Krzyk rozpaczy!!! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 65 ]

Temat: Krzyk rozpaczy!!!

Witam. Nie mam silly nawet pisac... Nie mam sily zyc.... Zostalam zdradzona pol roku po slubie, kiedy od roku staramy sie o dziecko.... Ze mna jezdzil na badania,a potem z nia.... Po co to wszystko? Po co leczenie, bolesne zabiegi,operacje,badania? No po cooooooo? Przeciez wiedzial co robi... Pisze to, a moje lzy spadaja na lawiature... Mielismy wszystko... Nie brakowalo nam niczego... procz dziecka, o ktore tak sie staralismy.... Romans z pracownica,schadzki w mieszkaniu wynajetym przez firme... Ona starsza ode mnie o 10 lat, zadna pieknosc...ale ponoc tak dobrze im sie rozmawialo... Potem jak mowi czysty seks, nic wiecej...... Te wiadomosci dawkowal mi powoli..... Kiedy sie zorientowalam to powiedzial,ze to flirt , tydzien pozniej dowiedzialam sie ,ze ja calowal, potem ze zdradzil mnie po alkoholu, dzis przyszedl i powiedzial,ze nie moze juz klamac ,ze to byly dwa razy.... Moze bylo ich wiecej, nie wiem, juz nie wiem ,czy chce poznac cala prawde.... Dzis mnie dobil... Staralam sie tlumaczyc sobie,ze to raz po alkoholu,ale teraz.... On placze,blaga,zebrze o moje spojrzenie, opowiada,ze sie zabije....ale ja nie wiem,czy mam sile walczyc, choc kocham jak nikogo innego, nie wiem ,czy mam sile odejsc.... Nic nie wiem.... Blagam Boga,by mnie zabral z tego swiata..... co ja mam zrobic?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Chciałabym Cię jakoś pocieszyć i poradzić coś mądrego, ale chyba się nie da. Bardzo dobrze wiem co przeżywasz, znam to z autopsji. U mnie od tego wydarzenia minęło już kilkanaście lat, ale doskonale wiem, jak się czujesz. Mój mąż przyznał się do zdrady, gdy byłam w 5 miesiącu ciąży, sam mi o tym powiedział, ja nic nie szukałam, nic nie było podejrzanego w jego zachowaniu, po prostu pewnego dnia podzielił się ze mną taką informacją. W tamtym czasie myślałam, że oszaleję, byłam rok po ślubie, czekaliśmy na pierwsze dziecko, miałam pracę- no po prostu żyć nie umierać, poza tym jednym "małym" szczegółem....Nie wiem dlaczego, ale ja postanowiłam żyć z nim dalej(nie mylić z wybaczeniem i zapomnieniem). Musisz się przygotować, że lekko Ci nie będzie. Non stop wszystko się przypomina, wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach, każde jego spóźnienie kojarzy się z jednym, na pewno znów mnie oszukuje. Nie wiem jaką podejmiesz decyzję, to Twoje życie oczywiście, ale powiem Ci jedno...Dziś jestem już sporo starsza, wiele przeżyłam, ale gdyby dziś mi to zrobił-nigdy bym z nim nie była. Po latach okazało się, że wcale nie wykorzystał szansy którą mu dałam, bo zdarzały się później różne podobne historie(w imię zasady, która na tym forum chociażby jest powtarzana jak mantra-zdradził raz-zdradzi po raz kolejny). To doświadczenie nauczyło mnie jednej rzeczy-mimo tego, że dalej z nim jestem, układa się różnie, wiem jedno, nigdy już mu nie zaufam....Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale po przeczytaniu Twojego postu jakoś tak wszystko mi się przypomniało, jakbym czytała o sobie. Jeśli będziesz chciała, napisz jak potoczyła się Twoja historia. Trzymaj się ciepło i życzę dużo siły.

3

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Bardzo Ci współczuje.. to straszny ból.. i żadne słowa teraz Cie nie pocieszą..  CZAS.... to jedyne co pokaże jak to wszytsko sie ułoży.. Bądź dzielna..

Nie ma dwóch takich samych historii......

4

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Mój Boze swiat oszalał , ja nie iwem co sie z tymi ludzmi dzieje, gdzie zasady, gdzie wiernosc, jakiekolwiek czlowieczenstwo...jak te kroliki, byle z kim, byle gdzie, byle było...tragedia...

Wspołczuje naprawde, az zal sciska serce jak czyta sie co rusz to nowe i kolejne tego typu historie...nawet nie wiem co napisac, aby chodz troszke Ci ulzyc...zycze Ci duzoooo siły kasiiia!!

Miesiącami trzymałam się obiegowej wersji: jakoś się wyczołgasz... Sporo odzyskując, często w tymże przypadku myślę, że uzyskam życie wieczne!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Praw­dzi­wego mężczyznę poz­na­je się nie po tym, jak zaczy­na, ale jak kończy."    ^ ^

5

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Dziękuje Wam ślicznie! Kazdy odzew jest dla mnie niezwykle wazny. Nikomu o tym nie mówilam,bo jeszcze nie podjęłam decyzji i jesli z nim zostane,nie chce zeby go napiętnowali,a na mnie patrzyli z politowaniem, jaka to jestem naiwna i glupiutka.Jestem z tym zupelnie sama... Kawa z pianką czytając Twoje słowa lzy mi kapaly, bo chyba chcialam przeczytac cos zupelnie innego... Chciałam przeczytac,ze Twoj mąż zalowal i nigdy do tego nie wrocil, ze znow mu zaufalas,ze to mozliwe,ze to Was wzmocnilo.... Bożeeeeee jak to boli, chce krzyczec!!!!!!

6

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

KRZYCZ, WRZESZCZ, TŁUCZ TALERZE, TRZEP DYWANY... cokolwiek tylko nie kumuluj w sobie emocji.

Miesiącami trzymałam się obiegowej wersji: jakoś się wyczołgasz... Sporo odzyskując, często w tymże przypadku myślę, że uzyskam życie wieczne!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Praw­dzi­wego mężczyznę poz­na­je się nie po tym, jak zaczy­na, ale jak kończy."    ^ ^

7

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Bałałajka chce krzyczec,chce rzucac talerzami,ale nie mam sily ruszyc sie z lozka... Nie jem,nie spie,a w lustrze widze kogos obcego... Nic nie pozostalo po atrakcyjnej,pewnej siebie,energicznej,mlodej kobiecie, nic.... Oszaleje.... Raz placze,wpadam w szal, za chwile smieje sie jakbym postradala zmysly... Obłęd.... Musze podjac jakas decyzje..... Wiem,ze on mnie kocha, wyglada gorzej niz ja,zebrze o moj glos w sluchawce, jest wrakiem.... Ja tez kocham,tak mysle.... To bylo cudowne 10 lat wspolnego zycia....On nienawidzi tej kobiety,jakby to byla tylko jej wina...da sie to jeszcze posklejac? jaka mam pewnosc ,ze to sie nie powtorzy? koszmar

8 Ostatnio edytowany przez bałałajka (2012-05-15 11:42:30)

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Daj sobie czas...kasiiia9 to jest zbyt swieze...powoli...nie spiesz sie...wiem ze to co sie z Toba i w Tobie dzieje to jak nie Ty...wiem jak to dziala...niestety wiem...ale nie podejmuj zadnej decyzji poki nie bedziesz pewna i nie poukladasz sobie tego wszytskiego co sie stalo...

Miesiącami trzymałam się obiegowej wersji: jakoś się wyczołgasz... Sporo odzyskując, często w tymże przypadku myślę, że uzyskam życie wieczne!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Praw­dzi­wego mężczyznę poz­na­je się nie po tym, jak zaczy­na, ale jak kończy."    ^ ^

9

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Dziekuje! Blagam piszcie do mnie, piszcie co tylko chcecie, co Wam na mysl przychodzi, tylko piszcie...

10

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

dlaczego On Ci to powiedział?
Czy coś podejrzewałaś? Czy Ona go szantażowała?
Bardzo współczuję, ale Kawa z pianką ma rację... przeważnie nie kończy się na jednej zdradzie...

11 Ostatnio edytowany przez bałałajka (2012-05-15 12:33:30)

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Kasiiia to co teraz sie dzieje z Toba to etap szoku i niedowierzania...caly ten stan w ktorym jestes to pewnego rodzaju proces, etapami bedziesz przechodzic w kolejne fazy...pisalas wyzej ze nie iwesz czy chcesz poznac cala prawde...byc moze na dzien dzisiejszy nie chcesz tego, ale przyjdzie dzien ze bedziesz chciala wiedziec wszystko...i poki nie 'przewałkujesz" wszerz i wzdłuż z mezem problemu, nie ruszysz z miejsca...dziś nie musisz nic, ale przyjdzie dzien ze tzreba bedzie zmierzyc sie tym wszytskim...ale wierze ze dasz rade...nie mowie ze bedzie to łatwe, proste...co to, to nie...ale rade dasz...zapewniam...i prosze Cie nie pros Boga o to co napisalas powyzej...pamietaj, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny!

Miesiącami trzymałam się obiegowej wersji: jakoś się wyczołgasz... Sporo odzyskując, często w tymże przypadku myślę, że uzyskam życie wieczne!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Praw­dzi­wego mężczyznę poz­na­je się nie po tym, jak zaczy­na, ale jak kończy."    ^ ^

12

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Kasiiiia9.....mój mąż żałował , oj bardzo żałował, wtedy pierwszy raz widziałam jak płacze, ale cóż z tego...Od tego wydarzenia minęło prawie 15 lat, a ja pamiętam tamten wieczór jakby to było wczoraj, pamiętam nawet jaki program w telewizji leciał. U mnie akurat stało się tak, że mój mąż szansy nie wykorzystał, co nie oznacza, że u Ciebie musi być tak samo, nie sugeruj się moją sytuacją, ale taka jest prawda, że jak spróbował raz, być może będzie chciał powtórzyć. Przepraszam za ironię, ale rozbawił mnie tekst, że Twój mąż mówi, że nienawidzi tamtej kobiety, szkoda, że dopiero teraz...Być może się wkurzysz za to co napiszę, ale tymi słowami próbuje tylko ratować swoją skórę, mało tego krzyczy, że się zabije...niezły szantaż, ale nie patrz na to co on mówi, tylko musisz naprawdę dać sobie duuużo czasu, ja wiem, że to banały co napiszę, ale wynajduj sobie różne zajęcia i musisz z tym żyć po prostu...życie Ci się wywróciło do góry nogami, ale świat dalej istnieje, dojdziesz do siebie, kiedyś będzie Ci łatwiej, ale jeszcze nie teraz i nie za miesiąc. Wiem tylko jedno, Twoja czujność będzie teraz na najwyższym poziomie. Wtedy jak mi to powiedział mój mąż, pomyślałam sobie:"Po jaką cholerę Ty mi to powiedziałeś? Żeby Tobie było lżej? No bo chyba nie z uczciwości"....Ale z drugiej strony myślałam sobie...a może lepiej, że wiem, nie żyję chociaż w głupiej nieświadomości, że między nami jest wszystko ok. Dziś po tylu latach wolałabym chyba nie wiedzieć, bo to co ja przeżyłam, wiem tylko ja...nie powiedziałam o tym nikomu, chociaż z siostrą mam bardzo dobry kontakt i o różnych rzeczach rozmawiamy...Ja się po prostu wstydziłam.....chociaż to nie ja powinnam się przecież wstydzić.Pozdrawiam.

