Żyję w stałym związku od 10 lat. Mąż i dzieci były dla mnie wszystkim. Od pewnego czasu mąż zaczął się ode mnie oddalać. Rozmowy nic nie pomagały. Zapraszałam męża do kina,na kawę,spacery we dwoje. Odmawiał. Teraz ma czas i serce dla wszystkich tylko nie dla mnie. Okazało się,że na jednym ze znanych portali rozmawia bardzo czule z kobietami. Przeżyłam szok i ogromny ból. Tłumaczył się na wiele sposobów. Obecnie zajmuje się dziećmi,spełnia domowe obowiązki,chodzi po domu i wzdycha,ale ja nie umiem zapomnieć. Myślę,że to koniec miłości :-(
1 2012-08-11 20:00:53 Ostatnio edytowany przez Radomianka (2012-08-11 20:01:56)
Podobne tematy
Kryzys wieku średniego ?? , trudno stwierdzić , co oddaliło męża od ciebie po tym co napisałaś, ale trzeba i warto walczyć o ile oboje macie na to ochotę , choćby dla samych dzieci bo one widzą i wiedzą nie zdają sobie sprawy , ale wiedzą że coś jest nie tak.
Porozmawiaj jeszcze raz z mężem, wytłumacz co cię drażni, niech on również powie co mu się nie podoba w małżeństwie.
Cóż od dnia kiedy dowiedziałam się o tych rozmowach z innymi kobietami nie rozmawiam z mężem. Tyle razy mówiłam mu co mnie boli,pytałam co on myśli i czuje. Przepraszał,przytulał,a potem znowu to samo-odsuwanie się ode mnie. Mąż ma 31 lat,to raczej chyba nie kryzys wieku średniego. Nie wiem do jakiego stopnia się posunął za moimi plecami. Wiem o czułych rozmowach,a o czym jeszcze nie wiem.. A jakbym się dowiedziała co to zmieni.. Już wystarczająco boli.
Tak, ból jest nie do zniesienia, przynajmniej na początku, później się oswajamy i egzystuje razem z nami z czasem zapominamy o nim.
Pytanie jak bardzo go kochasz , czy to już tak zwane przywiązanie, czy rutyna. Jeśli kochasz to walcz, daj mu do zrozumienia że jeśli nie zmieni tego to po prostu odejdziesz.
Myślisz,że jeszcze powinnam o niego walczyć jesli mnie odepchnął,a innym kobietom pisze komplementy, jakie są ładne,jak kusząco wyglądają? Mimo,że dbam o siebie, kształcę się i odniosłam trochę sukcesów czuję síę okropnie,jak takie brzydkie kaczątko.
Twoja pewność siebie i samoocena nie powinna zależeć od męża.
Może zastanów się co widział w tej kobiecie do której pisał, pokaż że też jesteś atrakcyjna dla innych.
On też ma przecież wiele do stracenia...
Przekleństwo internetu... ostatnio dużo myślałam na ten temat.
Wszystko jest proste i na wyciągnięcie ręki.
Portale społecznościowe, randkowe, chaty, jakie to proste... wejść, poklikać z kimś, zauroczyć się, a potem zniszczyć istniejącą relację i związek.
Ochładzanie relacji przez mężczyznę niestety nie wróży nic dobrego. Nie myślę odrazu o rozstaniu, ale o chęci przeżycia przez niego czegoś nowego- mam tu na myśli romans z inną kobietą. Porozmawiaj z nim szczerze o swoich oczekiwaniach i obawach.
Wiele osób jest zdania, ze jeśli ktoś ma zdradzić to i tak zdradzi. Ja wychodzę z założenia, że warto być czujnym. aby do tego nie dopuścić.
Czytam Wasze opinie, myślę o tych wszystkich rozmowach jakie przeprowadziłam z mężem. Powiedział,że oczywiście te kobiety nic dla niego nie znaczą,że nigdy się z nimi nie spotka,że to tylko takie pisanie. Ale ja w to nie wierzę,bo gdy kolejny raz podjęłam z nim rozmowę o naszym związku,widać było,że jest mu to obojętne. Następnie wyszedł na podwórko z psem i napisał innej babie,że jest ładna. Przyznał się,gdy już wszystko wyszło na jaw. Pisał z nimi od tygodni,a mnie raz potrzebował raz odpychał. Dobrze,że chociaż wobec dzieci jest w porządku.
