netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Kima ja dla Niej byłem..?

6 odpowiedzi3 254 wyświetleniazałożony przez Żbik, 23.06.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kima ja dla Niej byłem..?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1

Temat: Kima ja dla Niej byłem..?

Poznałem Ją wiele miesięcy temu. Spotkaliśmy się zupełnie przypadkowo w banku. Zostawiłem Jej mój numer telefonu. Napisała do mnie smsa. Spotkaliśmy się. Tak zaczęła się dla mnie jedna z największych i najbardziej zagadkowych miłości i przyjaźni mego życia. Oboje mieliśmy już swoje lata i doświadczenia z poprzednich związków. Ona była po niedawnym rozstaniu ze swoim poprzednim partnerem. Nie dążyliśmy do niczego na siłę. Spotykaliśmy się w kafejkach na długich, pełnych mądrości i inspiracji dyskusjach. Zafascynowaliśmy się sobą w niedługim czasie i zaczęliśmy sobie okazywać bardzo dużo czułości. Zacząłem Jej sugerować, że moglibyśmy stworzyć związek, ale powiedziała mi, że nie jest to nic, do czego pragnęła by dążyć w obecnym czasie. Nasza relacja rozwijała się i zaczęła stawać się coraz piękniejsza i pełniejsza. Niestety, zauważyłem, że na moje prośby o to, by przyjechała do mnie,lub być może zaprosiła mnie do siebie, reaguje wycofaniem. Nie mogłem tego zrozumieć. Zaczęło pomiędzy nami dochodzić do nieporozumień na tym tle. Nie mogłem zrozumieć Jej zachowania, w którym na moje zaproszenie do siebie reagowała uprzejmością i deklarowała wstępnie, że przyjedzie, a następnie odpowiadała mi smsem, że musi przełożyć nasze spotkanie na inny termin. Starałem się nie naciskać myśląc, że nie jest jeszcze gotowa na bliższe spotkania i, że najprawdopodobniej wiąże się to z Jej poprzednimi doświadczeniami. Bolało mnie to, ale starałem się nie być zbyt natarczywy. Od czasu do czasu wspominałem Jej o moich propozycjach, pozostawiając to Jej do przemyślenia.
Niestety, w niedługim czasie wyznała mi, że nie potrafi się przełamać co do mojej osoby i nie wie, czy mamy szansę na bliższą relację niż ta, która jest obecnie. Spotykaliśmy się przez ten cały czas w kafejkach, rozmawialiśmy ze sobą, tuliliśmy do siebie i okazywaliśmy czułość i erotyzm, ale zaczęło mi brakować Jej więcej. W końcu powiedziałem Jej, że musimy przełamać ten impas i powinniśmy zacząć spotykać się u siebie. Zbliżał się Sylwester i sądziłem, że będzie to idealny czas. Uzgadnialiśmy, że spędzimy go ewentualnie u Niej, albo gdzieś na mieście. Kilka dni przed Sylwestrem napisała mi, że chce spędzić go ze swoją siostrą. Poczułem się strasznie. Zadzwoniłem do Niej i powiedziałem, że czuję się okłamany. Powiedziała mi, że nie jest w stanie mi dać z siebie więcej, niż daje i zasugerowała, że możemy pozostać w relacji czysto przyjacielskiej, albo się rozstać. Był to dla mnie szok. Czułem, że Ją kocham. Dała mi tak wiele piękna, czułości, przyjaźni. Nie chciałem Jej tracić. Powiedziałem Jej to wszystko. Usłyszałem, że czuje się zmęczona całą sytuacją i potrzebuje czasu. Byłem wściekły. na siebie i na Nią. Poczułem wtedy po raz pierwszym, że albo jestem jakąś marionetką w Jej rękach, albo prawda jest zupełnie inna. Zacząłem Ją podejrzewać, że jest w Jej życiu ktoś jeszcze i właśnie z tym człowiekiem idzie na Sylwestra. Moje obawy i Jej stanowisko doprowadziły wtedy do naszego rozstania. Tęskniłem za Nią totalnie. Nic nie rozumiałem.
Wydawało mi się, że mieliśmy szansę na piękną relację i z jakiegoś powodu Ona wszystko niszczy. Postanowiłem o Nią walczyć. Po jakimś czasie spotkaliśmy się ponownie. Znowu było pięknie. Wtulaliśmy się w siebie, pieściliśmy, prowadziliśmy długie, pasjonujące dyskusje. Był we mnie już jednak jakiś lęk i poczucie, że dzieje się coś, czego nie potrafię zrozumieć i, że ma Ona jakąś niepokojącą mnie tajemnicę. Czasem, gdy rozmawialiśmy o tym wyrażała zdziwienie i mówiła mi, że szukam jakichś zewnętrznych powodów naszych problemów, jakichś wyimaginowanych osób, z którymi miała by się według mnie spotykać, ale prawda jest dla Niej wciąż ta sama. Powiedziała mi, że nie czuje potrzeby wchodzenia w związek, a ja na Nią czasem naciskam i to Ją krępuje. Był to dla mnie jakiś absurd, bo skala uczuć, jaką wzajemnie sobie okazywaliśmy była niesamowita. Zarówno w sensie słownym, jak i fizycznym. Kochałem się z kilkoma kobietami w moim życiu. Z Nią, poza intymnymi pieszczotami nie nastąpiło to. Miałem na to nadzieję, ale postanowiłem konsekwentnie rozwijać naszą sferę erotyczną i duchową licząc na to, że z czasem do tego dojdzie naturalnie. Gdy jednak myślałem o tym czułem, że żadna spotkana przeze mnie kobieta nigdy nie była tak czuła i wrażliwa, jak Ona. Każdy mój czuły, intymny dotyk sprawiał Jej tak wiele przyjemności. Tak jak i Jej wobec mnie. Czasem nie mogłem znieść mojego napięcia i nawet będąc w kafejce, lub w restauracji pragnąłem Ją dotykać. Niestety, co jakiś czas po prostu uciekała ode mnie. Bywało, że ja, ponad 30 letni mężczyzna płakałem w słuchawkę i prosiłem by została i dała nam szansę. Wracaliśmy do siebie znowu, i znowu było pięknie.