13

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Kiedy robilam prawo jazdy, moj instruktor powiedzial, ze razem z zona staraja sie o dziecko. Pozniej ona w koncu zaszla i nawet byla w tej ciazy przez kilka miesiecy (dlugo jakos robilam to prawko!).
Przez caly ten czas, co jazdy - opowiadal mi z kim ostatnio spal, jaka dziewczyne poderwal. Tak o, dla sportu. Powiedzial, ze maja z zona "umowe" (w co nie chce mi sie wierzyc), ze zdrada jest spoko, dopoki ta druga osoba sie nie dowie. I tu powtorze pytanie Tendre77 - PO CO ON CI TO POWIEDZIAL? Jest zwyklym slabeuszem, nazdradzal, narobil zlego, bylo mu z tym zle i ciezko, wiec postanowil zrzucic czesc swojego smutku na Ciebie. Zebyscie teraz oboje mieli zle. Skoro juz jest taki cwany i bzyka po katach, to niech ma odwage i sile oszczedzic Tobie tego cierpienia. Skoro jest taki meski, ze musi przeleciec kogos wiecej, niz tylko SWOJA kobiete - niech potem nie zgrywa skruszonego, biednego, placzacego, "zebrzacego o spojrzenie" jak powiedzialas, slabeusza. TO mnie najbardizej denerwuje. Niby tacy mescy, a jak zrobia cos zlego to potem sami robia z siebie ofiary. I chodza i placza.

Trzymaj sie.

Life is hard. After all it kills you.

14 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-05-15 13:24:28)

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

na pewno wszyscy beda pisali , ze jak raz zdradzil, to i drugi raz to zrobi.Bo prog zostal przekroczony .
A ja nie wiem czy tak jest.Na pewno w wielu wypadkach tak.W niektorych nie.

Ale czy to ma znaczenie ?
No , bo popatrz, on Ciebie zdradzil. To fakt. Jakie ma znaczenie czy zdradzi drugi raz?Czy to bedzie bolalo bardziej ? Czy moze mniej ?

ZDRADZIL.Taka decyzje podejmuje sie swiadomie, jak skok na Bungee- nikt Cie tam przeciez nie zapnie bez twojej woli i nie nakaze -SKACZ

jestem w ciaglym stawaniu sie

15

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

TY sama będziesz najlepiej wiedziała co robić.. Ty go znasz najlepiej,  siebie też.. Ty jesteś tam .. my tu... pomożemy, skomentujemy, doradzimy.. poprzemy to własnymi przykładami.. ale to niestety TY podejmujesz decyzje.. i powiem Ci tak; masz prawo pozwolić mu zostać a ja Ciebie nigdy za to nie sktytykuje.. masz tez prawo go wywalić na zbity pysk.. ale daj sobie czas na przemyslenie tego wszystkiego w miarę trzeźwo.. i zastanowienie sie jak to z nim załatwisz..

Nie ma dwóch takich samych historii......

16

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Boze jak ja Wam dziekuje.... Zgadzam sie jest slabeuszem,ale nie dlatego,ze powiedzial prawde,tylko dlatego,ze ja ukrywal... Ja sie domyslalam,potem zaczelam szukac,drążyc... On przyznawal sie etapami... Im wiecej sama odkrylam,tym wiecej mowil... W koncu pękł i chwala mu za to... Przynajmniej nie wierze w iluzje cudownego,blogiego zycia...Szantaz? Owszem, ona teraz go szantazuje,ze jesli straci prace to cos zrobi.... Cholera wie,co chodzi jej po glowie....

17 Ostatnio edytowany przez dor57 (2012-05-15 13:58:06)

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Sytuacja jest ciężka i tego nie da się ukryć.
On zrobił Ci krzywdę i to na tę chwilę wystarczy....Ty sobie jej już nie wyrządzaj,bo takiej ilości złych emocji nie wytrzymasz.Płacz ile wlezie to w pewnym sensie działa jak oczyszczenie.Na razie nie analizuj co będzie dalej,bo to wszystko jest zbyt świeże i każda myśl "co mam zrobić,czy mu wybaczyć czy nie" będzie Ciebie raniła a do podjęcia rozsądnej decyzji na resztę życia potrzebny jest jako taki spokój psychiczny.
Na pewno spróbuj  powoli wstawać z łóżka....płakać możesz "w każdej pozycji". Powolutku .....krok po kroku wracaj do codzienności. Najlepiej by było żebyś przez jakiś czas unikała jakichkolwiek kontaktów z mężem.Po prostu zadzwoń do niego i powiedz,że musisz wszystko przemyśleć i odezwiesz się do niego jak będziesz na to gotowa ....musi to zrozumieć,bo to jest jego jedyna szansa na cokolwiek.
Aha...przede wszystkim przestań błagać Boga o tak straszną rzecz jaką napisałaś.Świat jest piękny...przekonasz się o tym tylko to musi potrwać.Nie warto z niego rezygnować,bo wiele jest jeszcze przed Tobą.
Na pewno po tym wszystkim staniesz się "twarda" i bardziej surowa,ale zobaczysz,że warto mimo wszystko żyć.
I pamiętaj mówienie,że facet jak raz zdradził to zrobi to znowu to stereotyp.....znam wiele przypadków kiedy facet po zdradzie "zmądrzał".....ale to musi potrwać.
Trzymaj się i nie poddawaj ....nie warto.Patrz w lustro,bo na pewno za chwilę zobaczysz tam wspaniałą silną kobietę.

Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić.

18

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Wiecie? Ja tez sie wstydze...wstydze sie dlatego jestem z tym sama. Dziekuje,ze jestescie! Wiem, to nie ja mam powod do wstydu,ale mimo to ... Najgorsze jest to,ze wydawalo mi sie,ze on ma wszystko,czego moze zapragnać, kariera,pieniadze,dom,ja... Niczego nam nie brakowalo,poza dzieckiem... Kiedys byl biedny,a mimo to byl bogatszym czlowiekiem... Nie bede wdawala sie w szczegoly, ale wyciągnelam go z bagna, podalam reke, wszystko,co ma zawdziecza mnie, poswiecilam siebie dla niego... Ja to wszystko wiem, wiem,ze on tez ma swiadomosc,ze gdyby nie ja,dzis pewnie bylby nikim... Ale czy on jest teraz kims??? Resztka człowieczenstwa... Kochalam tego chlopaka bez grosza przy duszy,bez domu, bez milosci... Wzielam go z calym inwentarzem jego zyciowych krzywd... Osiagnal dzieki mnie naprawde duzo i woda sodowa uderzyla do glowy.... Zeby ona chociaz ladna byla, zeby byla madra,zeby byla dobrym czlowiekiem,a tu nie..... Nie chce jej oczerniac,bo to tylko i wylącznie jego wina... Jednak mam swiadomosc,ze ona jest daleka od wysokiego poziomu... Staralam sie szukac w niej czegos lepszego ode mnie... Wiem,to glupie i nie prowadzi do niczego....

19

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

hmm... witajcie może ja i coś od siebie dorzucę. mnie od jakiegoś czasu zastanwia jedno dlaczego kobiety traktują zdradę jaby świat się kończył. koniec mnie koniec świata nie ma mnie zniszczył mnie itp. i ten krzyk rozpaczy kasiiia. nie żebym nie rozumiała targających tobą emocji złości frustracji i innych.  choć to zrozumiałe że cierpisz jednak jesteś. i to że jesteś jest najważniejsze. wiele kobiet po zdradzie czuje że są nic nie warte. dlaczego? bo traktują swoich mężów partnerów jak lustra. powiedz mi kochanie jaka jestem aha jesteś ze mną kochasz mnie nie zdradzasz to oznacza że ja jestem ok. o matko zdradziłeś mnie jestem do kitu nie ma mnie masakra ratunkuuu!!!. toć to kompletne oderwanie od rzeczywistości. dlaego błąd partnera męża jego złamanie SIEBIE wobez przysięgi jaką wam dał powoduje że TY KASIIIA i wiele innych kobiet czujecie się nic nie warte. przeciez to mąż czy partner nie dotrzymał SOBIE i wam danego słowa to on zbrukał siebie zabierając SOBIE i przy okazji wam ten dar jakim jest zaufanie. ja rozumiem że w pierwszym odruchu człowiek pyta sam siebie do cholery co ja zrobiłam/zrobiłem nie tak że mój partner/partnerka zbłądziła. odpowiedź kochani może być całkowicie od was niezależna. może sięokazać że gdy "zdrajca" przpracuje swój problem wybór dogłebnie to on tylko i wyłącznie zalezy od niego i tylko on ponosi za niego odpowiedzilność. kasiiia pomyśl wiem że boli wiem że targają emocje złość wściekłość bo zawiódł bo tym samym i ty tracisz coś cennego ale żeby czuć się nieatrakcyjną młodą kobietą to jest tylko i wyłącznie obraz twojej duszy zranionych nadzieji i pokładanego zaufania w męża. ten obraz nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. nadal jesteś młodą atrakcyjną kobietą która potrafi kochać ufać i jest wierna danemu SOBIE słowu. to ty okazałaś się godna zaufania i dojrzała. ehh ta zdrada. mężczyźni zdradzają z rozmaitych powodów. spróbuj się zdystansować. wiem to mega trudne ale naprawdę zdrada to nie koniec świata. pomimo tych trudych emocji jakie odczuwamy będąc zdradzanymi to jesteśmy tylko ludźmi błądźimy dokonujemy głupich pod wpływem emocji wyborów. bywamy niedojrzali chowamy głąwę w piasek uciekamy przed samym sobą. zgadzam sie z moją przedmówczynią kawa z pianką że twój małżonek najprawdopodobniej nie wytrzymał napięcia i obarczył ciebie swoim koszmarem. teraz oboje nosicie ten ciężar. ja osobiście uważam że to jest moment zwrotny w waszym życiu. oboje możecie go wykorzystać jako szanse. można żyć po zdradzie ale oboje musielibyście nad sobą popracować. odpowiedzialność za zdradę ponosi w 100% zdradzający ale ta zdrada jest czymś podyktowana i nad tą przyczyną zdradzający powinien się mocno zastanowić. poza tym ty możesz już nie chcieć zaufać i masz do tego prawo. to jest szasna dla ciebie. na wzrost na przepracowanie tego co sie stało byś wyszła z tego doświadczenia silniejsza. pozdrawiam ciepło

"Między bodźcem a reakcją leży nasza największa siła....wolna wola"

20

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Karolcia piszesz bardzo mądrze, musze sie zdystansowac... Moze to nie koniec swiata, moze nie, ale ogromny bol,a poza bolem strach... Nie chcialabym zeby to sie tak skonczylo,ale boje sie,ze jesli z nim zostane sytuacja moze sie powtorzyc... Nie chce kolejny raz cierpiec,znow odchodzic od zmyslow... Jak sie dowiedzialam to zemdlalam... Juz wiem dlaczego zdrada porownywana jest do smierci bliskiej osoby...

