maugosha napisał/a:to wcale nie jest takie latwe jakby sie wydlawlo ..czasem nawet jak bedzie miala niezbite dowody i odszkodowanie w reku - to straci prace - a z powodu procesu sadowego moze nie miec szansy na inna - nie wiem co i jak moze dostac w ewentualny odszkodowaniu ale nie sadze by jej to starczylo na reszte zycia jako utrzymanie .... czyli co by nie zrobila bedzie zle ..a moze nawet gorzej byc niz ma teraz ...
jesli jest sama i nikt inny w miejscu pracy nie jest na tyle zbuntowany zeby podjac walke w grupie mysle ze najlepszym wyjscim jest szukac innej pracy ... niestety sami nie jestesmy slini - jesli nie mamy jakiejs tam bazy przezycia - bo zanim podejmi sie "walke" trzeba rozpatrzec wszystkie mozliwe konsekwencje ... jesli sa do "przezycia" to sie walczy jesli nie ... to sie szuka innej pracy ...
Mądre spostrzeżenia. Razem można więcej. To prawda. Gdyby udało się zorganizować i zawalczyć całą grupą efekty na pewno byłyby lepsze. Gdyby to nagłośnić w mediach urzędniczki mogłyby urosnąć do rangi bohaterek i zacząć propagować śmiałą walkę z mobbingiem. Samemu jest niestety trochę gorzej...
Ale! Jeżeli decydujemy się na walkę samodzielną, jeżeli przyszły pracodawca jest człowiekiem świadomym, inteligentnym i widzi w papierach sprawę dotyczącą mobbingu to stara się wyczuć podczas rozmowy człowieka, z którym ma do czynienia (przewrażliwiony czy normalny), wypytuje o proces, bada stosunek do pracy.
Zamiast jednostki słabej czy przewrażliwionej może dostrzec jednostkę silną i zdecydowaną, która nie czeka z założonymi rękoma, ale dynamicznie działa (takie dynamiczne osoby są bardzo cenione w biznesie).
Wszystko ma dwie strony...
Zapytam znajomej czy może zorganizować grupę. Jeśli nie to pewnie będę ją nakłaniać do poszukiwania innej pracy, bo wątpię aby samotnie zdecydowała się powalczyć (nie jest typem nonkonformistycznego buntownika).