I tak do następnych rozstań i powrotów. Nigdy nie przyjechała do mnie, ani nie zaprosiła mnie do siebie. Nie poznałem Jej rodziny, ani znajomych. Był to tak hermetyczny, dziwny świat pełen tajemnicy i jednocześnie tak niesamowicie piękny.
Kilka miesięcy temu miałem wrażenie, że coś się w Niej zaczęło przełamywać. Zaczęliśmy się spotykać coraz częściej, a nasze spotkania zaczęły być bardziej namiętne i pełne radości. Pomimo to, nawet wówczas śmiejąc się i bawiąc ze mną radośnie potrafiła nagle mi powiedzieć, "powinieneś mnie zostawić i znaleźć kogoś innego..". Nazywałem Ją czasem pieszczotliwie "Kaczuszką" i mówiłem wtedy, tak kocham Twój dziobek, jak mam Cię zostawić..? Śmiała się i miałem nadzieję, że jedynie testuje w ten sposób siłę moich uczuć. Niedawno wyznała mi po moim smsie, że mnie kocha. Po tym nagle zaczęła następować z Jej strony jakaś dziwna cisza. Wcześniej wysyłaliśmy sobie miłe smsy na dobranoc i na dzień dobry. Miły szczegół. Nagle przestała je do mnie wysyłać, a na moje albo nie odpowiadała, albo robiła to z wielkim opóźnieniem. Zbliżało się otwarcie Euro i Orange Fest Festival. Wiedziałem, że już wcześniej wspominała, że chciała by na te wydarzenie pójść. W jednym z smsów wyznała mi, że będzie to świętować hucznie, i z kimś. W tym czasie przebywać miała u Niej rodzina i myślałem, że właśnie z nimi chce spędzić ten czas. Zapytałem Ją o to, ale odpisała mi radośnie, że nie z rodzicami. Wpadłem w zazdrość. Przełknąłem ją, bo i tak mieliśmy się spotkać następnego dnia. Z samego rana w następnym dniu napisała mi jednak, że prosi mnie o przełożenie spotkania na inny termin. Poczułem, że chce iść na Orange Festiwal, ale nie ze mną. Wytrąciło mnie to z równowagi. Nie widziałem Jej przez długi czas, a Jej dziwne zachowanie wzbudziło moje obawy.
Zapytałem Ją wtedy, z kim tam idzie, ale nie odpowiedziała mi. Popełniłem wtedy sporo błędów. Wysłałem wiele smsów z pytaniami, co się z Nią dzieje i czy coś złego dzieje się w naszej relacji i w końcu, czy jest oprócz mnie ktoś jeszcze.
Dostałem chłodnego smsa, że porozmawiamy o tym w tygodniu. Przez kolejne dni nie otrzymywałem od Niej niemal żadnych smsów, a jeśli już były, to bardzo lakoniczne i bez uczuć. W końcu na moje pytanie o spotkanie w tygodniu odpisała mi, że nie chce kontynuować naszej relacji, i nie widzi sensu spotkania. Poczułem, że Ją tracę i nic już nie mogę zrobić. Nic nie rozumiałem. Poprosiłem Ją jednak o spotkanie twarzą w twarz i o to, by mi to powiedziała. Na spotkaniu była wyciszona, pełna dystansu do mnie. Nie błagałem Jej o zostanie ze mną. Powiedziałem tylko, że jest to okrutne, że tak bliscy sobie ludzie rozstają się tak bez sensu. Powiedziała mi, że jeszcze znajdę kogoś, kogo będę kochać. Wtuliliśmy się w siebie ostatni raz, bardzo czule. W Jej dotyku była tak wielka czułość i wiedziałem, że walczy z samą sobą. Wychodząc z kafejki spotkałem przy stoliku jej siostrę siedzącą z koleżanką. To było dla mnie zaskoczeniem. Chciałem ją poznać wielokrotnie i dopiero teraz, w takich okolicznościach. Nie mogłem uwierzyć, że to jakiś przypadek. Zacząłem się zastanawiać, czy byłem elementem jakiejś dziwnej, niezrozumiałej dla mnie gry, czy dostaję już sam jakiejś paranoi. Pożegnałem się z moją Kochaną w nadziei, że jeszcze Ją zobaczę, że jest potrzebny czas, ale Ją zobaczę, i będzie dobrze. Powiedziała mi to samo. Od tego czasu milczy jak kamień.. Nie odpowiada na żadne moje smsy. Tak, jakbym nigdy nie istniał w Jej życiu, albo jakbym nic dla Niej nie znaczył. Opowiadałem tą historię mojemu dobremu koledze. Powiedział mi, że byłem ślepy i dałem się totalnie zmanipulować.
Inni moi znajomi powiedzieli mi, że to nigdy nie miało szans. Tak bardzo Ją kochałem. Była mi Kimś tak duchowo i fizycznie bliskim. Wciąż Ją kocham. Czy Ona kiedykolwiek kochała mnie..? Jakie tajemnice skrywało Jej życie, że w tak niezrozumiały sposób mnie traktowała. Mówiłem Jej kiedyś, nawet zwykłego kolegę i koleżankę mogłabyś zaprosić do siebie i przedstawić swoim bliskim, a mnie..? Swojego bliskiego przyjaciela..? Kima ja dla Niej byłem..?