Żyję w stałym związku od 10 lat. Mąż i dzieci były dla mnie wszystkim. Od pewnego czasu mąż zaczął się ode mnie oddalać. Rozmowy nic nie pomagały. Zapraszałam męża do kina,na kawę,spacery we dwoje. Odmawiał. Teraz ma czas i serce dla wszystkich tylko nie dla mnie. Okazało się,że na jednym ze znanych portali rozmawia bardzo czule z kobietami. Przeżyłam szok i ogromny ból. Tłumaczył się na wiele sposobów. Obecnie zajmuje się dziećmi,spełnia domowe obowiązki,chodzi po domu i wzdycha,ale ja nie umiem zapomnieć. Myślę,że to koniec miłości :-(
nie ma takiej mozliwosci by zmienic drugiego czlowieka.
To musi byc jego wola i jego potrzeba.
Z tego co piszesz wynika, ze on nie przejawia checi zmiany tylko kreci, oszukuje i sie ukrywa
Bardzo ciezko przyznac sie samemu przed soba, ze nasz partner ma nas w d***
Zebys jajko na twardo zniosla na srodku pokoju nie sprawisz by on sie zmienil....
Ty mozesz zmienic sama siebie.
co Ty na to?
Mozna by tak zaczac na przyklad od asertywnosci
Chciałem się powymądrzać, ale poprzedniczka ma rację. Pogadaj z nim i zaproponuj terapię małżeńską skoro bezpośrednie twoje prośby o szczerą rozmowę nie dają efektu.
Prawda,że ciężko jest sobie uświadomić,iż partner ma nas w d.. Jednak trudniej jest,gdy mąż raz jest taki jak powinien być,a po chwili,dniu czy tygodniu znowu jest zimny,obojętny. Kolejny raz pytanie co się stało,czy kocha czy nie,czy jest ktoś trzeci,czy jest ze mną nieszczęśliwy??? Po 3 dniach obojętności ze strony męża znowu jest kochany,normalnie rozmawia, pomaga w czymś. Taka wieczna huśtawka.
Teraz,gdy się od niego odsunęłam po co chodzi,patrzy na mnie i wzdycha "O Jezu,Jezu". Słucha pieśni papieskich i śpiewa pod nosem. Zostawia wszędzie telefon,że niby nie ma nic do ukrycia. Po co to wszystko? Skoro tak mu było ze mną źle to niech teraz cieszy się wolnoscią. Czuję się oszukana i odepchnięta,a on raczej powinien podjąć decyzję kto jest dla niego najważniejszy. Za tydzień mamy rocznicę slubu.. Co tu świętować :-(
Edytowanie dłuższego tekstu w telefonie nie wychodzi,dlatego piszę drugiego posta.
Wiedział dobrze,że zawsze może na mnie liczyć. Byłam oddaną przyjaciółką i żoną. Kształcę się,rozwijam. Dbam o swój wygląd. Wykonuję większość obowiązków w domu,wszystko przy dzieciach. Nawet,gdy miałam egzaminy starałam się poświęcać mu dużo czasu,a potem spałam po 3 godz.w nocy,bo egzaminy też musiałam dobrze zdać. Ogólnie wszystko dla męża i dzieci. Wie,że mam tylko jego i nasze pociechy. Mama mieszka 80 km od nas,więc nie ma jej zawsze przy mnie,gdy tego potrzebuję. Dalsza rodzina mieszka daleko.
Przykro mi,że mimo tego zamiast mnie woli towarzysto kobiet na portalach. Nie byłam zaborcza. Miał więcej czasu dla kolegów,niż ja dla koleżanek.
Piszę to wszystko,bo ważne jest dla mnie zdanie kogoś innego,kto spojrzy na to bez emocji.
