joł, tu M.
Czasem mam wrażenie, ze historie które zdarzają mi się każdego dnia mogłabym oglądać w dobrej komedii. Zwrotów akcji cała masa. Jak tu podjąć racjonalną decyzję?
Ogółem należy zacząć od tego, że jestem typem długodystansowca. Nie lubię związków na chwilę- zbyt szybko angazuje sie w coś emocjonalnie i przykro mi potem ( taki mechanizm obronny).
Kiedyś, dawno byłam w związku. Mega szczęśliwym związku i było trochę jak w filmie. Mówię poważnie. Zaczęło się od tego, że się nie lubiliśmy potem połączyła nas przyjaźń i w końcu uczucie. Wiecie, z tych najprawdziwszych z prawdziwych. Trwało to i trwało i planowalismy wspólną przyszłość, drewniany dom z gankiem, dzieci. Walczyliśmy z dniem codziennym a i problemy jakoś dawało się rozwiązać.
W pewnym momencie bardzo dla nas kryzysowym bylismy w związku na odległość z konieczności, no i z tym sobie nie poradziliśmy. Było rozstanie, łzy, moje załamanie i rozpamiętywanie. Urwałam z M. kontakt, bo było mi łatwiej.
Minęły dwa lata od tego momentu. Nie ukrywam, ze bardzo duzo i często myslałam o M. Wiedziałam, że się spełnia, ze też bywa w jakiś związkach, podejrzewałam że jest szczęśliwy. Ja też próbowałam się w coś angażować.
Przez ten okres widywaliśmy się sporadycznie. Dwa lata - dwa spotkania, niezła statystyka.
W końcu pojawił się ktoś w moim życiu. Starał się i nadal się stara (juz ładnych pare miesięcy). Na poczatku nie byłam zainteresowana, bo jakos wydawało mi się, ze coś między nami nie gra, czegoś brakuje. Nasze spotkania mogłabym policzyć na palcach dwóch rąk ( głownie to ja odmawiałam, znajdując sobie kolejne wymówki) ale coś ostatnimi czasy się u mnie zmieniło. Zaczęłam dostrzegać w nim coś interesującego zwiększyłam kontakt i nieśmiało zaczęłam myśleć, że może warto byłoby spróbować. Obecnie jest na wakacjach, stwierdziłam, że gdy wróci zrobie mu niespodziankę i zaangażuje niespodziewane spotkanie. ( wiem, że sprawiłoby mu tą niesamowitą frajdę).
W momencie kiedy T. wyjechał, nieoczekiwanie spotkałam swojego byłego. Porozmawialismy, szczerze ( tak, M. pomimo tego ze od czasu zakonczenia naszego związku bardzo się zmienił, wiem, ze to była szczera rozmowa) przyznał mi się, ze dla niego ten związek nigdy się nie skonczył. Poczatkowo widział, ze to ja urwałam ten kontakt, więc czuł że musi to uszanować, potem chciał zagłuszyć w sobie to dziwne uczucie tłumacząc sobie to jako poczucie winy, ale nie dał rady. Będąc na koncu świata, w poczuciu zagrożenia zawsze myslał o mnie, o tym że było to najważniejsze. Nawet, gdy był teoretycznie z kimś innym. Chciałby spróbować, powalczyć o mnie. Czuje, że się pomylił inwestując całą swoją energię w siebie, karierę i zatracił się w tym, zapomniał, zmienił się- to jego słowa, na które czekałam dwa lata. Możecie wierzyć, albo nie, ale mam niemal stuprocentową pewność, ze mówił szczerze. Znam go.
No i właśnie. Wiem, że decyzję muszę podjąć sama. Ale czy już teraz? Nie mam pojęcia w którą stronę mam iść. M. się zmienił, nie znam go, ale też nie wymusza na mnie żadnej decyzji póki co.
A T. ? Zachowałabym się bardzo nie fair, gdybym teraz urwała ten kontakt ze względu na rozmowę z M. Co robić?
Czekać? Zobaczyć co zamierza z tym zrobić M? Spotykać się z T.? Mam taki mętlik w głowie, że czuje że mi ją zaraz rozwali ![]()
Pozdrawiam, M.