Kikah napisał/a:Witam
jestem od niedawna w związku z młodszym ode mnie 4 lata mężczyzna.
Pierwszy raz od lat czuję się szczęsliwa-a własciwie powinnam się czuć, bo niczego mi nie brakuje, o nic nie muszę sie martwić, niemal na każdej płaszczyźnie mi komfrtowo...a jednak...idealnie nie jest.Bo mam wszystko czego zapragnę, czego dotychczas pragnełam-troskę,uwagę, przestrzeń i wolność-gdy się o nią upomnę.Mój luby uwielbiamnie niemal bezkrytycznie. Niczego ode mnie nie wymagaa i nie oczekuje. Nie stawia granic, nadskakuje...rozsmakowałam sie w tym, a jednoczesnie coraz czesciej czuje ze cos jest nie tak.
Pewnie dlatego, ze nigdy nie doswiadczałam takiego ciepła ze strony męzczyzny. wchodziłam w zwiazki z zaborczymi, cynicznymi i niedostepnymi emocjonalnie facetami. Obawiam sie tez tego z strony obecnego partnera-ale w innej postaci. Obawiam sie, ze i on chce mnie w jakis sposób zniewolić, kontrolowac, uzaleznic od siebie. czesto czuje sie w tej relacji jak dziecko-on mnie chroni, troszczy sie o mnie i kocha za sam fakt, ze jestem. Być moze takie zachowanie powiazane jest z jego poprzednim zwiazkiem, gdzie został zdradzony . Teraz zachowuje sie tak jakby bardzo sie tego bał i chciał zasłużyć na moje uczucia.
Czuje sie ostatnio bardzo pogubiona-z jednej strony jest okej, a z drugiej -potrzebuje kogos, kto wyraźnie stawia mi granice-tak jak potrzebuje tego dziecko, zeby czuć sie bezpiecznie.
Wiem, ze gdybym chciała moglabym "wejsc mu na głowę", czasami sprawdzam jak daleko mogę sie posunac i przeraza mnie ten brak granic-nie chce go krzywdzic, ale niekiedy nie umiem sama ich sobie stawiać. Odzywa sie we mnie mały, nie zaspokojony, głodny uczuć dzieciak-taki potworek, który teraz dostaje to czego potzebował w dzieciństwie.
Napiszcie prosze, jak sie z takim człowiekiem obchodzic, jak sobie radzic ze soba, zeby tego nie popsuć.
Bardzo mi na tym człowieku zależy, bardzo chciałabym budować z nim przyszłosć ale to dla mnie coraz trudniejsze. Oboje mamy po ok.30 lat, jestem dda i mimo świadomości mechanizmów jakie się we mnie uuchamiają nie zawsze umiem je w sobie zatrzymać. On jest ciepłym , wrażliwym, pogodnym introwertykiem- ma w sobie ogromną potrzebę pomagania, opiekowania się. I potezne poczucie (winy) odpowiedzialności za cały świat-w tym moje samopoczucie/uczucia.
Chcemy być razem. Chcemy mieć wspólny dom.Chcemy być rodzicami dla naszych dzieci. Kiedyś...a może całkiem niedługo 
Jak robić, zeby tego nie zniszczyć?
Jeśli dziecko dorasta w miarę normalnej rodzinie, uczy się, że świat jest przyjazny, że są kłopoty, ale rodzice kochają je i akceptują, a ono jest w stanie poradzić sobie z wyzwaniami życiowymi. Nabywa bezcennej pewności siebie i kształtuje obraz świata i związków między ludźmi na podstawie przeżyć z dzieciństwa.
Jeśli doświadcza bólu, fizycznego lub/i emocjonalnego, agresji, stresu, niepewności - to taki model świata i związków sobie buduje, nieświadomie, i takich 'wrażeń' szuka, bo po prostu taką ma wizję świata, nie umie inaczej. Stąd kobiety DDA wybierają sobie parternów alkoholików, a mężczyźni często piją jak ich ojcowie. To wszystko dzieje się nieświadomie, chyba, że DDD czy DDA zda sobie z tego sprawę i zacznie nad sobą pracować.
Dobrze, że zdajesz sobie sprawę z bagażu dzieciństwa swojego i partnera, ALE partner to nie rodzic ani terapeuta, który te braki ma wypełniać. Taka jest teoria. |Moja prywatna teoria jest taka, że w związku wiele można nadrobić, poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, miłości, zaufania - to jest bezcenne i sprawia, że człowiek wzrasta i jest po prostu szczęśliwy.
Co ważne jednak, nie można budować związku z perspektywy dziecka, co mnie uderzyło - oboje weszliście w pewne role, on - opiekuna, którego nie miałaś, ty - w rolę biednego, skrzywdzonego dziecka, które zaczyna pokazywać różki, czuje się niepewnie w nowej sytuacji, bo brak mu adrenaliny i 'wrażeń' do których było zawsze przyzwyczajone.
Kerty, choć młody i dziwi się skąd ten mechanizm, dobrze radzi. Sama zastanów się, co jest dla ciebie ważne, czy adrenalina, nowe wrażenia, ciągłe prowokowanie, czy też wolisz stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, co normalnie też nie wyklucza przecież miłości i innych pozytywnych uczuć.
Przemyśl sprawę, pogadaj o tym z partnerem. Skąd tytuł o nadopiekuńczości? Może to zwykła troska, a te obawy są w tobie, nie wynikają z zaborczości partnera? Ktoś kto nigdy nie doznał troski ze strony drugiego człowieka, tak to może sobie nadinterpretować.
Ech, dużo tu by było szczegółów do rozpracowania, typu: przeniesienie (termin z psychologii, który pewnie znasz), analiza transakcyjna, wewnętrzne dziecko - fajnie o tym pisze np. K. Miller w książce 'Chcę być kochana tak jak chcę' - polecam.
Podsumowując - dużo pracy przed tobą, indywidualnej, być może terapia? Ale i twój partner powinien się zastanowić i odnieść do twoich wrażeń, bo może on zupełnie inaczej to odbiera. Rozmawialiście ze sobą na ten temat? może warto?