21

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

kasiiia9
Moja rada zostaw go... a dlaczego...posłuchaj
6 lat temu starałam sie  o dziecko z mężem , z krórym byłam juz 5 lat po ślubie i 9 lat przed ślubem. Okazało sie, że mnie zdradzał przez pół roku. Zdecydowałam sie jednak na to dziecko, urodził sie nasz 1 syn, wybudowaliśmy dom, mieliśmy wszytsk czego dusza zapragnie. Po 3 latach na kilka dni przed prodem 2 syna, okazało się, że znów mieli powrót. Nie chce Ci mówić co czuam jak sie dowiedziałam, że te lata były dla niego tak straszne, bez niej, co on przechodził... mimo to pozwliłam być mu przy porodzie, walczyłam kolejne pół roku z tymi ich kontaktami. Może troche sie uspokoiło (nie przestali jednak sie kontaktwać kompletnie), ale nie na długo. Rok temu znów sie kontaktwali przez pół roku. W tym roku zostawił mnie dla niej. Mieszka już z nią. Ja zostałam sama z 2 dzieci.... z domem, który nie jestem w stanie utrzymać, nie rozstaiśmy sie w zgodzie, walczymy o wszystko....
Powodzenia w podjęciu decyzji!

22 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2012-05-15 15:22:09)

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

nie nie nie kasiiia. żadna śmieć. chyba że metataforycznie śmierć zaufania. kłopot w tym że ty wierzysz stereotypom. na nich budujesz swój świat. twój stereoptyp ee tam nie tylko twój większości jest mylne przeświadczenie że skoro TY  jesteś uczciwa i dobra to twój partner będzie taki sam. że skoro ty się starasz to i on sie postara. i to dotyczy wszystkich ludzi nie tylko twojego męża. odejdziesz znajdziesz sobie kolejnego partnera i znów powtórka z rozrywki. żaden człowiek z krwi i kości nie da ci żadnej gwarancji na to że cię nigdy nie skrzywdzi. dlatego jest tak ważne by żyć i mieć siebie, sobie ufać i mieć swój własny niepowtarzalny świat. bo gdy nastapią w tym naszym świecie jakieś bolesne wydarzenia nie stracisz "rozumu" i powoli wycofasz się do tego swojego świata i tam wyliżesz rany. a wyjdziesz gdy będziesz gotowa na podjęcie decyzji. oczywiście że to ogromny ból ale w tej chwili właśnie przechodzisz moment w którym dowiadujesz się mnóstwa rzeczy o sobie. to jest podwalina pod twoją siłę twój świat. możesz jeszcze tego nie rozumieć przyjdzie z czasem tylko nie zamykaj sie na to. drugim powodem dla którego to tak boli a nawet ten ból jest wprost proporcjonalny do wysiłku jaki wkładamy w związek. bywa czasem tak że tracimy instynkt samozachowaczy i zatracamy sie dla drugiego człowieka. powiem szczerze siedzę w psychologii od kilkunastu lat nie spotkałam człowieka który by za to słono nie zapłacił. zatracenie a w zasadzie utracenie siebie w związku jest destrukcyjne i bije tylko i wyłacznie w ciebie. bo później gdy nastąpi jakaś sytuacja która nam otwiera oczy nas nie ma. jest pustka echo. i zaczyna sie jazda bez trzymanki. jak w kalejdoskopie przewijają się w naszych głowach argumenty za tym że przecież tak być nie moze przecież ja tyle w to włożyłam wysiłku miłości troski z tylu rzeczy zrezygnowałam i co. i wydaje nam sie ze to nie logiczne nie rzeczywiste. a to jest jak najbardziej i logiczne i tak właśnie wygląda rzcezywistość.   piszesz ..."nie chcę kolejny raz cierpieć..." od razu napiszę kasiiia będziesz w życiu jeszcze wiele razy ciepieć czy to z miłości czy to z niespełnionych oczekiwań czy to z niezaspokojonych potrzeb. i wcale nie chodzi o to by nie cierpieć. cierpienie jest nam potrzebne. cierpienie przybliża nas do kwintesensji siebie. cierpienie pokazuje nam jakie wyznajemy wartości może byc kompasem po meandrach jakie przynosi nam współczesny zwariowany świat. nie rezygnuj z tego bo stracisz wiele. chodzi o to by wyciągnąć jak największą wiedzę o sobie by dotrzeć do siebie i nauczyć się w tym cierpieniu znajdować drogę do porawy naszego życia. do stawiania sobie niewygodnych trudnych pytań. odpowiedzi na te pytania będą przybliżały nas do szczęścia. szcześcia naszego takiego jakiego my chcemy przeżywać. a nie szczęścia jakim próbują nas karmić inni. znajdź poprzez to cierpienie klucz do siebie do twojego wnętrza do serca. i obejmij ta ciepriąca część siebie zatroszcz się najpierw, poświęć jej czas ukochaj ją wreszcie bo to ty jesteś najważniejsza osoba na świecie. gdy ją trochę ukochasz uspokoisz pozbawiona nieprawdziwych przekonań zapytaj siebie czego chcesz co jest tobie potrzebne do czego dążysz. i powolutko wprowadź to w życie. i pamiętaj rozmowa rozmowa i jeszcze raz rozmowa. tylko rozmawiając czy ze sobą czy z mężem jesteście w stanie odkryć prawdę o sobie. i nie bój się siła nigdy cię nie opuści ona caly czas jest w tobie. jedynie ty sama nie pozwalasz na to by ukazała się światu. ale nic na siłę może jeszcze nie twój czas może jeszcze powinnaś pobyć ze sobą. bo tak ma własnie być. buziaki

"Między bodźcem a reakcją leży nasza największa siła....wolna wola"

23

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Nigdy bym nie zaufała po raz drugi osobie, która mnie zdradziła....
Nieraz ma się tylko jedną szansę...on ją stracił.....
Chyba, że Ty masz jakiś inny patent....
Pozdrawiam serdecznie!

"Nie bój się powolności, ale bezruchu."
rozum smile + serce smile

24

Odp: Krzyk rozpaczy!!!
loveaellie napisał/a:

I tu powtorze pytanie Tendre77 - PO CO ON CI TO POWIEDZIAL? Jest zwyklym slabeuszem, nazdradzal, narobil zlego, bylo mu z tym zle i ciezko, wiec postanowil zrzucic czesc swojego smutku na Ciebie. Zebyscie teraz oboje mieli zle. Skoro juz jest taki cwany i bzyka po katach, to niech ma odwage i sile oszczedzic Tobie tego cierpienia. Skoro jest taki meski, ze musi przeleciec kogos wiecej, niz tylko SWOJA kobiete - niech potem nie zgrywa skruszonego, biednego, placzacego, "zebrzacego o spojrzenie" jak powiedzialas, slabeusza. TO mnie najbardizej denerwuje. Niby tacy mescy, a jak zrobia cos zlego to potem sami robia z siebie ofiary. I chodza i placza.

No nie róbmy sobie jaj... jak zatai zdradę to ham i łajdak, że nie powiedział... jak sam się przyznał to słabeusz!!! Bez dwóch zdań w ogóle nie powinien zdradzać!!! To jest ponad wszelką dyskusję!! Ale jak już zdradził to chyba dobrze, że miał na tyle odwagi i się do tego przyznał!!!

Kasiu to i tak długo wytrzymał w tym małżeństwie. Wiem, że to marne pocieszenie, ale była już żona poszła w tany po 4 miesiącach!!

Jedyne co mogę Ci powiedzieć to W!A!L!C!Z! o swoje małżeństwo, tak jak ja próbowałem... niestety w tej walce byłem sam!!! Po 17 miesiącach od mojego ślubu ja byłem już po rozwodzie... oby Tobie udało się poskładać to do kupy!!!

Powodzenia Ci życzę, ale pamiętaj... do tanga trzeba dwojga!!

K.

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

25

Odp: Krzyk rozpaczy!!!
Malwina69 napisał/a:

TY sama będziesz najlepiej wiedziała co robić.. Ty go znasz najlepiej,  siebie też.. Ty jesteś tam .. my tu... pomożemy, skomentujemy, doradzimy.. poprzemy to własnymi przykładami.. ale to niestety TY podejmujesz decyzje.. i powiem Ci tak; masz prawo pozwolić mu zostać a ja Ciebie nigdy za to nie sktytykuje.. masz tez prawo go wywalić na zbity pysk.. ale daj sobie czas na przemyslenie tego wszystkiego w miarę trzeźwo.. i zastanowienie sie jak to z nim załatwisz..

Malwina ma rację .Potrzeba dużo czasu ,pamiętaj decyzję zawsze możesz zmienić ,nie musisz decydować teraz.Zapomnieć nie zapomnisz ale z czasem mniej boli.Ja wybaczyłam ,minął rok ,jest dobrze ale inaczej .Czasami dużo lepiej niż przedtem ,strach na początku ogromny ,teraz już się nie boję .Nauczyłam się jednego ,że nie wolno się poświęcić całkowicie dla drugiej osoby .Już nie ufam mu na 100%. Czuję ,że teraz mnie nie zdradza,żałuje tego ,stara się ,ale już nigdy za nikogo nie poświadczę .Uczę się cieszyć z tego co mam ,żyję chwilą i nie zastanawiam się co będzie kiedyś .Tak jest dużo łatwiej .Wiem jedno nie żałuję ,że dałam nam szansę i nigdy nie będę ,nawet wtedy gdyby okazało się ,że nie będziemy razem .Trzymaj się i zajmij się teraz sobą -Ty jesteś najważniejsza.

Śpieszmy się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą.

26

Odp: Krzyk rozpaczy!!!
Bea00 napisał/a:

kasiiia9
Moja rada zostaw go... a dlaczego...posłuchaj
6 lat temu starałam sie  o dziecko z mężem , z krórym byłam juz 5 lat po ślubie i 9 lat przed ślubem. Okazało sie, że mnie zdradzał przez pół roku. Zdecydowałam sie jednak na to dziecko, urodził sie nasz 1 syn, wybudowaliśmy dom, mieliśmy wszytsk czego dusza zapragnie. Po 3 latach na kilka dni przed prodem 2 syna, okazało się, że znów mieli powrót. Nie chce Ci mówić co czuam jak sie dowiedziałam, że te lata były dla niego tak straszne, bez niej, co on przechodził... mimo to pozwliłam być mu przy porodzie, walczyłam kolejne pół roku z tymi ich kontaktami. Może troche sie uspokoiło (nie przestali jednak sie kontaktwać kompletnie), ale nie na długo. Rok temu znów sie kontaktwali przez pół roku. W tym roku zostawił mnie dla niej. Mieszka już z nią. Ja zostałam sama z 2 dzieci.... z domem, który nie jestem w stanie utrzymać, nie rozstaiśmy sie w zgodzie, walczymy o wszystko....
Powodzenia w podjęciu decyzji!