2 Ostatnio edytowany przez klarek (2012-06-24 14:29:45)

Odp: Kima ja dla Niej byłem..?

Myślę że byłeś dla niej kim bardzo, bardzo bliskim. Kimś do kogo czuła bardzo, bardzo wiele, ale nie potrafiła nazwać tego miłością. Kto wie. Może to przypadek kogoś spragnionego uczucia, pieszczot, bliskości ale bojącego się (może nie chcącego) wpuścić kogoś do swojego życia (podobnie na forum napisała w odpowiedzi na moje rozterki jedna z cudownych dziewczyn), podzielić się tym życiem. Różne mogą być tego przyczyny. Jej głowa, przeżycia. I zamiast być cierpliwym zbyt naciskałeś. Z drugiej strony jeśli ci nic nie mówiła to skąd miałeś wiedzieć. Ale po pierwszych niechętnych odruchach z jej strony powinieneś przystopować, być godnym, trochę się zmienić na lekki dystans, może trochę tajemniczy i zaskakujący.
Ale może być i tak że od początku się tobą bawiła, manipulowała. Ale aż mi się wierzyć nie chce. Bo inaczej by to oznaczało niezłą psychopatkę.
Co do prognozy. Jeśli jest trochę podobna do mojej ostatniej byłej (nie twierdzę że to ten sam przypadek) to raczej koniec z wami.

