Przyszedł pewnego dnia do domu i opowiadając co przydarzyło się mu w ciągu dnia, stwierdził, że (między innymi) poznał fajną Panią Prawniczkę, która będzie mu robiła audyt w firmie...puściłam mimo uszu, wiele takich rzeczy, wiele klientek, wiele spraw, przyzwyczaiłam się. Nie zdziwiłam się nawet gdy zaczęła do niego dzwonić o dziwnych porach, np. o 21, niby chodziło o pracę. Przecież ON pracuje cały czas. Ma firmę. Nie zdziwiłam się (o głupia!) jak dostawał od niej smsy o 23, nie pytałam o treść, ufałam bezgranicznie.
Robiła audyt całości, więc jeździli po wszystkich lokalizacjach, on był nią coraz bardziej zachwycony, że ma TAKĄ wiedzę, że ma TAKIE kontakty. W jego urodziny, ja zachrzaniałam z zakupami, tortem i obiadem a on "audytował" z Panią jakieś odległe miejsce, przyjechał tak późno, że zjadł ten cholerny obiad pięć razy odgrzewany, pozachwycał się, że pomogła mu w trudnej sytuacji i że "wprost z ust mu słowa wyjmowała" jakie to niesamowite!
Stał się nieobecny, zimny (że niby to dużo pracy), wracał, znikał w komputerze. Coś mnie tknęło. Zaczęłam szukać. Gdy weszłam na jego firmowego emaila, świat usunął mi się z pod nóg...przysięgam, że tak właśnie się poczułam czytając jego maile do niej i odwrotnie....
Romantyczny, czuły, ciekawy jej, ona pisząca, że jeżeli to nikomu krzywdy nie robi, niech trwa....
Potem, że kocha...., nie wytrzymałam, powiedziałam mu, że wiem o wszystkim. Zarzekał się, że to wygłup, że ona mu była potrzebna do sfinalizowania transakcji, że to się nie liczy i takie tam, pewnie zwykłe teksty każdego faceta, który został złapany. Dałam się nabrać. Uwierzyłam, że to skończył, dałam "ostatnią" szansę. To był początek tego roku.
Nawet nie jestem w stanie opisać tutaj tego co przeżyłam. Mamy malutkie dziecko, (8 miesięcy), siedzę z nim w domu, nie pracuję, bo nie mam go z kim zostawić. Zresztą tak zakładaliśmy na początku.
Jednak coś cały czas mi się nie zgadzało. Brakowało mi tego "czegoś", tego co sprawia, że człowiek wie, że jest kochany, tej iskry potrzebnej w związku dwojga ludzi... Moje pytania zbywał, późno wracał, kładł się spać, rano wstawał, komputer i do pracy.
Rozmawiał ze mną o tym co zaszło bardzo rzeczowo, nie unikał tematu, był, że tak powiem poprawny. Jednak ciągle było mi brak tego czegoś... W pewną niedzielę z desperacji zaproponowałam mu separację, powiedziałam, że nie ma w nim żadnych uczuć do mnie, ja tego nie czuję, jeżeli już nie kocha, niech powie. Przecież to się wydarza, ludzie przestają się kochać, powiedziałam mu, że
jest mi źle po prostu, że tamto, że brak emocji. Ja też mam prawo ułożyć sobie życie szczęśliwie.
Zaklinał się, że kocha i takie tam to samo co zwykle, że chce być ze mną.
Wiem, że to ohydne (czuję się kompletnie usprawiedliwiona
), pogrzebałam mu w mailu. Od TAMTEJ pory telefon zawsze leżał na wierzchu, maile mogłam przeglądać - wszystkie pozory świetnie potrafił zachować. O godzinie 20:30 znalazłam trop. Otworzył sobie innego maila (przecież to jest powszechnie dostępne) i tam z czułością dalej korespondowali.
O wszystkim, o tym, że pada śnieg, o tym, że "pełna synchronizacja telefonów i emaili" żebym czasem na nic nie wpadła...o tym, że on kocha ją a ona jego, o tym, że teraz mogli widzieć się na godzinkę dziennie ale mają nadzieję na więcej...
Jezus Maria! tak jakby byli razem od wieków, bardzo zakochani...
Wywaliłam go z domu, wraca jak kiepski żart. Długo rozmawialiśmy, bo zagroziłam rozwodem. Wiem, że długo przedtem mieliśmy problemy (kryzys w związku, dwa światy - on praca ja dziecko), wiem, że w pewnych rzeczach zawiniłam. Wiem.
On walczy. Nie chce rozstania, nie chce rozwodu. Powiedział, że ciągnął to, bo "bał się", że między nami się nie zmieni, że ona dała mu "ładnie zapakowany" batonik, na który poleciał czyli czułość, zainteresowanie, podziw. W domu miał tylko złość i wściekłość z mojej strony, że nic nie robi. Podobno wie, że zawalił, że powinien ze mną rozmawiać. Mówi, że zależy mu na mnie i na dziecku, że wie co może stracić. Jej wysłał maila, że to koniec. Ona od dwóch miesięcy jest za granicą (ze swoim facetem i dzieckiem - szuja)
Stąd te maile, i tylko maile. Podobno.
Nie ufam mu, w nic nie wierzę, zawalił mi się świat. Podobno z nią nie spał. Wszystko tylko podobno, bo raz uwierzyłam a on mnie okłamał. NIe wiem co mam robić, w którą stronę iść...Codziennie jak otwieram oczy rano - mówię sobie - witaj koszmarze kolejnego dnia mojego życia....