodze z religijnej rodziny i dla nich rozwod to biora tylko szmaty...nie mam nic do powiedzenia..wszyscy sa po stronie meza.
ha , mam coś dla Ciebie, zakładam, że zaciekawi Cię historia faceta, który był w podobnym układzie - w małżeństwie - ale.... niespodzianka, był po drugiej stronie
Historia podobna do Twojej małżeństwo wyjazd za granicę żeby się dorobić, pieniądze (tam są) mąż utrzymuje żonę odsuwają się od siebie i ...
zamknij oczy i wyobraź sobie, że ... decydujesz się na to, że następuje koniec - czujesz to co czujesz, ale postanawiasz że to koniec, twój mąz się o tym dowiaduje i ... budzi się ... i .. i jak się potoczy przeczytaj :
http://www.netkobiety.pl/t7897.html
(stary temat
)
Dunkis napisał/a:ptaszek na uwięzi napisał/a:dziewczyny dziekuje za odpowiedzi..jestem wyczerpana psychicznie...mam kolejna awanture z rodzina za soba...:( on jest cacy a ja to dno i wodorosty...i mowi mi to wlasna rodzina:(
a zastanawiałaś się nad tym, czy oni aby czasem nie mają racji?
moża za mocno się skoncentrowałaś na sobie, zamykając na innych, nie piszę o mężu, absolutnie bo za mało napisałaś by do takich wniosków dojść, ale zobacz ile rzeczy się na świecie dzieje - znajdz sobie hobby, choćby pomaganie innym na forum, zobacz że są inni, może właśnie spełnisz się w tym, że będziesz z ludźmi pisać, każdy ma swoje doświadczenia i może je wykorzystać.to raczej rodzina koncentruje sie na sobie....mam takie wrazenie...zwyczajnie wstydza sie ze ich corka mysli o rozwodzie...pochodze z religijnej rodziny i dla nich rozwod to biora tylko szmaty...nie mam nic do powiedzenia..wszyscy sa po stronie meza.
przepraszam ale jeżeli ty sie nie wchrzaniasz w religie i nie chesz jej z nią walczyć, to niech ona się nie wciska w Ciebie, rozwody są dla wszystkich ludzi, tak jak otrzeźwienie, tak jak nadzieja, ostatnia szansa i wybaczenie, nieprawdaż?
ale jednak coś w tym musi być, że wszyscy są po jego stronie,,, czy aby piszesz o wszyskim?
Również moim zdaniem powinnaś najpierw porozmawiać szczerze z mężem i z nim coś ustalić. Dać mu ultimatum, a jeśli to nic nie da to odejdź od niego. Rodzinie na Twoim miejscu nic bym nawet nie mówiła, zrobiłabym to za ich plecami, bo przecież to Ty cierpisz a nie oni. Wybierz dla siebie właściwa drogę, żebyś była szczęśliwa.
Kokoszko567 po przeczytaniu tego co napisałaś pojawił mi się uśmiech na twarzysama teraz tkwię w toksycznym małżeństwie, z którego staram się uwolnić. Dodałaś mi otuchy
Ultimatum , albo rozmowa, nie ma co tego łączyć, bo albo rozmowa okaże się niepotrzebana, bo najwazniejsze będzie ultimatum, a jesli stawiać tylko ultimatum to rozmowa je osłabi.
rodzina jest ok jeśli pomaga, jesli nie pomaga - zapomnij o rodzinie - niech oczywiście istnieją, ale jeżeli czujesz że nie działają na Twoja korzyść, no to sory, ale równiez nie powinni mieć wtedy nic do gadania - znaczy nie powinnaś dać się stłamsić - wysłuchać tak, ale nie życ pod dyktando.
ptaszek na uwięzi napisał/a:Dunkis napisał/a:a zastanawiałaś się nad tym, czy oni aby czasem nie mają racji?
moża za mocno się skoncentrowałaś na sobie, zamykając na innych, nie piszę o mężu, absolutnie bo za mało napisałaś by do takich wniosków dojść, ale zobacz ile rzeczy się na świecie dzieje - znajdz sobie hobby, choćby pomaganie innym na forum, zobacz że są inni, może właśnie spełnisz się w tym, że będziesz z ludźmi pisać, każdy ma swoje doświadczenia i może je wykorzystać.to raczej rodzina koncentruje sie na sobie....mam takie wrazenie...zwyczajnie wstydza sie ze ich corka mysli o rozwodzie...pochodze z religijnej rodziny i dla nich rozwod to biora tylko szmaty...nie mam nic do powiedzenia..wszyscy sa po stronie meza.
przepraszam ale jeżeli ty sie nie wchrzaniasz w religie i nie chesz jej z nią walczyć, to niech ona się nie wciska w Ciebie, rozwody są dla wszystkich ludzi, tak jak otrzeźwienie, tak jak nadzieja, ostatnia szansa i wybaczenie, nieprawdaż?
ale jednak coś w tym musi być, że wszyscy są po jego stronie,,, czy aby piszesz o wszyskim?
tak pisze o wszystkim...sa po jego stronie bo on jest grzeczny mily cichy spokojny,nie bije ,nie pije.....ale nie widza ze zmarnowal ich corce zycie!!