Bea.. baaardzo Ci współczuje.. bądź dzielna.. ale ja będe całe zycie powtarzała; nie ma dwóch takich samych historii.. czasami warto dac szanse i zalezy to od miliona czynników czasami okazuję się,że nie warto.. to naprawde róznie bywa...i zalezy od nas samych..

Nie ma dwóch takich samych historii......

27

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Witam. Niestety wczesniej nie moglam tu zajrzec, dlatego na początku dziekuję wszystki razem i kazdemu z osobna. karolcia38 szczegolnie Tobie dziękuję! Ogromna mądrosc plynie z Twoich słow i wiem,ze bede je czytala wielokrotnie. Juz dawno zapomnialam o sobie... Postanowilam zaczac zyc na nowo, dlatego w lepszych momentach w ciagu dnia tlumacze sobie,ze to punkt zwrotny,ze to moze jakas szansa, by stawic czola problemom... Uswiadomilam sobie,ze cierpię na depresję od dlugiego czasu w roznym nasileniu. Spowodowane jest to wieloma czynnikami... On byl jedyną opoką,dlatego tak mi ciężko, bo nie wiem co mam dalej ze sobą zrobic... Uznalam,ze bez specjalisty sie nie obedzie,dlatego umowilam sie juz na wizyte do fachowca w tej dziedzinie. W tej chwili musze zawalczyc o siebie,a przy okazji moze o związek.... Dziękuję!!!

28

Odp: Krzyk rozpaczy!!!
K.82 napisał/a:
loveaellie napisał/a:

I tu powtorze pytanie Tendre77 - PO CO ON CI TO POWIEDZIAL? Jest zwyklym slabeuszem, nazdradzal, narobil zlego, bylo mu z tym zle i ciezko, wiec postanowil zrzucic czesc swojego smutku na Ciebie. Zebyscie teraz oboje mieli zle. Skoro juz jest taki cwany i bzyka po katach, to niech ma odwage i sile oszczedzic Tobie tego cierpienia. Skoro jest taki meski, ze musi przeleciec kogos wiecej, niz tylko SWOJA kobiete - niech potem nie zgrywa skruszonego, biednego, placzacego, "zebrzacego o spojrzenie" jak powiedzialas, slabeusza. TO mnie najbardizej denerwuje. Niby tacy mescy, a jak zrobia cos zlego to potem sami robia z siebie ofiary. I chodza i placza.

No nie róbmy sobie jaj... jak zatai zdradę to ham i łajdak, że nie powiedział... jak sam się przyznał to słabeusz!!! Bez dwóch zdań w ogóle nie powinien zdradzać!!! To jest ponad wszelką dyskusję!! Ale jak już zdradził to chyba dobrze, że miał na tyle odwagi i się do tego przyznał!!!

Kasiu to i tak długo wytrzymał w tym małżeństwie. Wiem, że to marne pocieszenie, ale była już żona poszła w tany po 4 miesiącach!!

Jedyne co mogę Ci powiedzieć to W!A!L!C!Z! o swoje małżeństwo, tak jak ja próbowałem... niestety w tej walce byłem sam!!! Po 17 miesiącach od mojego ślubu ja byłem już po rozwodzie... oby Tobie udało się poskładać to do kupy!!!

Powodzenia Ci życzę, ale pamiętaj... do tanga trzeba dwojga!!

K.

K82 dziękuję,za te słowa. Jestem chyba blizsza temu, by walczyc, choc rózne mysli przychodzą do głowy. Widze,ze ja nie jestem sama. On jest w stanie rzucic prace,wyprowadzic sie do innego miasta,bym tylko z nim pozostala. Chce isc tez na terapie,choc wiem ,ze sie wstydzi. K ja jestem niespelna pol roku po slubie,a zwiazek trwa 10 lat.

29

Odp: Krzyk rozpaczy!!!
nina1234 napisał/a:
Malwina69 napisał/a:

TY sama będziesz najlepiej wiedziała co robić.. Ty go znasz najlepiej,  siebie też.. Ty jesteś tam .. my tu... pomożemy, skomentujemy, doradzimy.. poprzemy to własnymi przykładami.. ale to niestety TY podejmujesz decyzje.. i powiem Ci tak; masz prawo pozwolić mu zostać a ja Ciebie nigdy za to nie sktytykuje.. masz tez prawo go wywalić na zbity pysk.. ale daj sobie czas na przemyslenie tego wszystkiego w miarę trzeźwo.. i zastanowienie sie jak to z nim załatwisz..

Malwina ma rację .Potrzeba dużo czasu ,pamiętaj decyzję zawsze możesz zmienić ,nie musisz decydować teraz.Zapomnieć nie zapomnisz ale z czasem mniej boli.Ja wybaczyłam ,minął rok ,jest dobrze ale inaczej .Czasami dużo lepiej niż przedtem ,strach na początku ogromny ,teraz już się nie boję .Nauczyłam się jednego ,że nie wolno się poświęcić całkowicie dla drugiej osoby .Już nie ufam mu na 100%. Czuję ,że teraz mnie nie zdradza,żałuje tego ,stara się ,ale już nigdy za nikogo nie poświadczę .Uczę się cieszyć z tego co mam ,żyję chwilą i nie zastanawiam się co będzie kiedyś .Tak jest dużo łatwiej .Wiem jedno nie żałuję ,że dałam nam szansę i nigdy nie będę ,nawet wtedy gdyby okazało się ,że nie będziemy razem .Trzymaj się i zajmij się teraz sobą -Ty jesteś najważniejsza.

Nina Twoj post napawa nadzieją... Dziękuję. Muszę najpierw odzyskac siebie!

30

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Dzis po raz kolejny zemdlalam. Tym razem jechalam z mezem samochodem. Nagle zakrecilo mi się w glowie, poczulam nudnosci,on zatrzymal auto na poboczu, ja wychylilam sie przez prog, bo zbieralo mi sie na wymioty, spuscilam glowe w dol i nagle zemdlalam, wypadlam z samochodu... Wciągnął mnie z ziemi do srodka, polozyl moją głowe na swoich kolanach, obejmowal ja, plakal i darl sie : " Dlaczego ja to zrobilem?" W kolko powtarzal to samo... "Kochanie dlaczego tak Cie skrzywdzilem,dlaczego?"-wył. Wiem,ze na wlasne zyczenie zemdlalam,bo nie jem praktycznie nic trzeci dzien, mam jadlowstret. On tez jest wrakiem, takim jak ja,jesli nie gorszym... Potem wmusilam w siebie pare malenkich kęsow,dopoki odruch wymiotny nie powrocil, wypilam herbatę i fizycznie na pewno czuje sie lepiej... Potem byla dluga rozmowa.... Ciagle blagal o szanse... Dowiedzialam sie wielu szczegolow, chcialam wiedziec... Nie moge budowac zycia na klamstwach... Wiedzialam,ze nie bedzie to przyjemne,ale chcialam... Mial odwage powiedziec mi rzeczy,ktorych ja na jego miejscu nie wyjawialbym... Podjął jakies kroki... Złozyl wymowienie z pracy, szuka mieszkania w innym miescie, bysmy mogli odciac sie i zdystansowac..., chce isc na terapię... Czy mam cos wiecej do stracenia??? Chyba nie... Dzisiejszy dzien na pewno zapamieta dlugo... Do tego przyznam,ze odrobinę , a nawet bardzo go gnebie... Moze to błąd,ale chce,zeby takie skojarzenia budzily mu sie na mysl o zdradzie... Chce zadbac o siebie, o swoje "Ja"... Nie przestaje się kochac czlowieka z dnia na dzien. Moze popelnię kolejny bład,dając mu szansę, tego nikt nie wie, ale bedę miała czyste sumienie, a moze i satysfakcję,ze wznioslam sie na wyzyny... Ale nie zdziwcie się proszę jesli zmienie tu zdanie jeszcze 44 razy, bo na takim etapie wlasnie jestem... Staram sie ukladac wszystko w glowie,ale jak czasem pomysle,ze on z jakąs lafiryndą..., ktora miala taki tupet,ze jeszcze wypisywala mi jakies wiadomosci... to wstręt mnie ogarnia... Potrzebuje czasu. Wiem,ze bede tu kazdego dnia... Jeszcze raz wszystkim dziękuję!!!

31

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Kasieńko czytasz  ,to co chcesz wyczytać smile
Nie sugerujesz się postami innych, tylko wybrałaś posty Karolci...są ci one wygodne a to dlaczego??
Ano iz Karolcia wszelakimi siłami próbuje wmówić ci...iż wybaczenie ,dystans do tego co zrobił Twój facet to jakby Twoje wybawianie.
Wybawianie od czego??? Od obwiniania siebie?? Od tłumaczenia swoich i nie tylko swoich słabości??
Jakie pocieszenie dają posty Karolci?? Że nie jeden i nie ostatni?? Tak je odbieram...a gdzie w tym wszystkim Twoje życie,zaufanie i oczekiwania  względem drugiej osoby,miłość i lata które mu poświęciłaś ??!!
Mam wrażenie jakby Karolcia godziła się z losem ,jakby wskazywała bierność jako coś naturalnego...bycie miłosiernym,dobrym  owszem!!! ale ma swoje granice !!


Dlaczego Karolciu ,Kasia ma w ten oto sposób przeżywać swoje życie ?
Dlaczego ma ponosić ból i cierpienie z winy drugiej osoby... dlaczego to ona ma ponosić wszelakie z tym rozterki  ,analizę siebie samej i na siłę budowania spokoju w sobie  który ktoś, ot tak zwyczajnie nie mając żadnego szacunku, zburzył ?
Oczywiście ,że każdy żyjący człek na tym świecie ma świadomość , iż nie każdy ma względem jego uczciwe zamiary ale to nie znaczy ,że można za każdym razem dawać nabijać się w butelkę a potem szukać tłumaczenia złego postępowania w kimś kto się do tego przyczynił...w ten oto  sposób stajemy się naiwni i bierni przez całe  życie.
Jeśli już jak twierdzisz złe doświadczenia maja nas czegoś uczyć ..to bankowo nie odwiecznego wybaczania naszym oprawcom ani ciągłej naiwności!!
Dlaczego nie wymagasz tego samego od męża Kasi??
Bo przecież to on zawinił nie ona sama, nie poszła na taką łatwiznę jak on...po co tłumaczyć kogoś kto nas nie szanuje, po co szacunku szukać w sobie do kogoś kto na ten nie zasługuje??!
Owszem,czas najwyższy zadbać o siebie...ale nie uwzględniając bądź drugoplanowo uwzględniając , w tych planach kogoś kto nas oszukał.
Niech ten ktoś zadba sam o wspólne relacje i przyłoży sił do odbudowania tego co spierniczył ...ale bez Kasi udziału,teraz ona ma wolną rękę ,może pomyśleć tylko o sobie tak jak  gdy jej mąż nie myślał o niej ....włażąc obcej babie do wyra!!

