netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

pomocy-jaki bedzie tego koniec

26 odpowiedzi3 513 wyświetleńzałożony przez depresiv25, 11.04.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » pomocy-jaki bedzie tego koniec

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1

Temat: pomocy-jaki bedzie tego koniec

Cóż. Piszę bo w końcu muszę to z siebie wyrzucić, a nie ma to jak świeże poglądy na ten temat. Sporo by tu pisać by przedstawić całą sytuację- bo wszystko ma jakieś znaczenie, ale to może potem wyniknie w dyskusji- będzie się dopełniać....

Więc może tak-w czym problem.  Cóż- byłam w związku który mnie wiele zdrowia kosztował i stresu, ale taka ta miłość -że z czasem coraz trudniej się wycofać, a jest gorzej...

Kurcze może zacznę od początku...  Przebywam za granica-totalnie sama. Poznałam go tam w jakichś okolicznościach. Ja miałam te 23 lata on 29. Dojrzały i ustawiony się wydawał. Wielka miłość od pierwszego ujrzenia. Pierwsze rozmowy typowe- co czemu, jakie ma się oczekiwania- no wszystko pasowało. Jestem bardzo zasadnicza i konsekwętna (no tamtego czasu byłam). Ogólnie poszło o to- jak mi sam opowiadał ze miał tylko jedna prawdziwa miłość przez 7lat ale nie doceniał bo był młody i głupi. Potem tylko romanse,ale nie chce już tak dłużej -tylko myśli już o rodzinie i poważnym związku. Wydawał się bardzo przekonujący i faktycznie szybko zamieszkałam u jego rodziców- ogólnie wszystko wyglądało poważnie. Był u mnie w domu w Polsce, poznał rodzinę, ja jego też- pełna akceptacja itd. Byłam jak w niebie. Tylko że to było tylko parę tygodni. Mówił że u niego nawet kawa z inna to już jak zdrada, nie ma jakichś przyjaźni miedzy k i m. Dokładnie tak jak ja. No i właśnie.

Ogólnie tu się zaczęło. Opowiadał jak już ta swoja ex zdradzał z taką jedną, ale tylko dlatego bo brał narkotyki i tak do niej jeździł by sobie razem używali. Ex odeszła i tak został lata z tamtą. Oczywiście obiecał że to koniec i faktycznie - one zaczęła się meldować ,smsy ale on nie odpowiadał jej na żadne. Byliśmy 24h na dobę, bo i razem pracowaliśmy potem u niego w salonie. Akurat w to wierze bo i teraz sporo sprawdziłam. Tylko że z czasem zaczęło drażnić, ale to był już czas kiedy i inne rzeczy wojna było, więc ciągłe kłótnie. Jeszcze co zapomniałam dodać. Najpierw opowiadał o wszystkich podbojach, a potem ze mną nie spał - tylko okazjonalnie bo niby chory, przez te narkotyki. No na prawo i lewo nie chodził (wiem) więc jakoś to tak wierzyłam, tylko akurat nie w chorobę jak brak zainteresowania mną, bo niby nie byłam w jego typie. Żartami mówił ale z czasem analizuje się wszystko. No i co?

Z czasem brakowało wszystkiego. Do tego takie strony typu kwick czy facebook, ciągle otwierał i szukał pięknych dziewczyn. Niby szczeka bo nie gryzie. Jak przychodziło co do czego to niby to ja ta najważniejsza, rodzina nawet to samo mówiła, że ma plany na przyszłość tylko ze mną i jestem jedyna która się w domu pojawiła. No tak- tylko ze bolało to coraz bardziej, zaczęłam interpretować każdy ruch i niestety widzę ze nie interesował się mną nawet nie próbował jakoś imponować, np. urodziny. On nie obchodzi wiec taka głupota- no ale ja. Było mi przykro-tylko że skoro nieważne i nic nie znaczą jemu to trudno myśleć o czymś takim, ale jak parę dni później nagle w panikę wpada ze musi coś kupić pracownicy bo ma urodziny to mnie ścięło. Tego typu historii było setki. Ze ze mną nawet wina wypić nie chce bo jutro do pracy, ale przyjdzie klientka i nagle upija w kącie bo ona przyniosła. No takie rzeczy. Nie dało się rozmawiać -bo twierdził ze mam paranoje bo to salon i tak niestety jest. Do tego to sa nie ważne rzeczy, liczy się to ze ze mną chce być i kocha i mieszkać chce itd. No i tyle.