Prawda,że ciężko jest sobie uświadomić,iż partner ma nas w d.. Jednak trudniej jest,gdy mąż raz jest taki jak powinien być,a po chwili,dniu czy tygodniu znowu jest zimny,obojętny. Kolejny raz pytanie co się stało,czy kocha czy nie,czy jest ktoś trzeci,czy jest ze mną nieszczęśliwy??? Po 3 dniach obojętności ze strony męża znowu jest kochany,normalnie rozmawia, pomaga w czymś. Taka wieczna huśtawka.
Teraz,gdy się od niego odsunęłam po co chodzi,patrzy na mnie i wzdycha "O Jezu,Jezu". Słucha pieśni papieskich i śpiewa pod nosem. Zostawia wszędzie telefon,że niby nie ma nic do ukrycia. Po co to wszystko? Skoro tak mu było ze mną źle to niech teraz cieszy się wolnoscią. Czuję się oszukana i odepchnięta,a on raczej powinien podjąć decyzję kto jest dla niego najważniejszy. Za tydzień mamy rocznicę slubu.. Co tu świętować :-(
Pierwsza rzecz jaka powinnas powiedziec psychologowi to te "hustawki", ktore on Ci funduje.
mam takie pytanie... ile razy musisz obejrzec ten sam film by sie zorientowac, ze to juz widzialas, ze to juz bylo?
Jaki jest powod tego, ze jak ogladasz ten sam film po raz setny to masz nadzieje, ze on skonczy sie inaczej?
pytam bo moze za malo razy ogladalam " Przeminelo z wiatrem". Moze to tylko kwestia ilosci. Moze jak obejrze jeszcze sto razy to oni beda sie kochali, zyli dlugo i szczesliwie.
Jesli w Waszym zwiazku wystepuje powtarzajacy sie pattern:
"mąż raz jest taki jak powinien być,a po chwili,dniu czy tygodniu znowu jest zimny,obojętny"
"Po 3 dniach obojętności ze strony męża znowu jest kochany,normalnie rozmawia, pomaga w czymś. Taka wieczna huśtawka"
... to to sie nie zmieni...
to znaczy jest szansa, ze sie zmieni.. GDY TY ZMIENISZ SIEBIE
Widzisz, film możesz oglądać ile razy chcesz. Gdy natomiast stworzyłaś rodzinę,a ktoś bliski raz jest miły,raz nie, umiejętnie Cię oszukuje, trochę czasu musi upłynąć zanim się zorientujesz w sytuacji. Gdy już odkryjesz problem pozostaje rozczarowanie,ból i pustka. Od tej pory trzeba sobie radzić samemu,a w życiu różnie bywa. W innym temacie ktoś porównał to do śmierci partnera. Coś w tym jest. Nagle dla mnie go nie ma.
Cóż,nie należę do osób,które z byle jakiego problemu w związku lecą w ramiona innej osoby. Może też dlatego tak długo to wszystko trwało.
Cóż,nie należę do osób,które z byle jakiego problemu w związku lecą w ramiona innej osoby. Może też dlatego tak długo to wszystko trwało.
zatem problem byl bylejaki a Ty nie widzisz innego rozwiazania niz ramiona innej osoby
czy ja to dobrze rozumiem?
16 2012-08-12 17:27:48 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2012-08-12 17:30:07)
Radomianka napisał/a:Cóż,nie należę do osób,które z byle jakiego problemu w związku lecą w ramiona innej osoby. Może też dlatego tak długo to wszystko trwało.
zatem problem byl bylejaki a Ty nie widzisz innego rozwiazania niz ramiona innej osoby
czy ja to dobrze rozumiem?
a tak na marginesie, to czy Wam tez wyskakuje ciagle okienko z kroczem Kuby Wojewodzkiego?
oops zamiast edytuj kliknelam na cytuj
Witaj...hustawki nastrojow ma i bedzie mial a zalezec to bedzie w duzej mierze od jego samopoczucia
a mowiac prosciej otrzyma ad niej wiadomosc czy nie otrzyma
przyjdzie sms czy nie przyjdzie
bedzie mily i czuly dla ciebie jak bedzie czegos potrzebowal ,,czytaj sex,,
itp itd....
pytanie jak dlugo tak wytrzymasz ..
ja wytrzymuje juz prawie pol roku....
on mi przysiega ze zakonczyl juz ta znajomosc
ale niestety tak nie jest...
powodzenia
Dbry wieczor,
Kazda para ma wzloty i upadki. Nie chce tutaj bagatelizowac ani wyolbrzymiac, ani tez i radzic!