Kasiu, nie doszukuj się usprawiedliwień co do postępku swego męża!!
Myśl o sobie i o tym aby jak najszybciej stanąć na nogi po tym co przeszłaś!
Co do niego...niech sam próbuje naprawić to co zniszczył...jeśli nie będzie miał ochoty żadne rozmowy niczego nie wskórają!! Szkoda twego czasu i życia !
Oceń sytuację na tyle obiektywnie na ile Cię stać ...nie marnuj życia na złudzenia !

32

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Nikandra,wiele racji w tym co piszesz... Tobie rowniez ogromnie dziekuję! Wiem,ze pewnie wybieram te posty,ktore faktycznie są dla mnie wygodne, jesli w ogole mozna tu o wygodzie mowic... Jestem na etapie, w ktorym to srednio co piec minut zmieniam zdanie... Serce mi mowi,ze nawet najgorszemu nalezy dac drugą szanse,a rozum mowi : Dziewczyno, gdzie Twoja godnosc? Pakuj sie, zawijaj zabawki i idz do innej piaskownicy. Wiem jedno! Nie chce zbyt pochopnie podjąc decyzji... Teraz jest jak jest. Chce się skupic absolutnie na sobie,ale nie umiem jeszcze zupelnie sie od tego odciać. Powiedzialam mu,ze nie zamierzam palcem kiwnąć,aby cokolwiek mu ulatwic i tego nie robie. Sam zgotowal nam to pieklo i sam musi nas z niego wyciagnac,jesli jest tak jak mowi... Ja mogę mu pomoc,ale nie muszę, przynajmniej nie na tym etapie... Z mojej strony nie padly zadne deklaracje w stosunku do niego... Ciagle powtarzam,ze nie wybacze, nie zapomne, nie ma szansy nawet najmniejszej... Zobaczymy jak dlugo będzie zabiegal o tą szansę, jesli odpusci to trudno, rozwiaże mi tym samym sytuacje...
Ale zrozum Nikandra, nie da sie przekreslic 10 lat tak z dnia na dzien...przynajmniej ja nie potrafię... Dlatego daje sobie czas, w ktorym chce skupic sie na odbudowie swojego "JA".

33

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Wierzę ci Kasiu ...nie da się skreślić ot tak sobie tylu lat,wiem o tym doskonale!
Tyle że nie wymagaj od siebie wiele...teraz czas przyszedł na Twego męża to on musi się wykazać dosłownie wszystkim, jeśli mu naprawdę zależy!!
Będziesz wiedziała czy tak jest,bo w końcu znasz go i wiesz, czy chce szczerze naprawić choć w części krzywdę jaką ci wyrządził.
Przy czym bądź czujna,zwracaj uwagę na każdy szczegół, niech nagły przypływ jego uczuć powodowany  winą, nie zaćmi ci obiektywności w ocenie  jego zachowań.
Zwyczajnie nie daj się więcej wodzić za nos!!
Zadbaj przede wszystkim o siebie smile Zbytni nie analizuj siebie i nie doszukuj się winy...to nie Ty zdradziłaś, choć pewnie nie raz bywało różnie,nie Ty poszłaś na łatwiznę choć nie raz miałaś może dość!
Daj swojemu mężowi szansę ....szansę na wykazanie się ,na ile mu zależy! Na ile chce walczyć o Ciebie i o Waszą miłość !
Ty sama odszukaj w sobie to o czym już dawno zapomniałaś a co kiedyś sprawiało ci ogromną przyjemność....dbaj o siebie, ale nie dołuj dogłębną analizą swojej osoby.

34

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Dziękuje raz jeszcze. Postaram się skorzystac z tych cennych rad. Musze odnalezc w sobie silę! On niech sie stara, ja mu nie dam gwarancji,ze mu sie uda kiedys mnie odzyskac... Placzę co raz mniej, wolniutko,bo wolniutko,ale biorę się za siebie. Moze kiedys jeszcze zaswieci slońce... Pozdrawiam

35

Odp: Krzyk rozpaczy!!!
nikandra napisał/a:

...Niech ten ktoś zadba sam o wspólne relacje i przyłoży sił do odbudowania tego co spierniczył...

...Co do niego...niech sam próbuje naprawić to co zniszczył...jeśli nie będzie miał ochoty żadne rozmowy niczego nie wskórają!!

Cytując Jana Nowickiego... samemu to można się ogolić... No niestety do tanga trzeba dwojga!! Jak mąż Kasi będzie nawet stawał na rzęsach i klaskał uszami to bez ich wspólnego wysiłku nic nie wskóra!!!

Bez dwóch zdań nie miał prawa zdradzić!!! To jest absolutnie egoistyczne zachowanie!!! Niestety stało się... Zgadzam się z Tobą Nikandro, że powinien robić dużo, wiele, maksymalnie najwięcej żeby udało im się razem wyjść z tego co niestety sam rozpiep..ył.

Wstępując w związek małżeński robimy to gdy mamy motyle w brzuchu, gdy jesteśmy młodzi, piękni, niczym nieskrępowani. Robimy to żeby iść przez życie razem, na dobre i na złe!!!! No i nagle przychodzi to złe i co wtedy... wybieram bramkę nr 3?! No niestety często tak jest... ludzie tak łatwo się rozwodzą, przy pierwszym napotkanym kryzysie jedyny trud jaki sobie zadają to rozwieść się!!!

Kasiu rozwieść się zawsze zdążysz...!!!

Opowiem Ci w bardzo dużym skrócie swoją historię... przed ślubem 6,5 roku razem, w zasadzie od samego początku mieszkaliśmy ze sobą, razem 3,5 roku w Anglii, nigdy ze sobą nie zrywaliśmy, nigdy nikt od nikogo się nie wyprowadzał... NIGDY. Ślub, jak z bajki, wszystko było super... ale po ślubie szara rzeczywistość... zabrakło gdzieś nas w tym wszystkim... ja wypaliłem podczas jednej kłótni do żony: żałuje, że się z nią ożeniłem! ( nie żałowałem!!, ale słowo sie rzekło!), potem jak sie okazało w kwietniu ubiegłego roku jeszcze wtedy żona od stycznia spotykała sie z innym Panem, wspólne zdjęcia jak się całują itd. Wydawało mi się, że jest coś nie tak, ale oczywiście wierzysz, ufasz itp., itd. Potem z mojej strony jeszcze straszne słowa NIE KOCHAM CIĘ!! (w trakcie jak juz żona spotykała się z tym gościem) wreszcie koniec kwietnia (zaraz po świętach) znajduje u jeszcze wtedy zony zdjęcia z wspólnych spacerków, namiętne pocałunki itd... no i 17 maj 2011 kiedy to nie dałem rady i kazałem z miejsca jeszcze wtedy żonie wyprowadzić się!!! (po przyjściu do domku nieco wcześniej z pracy była zona rozmawiała z tym kolesiem przez telefon i niestety im przeszkodziłem)
Zanim się jeszcze dowiedziałem o zdradzie próbowałem nas z tego kryzysu ratować, ale w tej walce byłem właśnie sam!! Żona nie chciała rozmawiać, nie chciała nic wspólnie robić... wtedy nie wiedziałem, że przyczyną jest jej kolega z pracy... Po odkryciu zdrady prosiłem ją... zmieńmy pracę, wyjedźmy, ratujmy nasze małżeństwo... nie pomagało... jej zauroczenie, uczucie do tego gościa już wtedy było silniejsze!!! Po wyrzuceniu (bo tak to należy określić) żony z domu próbowałem jeszcze posklejać nasze małżeństwo, ale niestety w tej walce byłem dalej sam, jeszcze wtedy żona chciała się tylko ode mnie uwolnić... we wrześniu, 2 tyg. po I rocznicy slubu złożyła wniosek rozwodowy, a w lutym tego roku było już po sprawie.

Przez cały okres jak byliśmy razem, nie mieliśmy ani jednego kryzysu, a jak przyszedł pierwszy (również pierwszy w małżeństwie) posypało się wszystko jak domek z kart... ale do czego zmierzam... Ja z czystym sumieniem mogę Ci powiedzieć, że przebaczyłem byłej ŻONIE!! Poczuć się zdradzonym jest nie do opisania... zresztą komu ja o tym mówię... ale można nauczyć się z tym żyć!!! Nigdy tego nie zapomnisz, ale można z tym żyć. Z własnego doświadczenia wiem, chociaż ciężko CI na tą chwilę jest to zrozumieć i zaakceptować, ale zdradę można wybaczyć... wiem, że cały ład i porządek zostaje zburzony i nic po zdradzie nie będzie juz takie samo, ale można nauczyć się z tym żyć!!!

Naprawianie związku po zdradzie na pewno wymaga czasu... kilka rozmów to za mało... warto udać się również do specjalisty... na pewno nie zaszkodzi, a przeważnie pomaga. jeśli Twój mąż prawdziwie żałuje i będzie już zawsze z Tobą szczery to uważam, że warto dać mu szansę!! Zaraz zje mnie tutaj pewnie gro forumowiczów, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi... a ja na to odpowiadam...

ROZWIEŚĆ SIĘ ZAWSZE ZDĄŻYSZ!!

Powodzenia Kasiu!!! Mi się nie udało, czego bardzo żałuje, ale wam jeszcze może się udać... Wszystko w waszych rękach, głowach i serduchach!!

K.

"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

36

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Nie służy ci rozpad. Później się zdystansujesz, ochłoniesz. Porozmawiaj z mężem staraj się teraz to skleić. Może właśnie jak ochłoniesz zaczniesz "normalnie" żyć podejmiesz jakieś decyzje. Za rok może dwa. Pamiętaj to ty znasz najlepiej swojego męża !!! Nie podejmuj pochopnych decyzji. Nikt później nie przeprosi, że źle doradzał. Każdy bazuje na swoich doświadczeniach lepszych lub gorszych. Wszystkim tutaj piszę zawsze można coś zniszczyć. Pytanie jak to utrzymać?

37

Odp: Krzyk rozpaczy!!!
K.82 napisał/a:

Przez cały okres jak byliśmy razem, nie mieliśmy ani jednego kryzysu, a jak przyszedł pierwszy (również pierwszy w małżeństwie) posypało się wszystko jak domek z kart... ale do czego zmierzam... Ja z czystym sumieniem mogę Ci powiedzieć, że przebaczyłem byłej ŻONIE!! Poczuć się zdradzonym jest nie do opisania... zresztą komu ja o tym mówię... ale można nauczyć się z tym żyć!!! Nigdy tego nie zapomnisz, ale można z tym żyć. Z własnego doświadczenia wiem, chociaż ciężko CI na tą chwilę jest to zrozumieć i zaakceptować, ale zdradę można wybaczyć... wiem, że cały ład i porządek zostaje zburzony i nic po zdradzie nie będzie juz takie samo, ale można nauczyć się z tym żyć!!!

Naprawianie związku po zdradzie na pewno wymaga czasu... kilka rozmów to za mało... warto udać się również do specjalisty... na pewno nie zaszkodzi, a przeważnie pomaga. jeśli Twój mąż prawdziwie żałuje i będzie już zawsze z Tobą szczery to uważam, że warto dać mu szansę!! Zaraz zje mnie tutaj pewnie gro forumowiczów, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi... a ja na to odpowiadam...