Trwało to 2lata. W końcu i napisał pannie jakie to ma słodkie usta i jest jego marzeniem. No i depresja. Bo ja już dawno przestałam się czuć jak ktoś atrakcyjny-bo ani nie zabiegał, w jednym łóżku plecami do mnie, cmok cmok i to wszystko- ale spędzaliśmy cale dnie razem i wszędzie chciał mnie ze sobą. Myślę ze on faktycznie nie rozumiał ze mnie rani- ale słuchać tez nie chciał. A po tym emailu do tej panny- załamałam się -raz ze okłamał ze nic nie napisał, potem ze to był żart bo coś tam koledzy chcieli, ze nie wiedział ze mnie tak to trafi- ale jak nie- jej powiedział coś czego ja nigdy nie słyszałam. Tak to widzę -a on do dziś będzie obracał kota ogonem ze to nic nie znaczyło. No i może, ale mnie cholernie zabolało. I tu problem-ze w takich momentach on się skupia na dyskusji zamiast przejąć się tym ze ja zraniona. No i wojna coraz większa o racje. Nigdy nie słuchał jak ja się czuje-wszystko dla niego to jak atak- więc sam atakował dalej. Najgorsze ze wiele razy do tego wracałam- by przypomnieć i jakieś wyrzuty sumienia wywołać -ale bez echa. To bylo nic-i kropka. Ja mam paranoję. No tak tylko ze taka piękna ze tylko spojrzał i nie mógł się pohamować od komplementu a na mnie patrzy 2 lata i nie ma nic do powiedzenia. Ogólnie ma problemy z wyrażaniem uczuć, trochę macho, więc ja wiem ze trudno mu, ale potem jak widzę coś takiego -szok. Do tego narkotyki -zaczął znowu bo niby tylko tak może ze ma otwarcie mówić i faktycznie wtedy słyszałam co chciałam i potrzebowałam, ale tylko minęło i kurde inna twarz. I tak żyłam 3 lata z nim -ciągle analizując jeden ruch i słowo- bo po prostu trudno wierzyć w to wszystko.

Kłótnia to u niego jak wojna światowa, ze złośliwością co znowu przyniosło więcej problemów. Zaczęło się bicie. I potem już była tylko kłótnia, no i ja już wtedy tez się agresywniejsza zrobiłam. Teraz on widzi tylko tak -tego nie zrobi bo nie ma ochoty jak się kłócimy ciągle, nie sypia ze mną bo ciągle kłótnia itd. ale dzień spokoju i oczywiście ja najważniejsza i przecież życie ze mną buduje. No tak. Wziął mieszkanie dla nas, oficjalnie byłam jak jego żona już, ale co z tego kiedy było jak było. Ja miałam więcej kompleksów, ze potem nic się już nie układa, szukam ciepła, kontaktu-to mówi że naciskam, jak się odsuwam mówi ze boi się mnie stracić i dlatego nie ufa do końca czy warto wszystko tak ryzykować. Miał z dzieciństwa problemy jako niekochane dziecko-potem te narkotyki -już nie wiem gdzie sprawa charakteru a gdzie choroby. Nic już nie rozumiem....ale teraz do punktu....

