Właściwie to nie wiem dla czego o tym piszę, chyba potrzebuję porady, spojrzenia na tą cała sytuację z perspektywy innej osoby. Moja historia jak każda zaczęła się od wielkiej miłości... naprawde... miłość ta przetrwała 300km bo taka dzieliła nas odległość. przezwyciężyliśmy wiele... odległość która nas dzieliła również. Zamieszkaliśy ze sobą, w końcu nadszedł ten długo oczekiwany moment, wspólnie spedzane dni, których nam tak brakowało... po prostu radość z każdej spędzonej razem chwili, możliwość bycia ze sobą bez ograniczeń czasowych. Nie musiałam się już martwić, że on za 3 dni znowu wraca do swojej miejscowości, że znowu nadejdzie smutna chwila rostania i długi czas oczekiwania. Gdy moje oczekiwanie zostało nagrodzone, gdy byliśmy juz razem codziennie, czułam sie spełniona, że mam już wszystko to o czym marzyłam- kochającego faceta, wspólne mieszkanie. Nie stety nadeszła proza życia, motyle w brzuchu ucichły... jak każdy z nas podjęłam prace, on również. Po jakimś czasie przyszły kłopoty, on stracił prace i tak się zaczęło pierwsze kłótnie większego kalibru, że tak napiszę... wcześniej się kłóciliśmy ale nie do takiego stopnia. Rodzina zaczęła się wtrącać tak twierdził mój facet głownie to chodziło o moją mamę, że za dużo rozmawiam z nią przez tel, że w wszystko się wtrąca o wszystkim wie... takie padały zarzuty z jego strony. Znamy się już tyle czasu przeszło 4 lata, a okazało się że bardzo mało o nim wiem... wyszły jego kłamstwa, to że ma długi, że mieszkanie w którym mieszkamy jego rodzice wcale nie kupili z myślą o nas i dla nas... po drodze były oświadczyny, które myślałam że zobowiązują do czegoś wiecej, więc pomimo tych wszystkich kłótni, żali z jego strony i również z mojej trwałam przy nim z nadzieja, że nasza wielka miłośc przetrwa wszystko, nawet kłótnie i problemy... problemy się nawarstwiały jednak, ja myślałam żeby się ustabilizować, chciałam wyjść za mąż, mieć rodzinę której ja sama nigdy nie miałam... on jednak odwlekał to... tłumaczył sie brakiem pracy, kłótniami które najczęściej ja prowokowałam, moją wścibska matką... w końcu doszło to rozłamu, pierwsze słowa nie chce z tobą byc, wypier... z mojego domu, poczułam się jak śmieć nikomu nie potrzebny, patrzyłam na niego z taką zlością, potrafiłam nawet go uderzyć , wciąż go jednak kochając. Potem słowa przepraszam... wybaczałam bo sama wiedziałam, że również się do tego przyczyniłam. W końcu doszło do tego że pojechałam do siebie do domu na kilka dni. Matka zaczęla pytać co dalej... czy będziemy sie wiązać z sobą, sama nie wiedziałam co odpowiedzieć... nie wiedziałam na czym stoje. Ze złością zadzwoniłam do niego i domagałam się odpowiedzi... na co on- nie wiem, wtedy wybuchłam, doszło do kłótni w odpowiedzi napisał , że nie chce ze mną być ani się żenić. Załamałam się, powiedziałam matce o moich problemach i zaczęła się jedna wielka kłótnia... Wróciłam do niego do domu, bo musiałam iść do pracy... on udawał że wszystko jest ok, ja tak nie potrafiłam... kolejna awantura... doszło do tego,że przyjechali jego rodzice, nic nie powiedzieli tyle co on- NIE WIEM! ciągle slyszę tą odp. Stwierdziłam, że odejdę tylko że nie potrafię tego zrobic, nie umiem się rozstać tak bardzo go kocham po mimo całej krzywdy. Siedzę przed tym kompem i zachodzę w głowę co się stało, gdzie popełniłam błąd... gdzie ta wielka miłość ... czemu on jest taki nie zdecydowany raz mówi, że chce ze mną być raz że już nie... czy byłam tylko jego zabawka... po co sie do niego przeprowadziłam gdy dziś nie umiem odejść, żyję wspomnieniami... bo tak naprawde nie chcę odejść...Czekam na radę z Waszej strony:(
Podobne tematy
A czy Twoim zdaniem Twoja mama nie była zbyt apodyktyczna i rzeczywiscie nie wtrącała się w Wasze życie, a czy Ty nie naciskałas na niego za bardzo z tymi oswiadczynami i slubem.
Wygląda na to, że trochę się pogubiliscie w tym wszystkim...
Wygląda na to, że trochę wyidealizowaliście Wasz związek i siebie kiedy byliście na odległość, a kiedy już przyszło Wam być ze sobą na co dzień okazało się, że tak naprawdę w ogóle się nie znacie. Poza tym Ty przeginałaś ze swoją matką- po co mieszać rodziców we wszystkie swoje sprawy? Po co informować ją o wszystkim co się u Was dzieje? Tutaj wcale mu się nie dziwię, że się o to wkurzał. Wasze życie, to Wasza sprawa- nie Twojej matki. To, że nalegałaś na założenie rodziny kiedy on nie miał pracy, też nie było zbyt mądre- rozsądny facet nie zdecyduje się na dziecko w momencie kiedy nie będzie mógł go utrzymać. Ale przede wszystkim wydaje mi się jednak, że kiedy ze sobą zamieszkaliście poznaliście się tak naprawdę i okazało się, że nie jest tak cudownie jak było na odległość i jak sobie wyobrażaliście. Może nawet wcale do siebie nie pasujecie?
Poza tym Ty przeginałaś ze swoją matką- po co mieszać rodziców we wszystkie swoje sprawy? Po co informować ją o wszystkim co się u Was dzieje? Tutaj wcale mu się nie dziwię, że się o to wkurzał.
Dokładnie, ja nie lubię jak moja mama się wtrąca, a co dopiero obca...
Jestem w podobnej sytuacji jak Ty,przeczytaj moje posty-sa w dziale zdrada-rozstanie.