3

Odp: Kima ja dla Niej byłem..?

Mnie się wydaję, że poznaliście się w złym momencie.. ona jeszcze tkwiła w poprzednim związku. Może miała kontakt z tamtym facetem, może nie chciała Cię zapraszać do siebie, nie chciała żebyś poznał rodziców i znajomych bo może ona ciągle była w tamtym związku? Może wrócili do siebie o czym Ty nie wiedziałeś? Sama nie wiem, bo znam tylko Twoją wersje.. ale to moje pierwsze skojarzenie. Gdyby nie chciała dawać Ci szansy i nadziei to w ogóle by się z Tobą nie spotykała, a jednak do końca tej szansy nie dostałeś, nie wprowadziła Cię do swojego życia.
Może tamten związek był trudny, może Ty dawałeś jej coś czego jej brakowało ale niestety przegrałeś z czymś lub z kimś.

Ja mogę Ci powiedzieć jak to było u mnie. Rozstałam się z facetem, minął miesiąc.. pojawił się kolejny, który był czuły, inteligentny i niesamowicie pociągający dla mnie.. rozumiał mnie jak nikt, Twoja opowieść przypomina mi moje relacje z nim.. mówiłam do niego dokładnie te same zdania co ona do Ciebie, że nie mogę się przełamać a jednak nie potrafiłam do końca zrezygnować z tego "związku".. on się starał i upierał.. miałam jednak mniejszą asertywność niż Twoja wybranka.. weszłam w ten związek, wątpliwości nie opuszczały mnie przez 1,5 roku.. poznałam go w złym momencie.. już od miesiąca nie jesteśmy ze sobą.. straciłam jego i swój czas. Nie naciskaj.. jeśli z jej strony pojawi się uczucie, jeśli zabraknie jej Ciebie i poukłada sobie wszystko to się odezwie.. Jak widać nic na siłe..

Ale rozumiem Twój zawód, tyle że ona od początku nie obiecywała złotych gór..

Pozdrawiam

4

Odp: Kima ja dla Niej byłem..?