Ale warto sie przyjrzec twojej sytuacji, bo czuje, ze cierpisz, i masz stan dolka!
No tak, piszesz, ze od pewnego czasu maz sie odalil, nie akceptowal twoich propozycji itd itp. Ty dowiedzialas sie, ze on sobie po prostu
"milo" spedza czas na portalu z innymi kobietami.
Jestescie razem 10 lat. To wyglada na jakis kryzys u twojego meza zwiazany moze z tym, ze ma za duzo "dobrego"? Ironizuje troche,bo
tak na prawde kryzysow nie mozna przewidziec, to jak strona natury, ktora bierze gore nad strona kultury!
On po prostu ma ochote na tak zwany "skok w bok", nawet jesli ty jestes idealna zona...
Nie mozesz siebie obwiniac za nic, bo chyba tutaj to nie ty jestes przyczyna jego zachowania.
Rozumiem twoj stan zlosci, nawet to porownanie do "smierci partnera" jest dosyc trafne moim zdaniem, bo podwazyl twoje zaufanie, a przeciez na zaufaniu, budowana jest milosc w malzenstwie tak?
Ogolnie ciezko jest utrzymac dobra dynamike pary, bo czas robi swoje i kazdy inaczej przechodzi etapy zmian.
Wy teraz przechpdzicie do drugiego etapu schematu pary, jest cos co peklo cos co ty nie akceptujesz, ale nadal na nim ci zalezy.
Moze gdybys sobie porzadnie pokrzyczala sama, moze gdybys sie wygadala ale tak by kompletnie obrac odczucia w slowa, to by ci choc troche pomoglo?
Nie mozesz tez doprowadzic do chaosu totalnego, to znaczy, ze taka sytuacjia winy i kary moze nie pociagnac dlugo i nie daje nic dobrego.
Wyglada to na to, ze przylapalas go na na czyms czego sie nie robi, no i on czuje sie winny, ale tylko dlatego, ze ty o tym wiesz.
Wiec chce naprawic, staje sie grzeczny i okazuje ci milosc.
Ty natomiast jak juz wiesz dlaczego cie odtracal przez ten ostatni czas i oprocz tego "podrywa inne kobiety", no to tym bardziej
karzez go i czujesz sie okropnie oszukana. Dopuki ta zlosc, na niego, z ciebie nie wyjdzie, nic zrobic nie mozesz a tylko sytuacja moze sie pogorszyc. A sa przeciez dzieci.
Mysle, ze kochasz twojego partnera, ale jestes na niego obrazona i chcesz go ukarac.
Jesli mozesz, powtarzam, jesli mozesz, to sprobuj inaczej juz spojrzec na wasze malzenstwo. Jak? z madroscia, dyplomacja, moze troche juz z lekkim egoizmem tez? Niech on rowniez zrozumie, ze twoja dobroc, dobre nastawienie codzienne i energia jaka mu dajesz, to cos czego nie daje sie kazdemu, to za cenne a on tez musi sobie na ciebie zasluzuc tym, ze dobrze sie do ciebie odnosi, z szacunkiem, z respektem, z cos ci fajnego zaproponuje, ze po prostu cieszy sie ze jestes!!!
Z powazaniem
Leszczynek
19 2012-08-12 20:34:33 Ostatnio edytowany przez Radomianka (2012-08-12 20:44:51)
Zazdrość źle to rozumiesz. Dotąd każdy problem rozwiązywałam rozmową, nie szłam na łatwiznę,czyli nie uciekałam w ramiona innej osoby. Rozumiesz już?