ROZWIEŚĆ SIĘ ZAWSZE ZDĄŻYSZ!!

K.

Zgadzam się z Tobą K.82 .Ja też będę mogła powiedzieć z czystym sumieniem ,że zrobiłam wszystko co  mogłam .                                                                                                              Wybaczyć to nie znaczy zapomnieć ,dlatego ja wybaczyłam i nie żałuję .Masz rację ,że dziesięciu lat nie da się przekreślić ,w moim przypadku 13.Kiedy w małżeństwie jest dobrze to ciężko to zamknąć .Moja historia w skrócie ,dziesięć lat dobrego małżeństwa i z dnia na dzień wyrok -nowotwór złośliwy ,stan krytyczny ,najważniejsze przeżyć noc.Potem walka ,rok chemia .Ja pokaleczona bez włosów,mąż cały czas się mną opiekuje ,błaga żebym walczyła ,obiecuje ,że jak dam radę będzie mnie nosić na rękach.Po roku kiedy guza już nie ma i jest nadzieja ,że będzie dobrze ,widać u męża przemęczenie.Opiekuje się  mną ,dziećmi ,domem ,praca ,to wszystko go przerasta.Pojawia się pielęgniarka ,która mówi mu jaki to on wspaniały a ona taka biedna ,bo mąż pracuje ,a ona sama z małymi dziećmi i potrzebuje seksu.No i się zaczęło ,pierwsze spotkanie i mąż skorzystał ,a potem się już potoczyło.Pół roku zdrady nie da się zapomnieć .Ja też swoje życie oddałam jemu ,tak się uzależniłam od męża ,że wydawało mi się ,że bez niego jestem nikim.To tak strasznie bolało.Zawsze mówił ,że jestem za dobra ,że wszystkich próbuję uszczęśliwić ,o sobie nigdy nie myślałam .Nie mogłam zrozumieć dla czego ,przecież seksu mu nie brakowało ,ale szaleństwa na pewno.Kiedy się dowiedziałam ,też upadłam ,myślałam ,że się uduszę ,właśnie czekałam na drugi wynik potwierdzający nawrót ,bo pierwszy już miałam.To wszystko nauczyło mnie ,że ja jestem najważniejsza ,a każdy dzień muszę przeżyć jak by to miał być ostatni.

Śpieszmy się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą.

38 Ostatnio edytowany przez bałałajka (2012-05-17 09:40:03)

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Witaj Kasiiia.

Piszesz, ze co rusz będziesz zmieniać zdanie w zwiazku z podjeciem decyzji, ale to naturalne...i zapewniam Cie nikt do Ciebie nie bedzie miał o to pretensji...to jest Twoje zycie, i wyboru dokonasz Ty...dlatego tez z uporem maniaka pisze o tym, abys sie nie spieszyla...powolutku, niech troszke emocje opadna, z trzezwoscia umysłu, bo poki co zapanował chaos i burza mysli jest mega wzmozona...i nie podlega dyskusji kwestia tego ze rozwiesc mozna sie zawsze, bo to swieta prawda...na to zawsze jest czas...z tym ze trzeba byc w 100% pewnym, aby zakonczyc to wszytsko co Was łączyło, a żeby takowa decyzje ewentualnie podjac trzeba miec pelne przeswiadczenie tego, aby wlasnie to uczynic.

Pozwole sobie na mała prywate i napisze Ci, ze ja szanse po pierwszej zdradzie jeszczemezowi dalam, nie zaluje, wiem ze probowalam, mam czyste sumienia...nie potrafiłam ot tak przekreslic wszystkiego tego co nas łaczyło...tym bardziej, iz nie bylismy tylko My...Nasza corka miała zaledwie 2 miesiace jak cala ta sprawa wyszla na jaw...i nie musze Ci pisac jak cholernie bolało to wszytsko co ujrzało swiatlo dzienne... ale dalam Jemu/Nam szanse... z tym ze On oszukiwal i klamał mnie nadal, o czym z czasem sie dowiedziałam, do tego zdradzil poraz drugi ( o dwoch razach wiem, a ile ich bylo... az starch myslec...)...ale po tym juz nie potrafilam zrobic nic, jak tylko zlozyc pozew o rozwod..tak czy inaczej probowalam, co prawda poleglam, ale absolutnie nie zaluje ...widocznie tak musialo byc...z perspektywy czasu zrobiłam wiele, czy wszytsko ?! byc moze nie...ale aby pozszywac, przyłatac, naprawic ...do tego potrzeba wiary, pracy i kochajacych sie ludzi...tylko wtedy istnieje szansa aby moglo sie udac.

Kiedys na tym oto forum przeczytałam cos na temat zdrady, jesli pozwolisz zacutuje te slowa...:

"Zdrada jest jak wypadek samochodowy: przechodziliśmy przez ulicę przestrzegając wszelkich zasad bezpieczeństwa- a ktoś, kto również te zasady zna i powinien ich przestrzegać nas rozjechał. Najgorzej jest, jeśli przechodząc przez tę ulicę, dodatkowo trzymaliśmy za rączkę nasze dziecko! Ja wiem, że człowiek w takiej sytuacji zjada się pytaniami, czy na pewno zrobił wszystko, żeby do kolizji nie doszło. Nie ma się nad czym zastanawiać i obwiniać! Kierowca, który nas rozjechał wiedział o naszym istnieniu, nie wyskoczyliśmy przecież nie wiadomo skąd na tę jezdnię. Uderzył w nas z premedytacją, może był "pod wpływem", ale z całą pewnością wiedział, co robi. Szok , niedowierzanie, ból, łzy, utracone zaufanie, lęk, rany psychiczne, fizyczne i cały wachlarz złych doznań i emocji -to wszystko jest w nas.
A sprawca? Czasem od razu ucieka, czasem się tłumaczy , czasem przeprasza, a czasem udaje, że nic się przecież nie stało! Nie ma usprawiedliwiania się! Najważniejsze jest , że to już się stało i teraz trzeba sobie poradzić z konsekwencjami wypadku! Kto był i w jakim stopniu był winny, to już jest sprawa mniejszej wagi! Obejrzyj uważnie swoje rany, objawy, jeśli jednak żyjesz, to najważniejsze wstań i zejdź z tej jezdni, żeby Cię dalej nie rozjeżdżał, przecież już widzisz, że jest do tego zdolny! Wiem,że to trudne, ale jak chcesz żyć, musisz to zrobić! A potem oceń swój stan i krok po kroku staraj się sobie pomóc. Potraktuj się z najwyższą uwagą i jako absolutny priorytet. Zastanów, może jest ktoś, kto mógłby Cię w tych pierwszych najgorszych chwilach wesprzeć, może znasz jakiegoś lekarza, jeśli nie, a ty widzisz, że mimo wysiłku nie radzisz sobie z ranami, to go poszukaj! Po prostu działaj i ratuj się jak tylko możesz! Musisz żyć i to jest najważniejsze! Przede wszystkim nie licz na to, że sprawca udzieli Ci pomocy, bo to przed nim się trzeba bronić. Nie ratuj jego, tylko siebie!"

Każda sytuacja jednak jest inna...tak czy inaczej zakonczyc i przekreslic mozna zawsze!...byc moze Wam sie uda, ale wiele pracy i dluga droga przed Wami!

Miesiącami trzymałam się obiegowej wersji: jakoś się wyczołgasz... Sporo odzyskując, często w tymże przypadku myślę, że uzyskam życie wieczne!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Praw­dzi­wego mężczyznę poz­na­je się nie po tym, jak zaczy­na, ale jak kończy."    ^ ^

39

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Boze, te wszystkie historie sa inne,jednoczesnie takie same... Ninka Twoja opowiesc jest przerazajaca... Ja wiem,ze moj mąż nie udzwignąl moich problemow,klopotow ze zdrowiem itp. I to tak strasznie boli, bo ja dzwigalam swoje problemy,jego problemy,zawsze go podnosilam...
Gdyby zachowywal sie jak zona K. pewnie nie zastanawialabym sie, bo i nad czym... Na poczatku liczylam na to,ze on cos do niej czul,ze mi to powie,a tym samym podejmie decyzje za mnie... A wiecie co ona mi napisala? Napisala,ze nic zlego w tym nie widzi, bo taki jest jej sposob zycia... Seks to seks. Ona nadal wyobraza sobie wspolprace z nim,odeszlaby,ale tylko za odpowiednia kase... Skad takie kobiety sie biora? Skąd? Czasem chcialabym umiec tak kalkulowac, byc tak wyrachowana, pozbawiona hamulcow moralnych, wyzuta jak ona...

40

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Kasiia9 u mnie na początku nie było najlepiej .Nie usłyszałam wtedy ,że żałuje i przeprasza.Powiedział tylko ,że próbowali się rozstać ,gdy jej mąż się dowiedział ale nie potrafili.Teraz wiem ,że to raczej ona nie potrafiła a on był nią zauroczony.Powiedział ,że nigdy już się z nią nie spotka i mnie nie zostawi ,był przekonany że to ja będę chciała by odszedł .Bał się ,że nie przeżyję tej wiadomości.Wtedy byłam tak słaba ,że poprosiłam go by był przy mnie ,że nie chcę umierać w samotności.Ona w tym czasie podszyła się pod umierającą kobietę ,która była przez lata zdradzana i pisała do mnie prywatnie .Bardzo się starała by nas rozdzielić ale nie udało jej się ,a po jakimś czasie wydało ,że to ona .Przez pół roku niszczyła mnie psychicznie ,ale ja nadal żyję i jestem dużo silniejsza ,choć cała w bliznach.Ten rok dał mi dużo ,stanęłam na nogi .Nie jestem już uzależniona od męża ,wiem czego chcę i już się nie poświęcam ,pokochałam siebie i wiem ,że w razie czego będę mogła żyć samodzielnie ,choć mam nadzieję ,że to nie nastąpi. Czas jest lekiem na wszystko.

Śpieszmy się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą.

41

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Witam. Dzis bylam u specjalisty. Kobieta troche poukladala mi w glowie... Dostalam recepty,ale nie wykupilam,bo dzis juz nie zdazylam.mimo to czuje sie dziwnie spokojna... Moze to zmeczenie,a moze zaczynam widziec swiatelko w tunelu mojego zycia... Do tego maz rozwiazal swoja sytuacje zawodowa. Rozmawiam z nim spokojnie,racjonalnie,choc nie obedzie sie bez sarkazmu. Byc moze kiedys mu to wybacze,ale najpierw przeczolgam go troche,zeby ta sytuacja kojarzyla mu sie jednoznacznie... Moze to chwilowy przyplyw energii i za chwile znow popadne w zupelny marazm, ale obecnie wierze,ze moge cos zmienic w swoim zyciu,ze nic nie dzieje sie bez przyczyny... Mam nadzieje,ze sie z tego podniosę...Dziekuje Wam wszystkim!!!