Doszło raz już do takiej wojny ze i ja nie zostawałam dłużna. Poszło o to, ze już uciekłam do Polski z dnia na dzień. 2miesiace się nie odzywał wiec zaczęłam budować na nowo. Szkoła- o to mi chodzi. Zaczęłam pracę i szkołę która już w Niemczech zaczęłam. No i nagle się pojawia- tylko tez nie tak sam- tylko przez moje takie ułatwianie- tzn-jakby na litość, bo niby ciągle próbowałam dotrzeć do niego by zrozumiał to czy tamto- bo jak inaczej. No ale przyjechał. Wróciłam, ale już zapowiedziałam ze szkole skończę mimo wszystko w Polsce. Było jak (tylko na zaliczenia raz na 2 miesiące- akurat weekend-on ma przerwę dla siebie ja dla siebie no i rodzinę widzę, a w tyg normalnie u niego pracuję- koszt 100 tam i z powrotem) to nie -albo u niego albo wcale (musiałabym cały system tu przytoczyć tego szkolnictwa- to jest tak ze szkoła to zakład -i jedno z drugim powiązane) no i tak. Wiec wszystko zostawiłam jak jest- ale już zaznaczyłam -to szansa dla niego udowodnić ze mogę mu znowu ufać- on na to ze nawet gdybyśmy nie byli razem on chce bym to skończyła -czyli u niego i nie będziemy sobie na złość robić. Ogólnie jest bardzo pomocny każdemu -więc niby nie wierzyłam ale musiałam dać szanse. No i właśnie do tego dnia wojna o byle co, ale zostawiłam to na stronę i mówię by podpisał umowę którą do szkoły potrzebowałam, a on na to ze nie bo będę to przeciw niemu wykorzystywać i nie będzie mógł mnie wyrzucić jak mu się zechce. Tylko ze takie warunki były powrotu bo ta umowa wiąże z salonem i szkoła- tak tu jest. Poza tym mówiłam- prace od domu odcinamy i ja nieważne jak byłam zła swoje obowiązki wykonywałam. A on tu z takim tekstem bo poszło o zmywanie naczyń w domu. Więc mnie już wyprowadził z równowagi a że do tego zamiast mnie uspokajać tylko jeszcze więcej ognia robił- ze nie docierają argumenty które sam mówił to poszło wszystko za daleko. Śmiał się w twarz i to jeden z tych momentów kiedy do mordu dochodzi- teraz wiem i rozumiem. Gdybym miała nóż już by nie żył. Jak ktoś tak rani- to lata się chowamy a nagle wybuchamy. I tak właśnie było. Chciałam go trafić jakoś by bolało, uderzy tylko- ale on silniejszy -wiec jak mnie przydusił tak się zagotowało na tyle ze zadzwoniłam po policje. I to był koniec. On mnie z domu wyrzucił, byłam u jego rodziców- bo oni zawsze po mojej stronie stali ze względu ze widzieli jak źle mnie traktuje (te narkotyki-agresja, ciągłe wojny itd) tylko ze ten koniec to już tyle ich było ze nic jeszcze nie znaczył- tylko ze pierwszy raz ja odpowiedziałam atakiem czym ta policja była. I właśnie -to mnie wkurza bo nagle to dla niego definitywny koniec bo go zdradziłam niby, ale to jak mnie ciągle zdradzał i potem wracałam - tego nie rozumie ile mnie to kosztowało i dlaczego potem już nie jest jak było. Bo choćby przeprosił, ale ani tego nigdy nie zrobił. I wojna dalej. Oczywiście brak kontaktu- ale ja wiedziałam ze się pojawi tylko ze to był pierwszy raz gdy zdecydowałam się na koniec bo ta ucieczka do Polski tylko prowokacja była- próbą której tez nie zdał do końca. No ale minął czas i bez echa. Od jego rodziców się wyprowadziłam i 3 tygodnie później (od wyprowadzki -bo u rodziców 3 miesiące byłam i nic) znowu z mojego powodu nagle się pojawił i słodki jak nigdy. Ja już mówiłam ze to nie wyjdzie, ale szczerze mnie tez źle było, brakowało tego czego ani będąc z nim nie miałam- taki toksyczny związek. No i oczywiście ze chciałam uwagi, wiec się zaczęło ale tak ze nie mieszkaliśmy razem. I co. Obiecywał ze nie zdradził ten czas, ze chciał mnie z powrotem ale ja wojnę robiłam itd. Ze teraz będzie dobrze i z czasem zobaczymy jak dalej, ale każdy wypad do niego na weeekend kończył się kłótnią o głupoty a on to kończył wojną i zrywał jak dziecko. I nagle weszła policja w grę. Ktoś go podał o handel -no i kto, niby ja-wszyscy myślą, więc wojna na nowo. Jak się uspokoiło i wyjaśniło ze nie ja to już się dużo w między czasie stało. Bo on jak coś się psuje to zamiast naprawić psuje bardziej a potem znowu jesteśmy razem i mnie już to zbyt dużo to on na obronę mówi ze już popsute było.

Od policji się dowiedziałam ze zdradził właśnie z ta która niby tylko dziwką dla niego była. I o to tu teraz idzie. Zadzwoniłam ze łzami to najpierw mówił ze nie prawda, że nie był (najśmieszniejsze ze właśnie o nią pytałam czasu gdy się u mnie pojawił, czy się nie kontaktowała a on ze nie, że jej nie potrzebuje, że to dziwka itd). Tydzień dyskusji był o to czy zrobił czy nie aż w końcu on obrażony ze się tygodnie nie odzywa, więc ja się spakowałam i wyniosłam do innego miasta. Wszystko zostawiłam- pracę, mieszkanie. Dopiero znowu wtedy się odezwał że jak mnie kocha, ze chciał byśmy znowu razem byli, ze po to to wszystko było planowane i robione, że przecież wrócił itd.i ze oczywiście nie widział z nią. Ja na to że policja mi nagranie puściła jak z nią rozmawiał -a on na to- no bo ty tak ciągle mnie podpuszczałaś i wojnę robiłaś, że mnie już wszystko jedno było a ona akurat zadzwoniła, więc pojechałem ALE cie nie zdradziłem bo o tobie myślałem. Tylko tak się widzieliśmy. Oczywiście ja w to nie uwierzyłam, więc ze łzami, krzykiem ciągle na telefon i podważałam wszystko co mówił. To on na to tysiące meili ale w moim kierunku, ze tylko kłótnie były, ze mnie nigdy nie zdradził, ze zawsze był wierny, nigdy do nikogo jak do mnie, ze się stawił swojej rodzinie przeciw by ze mną być itd. I tak trwało tygodnie aż w końcu on obrażony stwierdził, że nie może dłużej moich obelg słuchać bo on nie zdradził. Był tam fakt, no ale nic nie było (tylko to nie przypadkowy romans tylko taki z przed lat. czyli za czymś tęsknił a jak miał przerwać kontakt to tylko nie odpisywał, ale nie chciał jej powiedzieć "daj nam spokój" np. Jakby trzymał ja w rezerwie a wiec tak czuję się zdradzona choćby tym że do niej zadzwonił. No i tak się skończyło. Ja długo milczałam, a on nigdy pierwszy nie zadzwoni. Aż w końcu od policji się dowiedziałam ze się przespał z nią bo był tam 2 dni. No więc ja znowu za telefon i ze skargą -jak to mógł spać z tamta i wszystko zepsuć a potem do mnie przyjść i liczyć ze coś się znowu zbuduje. A on na to, że już było popsute wszystko. No i taka gadka tylko jak pytam skoro popsute było czemu jeszcze do mnie wrócił. Jak mógł w ogóle. Najgorsze ze z tego wstydu nawet teraz dzwonię by słyszeć ze mu się głos łamie albo skruchę albo wstyd a tu nic. Tylko duma albo już jak lepszy humor to mówi ze nie byliśmy razem...itd... Długo by jeszcze pisać.