Tak było pięknie- też tak uważam :-(
Drogi Leszczynku ja już nie wiem co czuję. Dziś niedziela,więc mam czas by poczytać inme posty zdradzonych kobiet. Ich reakcje były inne niż moja. Ja strasznie płakałam i krzyczałam do godziny czasu,gdy przeczytałam te chole..rozmowy męża z innymi kobietami. Teraz nie mam siły czy ochoty płakać?? Nie krzyczę. Nawet nie mam z kim o tym pogadać. Cały czas jestem świadoma,że on może teraz jest z inną.. Te myśli są okrutne. Nie umiem określić co czuję. Martwi mnie moje zachowanie,bo nie akceptuję zdrad,a jakoś zbyt szybko się uspokoiłam. Patrzę w lustro i się do siebie uśmiecham. Czy jestem w szoku czy już zwariowałam? Może to jeszcze do mnie nie dotarło i dopiero zacznę płakać i krzyczeć jak to robiły inne kobiety... Nie wiem..
Chciałabym jednak nie krzyczeć,lecz zająć się swoim życiem. Od września zaczynam kolejną szkołę,będę uczyć się przy pacjentach,więc nie chciałabym usłyszeć,że zwariowałam.
Zazdrość źle to rozumiesz. Dotąd każdy problem rozwiązywałam rozmową, nie szłam na łatwiznę,czyli nie uciekałam w ramiona innej osoby. Rozumiesz już?.
to sie pogubilam... bo wydawalo mi sie, ze rozmowa nie rozwiazalas tego problemu... a uciekanie w ramiona innej osoby to nie jest ani rowiazanie problemu ani pojscie na latwizne. Jest to rodzaj ucieczki od problemu przez kogos kto nie jest w stanie sam egzystowac.
dlatego zdziwilam sie, ze widzisz jako alternatywe rozwiazania problemu owa "ucieczke w inne ramiona" Ja nie pomyslalabym o takiej alternatywie... nawet jako tej gorszej..
to dobrze, ze zamiast takiej opcji wybierzesz np opcje bycie asertywna. Mysle, ze w tym przypadku bedzie to skuteczniejsze niz dotychczas stosowane metody.
(...)ja już nie wiem co czuję. Dziś niedziela,więc mam czas by poczytać inme posty zdradzonych kobiet. Ich reakcje były inne niż moja. Ja strasznie płakałam i krzyczałam do godziny czasu,gdy przeczytałam te chole..rozmowy męża z innymi kobietami.(...)
Martwi mnie moje zachowanie,bo nie akceptuję zdrad,a jakoś zbyt szybko się uspokoiłam. Patrzę w lustro i się do siebie uśmiecham. Czy jestem w szoku czy już zwariowałam? Może to jeszcze do mnie nie dotarło i dopiero zacznę płakać i krzyczeć jak to robiły inne kobiety... Nie wiem..
Chciałabym jednak nie krzyczeć,lecz zająć się swoim życiem. Od września zaczynam kolejną szkołę,będę uczyć się przy pacjentach,więc nie chciałabym usłyszeć,że zwariowałam.
Nie zwariowałaś! Nie ma jednego, standardowego, sposobu reagowania na trudną sytuację.
Płakałaś, wykrzyczałaś, uspokoiłaś się. Zwykle jest tak po podjęciu decyzji. Moim zdaniem, ją podjęłaś. Wiesz, czego chcesz; wiesz, co będziesz robiła; wiesz, jak będziesz żyła; wiesz, jakie popełniłaś błędy. To mocne podstawy do budowania swego dalszego życia.
22 2012-08-12 21:35:01 Ostatnio edytowany przez Radomianka (2012-08-12 21:39:50)
Zazdrość no właśnie rozmową nie rozwiązałam tego problemu,bo problem jest zbyt poważny,by sobie tylko pogadać.