16 2012-08-31 15:49:17 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2012-08-31 15:50:01)
Dunkis napisał/a:ptaszek na uwięzi napisał/a:to raczej rodzina koncentruje sie na sobie....mam takie wrazenie...zwyczajnie wstydza sie ze ich corka mysli o rozwodzie...pochodze z religijnej rodziny i dla nich rozwod to biora tylko szmaty...nie mam nic do powiedzenia..wszyscy sa po stronie meza.
przepraszam ale jeżeli ty sie nie wchrzaniasz w religie i nie chesz jej z nią walczyć, to niech ona się nie wciska w Ciebie, rozwody są dla wszystkich ludzi, tak jak otrzeźwienie, tak jak nadzieja, ostatnia szansa i wybaczenie, nieprawdaż?
ale jednak coś w tym musi być, że wszyscy są po jego stronie,,, czy aby piszesz o wszyskim?tak pisze o wszystkim...sa po jego stronie bo on jest grzeczny mily cichy spokojny,nie bije ,nie pije.....ale nie widza ze zmarnowal ich corce zycie!!
zerknełas na link?
a Ty pijesz, jesteś niegrzecza i bijesz i w dodatku jesteś niemiłą córeczką?
co do marnowania życia córce, to może by im tak powiedzieć, co czujesz.
Ptaszku na uwięzi, masz 34 lata, ogarnij się !
Pochodzisz z religijnej rodziny, ok, rozumiem. Ale co to za tekst, że według twojej rodziny rozwód biorą tylko szmaty?!
Kobieto weź się zastanów, przecież to nie oni żyją Twoim życiem, masz prawo ułożyć je sobie jak chcesz. Skończ z tym zaściankowym myśleniem.
Jeśli mąż chciałby Cię ściągnąć to by to zrobił. Weź się za siebie, jesteś dorosłą kobietą.
Po 1, jeśli chcesz z nim się rozstać, rozstań się i nie słuchaj innych, oni żyć za ciebie nie będą
Po 2, jeśli chcesz być z nim, to jedź do niego i już, to nie trudne, a jeśli on Cie odeśle, to znaczy że co ? ... że nie chce
Po 3, więcej optymizmu i pewności siebie, oraz chęci do szczęścia
Pozdrawiam
kokoszka567 napisał/a:Jakoś nie wróżę Wam przyszłości, ale przede wszystkim powinnaś przeanalizować wszystkie za i przeciw. Ja również byłam w związku, który psychicznie i fizycznie mnie wypalał, miałam myśli samobójcze, bo nie dawałam już rady, ciągnęłam to wszystko tylko ze względu na małe dzieci. Ale w końcu powiedziałam sobie dość i wiem, że będzie ciężko ale ja dopiero teraz czuję że żyję, zaczęłam się uśmiechać, myślę pozytywnie, teraz wiem jak niszczący był to związek. Uważam, że nie powinnaś się przejmować opinią rodziny, bo to w końcu Twoje życie i powinnaś je przeżyć tak jak Ty tego chcesz. Najważniejsze abyś była w końcu szczęśliwa.
kokoszko a jak to u Ciebie wygladalo? dlaczego twoj zwiazek sie rozpadl?co bylo przyczyna?
U mnie to troszkę inaczej wyglądało, bo mój związek rozpadł się przez picie partnera, nie mniej jednak tak samo jak Ty byłam psychicznie wycieńczona. Wspomniałaś, że Twoja rodzina jest bardzo religijna, dlatego Cię potępia - a czy oni wiedzą jak się czujesz? w jakim jesteś stanie? Nie zważaj na ich opinie, przecież chcesz być szczęśliwa, mieć dziecko, więc walcz o to, nawet jeśli to małżeństwo miałoby się zakończyć. Jesteś młoda, wszystko przed Tobą, masz przecież jeszcze szansę na ułożenie sobie życia od nowa, nie poddawaj się.