42

Odp: Krzyk rozpaczy!!!
kasiiia9 napisał/a:

Witam. Dzis bylam u specjalisty. Kobieta troche poukladala mi w glowie... Dostalam recepty,ale nie wykupilam,bo dzis juz nie zdazylam.mimo to czuje sie dziwnie spokojna... Moze to zmeczenie,a moze zaczynam widziec swiatelko w tunelu mojego zycia... Do tego maz rozwiazal swoja sytuacje zawodowa. Rozmawiam z nim spokojnie,racjonalnie,choc nie obedzie sie bez sarkazmu. Byc moze kiedys mu to wybacze,ale najpierw przeczolgam go troche,zeby ta sytuacja kojarzyla mu sie jednoznacznie... Moze to chwilowy przyplyw energii i za chwile znow popadne w zupelny marazm, ale obecnie wierze,ze moge cos zmienic w swoim zyciu,ze nic nie dzieje sie bez przyczyny... Mam nadzieje,ze sie z tego podniosę...Dziekuje Wam wszystkim!!!

Kasiia9 na pewno się z tego podniesiesz ,pokiereszowana ale silniejsza.Dobrze ,że czujesz się lepiej ,ale słabsze dni pewnie się pojawią ,oby jak najmniej.Życzę Ci dużo spokoju i ciepła .

Śpieszmy się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą.

43

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

:-) nikandra źle odczytujesz moje intencje. ja to piszę z doświadczenia że nigdy nic nie jest czarno białe jak byśmy sobie tego życzyli. nie pisze o mężu kasiii celowo bo właśnie kompletnie nie wiemy (jedynie znamy konsekwencję) jaką miał motywacje do tego co zrobił. poza tym to nie jemu radzimy jak ma sobie poradzić z poczuciem winy straty i ewentualnym gardzeniem sobą. my mamy pomóc kasiii. wzmagając w niej wstręt do męża podsycając złość osłabiamy ją. nie możemy wylewać własnych frustracji i wstrętów naszych przekonań co do zdrady. to kasiiia ma o tym zdecydować. ale ma zdecydować wówczas jak odzyska siłę. ma zdecydować wówczas gdy będzie przekonana o tym co chce zrobić i ma czuć się z tym dobrze. to co ja proponuję to skupienie się wyłącznie na sobie by przepracować ten ból zadany przez drugiego człowieka tak by już nikt nigdy nie spowodował to że tracimy czy szacunek do siebie czy godność. a niestety u kasiii ma to miejsce. zatraciła się  w związku sprzedała swoją duszę i teraz jej głównym zadaniem jest ją odzyskać. to ma być proces który tak naprawdę nie odnosi się stricte do jej męża to jest coś czego ona by doświadczyła niemalże z każdym mężczyzną. jej głównym błędem jest wiara w nieprawdziwe stereotypy.  Większość kobiet proponuje kasiii plaster na ranę ja staram się by ona wejrzała w głąb siebie zrozumiała że nikt dopuki ona mu na to nie pozwoli nie jest w stanie zrujnować jej życia.


Piszesz ?Dlaczego ma ponosić ból i cierpienie z winy drugiej osoby... dlaczego to ona ma ponosić wszelakie z tym rozterki  ,analizę siebie samej i na siłę budowania spokoju w sobie  który ktoś, ot tak zwyczajnie nie mając żadnego szacunku, zburzył ??....

ma to robić właśnie po to by stać się silniejszą, by następnym razem gdy trafi na człowieka który nie będzie miał hamulców potrafiła się obronić by potrafiła wykorzystać siłę w niej tkwiącą do obrony własnej godności by nie cierpiała zbyt długo, by nie traciła szacunku do samej siebie i by wreszcie umiała wskazać granice  i się ich trzymać do których ktoś ma wpływ na jej życie. Ma być świadomą swej wartości silną znającą swe słabe strony kochającą siebie kobietą. Tego nie robi się poprzez złość czy wylewanie jadu na oprawcę. Takie zachowanie jedynie osłabia i powoduje że jesteśmy paradoksalnie bardziej z oprawcą związani a to wiąże się z większym jego wpływem na nasze emocje i uczucia. A ona ma odzyskać niezależność by świadomie pokierować swoim życiem w tej trudnej sytuacji. Ma ustanowić granice brania odpowiedzialności za decyzję drugiego człowieka. Kasiia ma odnaleźć miejsce w sobie gdzie ja oddziela się od my.     

?Bo przecież to on zawinił nie ona sama, nie poszła na taką łatwiznę jak on...po co tłumaczyć kogoś kto nas nie szanuje, po co szacunku szukać w sobie do kogoś kto na ten nie zasługuje??!?...

ehh ja już myślę trochę inaczej. I zdecydowanie mąż jest winny tego co uczynił jednak tak bez emocji jestem ciekawa dlaczego to zrobił. Czy zrobił to z czystej głupoty bo miał ?parcie na szkło? i zawiódł tym samym siebie czy jednak przyczyna leży głębiej a on nie potrafi jej wyartykuować    może nawet nie uświadamia sobie jej dla których położył na szalę swoją miłość do żony. Ja jestem przekonana że pomimo tego co zrobił on ją kocha. I możecie sobie tu krzyczeć i złożeczyć ale tak właśnie funkcjonuje psychika mężczyzny. Może kochać i może zdradzić. Ja mam do tego już większy dystans choć nie ma we mnie żadnej zgody na ?przygody? w związku.



  ?Niech ten ktoś zadba sam o wspólne relacje i przyłoży sił do odbudowania tego co spierniczył ...ale bez Kasi udziału,teraz ona ma wolną rękę ,może pomyśleć tylko o sobie tak jak  gdy jej mąż nie myślał o niej ....włażąc obcej babie do wyra!!?.... nie da się nikandra. To będzie niedojrzałe i po łebkach. Będzie przypominać związek ze szkolnej ławki. Związek to ciężka praca czasem jak w tym przypadku kasiii ból wydaje się być nie do zniesienia rany głębokie a zaufania brak. I teraz pytanie na czym ma polegać jest związek? Jaki ma być? Czy zależy jej na dojrzałym głębokim związku z mężem czy ma to gdzieś. Czy ma zamieść problem pod dywan mąż ukorzy się do granic możliwości będzie się nieziemsko starał i tym samym postara się ?wyrównać rachunek?. To jest pułapka. Bo rachunek może się okazać zbyt duży albo mąż kasiii w pewnym momencie się zmęczy i zaprzestanie ?płacić?. Bo to że on będzie wkładał 200% w związek to będzie tylko chwilowe do czasu ?unormowania? się sytuacji. Potem wrócą do punktu wyjścia. I jeśli kasiia jednak zdecyduje się na związek z mężczyzną który zawiódł jej zaufanie zdradzając ją to musi mieć świadomość że ogrom pracy żeby ten związek nadal funkcjonował czy chcą czy nie muszą OBOJE włożyć. I to jest świadomość to jest odpowiedzialność. On mają być współzależni od siebie a nie uzależnieni. Oni mają mieć świadomość że ich postawy nawzajem oddziałują na siebie i oni mają oboje ustalić granice odpowiedzialności za drugiego człowieka za jego decyzje. Tego nie da się zrobić ani po łebkach ani przyjmując roszczeniową postawę. Co nie oznacza że kasiia ma teraz mówić ok stało się trudno przeboleję. Nie nie nie. Ona ma przepracować z mężem swój ból o ile zdecyduje się na dalsze z nim bycie. Dajmy jej czas niech uspokoi swe nerwy niech nie decyduje w pośpiechu. Gwarantuję ci że jeśli mają się rozwieść to to nastąpi. Najważniejsze teraz jest to by kasiiia odzyskała siebie. Męża niech odstawi ale też niech nie eskaluje silnych negatywnych emocji bo one ją osłabiają. Ona ma mieć przestrzeń względny spokój i czas dla siebie. Bo to ona ma podjąć życiową decyzję. I najważniejsze jest to by podjęła ją świadomie w zgodzie ze sobą niczego nie żałując i nie oglądając się zbytnio w przeszłość.

Nikandra dziękuję ci za post i uwagi w nim. Mam nadzieję że w jakimś stopniu zdołałam ci wytłumaczyć mój punkt widzenia. Jeśli się nie zgadzasz tym chyba lepiej dla nas i dla kasiii bo być może coś z naszych poglądów i postaw będzie dla kasiii pomocne.

Pozdrawiam ciepło

"Między bodźcem a reakcją leży nasza największa siła....wolna wola"

44

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Dziękuję Wam za wszystkie odpowiedzi, za poświęcony dla mnie czas... Dzis wstałam rano z jakąś energią,zrobilam sałatke na śniadanie i wreszcie coś zjadłam. Przez te kilka dni sporo schudlam... Dzis uswiadomilam sobie,ze nie tędy droga... Musze zadbać o siebie! Moje zdrowie jest najwazniejsze, ja jestem najwazniejsza. Zrozumialam,ze zyje dalej... ze mogę jeszcze wiele... O ironio, zrozumialam,ze on mi dał kopa w tyłek,ze byc moze pomogl mi w odzyskaniu siebie... Mam tyle planow, pasji,ktore zagubilam... Teraz chce to nadrobic,zyc pełnią życia,a nie tak jak do tej pory... Nie chce umartwiac się! Chce zyc dla siebie,nie dla kogos! Zrozumialam także,ze nie mogę zaprzepascic wszystkich moich staran o macierzynstwo, musze zawalczyc o to najwazniejsze marzenie, bo za chwilę moze byc juz dla mnie zbyt pozno. Od dluzszego czasu myslalam takze, by rozpocząc kolejny kierunek studiow, ale nie po to ,by podnosic kwalifikacje,ale po to ,zeby realizowac swoje pasje,zrobic to dla przyjemnosci. Moze to dobry moment. Nie chce,zeby dni uciekaly mi przez palce... On zachowal sie jak ostatni gnoj... W ciagu tych kilku dni zdobyl sie na kilka gestow odwagi... Chcial dać mi dowod na swoją miłość... Stara sie. Zgodzilby się na kazdy moj warunek... Mysle,ze moze warto sprobowac... On wie,ze najmniejszy jego wybryk i znikam z jego zycia! Jest słaby,boi sie... Nadal myslę,ze to ja jestem silniejsza... On stal sie wrakiem, ja tylko myslalam,ze nim jestem... Mam nadzieję,ze podnoszę się,ze to nie jest tylko chwilowa poprawa, choc wiem,ze jeszcze nie raz zobacze nad swoja głową czarne chmury...