Może od początku.. Porównałaś moją sytuację do filmu,ile razy można oglądać jeden i ten sam film,czyli ile czasu jeszcze patrząc na huśtawkę zachowania męża będę mieć nadzieję,że on się zmieni. Odpowiedziałam,że do tej pory starałam się rozwiązywać małżeńskie problemy choćby szczerą rozmową. Teraz już nie jestem w stanie,miarka się przebrała.
Wiele osób,gdy ma problem w związku szuka sobie kogoś na boku. Napisałam,że nie należę do takich osób i dlatego tyle czasu tłumaczyłam, pytałam co się dzieje itp.i miałam nadzieję. Teraz zamilkłam. I czytam Wasze cenne dla mnie opinie.
Wielokropek mam nadzieję,że tak właśnie jest. Pierwszy raz boję się samej siebie albo o siebie..
Tak przeklenstwo internetu'''''' moj maz odnalazl dawna milosc przez internet.Zawsze duzo czasu spedzal przy kompie,ale prowadzil dzialalnosc i zawsze cos zalatwial,no i'''''''''zalatwil'''''Pojechal w pewna niedziele motorkiem,po pewnym czasie'..przypadkiem przeczytalam wjego telefonie sms ''''dobrze kochanie ''''wpadlam wszal. Tez sie boje sama siebie ,i'''''nie wiem co mnie jeszcze czeka .Wiele nocy przeplakalam,siegam nawet po alkohol'''''''i o dziwo smakuje mi coraz bardziej ,i tego sie boje
Atak na marginesie radomianko twoj maz nie ma kryzysu wieku sredniego bo moj jest po 50 i mu walnelo
Płacz,krzycz,rzuć szklanką,ALE NIGDY W ŻYCIU NIE TOP SMUTKÓW W ALKOHOLU!!!
Wiem dobrze jak to boli i dlatego piszę to,byś nie niszczyła sobie życia. Już wystarczająco masz problemów na głowie. Jeśli pracujesz i lubisz pracę poświęć się temu,jeśli lubisz coś robić pozytywnego,rób to,ale nie pij. Nikt nie jest tego wart byś przez niego uzależniła się od picia.
Czy mąż wie,że odkryłaś jego spotkania z byłą? Wie,że Cię to boli?
Ciągle się mówi o potrzebie kochania. Tyle ludzi marzy,by kochać i być kochanym. Gdy już mają bliską osobę,dom,dzieci nagle im się odechciewa. Ranią,obojętnieją, odchodzą. To po co to pragnienie miłości,jeśli później się o to nie dba. Przekreśla się wspólne lata,dorobek,a przede wszystkim drugiego człowieka,któremu się obiecywało miłość,wierność,itd. I dlaczego? Dla głupiej erotycznej rozmowy na czacie,łóżkowej przygody,którą trzeba potem ukrywać. Nie rozumiem tego i raczej nie pasuję do tych czasów.
JA tez absolutnie nie pasuje do tych czasow,wydaje mi sie ze jestem silna,aleee''''''.Dzisiaj pojechalam z mezem na zakupy ,on oczywiscie telefon ijuz esmsy,juz mnie szlag trafial,'''''''''chcialam sobie nawet kupic butelke krupniku ale pomyslalam mam cie w du......e.Staram sie przynim byc wesola ,i olac to.Dobrze ze wrlop sie konczy ,bo byl najgorszy w moin zyciu
Pietka rozumiem,że nie powiedziałaś mężowi,że wiesz o jego "przygodzie"? Ja bym powiedziała,chociażby po to,by nie dusić tego w sobie. Dobrze,że powstrzymujesz się od picia. Zobaczysz co będzie dalej.
U mnie nic dobrego. Potwierdza się to co inni pisali mi w swoich opiniach.