Chodzi mi o to, że fakt ze próbował to ukryć i do końca kłamał, więc zdaje sobie sprawę ze zrobił coś czego nie powinien. Po tamtym razie ani razu już się nie kontaktował tam (od policji wiem) wiec tak jakby żałował. Tylko że uznania skruchy brak.

Teraz pytanie do was - czy kochał? (to wiem ze niby tak na swój chory sposób) tylko czy mimo tych swoich żali (bo widzi tylko żeśmy się kłócili, wojna była, nigdy żadne nie zadowolone, ale mimo wszystko ciągle wracaliśmy do siebie. Czy to faktycznie tylko mówi czy tak tez myśli, tzn. jak się naćpał to mówił że ja dobra jestem, że kocha, że potrzebuje mojej pomocy, że mnie rozumie i nie chce stracić. Często przy tym płakał, ale potem tylko słyszę ze ja wszystko popsułam, że się nie da dla mnie czegoś z siebie robić bo tylko się kłócę, że jemu już nic się nie chce. Jestem w stanie zrozumieć tylko niech on tez rozumie skąd to się bierze ze już krzyczę bo też mam dość dyskusji na tematy które takie jasne są. Albo ze robi coś totalnie przeciw temu co mówi itd.

Drugie pytanie skoro kochał to czy z czasem pożałuje tego ze mnie tak łatwo stracił ? Bo nigdy nie przejął się że odchodzę tylko jak wrócę już to mówi jak to mu strasznie było. Kolejna rzecz czy kiedyś zrozumie skąd ta moja nienawiść do niego i że miało to szansę, ale on się sporo przyczynił ze postawił takie mury -jako ze nie ja tylko winna. Bo on tak wszystko mówi jakbym to faktycznie tylko ja ta złą była i ze to nie mialo sensu bo ja taka czy taka, ale ze mną ciągle był, więc nie rozumiem już. Do tego jak często pytam czy tego próbuje wywołać na litość na łzy jakieś odczucia poczucia winny to nie ma nic, więc już otwarcie pytam bądź zarzucam ze nie może kochać i być obojętną na fakt ze przez niego płacze. A na to tylko atak, wiec jak w końcu. Czy w głębi duszy wie ze zrobił źle, wie ze mnie ranił, rozumie mój ból? Albo czy przyjdzie taki czas ze zrozumie bo to ze nie chce komuś racji przyznać to normalne u niego, genetyczne. No ale ja tez nie czuje emocji. To już koniec i ciesze się że wyszłam z tego mimo że znalazłam sie na ulicy i bez pracy, bez szkoły i zaczynam od nowa wszystko, ale że udało mi się odejść. Co nie znaczy że boli mniej. Boli bardzo a jeszcze bardziej kiedy nie czuje by mu jakkolwiek smutno było czy obojętne. Jest to możliwe po 3 latach razem tak by nic nie poruszyło. Może i nienawiść być - ja nienawidzę, ale boli. A jego? Tylko słyszę, że nie wybaczy bo policja bo to czy tamto -zły i zraniony. No tak musiałam pokazać skoro słów nie rozumiał. A on zamiast zrozumieć i powiedzieć no tak teraz wiem jak się czułaś to on widzi tylko siebie jako ofiarę, dlatego też twierdzi że mi nic nigdy nie zrobił, a jeśli już to zasłużyłam na więcej. Więc ani zdrady nie żałuje bo sama sie o to prosiłam itd., że moja wina ze wszystko popsute. I teraz tak wiele to mówi (no mówił te 3 lata i ostatni czas bo od miesiąca zero kontaktu już na amen). Tyle mówi że chyba juz sam w to wierzy. I dokładnie co mi zarzuca ze np go poniżyłam i dlatego nie da rady dalej. To sam to już lata wcześniej zrobił a jak mówiłam to nie rozumiał i się śmiał ze mnie że mnie cos tam boli, więc jak teraz to przytaczam to znowu zero zrozumienia. Tylko z innej strony atak. I tak w koło.