Dziękuję Wam za odpowiedzi i wsparcie. To piękne, gdy inni, obcy ludzie potrafią tak ze zrozumieniem podać innemu człowiekowi dłoń, dodać otuchy i powiedzieć, co sami o tym wszystkim sądzą stojąc obiektywnie z boku. Myślę o Niej tak bardzo. Każdy dzień i noc wydaje mi się pasmem cierpienia. Kochałem Ją i nadal kocham. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak bardzo milczy? Tak, jakbym nigdy nie istniał w Jej życiu. To bardzo boli. Ale z drugiej strony rozumiem też, że szuka Ona w tej chwili dystansu do tego wszystkiego. Może poznała już kogoś i pragnie poukładać sobie życie na nowo?
Cały czas obawiałem się tego, że jest ktoś jeszcze, i spotykając się ze mną nie pragnie się zbyt mocno angażować, aby pozostawić sobie wolny wybór. Cały czas podkreślała, że pragnie wolności. Nie odbierałem jej mojej Ukochanej. Pragnąłem jedynie poczuć się w Jej życiu kimś bardziej ważnym i cenionym. Dlatego tak istotne dla mnie było poznanie Jej bliskich, siostry, znajomych i spotykanie się w bardziej swobodnej atmosferze naszych mieszkań. Szukałem większej intymności dla nas i zaufania. To straszne, że nigdy do końca Jej nie mogłem zaufać. Często w sytuacjach trudnych, jakie wynikały pomiędzy nami żyłem w napięciu, że wycofa się i zostawi mnie samego. Często stosowała różne formy ucieczki ode mnie. Zrywała ze mną, nie odpisywała na smsy, nie odpowiadała na telefony.. Pokonywałem wszystkie te problemy niemal z determinacją, bo czułem, że jest mi tak niesamowicie bliskim i kochanym Człowiekiem. Czułem też, że i Ona mnie kocha. Brakowało Jej wiary w powodzenie naszej relacji. Mnie nigdy jej nie zabrakło. Do teraz.. Milczy już drugi tydzień. Próbowałem pisać do Niej smsy pełne sympatii, żartu, z dystansem do tego, co się stało. Nie odpisywała na nie. W końcu popełniłem błąd i napisałem z bólem, że czuję się tak, jakbym był w Jej życiu jakąś zabawką, która Jej się znudziła i rzuciła ją w kąt, jak robią małe dziewczynki. Wysłałem jeszcze kilka innych smsów o podobnej treści, pełnych goryczy. Nie odpisała na żaden. Napisałem Jej na koniec, że bardzo Ją kocham i jestem jej przyjacielem. Teraz i ja milczę.. Po raz pierwszy czuję, że stało się coś, co przechyliło szalę naszej relacji na jej głęboką niekorzyść. Po raz pierwszy czuję, że naprawdę Ją straciłem. Odeszła, bo nie była pewna swoich uczuć do mnie. Mówiła mi czasem, że tak pragnęłaby poczuć do mnie znacznie więcej i nie mieć żadnych wątpliwości, ale nie potrafi i boli Ją czasem sumienie, bo jestem Jej tak bliskim i drogim człowiekiem.
Pragnąłem, by zgodziła się na noc ze mną. Nawet na zwykły sen, byśmy mogli się w siebie czule wtulić i by mogła Ona przezwyciężyć swoje lęki wobec nas. Mówiła, że też tego pragnie. zawsze jednak, gdy miało do tego dojść, wycofywała się.
Mówiła mi, że bardzo się boi ciąży. Nawet podczas pieszczot bywała bardzo spięta, gdy stawały się bardziej intymne. Starałem się nie naciskać na Nią i mówiłem, że mogę czekać, bo Ją kocham. Jedna z moich koleżanek zasugerowała mi, że nasze problemy w relacji mogą mieć właśnie to podłoże. Jej strach przed ciążą nałożył się na niepewność co do mojej osoby.
Niektórzy moi znajomi mówią mi, że jeśli coś do mnie czuje, odezwie się do mnie sama za jakiś czas i, że może potrzebuje teraz nabrać głębokiego dystansu do tego wszystkiego. Może jednak przegrałem z tym kimś, kto być może cały czas był gdzieś w Jej życiu, lub pojawił się w krytycznym dla naszej relacji momencie. Jeśli tak, to nic już nie mogę zrobić poza życzeniem Jej, by była szczęśliwym Człowiekiem. Ja nie wiem, czy po tak wielkim uczuciu, jakim Ją darzyłem, po całej naszej pięknej przyjaźni, będę jeszcze w stanie tak pokochać. Jeśli nawet, nie nastąpi to prędko. Boję się, że stanę się twardszym, bardziej cynicznym człowiekiem i, że mogę skrzywdzić przez to za jakiś czas kogoś, komu być może będzie zależało na moich uczuciach. Czy o to chodzi w życiu, by stać się jak kamień..? Mówiłem Jej kiedyś na spotkaniu przy kawie - czy na tym polega życie, by ciągle kogoś poznawać, tracić i szukać na nowo..? Czy jeśli już jest przy nas ktoś godny, warty uwagi, nie lepiej dać mu i sobie samemu szansę na coś, co będzie prawdopodobnie trwałe i piękne..? Wiem, że rozumiała moje słowa bardzo dobrze. Walczyła o mnie. Wciąż słyszę te piękne, pełne czułości słowa, jakie do mnie mówiła. Jej żarty, śmiech.. Głębokie, pełne mądrości rozmowy.. Jej smsy na dzień dobry pełne uśmiechu i nadziei. Powiedziałem Jej kiedyś, - kto będzie Ci lepszym przyjacielem i kimś, kto bardziej Cię pokocha, niż ja..? Nie doceniałem być może ewentualnej konkurencji. Być może jest już w Jej sercu ktoś inny, a ja mogę tylko życzyć Jej szczęścia, choć moje serce tak bardzo krzyczy, wróć i kochaj mnie tak, jak ja Ciebie Basiu!!!