45 Ostatnio edytowany przez Lilie (2012-05-18 20:32:23)

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Kasiiiu9 to co Cię spotkało to wielkie i ogromne doświadczenie życiowe. Bolesne wiem, bo sama to przeżywam i w tym największym szoku właśnie to forum mi pomogło. Tutaj spotkałam ludzi takich jak ja, cierpiących, którzy nie widzieli sensu życia.
Żadne słowa Ci teraz nie pomogą, jedynie czas. Natomiast decyzję czy chcesz z nim zostać czy nie musi byc tylko i wyłącznie Twoja. Ty go znasz, wiesz jaki on jest. Wiem że większość uważa, że jak zdradził raz to zrobi to i  drugi, ale pamiętaj, że od każdej reguly są wyjątki, a czy On jest nim ? żadna z nas tutaj obecnych Ci tego nie powie. Módl się jeśli możesz, płacz, krzycz, ale nie tłum w sobie emocji. Powiem Ci jeszcze jedno, wg mnie może popełnił błąd, ale ja nigdy nie usprawiedliwię zdrady, wiedział co robi idąc do łóżka z inną. Jesteście małżeństwem. Teraz przynajmniej widzisz, że dobra materialne są niczym jeśli zabraknie prawdziwej i szczerej miłości, w którą ja już nie wierzę. Życzę Ci dużo siły, bo będzie Ci teraz bardzo potrzebna. Ja jestem już prawie 2,5 miesiąca po rozstaniu i jest ciężko, ale każdego dnia toczę ze sobą walkę i mam nadzieję, że Ty też będziesz wierna sobie i  się nie poddasz.  Jestem z Tobą całym sercem :****

46

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Lilie dziękuję... Tak wiem jaki to czlowiek,wiem,ze przez 10 lat nie zawiodl,wiem,ze teraz powiedzial mi wszystko,mam na to dowody... Zrobil cos strasznego,ale nie chce go skreslac jako czlowieka... nie wiem ,czy jako mojego mężczyznę... Tak jak pisalam,ja sie otrząsam z tego,choc te uporczywe mysli powracaja,wizualizuje wszystko... On jest wrakiem,zawiodl swoja najukochansza osobe,a tego ,ze kocha jestem pewna i zawiodl sam siebie... Wiem,ze mnie kocha,ale nie wiem czy to mi wystarczy,zeby zaczać budowac na nowo... Cięzko wierzyc jego slowom. Kiedy pytam "dlaczego?????" mowi,ze nie wie, ze niczego mu nie brakowalo. Mowie mu,ze sam musi sobie odpowiedziec na to pytanie... I ja tez nie wiem! Znam tą kobietę jest ode mnie duzo starsza, niezbyt piekna,czy jest mądra cięzko ocenic,ale po tym co mi wypisywala, przypuszczam,ze nie... Powiedzial o tym jednej osobie,a ten czlowiek rowniez byl w szoku,ze wymienil mnie na kogos takiego... Nie mam pojecia czym sie kierowal... Rozwazalam juz wszystko,lacznie z naszym zyciem seksualnym, z ktorego oboje bylismy zadowoleni... Zeby to jeszcze byla gorąca 18latka.... Mysle,ze jak chcial sprobowac czegos nowego,to chociaz mogl wybrac kogos innego... Ajjjj tyle pytan bez odpowiedzi....

47

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Kasiiiu9 każdy z nas jest tylko człowiekiem, wszyscy popełniamy błędy, które później bardziej lub mniej żałujemy. Jeżeli czujesz że zasługuje na wybaczenie to daj mu jeszcze szanse, czas pokaże jak się Wam ułoży. Trzymaj się cieplutko.

48

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Witam. Dzis obudzilam sie z gorączką,ale w lepszym humorze... Kazdego dnia czuję sie lepiej... Zaczynam wierzyc,ze to co mnie spotkalo to nie koniec swiata,a raczej poczatek czegos nowego... Mnostwo czasu spędzamy na rozmowie... Myśłe,ze jestem bliska tego,by dac mu szanse,ale on jeszcze o tym nie wie... Wczoraj, ktos z naszych znajomych powiedzial,ze powinnam dziekowac Bogu za takiego meza, a on zalał sie łazami i wyszedl. Sam sobie z tym nie radzi... Ja juz nie płacze... Nie chce! Mam nadzieje, ze nie będzie regresu w moim zachowaniu. Pozdrawiam

49

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Wiesz czasami sobie tak myślę, że pomimo tego co Cię spotkało jest coś dobrego. Dobre jest to, że ciągle jest przy Tobie mimo bólu i krzywdy jaką Ci wyrządził. Pewnie wiele osób uważa, że jestem głupia, ale tak czuje. Chciałabym czasami mieć taką nadzieję jak Ty, że wszystko się jeszcze ułoży i będziemy razem szczęśliwi, ale ja nawet o tym marzyć nie mogę, nie powinnam. Kasiiiu9 naprawdę warto wybaczać, ja też wybaczyłam. Życzę Ci z całego serca, żeby Ci się wszystko udało, abyś umiała zapomnieć i zacząć od nowa. Jeśli kochasz to daj szanse,bo jesteśmy tylko słabymi ludźmi i każdy z nas popełnia błędy.

50

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Liile jestes kochana:)! Tylko Ty tu jeszcze zaglądasz! Wiesz, to dziwne, ale ja jestem taka spokojna... Co raz rzadziej powracaja mysli o tej zdradzie... Znam go chyba lepiej niz sama siebie... Wiem kiedy klamie,wiem kiedy zaluje... Teraz zaluje i to szczerze... Wiem, jestem pewnie zbyt poblazliwa,ale to tylko tu, wobec niego nie... On cierpi... Nasza najblizsza osoba powiedziala mi,ze tak naprawde to szkoda jej bardziej jego niz mnie, bo ja jestem twarda, a on musi zyc z tym piętnem i sobie nie radzi... Przeprasza,ze oddycha tym samym powietrzem co ja... Mysle,ze to byl kopniak w dupe,taki zebym poczula,ze zyje,ze czuje... Cierpie na depresje i teraz nabralam sil!  Uwierzylam w swoją sile, obudzilam sie wreszcie! Teraz licze sie JA!!! Lilie,nie rozumiem... Wybaczylas, ale nie wierzysz w Wasze szczescie, mozwisz,ze nie powinnas wierzyc... Mam rozumiec,ze on nie stara sie, nie dba o to? Rowniez zyczę Ci wszystkiego dobrego!!! Sciskam mocno:)

51

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

"Zostalam zdradzona pol roku po slubie"

Po jaką cholerę był ten ślub? Nie wierzę, że nie miałaś jakiś sygnałów o typie człowieka z którym chciałaś związać się  na całe życie. Zbagatelizowałaś je i cierpisz na własne życzenie albo trzeba było liczyć się, że w końcu zdradzi to byś nie była rozczarowana.

Małżeństwo ze zdradą na koncie, to jak mówienie "dziewica z dzieckiem"... Masz jak w banku, że on Cię zdradzi ponownie, za rok, pięć, dziesięć lat ale zdradzi, choćby nie wiem jak bardzo teraz przepraszał, żałował i obiecywał. Są pewne błędy, których się nie popełnia i których się nie wybacza, i do jasnej cholery, czym jest małżeństwo skoro dopuszczamy w nim zdradę!? Teraz jesteście parą z dzieckiem i tyle.

one są ślepe

52

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Nie Kasiu nie stara się i nie dba, odszedł do innej kobiety. Ja byłam dla niego tylko lekarstwem na chwilowy kryzys w jego życiu. Ale cieszę się, że teraz jest szczęśliwy, oboje są. Zaglądam tutaj często bo wiem że takie zranienie nie przechodzi, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dla mnie jest to wciąż świeże, a czasami wydaje mi się, że tęsknię bardziej niż na początku rozstania. Ale cóż życie,przecież nikt nie powiedział, że będzie łatwe. Kiedyś zapomnę...

53

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Lilie bardzo mi przykro... Z drugiej strony mysle,ze to moze lepiej ,ze odszedl,ze mial na tyle odwagi,ze sam nawalil i sam podjął decyzję o rozstaniu, nie obarczając Ciebie Waszym być, albo nie być... Nie blagal, nie zebrał tylko odszedl... Czasem mysle,ze tak byloby latwiej...         Lilie zycze Ci duzo sily, spokoju, z czasem usmiechu na twarzy i obys otworzyla sie na nowe znajomosci! chicondaron chyba nie bardzo wiesz o czym mowisz... Jestem z czlowiekiem 10 lat,znam go lepiej niz siebie,dlatego dowiedzialam sie o tej zdradzie... Przez 10 lat byl chodzącym idealem,wpatrzonym we mnie jak w obrazek,my nawet nie klocilismy sie, po prostu bajka! Nie sądze bym zbagatelizowala jakies sygnaly i teraz cierpiala na wlasne zyczenie, bo tych sygnalow nie bylo!!! Po slubie moj mąz dostal intratna propozycje pracy,ale niestety w innym wojewodztwie, do tego mieszkanie sluzbowe... Coz, okazja czyni zlodzieja. I proszę czytaj,ze zrozumieniem skoro zamierzasz się wypowiadać. My nie mamy dziecka. Poza tym jakie ma to znaczenie,czy to zwiazek formalny,czy nie. Gdybysmy nie mieli slubu, pewnie bolaloby tak samo, moze lepiej brzmialoby w mojej opowiesci i tyle... Wiec jaka roznica miedzy parą z dzieckiem,a malzenstwem z dzieckiem (ktorego my nie mamy)?

54

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Faktycznie, zmyliło mnie to zdanie "kiedy od roku staramy sie o dziecko", przeczytałem na szybkiego "staraliśmy", więc wyszedłem z założenia, że już macie. Przepraszam za pomyłkę.

Ja doskonale wiem o czym mówię, bo moja matka też często się zarzekała, że miała niby bajkowo przed ślubem, ale jak się więcej z niej wyciągnie to te "bajkowo" to było jej projekcją i miała bardzo czytelne sygnały za jakiego dupka chce wyjść. Ślepa miłość i/lub nadzieja na zmianę.

Prędzej uwierzę w jednorożce, krasnoludki i świętego Mikołaja niż w to, że jakaś panna wzięła za męża normalnego faceta (nie jakiś tam ideał), który nagle po ślubie zaczął pić, bić, zdradzać. Nie ma takiej możliwości. Po prostu nie ma.

A co do szansy i utrzymywania rodziny ze zdradą na koncie, to jest to jedynie trwanie w głupocie i naiwności - później będziesz jeszcze bardziej cierpieć i wiem o czym piszę. Ja rozumiem różne problemy w małżeństwie czy normalnym związku, ale jeden jedyny błąd jest niedopuszczalny. Tyle ode mnie w tym temacie.

one są ślepe

55

Odp: Krzyk rozpaczy!!!

Jak dla mnie mozesz sobie wierzyc nawet w mrówkę Z... Ja wierzę w siebie i innych ludzi. Nie znam Twojej matki, byc moze jej zycie bylo projekcja, moje nie. Ja go nie idealizowalam,wrecz przeciwnie,a nasze otoczenie owszem. Mnie nikt nie bil, on nie pil i nie zdradzal... Teraz zdradzil... Ja nie zdradzalam,ale byly rozne sytuacje,gdzie swieta nie bylam,dlatego rozumiem,ze mozna strasznie zalowac i nigdy do tego nie wrocic... Piszesz,ze doskonale wiesz o czym mowisz,bo Twoja matka... Moze w takiej kwestii bazuj na włąsnych doswiadczeniach,a nie opowiesciach mamy, bo to chyba jednak nie to samo... W moim przypadku czas zweryfikuje,czy warto wybaczyc... Ja tego nie tobie  dla niego,ja to robie dla siebie. Jesli sie nie uda,trudno, niewiele juz ryzykuje...

     Pozdrawiam i życzę więcej empatii i wiary w ludzi

Posty [ 1 do 55 z 65 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018