Ludzie pomóżcie mi. Nie daje mi żyć myśl że on nic nie rozumie i zero wstydu ma, że on zapomniał jak mnie bił, poniewierał. A jak przypominam to mówi że nie zrobił nic czego ja tez nie zrobiłam. No nawet jeśli to chcę by rozumiał czemu, że to się już na początku zaczęło i z jego winy. Bo on to czy tamto i tak lata budował moją nienawiść do niego, ale tego już nie rozumie. Nie widzi jak 2 lata tylko uciekałam w kąt albo tylko płakałam o wszystko a nic przeciw niemu nie zrobiłam. Teraz tak, ale też bo sam za daleko się posunął. Ludzie pomóżcie. Powiedzcie ze on tylko tak gada albo że zbyt dumny by się przyznać bądź mnie przyznać rację, ale ze w głębi duszy ma jakieś wyrzuty sumienia. Najgorsze to ze strasznie wierzyłam w tą miłość bez granic bo u mnie ich nie było. Wierzyłam też że ile się daje dostanie się w zamian. A tu nic, świat mi się zawali. Skoro tak kochałam-kocham i to nie przetrwało jemu tak obojętne było, więc chyba nie ma miłości.

2

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

mowi sie ze rozstanie ma 3 etapy- nienawisc,skrucha i zal potem obojetnosc.a tu mi chodzi kiedy to bedzie ten drugi u niego-czy juz byl w czasie gdy ja za nim latalam by wywolac jakies emocje(skruche,pozalowanie,wyrzuty sumienia) czy to jeszcze dopiero bedzie .jak wy myslicie.teraz sie wydaje yc obojetny-pytanie tylko ktory to etap-ostatni czy to narazie jeszcze gra bo jeszcze mysli ze wroce i czeka na moj ruch.pomocy

3

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

Witaj,mam 49 lat,spore doswiadczenie zyciowe,tez jakies tam przejscia,uwaznie przeczytaj,odpusc sobie totalnie,wyplacz 2 wiadra lez w poduszke,wstan otrzep sie i zacznij normalnie funkcjonowac bo zasady,godnosc i ambicja pozwola Ci normalnie dalej zyc w tych wartosciach jedynie.Wybacz opisujesz skrajne dno ktore nie ma nic wspolnego z zadnym uczuciem skierowanym w Twoja strone.Dalsze komentarze moga Cie urazic.Trzym sie.Marek,

4

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

hmmmm chyba tu nikt nic nie czyta

5

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec
depresiv25 napisał/a:

hmmmm chyba tu nikt nic nie czyta

Czyta, ale co tu innego napisac jak post powyzej. Uciekaj

6

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

Facet nie jest wart twoich uczuc,szkoda marnowac czasu na niego!!powodzenia

7

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

nie doczytałam do końca, nie da się, wymęczyłaś mnie.

8

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec
Motylewemgle napisał/a:

nie doczytałam do końca, nie da się, wymęczyłaś mnie.

heh no wlasnie i ja sie tak mecze

9

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec
mayk222 napisał/a:

Witaj,mam 49 lat,spore doswiadczenie zyciowe,tez jakies tam przejscia,uwaznie przeczytaj,odpusc sobie totalnie,wyplacz 2 wiadra lez w poduszke,wstan otrzep sie i zacznij normalnie funkcjonowac bo zasady,godnosc i ambicja pozwola Ci normalnie dalej zyc w tych wartosciach jedynie.Wybacz opisujesz skrajne dno ktore nie ma nic wspolnego z zadnym uczuciem skierowanym w Twoja strone.Dalsze komentarze moga Cie urazic.Trzym sie.Marek,

hmm no obrazic sie to nie-ja juz tego wszystkiego konsekwencje place.sama tez nie wiem jak to sie stalo bo tak dlugo trwalam.zawsze mialam watpliwosci co do jego uczuc,choc znowu jest tyle rzeczy ktore swiadcza o jego milosci (na swoj sposob) ni mowie o jakis tak drobnostkach tylko tych znaczych rzeczach.i wlasnie dlatego tak sie gubie.bo nie rozumiem nic.gdzie tu charakter,a gdzie choroba i uzaleznienie.dkatego tak w tym trwalam bo nie umialam sie znalezc.skomplikowane.