5

Odp: Kima ja dla Niej byłem..?

Muszę się zgodzić tutaj ze skomplikowaną. Miałam podobne przejście w swoim życiu. Rozstałam się ze swoim chłopakiem, którego kochałam ponad życie, po miesiącu weszłam w następny związek. Zdecydowanie za szybko. Byłam z nim a myślałam o tamtym, chciałam uwierzyć że jestem szczęśliwa, efekt był tylko taki, że go ogromnie skrzywdziłam bo on mi się oświadczył a ja z nim zerwałam bo dopiero wtedy wszystko zrozumiałam i miałam odwagę to zakończyć. To wszystko zabolało jego i mnie. U Ciebie sytuacja mogła wyglądać podobnie. Wątpie aby robiła to z premedytacją, myślę, że jej samej było sie ciężko w tym odnaleźć.
Moja rada jest taka: Daj jej czas, ona musi to sama sobie poukładać, jeśli będzie chciała wrócić to wróci,  jeśli nie to widocznie lepiej dla Ciebie bo mimo wszystko będziesz mniej cierpiał... Życzę szczęścia;)

6

Odp: Kima ja dla Niej byłem..?

Czuję, że popełniłem fatalny błąd w emocjach po Jej odejściu ode mnie. Zawsze mówiła mi, że jestem zbyt impulsywny i targają mną zbyt silne emocje. To nie ułatwia życia. Znajomi mówią mi, że mam serce na dłoni, ale to w niczym, w niczym nie pomaga.. Zadzwoniłem do Jej siostry i wysłałem jej mail. Powiedziałem jej, że bardzo kochałem jej siostrę i byłem dla Niej prawdziwym przyjacielem. Powiedziałem też, że nigdy nie mogłem zrozumieć tego, że nigdy nie mogłem poznać Jej rodziny, znajomych, przyjaciół i bardzo mi tego brakowało dla mojego poczucia bezpieczeństwa w tej relacji i akceptacji mojej osoby. Poskarżyłem się jak dziecko.. I po co ja to zrobiłem..? Naraziłem się jedynie na śmieszność w Jej oczach i zapewne poczucie, że próbowałem się o Niej czegoś dowiedzieć poza Jej plecami. Co za bzdura.. Gdy o tym teraz myślę, robi mi się słabo. Uczyniłem to wszystko tydzień po Jej odejściu ode mnie. Od pierwszego dnia rozstania zasypywałem Ją smsami typu "kocham Cię", "kim ja dla Ciebie byłem?", lub też "przypuszczam, że masz już kogoś w swoim życiu i dlatego milczysz" etc. Oczywiście, bez odpowiedzi. To mnie jeszcze tylko bardziej nakręcało.
Obecnie zdarza mi się jeszcze sporadycznie wysłać jakiegoś smsa raz na kilka dni. Bez odpowiedzi.
Błąd za błędem i zero konsekwencji. Ależ się okazałem "miękkim" facetem. Na Jej miejscu też nie chciało by mi się odpisywać po takich akcjach. Wydaje mi się, że jakkolwiek wtedy odeszła ode mnie, to po moich "wyczynach" zraziłem Ją do siebie radykalnie. Czas na ułożenie sobie życia na nowo i nie myślenie o Niej. Słuchajcie, to chore, jak bardzo człowiek może się dać ponieść negatywnym emocjom i jak bardzo odrzucenie przez kochaną osobę może spowodować lawinę jeszcze bardziej niekorzystnych dla niego zdarzeń. Dobrze w tej całej głupocie, że sam do tego doszedłem. Może za jakiś czas będę się śmiać z mojego zachowania, ale po tym co zrobiłem po Jej odejściu sam sobie chętnie dałbym w pysk.. I tak się zachował mężczyzna mający ponad 30 lat. Szkoda słów..

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kima ja dla Niej byłem..?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026