Czytam Wasze opinie, myślę o tych wszystkich rozmowach jakie przeprowadziłam z mężem. Powiedział,że oczywiście te kobiety nic dla niego nie znaczą,że nigdy się z nimi nie spotka,że to tylko takie pisanie. Ale ja w to nie wierzę,bo gdy kolejny raz podjęłam z nim rozmowę o naszym związku,widać było,że jest mu to obojętne. Następnie wyszedł na podwórko z psem i napisał innej babie,że jest ładna. Przyznał się,gdy już wszystko wyszło na jaw. Pisał z nimi od tygodni,a mnie raz potrzebował raz odpychał. Dobrze,że chociaż wobec dzieci jest w porządku.
taki typ człowieka , nie szukaj winy w sobie bo to nie twoja wina z facetami tak bywa. polecam równiez forum www.oszukana.pl tam takie kobiety jak Ty pomagaja sobie. trzymam kciuki za Ciebie.
Cisowianka dziękuję :-)
Przekleństwo internetu... ostatnio dużo myślałam na ten temat.
Wszystko jest proste i na wyciągnięcie ręki.
Portale społecznościowe, randkowe, chaty, jakie to proste... wejść, poklikać z kimś, zauroczyć się, a potem zniszczyć istniejącą relację i związek.Ochładzanie relacji przez mężczyznę niestety nie wróży nic dobrego. Nie myślę odrazu o rozstaniu, ale o chęci przeżycia przez niego czegoś nowego- mam tu na myśli romans z inną kobietą. Porozmawiaj z nim szczerze o swoich oczekiwaniach i obawach.
Wiele osób jest zdania, ze jeśli ktoś ma zdradzić to i tak zdradzi. Ja wychodzę z założenia, że warto być czujnym. aby do tego nie dopuścić.
Niestety, to wszystko jest prawdą. O ile jeszcze jesteś zainteresowana ratowanie, a właściwie budowaniem waszego małżeństwa na nowo, to musisz zastosować kurację wstrząsową.
Bo twój małżonek musi doznać szoku, aby się obudzić. Złóż pozew o rozwód, zdejmij obrączkę i napisz list dlaczego.
Jeśli to go nie ruszy, to będziesz przynajmniej wiedziała, na czym stoisz!
Innego sposobu nie ma!
Obrączki nie noszę już od dwóch tygodni. To przykre uczucie. Myślałam nad listem,ale nie wiem czy to dobry pomysł.. Dziś po kolejnym odepchnięciu mnie powiedziałam,że to koniec,że nie chcę z nim być. Śmieje sie z tego,może mu ulżyło,a może nie wierzy. Nie wiem. Czas pokaże. Rano powiedział,że jeśli odejdę to straci sens życia. Wiem,wiem. Takie gadanie.
Akurat rozpadł się związek jego dobrego kumpla. Pojechał ich pogodzić. Ludzie go lubią i szanują,bo każdemu pomaga,z każdym porozmawia. Zatem to ja jestem ta zła,bo mój mąż jest przecież taki dobry. Nikt nie uwierzy,że jego żona może cierpieć,płakać,tłumaczyć,a ten anioł jest na to obojętny. Przypomina sobie o żonie,kiedy mu się tak podoba.
Staram się żyć sama,jest mi przykro i ciężko,ale mam troche spokoju.
Śmieje się z tego?
No to składaj pozew o rozwód(oczywiście z orzeczeniem o jego winie), to zobaczysz, czy będzie mu do śmiechu. Na razie czuje się panem sytuacji, bo myśli, że żartujesz. Czuje się bardzo pewnie!
Jak nic się nie zmieni, to będziesz wiedziała, że pozostanie tylko rozstanie.
Po co żyć z kimś, kto nie potrafi zrozumieć swojego partnera. Szkoda życia.
Jesteś młodą kobietą, wiec walcz o swoje prawo do szczęścia.
To prawda,że czuje się pewnie. Czeka,aż mi przejdą nerwy. Dobrze wie,że nikt mi nie pomoże,bo nikogo nie mam. Dlatego też moich słów o rozstaniu nie traktuje poważnie. Powiedział,że rozwodu mi nie da,bo mnie kocha i mamy małe dzieci i że w sądzie powie to samo.
Uważam,że może nic do mnie nie czuje (nigdy się tak szczerze nie dowiem),ale na pewno mu ze mną wygodnie. Dobrze wie,że rodzina to motor,który napędza mnie do życia.