10 Ostatnio edytowany przez depresiv25 (2012-04-12 12:54:18)

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

czyli mam rozumiec ze nawet po tym jak mnie stracil-bedzie mnie zawsze za ta winna widzial jak to powtarza,a sienbie tylko za ofiare.ze na zawsze pozostane w jego czach nic nie warta i zla.... to myslicie ze nigdy nie kochal(od zawsze bylo tak samo tylko w mniejszym stopniu a potem tylko gorzej) .jesli tak myslicie to wytlumaczcie mi jak moze znou ktos taki zyc z kims przez 3lata -razem mieszkac i isc do przodu jakby faktycznie to powazne bylo.do polski do moich rodzicow jezdzic,mnie odebrac znowu z polski-po co to wszystko jesli nie kochal.ja juz nic nie rozumiem.bylam jedyna ktora orzedstawil w domu jako swoja przyszla matke dzieci itd.jestem jedyna ktora weszla do rodziny itd... moze faktycznie on chory przez ten koks-czy to juz sprawa charakteru.

11

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec
depresiv25 napisał/a:

czyli mam rozumiec ze nawet po tym jak mnie stracil-bedzie mnie zawsze za ta winna widzial jak to powtarza,a sienbie tylko za ofiare.ze na zawsze pozostane w jego czach nic nie warta i zla.... to myslicie ze nigdy nie kochal(od zawsze bylo tak samo tylko w mniejszym stopniu a potem tylko gorzej) .jesli tak myslicie to wytlumaczcie mi jak moze znou ktos taki zyc z kims przez 3lata -razem mieszkac i isc do przodu jakby faktycznie to powazne bylo.do polski do moich rodzicow jezdzic,mnie odebrac znowu z polski-po co to wszystko jesli nie kochal.ja juz nic nie rozumiem.bylam jedyna ktora orzedstawil w domu jako swoja przyszla matke dzieci itd.jestem jedyna ktora weszla do rodziny itd... moze faktycznie on chory przez ten koks-czy to juz sprawa charakteru.

Nie mysl o tym, co on powinien o tym myslec. Po co to robisz? Facet zachowuje sie koszmarnie po prostu. Ta cala relacja jest toksyczna. Nie rozpamietuj tego. Musisz wyleczyc serducho i isc dalej. Po co marnujesz na niego czas. Szkoda zycia. To co przeszlas to jakies pieklo.

12

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec
Kawencja napisał/a:

. To co przeszlas to jakies pieklo.

tak sie wlasnie czuje...tylko ze to wszystko to czesc setna tego co bylo.bylam tak tym ogluszona ze nie potrafilam skonczyc-bo wiazalo sie ze strasznymi skutkami.no i teraz mam-powinnam sie cieszyc,ale niesie to za soba mase zmian-i obaw ktore obawiam sie beda juz na zawsze.dlatego to nie daje mi spokoju-jakas pociecha w tym musi byc-ze moze tak tylko mowil,czy pprostu w jakis sposob nie mogl sie kontrolowac ale gdzies to ma ukryty inny sens-taki ktory mnie w jakis sposob pocieszy i jakoo tako poczuje sie lepiej.

13

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec
depresiv25 napisał/a:
Kawencja napisał/a:

. To co przeszlas to jakies pieklo.

tak sie wlasnie czuje...tylko ze to wszystko to czesc setna tego co bylo.bylam tak tym ogluszona ze nie potrafilam skonczyc-bo wiazalo sie ze strasznymi skutkami.no i teraz mam-powinnam sie cieszyc,ale niesie to za soba mase zmian-i obaw ktore obawiam sie beda juz na zawsze.dlatego to nie daje mi spokoju-jakas pociecha w tym musi byc-ze moze tak tylko mowil,czy pprostu w jakis sposob nie mogl sie kontrolowac ale gdzies to ma ukryty inny sens-taki ktory mnie w jakis sposob pocieszy i jakoo tako poczuje sie lepiej.

Daj sobie czas i sie pozbieraj. I nie rozstrzasaj przeszlosci, bo zwariujesz, a i tak nie dojdziesz do zadnych wnioskow. Facet zachowuje sie jak niezrownowazony. Nie ma co dopatrywac sie sensu tylko wziasc nogi za pas i uciekac jak najdalej. Odpocznij, staraj sie odwracac kazda mysl o tym, co bylo. A kiedys znajdziesz odpowiedz. Ona sama do Ciebie przyjdzie. Ale na pewno nie stanie sie to teraz jak jestes w takim stanie.

14 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2012-04-12 15:40:42)

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec
Kawencja napisał/a:

Nie mysl o tym, co on powinien o tym myslec. Po co to robisz? Facet zachowuje sie koszmarnie po prostu. Ta cala relacja jest toksyczna. Nie rozpamietuj tego. Musisz wyleczyc serducho i isc dalej. Po co marnujesz na niego czas. Szkoda zycia. To co przeszlas to jakies pieklo.

Popieram.
Do autorki:
Ten facet ma najwyraźniej spore problemy emocjonalne... Wspomniałaś coś o jego ...charakterze. Jak dla mnie - facet tego całkowicie pozbawiony. Jest szansa, że narkotyki tak podziałały na osobowość tego osobnika, że z człowieka przeobraził się w zwykłego...
Dobrze, że ten chory układ, wyniszczający do cna znalazł już swój koniec.
Osobiście nie rozumiem, dlaczego tak bardzo zależy Ci, by zrozumiał swoją winę i docenił stratę. Na co Ci to? Po co za każdym razem, gdy dowiadywałaś się ciekawostek - chwytałaś za telefon i dzwoniłaś do niego? To było zupełnie niepotrzebne, bo tylko przedłużało agonię... To najwyraźniej taki typ: obarczać odpowiedzialnością za własne grzechy innych, wzbudzać poczucie winy i prosto w oczy kłamać... Doszukujesz się w tamtym facecie cech ludzkich: miłości, wrażliwości... Z wyjątkiem miłych i ładnych słów, jakie od niego słyszałaś - w praktyce było tego ....bardzo niewiele.
Wyrzuć to wszystko z pamięci i zapomnij o nim. Ostre cięcie - jedyny ratunek, by nie popaść w szaleństwo...

15

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

o rety-normalnie piszecie o tym czego ja sie zawsze balam powiedzuiec w glos-doslownie moje slowa.... tylko mimo to ani mi lepiej nie jest.wiem zte to byl blad za ten telefon chwytac ale te emocje mnie juz tak ponosz.no nie daje rady.to chyba tez ze jesztem tu sama i nie moge sie jakos czyms zajac by nie myslec.a myslec sprawia tylko bol i wprowadza w depresje...

16

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

Depresjo 1025 mega jednostek,przestan to wszystko rozpatrywac bo wyladujesz w psychiatryku lub na pigulkach otumaniajacych,to ze Cie deko rozumiem to i tak nie przeczytasz slowa wspolczucia-masz wszystko na wlasne zyczenie,od takich'karykatur'ucieka sie natychmiast,potrzeba kilka godzin lub max 2-3 dni jak ktos sie ukrywa za maska.Nikt Ci nie pomoze,nawet na tym czy kolejnym forum.Tylko i wylacznie wszystko zalezy od Ciebie samej,od wartosci tych ktore posiadasz i sama uwazasz ze nimi nalezy kierowac sie w zyciu.Podpowiedz brzmi-kartka papieru,napisz sobie w 10 pkt jaki powinien byc mezczyzna w zwiazku,dokonaj porownania i wraz z przeszloscia wywal ja do kubla na smieci.Podpowiedz 2 zwiezla ja zmarnowalem pol roku zycia rozpatrujac'dlaczego i jaka moja wina' zaluje tego zmarnowanego czasu,po prostu sie zdarza ze druga strona nie jest nas warta,domyslam sie,pewno tesknisz mimo wszystko bo rozpatrujesz,ale kompletnie nie ma za'czym'.Podpowiedz 3 udowodnij sama przed soba ze masz wartosci,umiesz sie pozbierac a reszta sama za tym przyjdzie,mysl o przyszlosci a nie o zmarnowanym dniu wczorajszym.Trzym sie.

17

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

chyba ja juz jakas chora jestem....

18

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

Kochana depresiv25,

Nie jesteś wcale chora tylko beznadziejnie zakochana... I to w kim - w osobie, która w ogóle na to nie zasługuje i z którą nie da rady stworzyć normalnego związku.
Proszę nie pakuj się w coś, co bardzo Cię niszczy i niszczyłoby każdą kobietę w takiej sytuacji. Patrz na wszystko realnie, patrz na fakty!!! Jego zachowanie wskazuje na to, że Cię nie kocha. Nie ma takiego czegoś jak "kochać na swój sposób" !!! Albo się kocha, albo nie. Albo się szanuje, docenia i buduje wspólną przyszłość albo nie. Albo się dobrowolnie i z własnej woli zdradza, bierze narkotyki, bije albo nie... Pytasz, czy on będzie żałował tego, że odejdziesz. Zapewne tak, ale minie pewnie trochę czasu, kiedy zrozumie, co w życiu jest ważne, jakie wartości trzeba sobą reprezentować. Nie pozwól sobie wmawiać poczucia winy - czy nie widzisz jak Tobą manipuluje? Zacznij żyć w prawdzie !!! Trzymaj się wink

19

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

chora to bedziesz dopiero ja sie z tego nie otrzasniesz tylko sie bedziesz nadal poglebiac w zmarnowanej przeszlosci.Musisz poukladac sie sama z soba.

20

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

Do Marti 86 bardzo przypadl mi do gustu Twoj post

21

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec
mayk222 napisał/a:

Do Marti 86 bardzo przypadl mi do gustu Twoj post

mnie tez  :-)   dziekuje. nieraz tak trzeba kims wstrzasnac...

22

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

jest mi bardzo zle.ciagle jeszcze,nie umiem sie pozbierac,nic nie rozumie,nie da sie zapomniec,szuka sie jakiejs pociechy w tym wszystkim,ze moze chociaz kiedys kochal,ze tez jakos teraz cierpi ze tak to wyszlo...bo jesli nie to trace wiare we wszystko nawet w to co kiedys bylo...

23

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

Twoje uczucie do niego jest bardzo silne....szkoda tylko,że on nie potrafił tego w żaden sposób docenić.
Powiedzenie "miłość jest ślepa" doskonale to oddaje.
Chyba nie ma sensu doszukiwania się w tym związku momentów,które dobitnie przemawiałyby za jego miłością do Ciebie.
Uwierzyłaś jemu i jego rodzinie,bo pragnęłaś tylko "normalności" a oni prawdopodobnie widząc zachowanie swojego syna mieli nadzieję,że Ty chociaż trochę go zmienisz.Liczyli ,że może "zdejmiesz" im trochę kłopotów z głowy.
Czy on Ciebie kochał?......no nie wiem,bo z tego co napisałaś nic takiego nie wynika......to zimny wyrachowany drań,który Cię wykorzystał dla spełniania swoich jakiś podłych celów.
Widzę,że jest Ci bardzo ciężko pogodzić się z tym,że "oddałaś serce" nie temu facetowi.......,ale musisz zrozumieć jedno......życie jest przed Tobą i nie dawaj satysfakcji człowiekowi,który nie ma "krztyny honoru".
Chociaż to będzie trudne...podnieś głowę i staraj się mu pokazać to co on Tobie pokazywał prze cały czas.
To jest typ pasożyta,który do swojego sposobu życia potrzebuje miłości prawdziwej kobiety.
Nie trać wiary!.....nie warto!.....będzie bolało,ale powolutku się pozbierasz i im szybciej zakończysz ten toksyczny związek tym mniej będziesz miała "ran".
Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki.....wierzę,że dasz radę...przecież jest wiosna a ona daje początek "nowemu"......:):):)

24

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

O matko jedyna, to wariat, czemu wariat ma rządzić twoim życiem, wypłacz się ile trzeba, a potem zmień życie na lepsze, bo nie warto.

25

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

wszystkie Wasze odpowiedzi jak tak czytam sa wlasnie potwierdzeniem tego jak ja to wszytsko widzialam.ja to widze i wy-wiec jak to mozliwe ze on tego ani troche nie widzi czy nie rozumie.on tak przekonujaco powtarza jaki to dobry byl,jak to mnie wybral i tylko ja sie liczylam,jak powaznie mnie traktowal itd.tak dobitnie to powtarza ze juz sam w to wierzy.tylko jak to mozliwe-ze nigdy nie widzial potrzeby chocby przeprosic za cos-tak jakby nigby poczucia winy nie mial-teraz to inna sytuacja bo nie jestesmy razem-tylko czemu-wlasnie przez niego...ale jak to mozliwe ze ze mna zyl,jak to mowil ze chcial by bylo dobrze ale palcem nie kiwnal.nigdy nie odczulam by staral sie naprawiac bledy-chyba ze sie nacpal-to gadal dokladnie to czego potrzebowalam slyszec...i dodawal ze bierze po to bo tyle do powiedzenia a inaczej nie umie sie otworzyc.a ja wierzylam bo latwiej bylo taka wersje zaakceptowac jak fakt ze mnie oszukuje.tylko tak stracilam 3lata...odeszlam i fakt ze ani teraz nic do powiedzenia nie ma-normalnie mnie zabija.nie potrafie do przodu isc,ciagle ukladam dialogi w myslach,analizuje,wszystko mi go tylko przypomina.normalnie wariuje.tylko placze jak nigdy.ani filmu nie moge ogladac bo zaraz mi zle.nie radze sobie wogole.juz sie rozstawalam-zawsze cos boli-ale nie tak.to jest zuperlnie inny bol-jakiego nie znam-nie potrafie zidentyfikowac.wszystko-milosc,nienawisc,zal,rozczarowanie,chec zemsty,potem wrzuty.wszystko.

26

Odp: pomocy-jaki bedzie tego koniec

co mnie jeszcze strasznie drazni-ze to on jeszcze mnie wmawia ze to ja nie kochalam...on byl tym co tak wszytsko poprawnie robil.nie widzie nic i nierozumie moich poswiecej...wogole nic nie docenia..i co? mowi tak tylko czy juz sam w to wierzy co mowi...jak moze jeszcze wogole watpic w moje uczucia p tym jak on sie zachowywal i ni eakceptuje zarzutow z mojej strony

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » pomocy-jaki bedzie tego koniec

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026